Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - XXXVII" 01.07.2011
"Szukając ducha rocka - XXVIII" 11.01.2011
"Szukając ducha rocka - IV" 23.07.2010
"Szukając ducha rocka - XV" 03.08.2010
"Zagubiony myśliwy - II" 23.08.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - XXXVIII

“I never meant to cause u any sorrow I never meant to cause u any pain I only wanted to one time see u laughing I only wanted to see u laughing in the purple rain…” - Ann? Jesteś tu czy odleciałaś na swoim latającym dywanie? – dopiero jego na wpół zirytowany, na wpół zaniepokojony głos przywrócił mnie do względnej rzeczywistości. Zamrugałam szybko, odrywając wzrok od widoku za oknem. Hipnotyzował mnie… Otwarłam okno – tak, po to tu przecież podeszłam. Odwróciłam się i zobaczyłam jak balansuje na drabinie. Był cały w czerwonej farbie – krople zaschły na jego twarzy, we włosach i na ubraniu. Szybko podałam mu pędzel. Musiałam tam długo stać, skoro zabrał się już do wykańczania. Nawet to już kończył. Przeklęłam się w duchu za bezczynność. Pochłonęło mnie całkowicie obserwowanie budzących się do życia ludzi. Byli tak zajęci swoimi sprawami, że nawet nie zauważyli dziewczyny przyglądającej się im z góry. Coraz mniej rozumiałam ich mobilizację do pędu naprzód. Stabilizacja, monotonia wydawały się kuszącymi alternatywami. Stara Ann pewnie by mnie wyśmiała… „Co z tego? Co przyniosło mi jej uparte parcie do przodu?” Uśmiechnęłam się słabo do obserwującego mnie Jacksona. „Tak, znowu to zrobiłam…” Ostatnio byłam bardzo rozkojarzona. Moje myśli uciekały daleko, pozostawiając pustą skorupę, którą byłam. Pomagałam mu jak umiałam najlepiej, ale nawet ja zauważyłam, że jestem mało użyteczna i raczej przeszkadzam. Nie naciskał, starał się tylko wywołać na mojej twarzy uśmiech, co czynił z dużą efektywnością. Powoli wracałam do normalności, choć czułam, że to nadal całe lata świetlne ode mnie. Jackson był moją jedyną szansą na powrót do domu. Inaczej wciąż leżałabym bez życia na łóżku wpatrzona w sufit. Odchrząknął. Zamrugałam zaskoczona… - Chcesz porozmawiać? – wydawał się zmartwiony. Patrzył na mnie z troską, jakby bał się zostawić mnie na kilka minut samą. Zupełnie jak małe dziecko. Osiągnęłam emocjonalne zero bezwzględne. Nawet nie zaczęłam wznosić wokół siebie iluzji siły. Nie wiedziałam już, czym jest tak naprawdę… Zaprzeczyłam ruchem głowy. Odeszłam w poszukiwaniu swojego pędzla. Nie chciałam go smucić i być problemem. On jednak zaprzeczał za każdym razem, gdy mu o tym wspominałam. Pytałam nawet czy chciałby odpocząć, albo wrócić do domu, ale odpowiedź była ta sama. Zostawił mnie tylko raz, gdy pojechał po farby i wszystko, co potrzebne do malowania. Wrócił już po godzinie. Słyszałam drabinę jęczącą pod jego ciężarem. Wzdrygnęłam się, gdy dotknął mojego ramienia. Cofnął dłoń. “Open your arms and let me show you what love can be like It\'s all tears and it will be \'til the end of your time Come closer my love…” Uśmiechnęłam się przepraszająco i przytuliłam do ciepłego ciała. To był ostatnio jedyny sposób, by mnie uspokoić. Czułam jak zamyka wokół mnie ramiona. Nadal nie byłam całkowicie spokojna w jego towarzystwie, ale sprawiał, że czułam się dobrze. Roztaczał wokół siebie niebezpieczeństwo, a jednocześnie wywoływał na mojej twarzy uśmiech. Był jasnym punktem na moim zajętym ciemnością widnokręgu. - Skończyliśmy. Jak ci się podoba? – otoczył mnie ramieniem i pozwolił obejrzeć swoją pracę. Tak naprawdę on pracował, a ja niezdarnie starałam się pomóc. Muszę przyznać, że efekt był imponujący. Mieszkanie w końcu wydawało się przytulne. Nie przypominało już samotnych nocy, piekących oczu i pustki pożerającej umysł. - Pięknie. Jesteś niezastąpiony. Dziękuję – ucałowałam go w policzek. W środku płakałam z wdzięczności. Uśmiechnął się łobuzersko. Wydawał się być dumny z siebie. - Umyję pędzle. Nastawisz wodę? – spytał. Z ochotą przytaknęłam. To była nasza mała tradycja, niczym tajemny rytuał. Przyda mi się coś ciepłego. Ostatnio znienawidziłam zimno, marzłam bardziej niż kiedykolwiek. Zniknął za drzwiami łazienki… “I should have seen it would be this way I should have known from the start what she\'s up to When you\'ve loved and you\'ve lost someone You know what it feels like to lose…” „Nie wdepnij w to gówno znowu…” – ile razy obiecywałam to sobie w ciągu ostatniego tygodnia, nie mam pojęcia. Sposób w jaki na mnie patrzył. Troska, którą mnie otaczał. Niegasnący uśmiech wywoływany na zawołanie. To wszystko plątało się, gdy siedział obok mnie, umazany farbą, popijając parującą kawę. Najlepszą kawę, jaką piłam. Nigdy nie byłam jej zwolenniczką, ale jego receptura była niesamowita. Przenosiła mnie do jakiegoś magicznego miejsca. Przymknęłam oczy, rozkoszując się ulotnym aromatem wanilii, niby przypadkiem zawieszonym między delikatnym mlekiem i diabelsko mocną kawą. Uśmiechał się, nie spuszczając wzroku z okna – słońce nadawało jego twarzy złotawy odcień i tańczyło w kosmykach włosów. - Opowiedz mi o sobie raz jeszcze. Bez subiektywizmu i sentymentu. To może pomóc… - o mało nie udławiłam się kawą. Połknęłam napój znajdujący się w ustach dla bezpieczeństwa swojego i jego koszulki, która i tak była brudna, jeśli mielibyśmy być szczerzy. Spojrzałam na niego, ale nie dał mi żadnej wskazówki. Prosił, żebym przeszła przez swoje życie, jakby należało do kogoś innego. Czekał… Obróciłam nerwowo kubek w dłoniach. - Przeszłam przez niezły burdel… - nie pozbyłam się z głosu nuty melancholijnego żalu. Roześmiał się. Widziałam, że rozpoczął jakąś grę. Dźwięk jego głosu był szorstki i niski. Przez chwilę unosiłam się na nim bezwładnie. Przyzwyczaiłam się w życiu do zupełnie innych brzmień, ale to było podniecająco obce, co wprawiało mnie w zakłopotanie stanowczo zbyt wiele razy. - Parę razy urwałaś się z lekcji? Ukradłaś butelkę wina z barku ojca? A może obejrzałaś świerszczyki brata? – spojrzał na mnie z pobłażliwą kpiną w oczach. Prowokował mnie do dyskusji, walki o swój honor. Tańczył ze mną… „Czy on...?” – roześmiałam się do własnych myśli. Przez chwilę zafascynowana słuchałam brzmienia mojego śmiechu. Tak dawno go nie słyszałam… Nie mogłam przestać. Śmiałam się z mojej głupoty, naiwnych nadziei i niepoważnej miłości. Chyba nadrabiałam stracony czas. Przyłączył się do mnie z ochotą. „Uznał mnie za małą, biedną dziewczynkę, która dopiero wyrwała się do wielkiego i złego świata? A może chce wyciągnąć ode mnie pikantne szczegóły życia?” Powoli się uspokajałam, chichocząc co po chwila. Byłam tym zachwycona. Zdrowiałam… I podjęłam jego taniec… - Więc? Jaki to burdel w twoim życiu, hm? – spojrzał na mnie wyzywająco, prowokacyjnie unosząc brew. - Cóż… Nie licząc toksycznego związku z wiecznie naćpanym gitarzystą, który zdradzał mnie na lewo i prawo… - przełknęłam jakoś ten piekący mnie żywym ogniem rozdział mojego życia. Łzy pojawiły się na dnie oczu. Nie przytulił mnie, pozwolił samej stawić czoła demonom… “no more shame, she has felt too much pain, in her life in her mind she\'s repeating the words all the love you put out will return to you…” - Mogę tylko dodać kradzież samochodu, kilkanaście wizyt na posterunku za zbyt głośne zachowanie i kilka dni aresztu za zniesławienie funkcjonariusza. Cytuję zeznania: „oplucie go, zamiar rozbicia na jego głowie szklanej butelki i wyrażenie się o jego kompetencjach w niecenzuralnych słowach” Och, zapomniałabym. Podejrzewali mnie także handel narkotykami i kilka pobić, z którymi podobno miałam jakiś związek – zaśmiałam się widząc, jak bardzo jest zdumiony, bawiłam się moją ‘kryminalną przeszłością’ niczym zabawką, choć nie było w niej nic chwalebnego czy śmiesznego. „chyba nie tego się po mnie spodziewał” – stwierdziłam z nieskrywaną satysfakcją. W końcu rolę się odwróciły i to ja mogę go czymś zaskoczyć. „Cóż… Nie byłaś zbyt grzeczna ostatnimi czasy…” Pociągnęłam łyk ze swojego kubka, czekając, aż przywyknie do myśli, że siedzi obok dilera narkotyków z muzyczną przeszłością w podziemiu. Wydawało mi się to zabawne. Miał rację – to pomaga. - Twoja kolej wielki, zły chłopcze – pozwoliłam sobie na nutkę sarkazmu. Lubiłam tańczyć z kimś dla czystej przyjemności. Roześmiał się i położył na podłodze, wkładając ramiona pod głowę. Spojrzałam na niego zaciekawiona. - Naprawdę chcesz to usłyszeć? W takim razie przygotuj się na bajkę dla dorosłych do wieczornej kawy – w odpowiedzi usiadłam wygodniej ze swoim kubkiem. Spojrzałam na niego wyczekująco, przyglądając się jego twarzy. Nadal nie mogłam się przyzwyczaić, że jest tak blisko mnie. To niewiarygodne w jakim tempie rozwinęła się ta znajomość. Jest najbliższą mi tu osobą. Westchnął i przymknął oczy. - Może wydaje ci się, że jestem oswojonym misiem, ale to nieprawda. Zaczynałem niewinnie jako członek klubu motocyklowego. Chciałem kontynuować tradycję ojca, a także dziadka. Czułem presję, że muszę być taki, jak oni tego oczekiwali. Im dłużej tam byłem, tym bardziej wdrażali mnie w swoje interesy. To nie był zwykły gang, którego członkowie ze sobą jeździli. Dostawałem coraz ważniejsze zadania. To nie było już pobicie czy drobna kradzież. Zacząłem handlować bronią, narkotykami. Ostatnio wplątali się w przemysł dziwkarski… Pff… - mruknął rozeźlony. Nie mogłam nawet mrugnąć, patrzyłam na niego zahipnotyzowana. „Gang? Handel bronią...?” - Były tez wojny gangów. Niedługo pewnie rozpęta się następna. Trzy lata siedziałem w pierdlu za podpalenie. Swoją drogą, to było inspirujące miejsce. Już dawno nie słyszałem tak porywających historii spod znaku ‘jak wypatroszyć człowieka w trzy minuty i nie zostawić śladów’. Kilka razy trzeba było kogoś zastraszyć albo zabić – zadrżałam. Mówił to tak obojętnym głosem. Nie był dumny, zawstydzony. Dla niego to była codzienność. Sprawiał ludziom ból i doskonale wiedział, co robi. Czułam się całkowicie otumaniona. „No to wdepnęłaś… Jesteś cholernie zdolna! Uciekasz przed facetem nafaszerowanym dragami niczym piniata, a w kilkusettysięcznym mieście trafiasz na członka gangu motocyklowego! Cholera…” Przyglądał mi się z rozbawieniem. Ledwo trzymałam mój kubek z kawą. „Przecież, on może…” Dyskretnie zerknęłam na jego napięte mięśnie. Tyle razy mnie zachwycały, teraz nie widziałam w nich nic cudownego. W końcu jak można uważać, że coś co może cię zabić może być piękne… „Cholera…” - Siedzimy w tym gównie razem, mała… - szepnął, uśmiechając się kpiąco. „Żebyś wiedział…” Czas się ocknąć. Dałam mojej duszy w twarz. Nie od razu zadziałało, ale i tak przyniosło zamierzony efekt. „Jeśli ktoś taki to przyjaciel, nic mi nie grozi. A jeśli nie… Too late, baby…” Odchrząknęłam, poprawiając włosy zakłopotana. Potrzebowałam pretekstu, żeby odwrócić od niego wzrok. Uśmiechnął się czule. “I never wanted to be your weekend lover Baby I could never steal u from another…” - Dlaczego dziewczyny, którym to opowiedziałem nie reagują tak uroczo, tylko mnie wyśmiewają? Albo, co robią częściej, uciekają. Pojęcia zielonego nie mam dlaczego – uśmiechnął się diabelsko. Czułam, że mój rumieniec się pogłębia. Nagle nie potrafiłam obrócić w żart jego wypowiedzi, choć prawie zawsze mi się to udawało. Odwróciłam wzrok. „O matko…” - Boisz się? – szepnął mi wprost do ucha. Był tak blisko, że kiedy odruchowo odwróciłam głowę w stronę dźwięku, moje czoło zahaczyło o jego usta. Serce zabiło nagle sto razy szybciej i straciłam oddech. Przesunął palcem wzdłuż mojej twarz, zaznaczając kości policzkowe i linię szczęki. Przyglądał się moim włosom. Roześmiał się tuż przy mojej skórze. - Żartowałem – odsunął się na długość ramienia z rozbawieniem czającym się w kącikach oczu i zmarszczkach, które je okalały. Złapałam powietrze zachłannie. „Matko… Odzwyczaiłam się od takich emocji…” To było coś zupełnie nowego i fascynującego. Sposób w jaki mnie przerażał, a chwilę potem rozśmieszał. Strach i spokój… - Hey, przestań już być sparaliżowana. Broń zostawiłem na motorze – mrugnął do mnie porozumiewawczo. Spojrzałam na niego z paniką w oczach, ale tylko się roześmiał. Dobrze się bawił moim kosztem. Uniósł dłonie w obronnym geście, który mówił ‘nic ci nie zrobię’, tylko że zawsze kogoś mordował. Uśmiechnęłam się. Przynajmniej wydaje mi się, że to zrobiłam. W każdym razie dałam taki rozkaz mięśniom, ale urwał się chyba w połowie drogi. - Pojdę się umyć. Wyglądam jak ubabrany w czerwonym błocie koczkodan – nie mogłam się nie roześmiać. „Szaleniec…” Chwilę przyglądał się mi zadowolony. W drodze do łazienki, zdjął koszulkę. Zachłysnęłam się powietrzem. Poczułam, że grunt osuwa mi się spod nóg… I to nie była strzała Kupidyna. A nawet jeśli to nie zadziałała tak, jak chciał konstruktor. Widać trafiła mi się wadliwa. Tatuaż… Ogromny tatuaż pokrywający całe jego plecy. Przedstawiał śmierć z kosą, która trzymała w zaciśniętej pięści królewskie jabłko z wyrytym znakiem anarchistów. Pod spodem obraz wieńczył napis ‘Prince of anarchy’. Przypomniałam sobie jego kurtkę. „O matko… Co to do cholery jest?! Jakaś sekta?!” Dochodziłam do siebie przy wtórze szumu prysznica. To zakrawało na paranoję albo operę mydlaną. Sama nie wiedziałam, co gorsze. Wyrywam się od jednego popaprańca, żeby od razu trafić na drugiego, który prowadzi nielegalną działalność, przy okazji dla sportu zabijając. „Cudownie…” Westchnęłam i zaczęłam zmywać kubki. „Dwa kubki w moim nowym domu…” – postawiłam je na suszarce, przyglądając się krwistoczerwonym ścianom salono-sypialni. Kuchnia utrzymana w radosnych zieleniach, a łazienka wyblakłych błękitach. „Kiedy się wyleczysz, dziewczyno?” – westchnęłam, przypomniawszy sobie długie, bezsenne noce przy jego boku, które spędzałam obserwując jak śpi. Uśmiechnęłam się do siebie ironicznie. „Pierwsza, szczeniacka miłość, co?” Takie zawsze najtrudniej zapomnieć. Zaciągnęłam się zapachem farby niczym najlepszej klasy papierosem. Nie wiedziałam skąd u mnie to zamiłowanie do dziwacznych zapachów. Mogłabym spędzić cały dzień na stacji benzynowej albo wdychać bez opamiętania zapach świeżo zaoranej ziemi. Kochałam te zapachy. Przypominały mi dom i czasy sprzed tego syfu, sprzed niego… „Może warto zacząć od nowa…?” Nie ma cię, ale wciąż jesteś… Wyszedł z lekko mokrymi włosami, które opadały na czoło zabawnie oklapłymi strąkami. Wałęsał się po pokoju w poszukiwaniu czystej koszulki. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na blizny pokrywające jego ciało. Zagojone rany po kulach i ślady rozciętej nożem skóry. „Słodki Jezu…” Odwróciłam wzrok, żeby nie zemdleć. I tak przyłapał mnie na podglądaniu go. - Zbieramy się – spojrzałam na niego zaskoczona „My…?” “She´s found something to fight for Someone to show her the way She´s found someone to cry for, someone to lie for Now she belongs to someone else…”



        Dedykacja: i tak oto zakończył się mój urlop... teraz czekają mnie trzy dni rozjazdów i w końcu będę mogła spokojnie położyć się do łóżka... <br /> <br /> muzyka nadal mnie zdumiewa. tym razem zaszłam, całkowicie przypadkiem, do twórczości Ewy Demarczyk. w połączeniu z HIM\'em i Chouchou daje niesamowite połączenie. składam w ich stronę ukłony...

Płeć: kobieta
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 04.07.2011r.

1     

Mozzie Użytkownik wpmt 04 07 2011 (22:28:12)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Nie czytałam jednej części, ale po prostu nie chcę, żebyś czekała. Wkrótce nadrobię zaległości.
Nie wiem, jaka była poprzednia, ale w odniesieniu do jeszcze wcześniejszych jest o wiele lepiej. Zdecydowanie podnosisz sobie poprzeczkę. Robisz coraz mniej błędów, dzięki czemu czytelnik (a szczególnie redaktor) może spokojnie skupić się na czytaniu.

Już dawno nie czułam się do tego stopnia wciągnięta. Zawsze fabuła była interesująca, ale tutaj robisz wielki krok do przodu. Mam nadzieję, że będziesz w stanie utrzymać tak wysoki poziom.
Mniej więcej w połowie zaczęłam ufać Jacksonowi, ale pod koniec znowu miałam wątpliwości, co do jego osoby. Wydaje mi się, że Ann nie powinna się w coś takiego pakować, ale wiadomo, że posłucha głosu serca. Sama zrobiłabym dokładnie tak samo, więc ani trochę się jej nie dziwię.

Zastanawia mnie to zakończenie, zaintrygowałaś mnie i mam nadzieję, że to się szybko wyjaśni. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnego odcinka i wstawiam w pełni zasłużoną szóstkę :)

Anima użytkownik 04 07 2011 (22:08:50)

Użytkownik ocenił pracę na 5

O, Ewa Demarczyk! Kocham ją po prostu. A co H.I.M-u miałaś całkowitą rację, są boscy! Diabelnie działają na wyobraźnię, a jak ich połączysz z System of a Down, to działają lepiej niż halucynacje po ziołach. ;p
Dobra, koniec tych wygłupów, przepraszam. ;)
Wreszcie można się czegoś dowiedzieć o Jacksonie. Nie wyglądał na grzecznego chłopczyka, o nie! Jednak walk gangów i takiej przeszłości zupełnie się nie spodziewałam. Chociaż z drugiej strony... w każdym razie - jest niebanalnie, a ja kocham niebanalność.
Ann się boi, prawdę powiedziawszy, jest naprawdę krucha, chociaż wielu postrzega ją jako bardziej wytrzymałą osobę, jako, że grała w zespole rockowym. Problem polega na tym, że źycie to tylko zbiór cząsteczek kłamstwa i obłudy, jak to powiedziała kiedyś moja koleżanka.
Widać, że przeszłość Jacksona nią wstrząsnęła. Ciekawa jestem, czy planujesz wciągnąć Ann w jakąś kolejną wojnę gangów. To mogłoby być naprawdę niezłe...(Niczego nie sugeruję, żeby nie było! ;p)
Na koniec mówi do niej tak... ja odebrałam to tak, jakby traktował ją jak swoją własność. "Zbieramy się". Dlaczego oni i gdzie idą? Czy planuje zabrać ją w jakieś niebezpieczne miejsce, planuje randkę czy coś w tym stylu? Musisz mnie zawsze zostawiać w niepewności?! ;(
Dobra, teraz jeszcze parę słów, co do części technicznej. Zgubiłaś parę ogonków, z interpunkcją nie było problemu, u ciebie rzadko jest. ;D
Piąteczka. ;)

Mozzie Użytkownik wpmt 04 07 2011 (22:29:15)
O widzę, że mnie uprzedziłaś :D


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(17): 17 gości i 0 zarejestrowanych: