Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Pola dmuchawców - prolog" 28.09.2011
"Młodość w czasach..." 18.08.2010
"Urywki wyrwane z życia" 18.10.2009
"Dzienniki pisane nocą - I" 26.06.2013
"Szukając ducha rocka - XXXVII" 01.07.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - XXXVII

“I can\'t remember The last time you smiled Oh I know how it feels I know what it\'s like To be In love and lonely… Don\'t what to do my baby It\'s not alright This can\'t be the end The time to say good bye…” Nie miałam siły myśleć... Nie miałam siły się poruszyć... Godziny wlokły się niemiłosiernie, odmierzane kroplami przeźroczystego płynu o smaku soli. Pisałam powieści na prześcieradle, jako tuszu używałam skóry. Nikły i pojawiały się na marszczeniach materiału. Szukałam oparcia w półmroku, ale on milczał w swojej półtajemniczości… Podciągnęłam kolana pod brodę i wpatrywałam się niemo w sufit. Dziwiły mnie fascynujące kształty, które pojawiały się na nim w momencie, kiedy moje oczy były jeszcze otwarte, ale bliskie zamknięcia podczas mrugania. Położyłam słuchawkę telefonu na podłodze. Miałam ochotę wyrwać cały aparat ze ściany, ale gdy dotknęłam śliskiej powierzchni plastiku, moje pragnienie wyparowało. Czułam jakby moje serce cały czas się kurczyło, pękało w szwach, a jego szczątki unosiły się w przestrzeni klatki piersiowej. Zupełnie jakby pozbawiono mnie płuc… „Był już ranek czy jeszcze jest wieczór?” Nie obchodziło mnie to w zbyt dużej mierze. Kontemplowałam swoją stratę. Nie opłakiwałam jego zdrady. Opłakiwałam śmierć moich nadziei. Czułam pustkę wszędzie wokół – przenikała przez ściany, otaczając mnie i doprowadzając do szaleństwa. Sączyła się przez uszy i oczy w głąb… Jeszcze głębiej… Pukanie spowodowało, że zaczęłam płakać. Było w nim coś, co znienawidziłam. Nie chciałam nikogo widzieć… „Ale czy na pewno ktoś pukał?” Niezdarnie zakryłam uszy dłońmi. „Jak najmniej dźwięków… Jak najmniej dźwięków!” Dźwięki wywołują emocje, a emocje ból… “Words like violence break the silence come crashing in into my little world painful to me…” - Ann, co się dzieje? – niski głos został przytłumiony przez drewno. Był przyjemny. Dziwnie dobrze mi się kojarzył. „Kto to mógł być?” Wiedziona zaciekawieniem podeszłam do drzwi. Przytknęłam ucho do polerowanej powierzchni. Słyszałam jego oddech… Rozpłakałam się. Głośno i nieskrępowanie. Nie chciałam pamiętać, nie chciałam czuć! Ktoś uderzył kilkakrotnie pięścią. Zsunęłam się po ścianie na podłogę, chowając mokrą twarz w dłoniach. „To boli…” - Ann..? – znów ten głos. Przypominał mi coś ważnego, coś o czym miałam nie zapominać. „Słońce?” Usłyszałam huk. Na czworakach odpełzłam jak najdalej od źródła hałasu. Bałam się... Część drzwi zwisała bezradnie z zawiasów, jak pacynka porzucona przez lalkarza. Nie nadawały się do niczego, więc smętnie akceptowały swój los. Jak ja… Ciemnowłosy chłopak patrzył na mnie z przerażeniem. Coś podświadomie mówiło mi, ze tak nie powinno być. Patrzyłam na niego zaintrygowana. „Czy ja go skądś znam?” Uklęknął przede mną i ujął moją twarz w dłonie. Nie przeszkadzał mi jego dotyk. Szorstka skóra przyjemnie łaskotała moją… Poczułam zapach benzyny i skórzanego materiału. Wtedy napłynęły obrazy. Bar, motocykl, tatuaż i… Jackson… Zacisnęłam oczy, starając się przerwać potok emocji i wspomnień… - Co się stało? – jego głos uroczo dudnił i wibrował w przestrzeni między nami. Był smutny i przestraszony… „Co miałam mu odpowiedzieć?” Wtuliłam się w jego dłoń. „On jest przyjacielem…” – szeptał głos z tyłu głowy. Skoro tak twierdził, zawierzyłam mu… Przytuliłam się do umięśnionego ciała. Chciałam czuć ciepło drugiego człowieka. Chciałam czuć, że egzystuję w rzeczywistości i wyszłam z nicości. Nie chcę stracić tego poczucia… Jestem bezbronna, odsłonięta... „Zasłonisz mnie?” “Oh girl, we are the same we are young and lost and so afraid there\'s no cure for the pain no shelter from the rain all our prayers seem to fail…” - Będziesz mnie kochał? – mój drżący głos wydawał mi się obcy. Nie słyszałam go od tak dawna… Jego broda łaskotała mnie w szyję. Zapach jego skóry wypełnił nozdrza… Czułam się bezpieczna… - Będę… - szepnął. To mi wystarczyło, by wyrzucić z siebie cierpienie. Po raz pierwszy zwierzałam się komuś z taką wylewnością i swobodą. Mógł użyć tego przeciwko mnie, mógł się na mnie wypiąć, ale obiecał mnie kochać… Opowiedziałam mu wszystko… Podawał mi chusteczki i słuchał, słuchał ze zmarszczonymi brwiami. Jego spokojne, brązowe oczy stały się dla mnie symbolem bezpieczeństwa. Nie chciałam być dłużej twardą Ann, która jest w stanie wszystko znieść. Pękłam… Przytulał mnie i łagodził mój płacz… Opowiedziałam mu o Smash’u, o naszym szczęściu, walce i cierpieniu. I jego zdradzie. Zobaczyłam gniew czający się w źrenicach i napiętych mięśniach. Pogładziłam jego policzek – zapamiętywałam odczucia i struktury. Pokazywał mi, że uczucia nie zawsze są złe… “oh girl, we are the same we are strong and blessed and so brave with souls to be saved and faith regained all our tears wiped away…” Długo jeszcze siedzieliśmy przytuleni. Było to naturalne i właściwe. Czułam, że nareszcie wszystko zaskoczyło na swoje miejsce. Jakby dużymi dłońmi zbierał spopielone szczątki mojego serca i nadawał mu inny kształt. Obserwowałam cały proces z boku. Niewidzialne palce rozluźniały ściśnięte gardło i mięśnie. Przynosiło mi to ulgę. Jego pocałunek w moich włosach. Zagubiony w przestrzeni, jakby nie trafił tam, gdzie chciał... Moje oczy zamykały się same. Senność przyszła po swoje żniwo. Zawsze, kiedy nadchodzi spokój, cichutko po jego śladach skrada się sen. Schowałam swoją dłoń w jego. Dopasowałam ją, była nieco za duża w stosunku do mojej. Bolała mnie czyjaś bliskość, ale wiedziałam, że jej potrzebuję. Inaczej… nigdy się nie wyleczę... Patrzył na mnie z czułością i smutkiem. Ułożyłam głowę na jego ramieniu. „Obiecałeś mnie kochać, więc broń mnie…” “in joy and sorrow my home\'s in your arms in a world so hollow it\'s breaking my heart in joy and sorrow my home\'s in your arms in a world so hollow it\'s breaking my heart…” Obudził mnie zapach kawy. Otwarłam oczy i nagle dopadł do mnie ból, szarpiąc wszystkimi zniszczonymi nerwami. Wysoka sylwetka stała przy szafce, odwrócona do mnie plecami. „Co się wczoraj stało? Pamiętam tylko…” Przypomniałam sobie i miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Schowałam się pod prześcieradłem, czując ciepło napływające do policzków. „Ann, wygłupiłaś się…” Jęknęłam w duszy, nie powinnam była tak się zachować. Zastanawiałam się, jak spojrzeć mu w oczy po wczorajszym występie. Przypomniałam sobie to uczucie pustki i wzdrygnęłam się z obrzydzeniem. Złamałeś mnie, Smash… Nie pozwolę zrobić ci tego nigdy więcej… “Vows are spoken to be broken feelings are intense words are trivial pleasure remain so does the pain words are meanigless and forgettable…” Ufnie obserwowałam jak jego mięśnie napinają się, gdy sięgał po kubek. Wokół niego unosiła się mgiełka tajemnicy. Pokazałam mu całą siebie, a nie wiedziałam o nim prawie nic… „Czego ja w ogóle od niego oczekuje? Że będzie moim pocieszycielem? Przecież nie mam do tego prawa…” Usiadłam na łóżku i zdradziło mnie skrzypienie sprężyny. Przeklęłam ją na wieki… Odwrócił się w moją stronę z ciepłym uśmiechem. - Myślałem, że już nigdy nie zaszczycisz mnie obudzeniem się, śpiąca królewno – kpiący ton głosu przywrócił mi wiarę, że to stary Jackson i moje zwierzenia nic nie zmieniły w naszych stosunkach. Odetchnęłam. Starałam się przybrać rozluźniony wyraz twarzy, ale nie miałam na to jeszcze siły. Dopiero zaczęłam lizać rany… - Załatwiłem nam tydzień urlopu. Tobie się przyda, a ja tu trochę nakurzę – podał mi szklankę z ciepłą zawartością. Podziękowałam mu jednym spojrzeniem, ukrywając się ponownie za kurtyną włosów. Podniósł mój podbródek, żebym spojrzała mu w oczy. Uniósł wyzywająco brwi w niemym pytaniu. Uśmiechnęłam się blado. Wydawał się zadowolony… Siedział obok mnie po prostu patrząc. Czekał… - Przepraszam za moje wczorajsze… zachowanie… Nie byłam sobą. Nie chciałam, żebyś widział mnie w takim stanie. To mnie po prostu przygniotło… - spojrzałam w jego oczy, spokojne i pełne ciepła. Trochę się rozluźniłam. - Łagodnie mówiąc – prychnął. Wyglądał jak zwykle w swojej trochę za dużej koszulce, spranych jeansach i ciężkich butach. „Czy on nigdy się nie zmieniał?” Potrzebowałam takiej stabilizacji wokół siebie… “I know how it feels to be (…) Where you are alone And tired of breathing It\'s all going wrong And you just can\'t stand the pain any more You\'re too numb to believe in In anything…” - Myślałem, że popadasz w szaleństwo. Wyglądałaś, jakbyś pilnie potrzebowała egzorcysty, albo lewatywy... Szef zdziwił się, że nie przyszłaś do pracy, więc wysłał mnie tutaj – patrzył na mnie czujnie. Po moim popisie mógł spodziewać się różnych rzeczy. Było mi okropnie wstyd… Uciekłam wzrokiem w bok – analizowała wzór parkietu. Nadal mnie rozśmieszał, ale nie mogłam zmusić mięśni do poruszenia się. Mali, wredni dezerterzy… - Nie zapomniałem o obietnicy – ciepły wzrok spotkał się z moim. Czułam się nieswojo… - Nie musisz, wygadywałam bzdury… - próbowałam jakoś to odkręcić. Nie miałam pojęcia, gdzie się podziać z zawstydzenia. Najchętniej rozpłynęła bym się w powietrzu… - Nie wydaje mi się. Wydawałaś się zraniona i zrozpaczona, ale może się mylę? – w powietrzu zawibrowała złość. Spojrzałam na niego zaskoczona, trochę się od niego odsuwając. Naprężone mięśnie były dla mnie sygnałem ostrzegawczym. Schowaj się, żeby cię nie widział, inaczej staniesz się celem… Zamknął oczy, przyciskając sobie palce do nasady nosa z zaciętą miną. - Przepraszam. Nie mogę się przyzwyczaić do tej sytuacji. Nienawidzę takich sukinsynów! Chcesz sprawić ból wrogowi, bratu? Proszę bardzo! Ale nie kobiecie, którą podobno kochasz! – krążył po pokoju, starając się wyładować agresję. Nie mogłam się poruszyć, zamrugałam zaskoczona jego wybucham. Odetchnął. W jego ruchach nadal czaiły się pozostałości gniewu. Nachylił się nade mną. Mogłam policzyć każdy włosek rzęs. Czułam uspokajający zapach benzyny i skórzanej kurki, której na sobie nie miał. Nie poruszałam się. Nie wiedziałam, co zrobić… - Jesteś w stanie mi zaufać? Teraz, zaraz? – mimo całego niepokoju, jaki we mnie wywoływał, czułam się dobrze w jego pobliżu. To on wywołał u mnie uśmiech za każdym razem, gdy byłam smutna. Był przy mnie, gdy najbardziej potrzebowałam czyjejś obecności. „Jak mogłabym mu nie zaufać..?” Był jedynym, który przy mnie został. Bałam się, ale przytuliłam go… “For a moment the world turns its back and you let me come closer though the hearts were filled with fear for this dark secret love…”



        Dedykacja: niezawodnemu i magicznemu głosowi Ville Valo. powinnam pojechać do niego i całować go po stopach za to, co jego głos wywołał w mojej głowie. coś niesamowitego... nawet gdyby śpiewał całą wieczność, nie miałabym tego dosyć... jedno słowo: woooow...<br /> <br /> bla bla bla, tak wiem, że mam już skończyć z tym dodawaniem prac. rozumiem, że macie mnie dosyć ;)

Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 01.07.2011r.

1     

Anima użytkownik 01 07 2011 (15:45:26)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Jedno słowo: rozpacz. A jednak wciąż mam wrażenie, że brzmi zbyt blado względem tego, co napisałaś. Za mało obrazuje, chociaż mówi się, że to silne słowo. Bzdura.
Nie przychodzi do pracy, oddaje się cierpieniu, zdaje się nie widzieć niczego, co ją otacza. Jest tylko pustka, ból, samotność, które sprawiają, że traci równowagę.
I nagle, ni stąd ni zowąd, zjawia się Jackson, niczym dobra wróżka. Hmm, to porównanie mogłoby w sumie być obraźliwe dla takiego macho, więc... jako przyjaciel.
Z drugiej jednak strony szybko to leci. Dosłownie wcięło mnie w fotel, gdy z ust Ann przebrzmiały słowa: "Będziesz mnie kochał?". To znak, że pomiędzy nimi dzieje się coś więcej niż tylko wielka przyjaźń, poświęcenie i dobroć.
Także u Jacksona wyłapuję objawy przywiązania, złości na Smasha. Opis jego twarzy, gdy Ann o nim opowiada...
Opis na początku, opis jej niemocy, myślę, że to on najbardziej mnie rozłożył. Widać tu dużą muzyczną inspiracje. Takie refleksje potrafi wydobyć tylko muzyka.
A tak poza tym, nie gadaj głupot, ja czekam na te prace, a ty uważasz, że cię mamy dosyć! Sądzę, że nigdy nie była tak daleka prawdy. ;p Hmm, polecasz Ville Valo, nie znam, ale zaraz sobie wpiszę w wuja Google i posłucham. Jak się spodoba, to polecę na cioci Facebooku. ;)
Szóstka. (Coś ostatnio nimi szafuję, ale jak nie szafować, kiedy czytam takie opowiadanie)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9702 | Proza: 2331 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68309 | Użytkownicy: 12452
Online(29): 29 gości i 0 zarejestrowanych: