Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - XL" 06.07.2011
"Potomkowie Hekate - I" 27.09.2011
"Szukając ducha rocka - IV" 23.07.2010
"Szukając ducha rocka - XXI" 21.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXIX" 13.01.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - XXVI

Szukałam oparcia w rzeczywistości. Czynność tak prosta i codzienna, ale nie zauważamy jak ważna. Moja rzeczywistość to wielka kolejka górka z przesiadkami na inną używkę w roli wagonika. Pędzi, nawet nie pytając, czy chcemy wysiąść na stacji „normalność” – ona zna tylko jeden cel „śmierć”… Chciałabym być silna, niezależna i odważna… Did you ever wake up in the morning with a greight-train running through your head an empty whiskey bottle by your pillow and a burned out unfinished cigarette the night went up in smoke life is but a joke man but I see nobody laughing… Skuliłam się na parapecie, bardziej podkurczając zmarznięte nogi. Za oknem świat wydawał się spokojny i niegroźny. Dobrze wiedziałam, że jest taki tylko, kiedy pozostaje się obok niego. Czeka tylko na twój nieostrożny krok ku niemu, by porwał cię w szaleńczą podróż. Przechodnie przemykali obok murów, niektórzy szli dumnie środkiem chodnika, lecz rozglądali się na boki. Czuło się narastające napięcie, które nie pozwalało funkcjonować racjonalnie. A może tylko mi się tak wydawało… Ostatnio nie mogłam znaleźć sobie miejsca, kręciłam się po domu w poszukiwaniu kąta, w którym mogłabym wprowadzić się w letarg i odpłynąć. Przetarłam oczy, obolałe i czerwone po nieprzespanych nocach. Oh, Why You Look So Sad? Tears are in your eyes Come on and come to me now Don\'t be ashamed to cry Let me see you through \'cause I\'ve seen the dark side too When the night falls on you You don\'t know what to do… Cieszyłam się, że wyjechali do studia. Zostałam… Poprosiłam Izzy’ego, by przekazał reszcie, że nie czuję się najlepiej i chcę pobyć u siebie. Smash długo dociekał, co mi dolega i pytał, czy na pewno ma jechać. Obiecałam Derek’owi, że dogram swoje partie, jak tylko poczuję się lepiej. Może nawet dojadę w trakcie ich sesji. Michael dzwonił i rozentuzjazmowany opowiadał o ich zapale twórczym i nowych piosenkach. Wyszedł z ciągu. Miałam nadzieję, że nie wróci do tego… Spojrzałam na spakowaną torbę, leżącą na łóżku i jęknęłam, czując każdy najmniejszy mięsień, który będę musiałam zmusić do pracy przy wstaniu. Miałam dość czasu, by przemyśleć sprawy dotyczące Smash’a. Wiedziałam, że go zranię i będę cierpieć, ale choć na jakiś czas musiałam się od niego odseparować. Znając mnie i tak ulegnę, gdy tylko go zobaczę. Musiałam to zrobić teraz… Wstałam i, wraz z torbą zarzuconą na ramię, ruszyłam w stronę przystanku… Baby boy when I saw you the first time I knew right away that you and I Were connected in a way I believed that there was way something more That I could ever express in my own words I just knew at the time I belonged to you but it all felt so wrong To do the things that my heart gave in Baby I’m telling you Miasto powitało mnie migoczącymi światłami i zatłoczonymi ulicami. Rozejrzałam się zdezorientowana, nieprzyzwyczajona do takiego tłoku i przepychu. Potrąciłam niechcący jakiegoś chłopaka, który nawet na mnie nie spojrzał. Onieśmielona, zapomniałam nawet powiedzieć ''przepraszam''. Czułam, jak kurczę się ze strachu i samotności. Nie uprzedziłam nikogo o moim przyjeździe i teraz tego żałowałam… Poczułam łzy bezsilności, które koniecznie chciały wydostać się na zewnątrz. „Tylko nie płacz…” Otarłam szklące się oczy i niepewnym krokiem ruszyłam w kierunku, gdzie znajdował się hotel. Tam zameldowali się chłopacy, ale nie spodziewałam się, że ich zastać w pokojach – do późna będą zajęci w studiu. Potem zapewne wyruszą w miasto. Przynajmniej będę miała chwilę, by porozmawiać z Izzy’m. On prawie nigdy nie dołączał do grupy objazdowej po klubach. Chciałam mieć ten wieczór już za sobą… Don\'t stop the music it feels good, It keeps my mind of me missing you, Keep the rain away, There is nothing for me here, Without you by my side. Poczułam się, jakbym dostała pięścią w brzuch, gdy zobaczyłam Smash’a opierającego się o blat recepcji i rozmawiającego z ładną sekretarką. Przez myśl przemknęło mi jedynie ‘znów to robi…’ Przynajmniej będę miała powód, by go zostawić. Może nie zmusi mnie do wyjaśnień. Westchnęłam głęboko kilka razy i przybrałam zacięty i zły wyraz twarzy. „Witaj, moja masko…” Podeszłam do mężczyzny, który zajmował drugie stanowisko i uśmiechnęłam się do niego najpiękniej, jak umiałam. Zamrugał zdezorientowany, ale po chwili odwzajemnił mój uśmiech swoim profesjonalnym i wyćwiczonym. „Pudło…” - Dzień dobry, chciałam się zameldować. Dokonałam rezerwacji pokoju na nazwisko Parada – to wymysł Derek’a. Stwierdził, że gdy tylko pojawimy się w mieście, media otoczą nas jak banda hien i nie zaznamy spokoju, aż do wyjazdu. Smash drgnął na dźwięk mojego głosu i uprzejmie zakończył rozmowę z dziewczyną, która zawiedziona długo za nim patrzyła, aż w końcu z cichym westchnieniem wróciła do pracy. Przytulił mnie i pocałował we włosy. Spojrzałam na niego z lodowatą furią w oczach i odsunęłam się. Zamarł, jego wzrok odzwierciedlał pustkę. Zgarnęłam kluczyk z cichym „dziękuję” i weszłam do windy, zostawiając go w holu osłupiałego. Oparłam się o ścianę, gdy tylko zamknęły się drzwi. Westchnęłam i osunęłam się w dół – „dlaczego ja to robię?” Na samo wspomnienie jego wyrazu twarzy miałam ochotę się spoliczkować. Do końca nie byłam pewna powodów, dla których chciałam od niego odpocząć, ale wydawało mi się to słuszne. Przynajmniej do teraz… Nie było już odwrotu. If roses are meant to be red And violets to be blue then why isn’t my heart meant for you My hands longing to touch you But I can barely breathe Starry eyes that make me melt Right in front of me… Usłyszałam ciche pukanie. Zastanawiałam się, czy nie udawać, że mnie nie ma. Była to kusząca propozycja… Miałam w końcu grać wściekłego anioła zemsty, który przybył by ukarać chłopaka. Niemal się roześmiałam na myśl, że taka naprawdę jestem. Pukanie nie ustawało, znacznie przybrawszy na sile. Odłożyłam czytaną książkę na bok i skupiłam w sobie wszelkie pokłady złości i rozdrażnienia. - Odejdź! Nie chcę cię widzieć! – nie miałam pojęcia, kto jest po drugiej stronie, ale konfrontacja z kimkolwiek nie była najlepszym pomysłem. Oczy nadal bolały mnie po płaczu. Musiałam jakoś odchorować całą tą sytuację. I musiałam być konsekwentna. Szarpnął za klamkę, ale nie drgnęła – wcześniej zamknęłam drzwi na wszystkie spusty. - Możemy porozmawiać? – jego głos był spokojny, ale podszyty strachem. „Dlaczego?” Smash nigdy się nie bał. Może miał coś na sumieniu… - Nie! Wynoś się! – naprawdę w oczach stanęły łzy, ściekając po policzkach, a głos złamał się pod koniec. Rozmowa przez drzwi, przy kilku czujnie nadstawionych uszach, nie wydawała się interesująca. Nastąpiła długa przerwa. Miałam nadzieję, że odszedł. Niemal westchnęłam z ulgą. - Otwórz – nieznoszący sprzeciwu ton. Używał go tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdzie bezwzględnie wymagał posłuszeństwa i uległości. Zamrugałam zaskoczona. Budziła się bestia… „I co najlepszego zrobiłaś?” - Nie! – starałam się brzmieć stanowczo, ale muszę sama przyznać przed sobą, że nie wyszło. Sure got my piece of Heaven An angel in disguise Gone wild... - Otwieraj te pieprzone drzwi, albo je wyważę! – nie żartował, bo załomotał w drewno ostrzegawczo. Jęknęło pod jego naciskiem. Powlokłam się do klamki, wahając się… - Ostrzegałem – otworzyłam je, bojąc się, że naprawdę coś rozbije, zniszczy i wyrzuci przez okno w ataku wściekłości. Stałam ze spuszczoną głową, nie starając się nawet spojrzeć mu w oczy. Drżałam pod jego spojrzeniem. Wiedziałam, jakie było – płonące furią i jednocześnie lodowato zimne. Rozejrzał się po pokoju, wszedł do łazienki i zajrzał do szafy. Wrócił wzrokiem do mnie. - Gdzie on jest? – powróciła bestia. Był w stanie zmieść ze swojej drogi wszystko, co napotkałby na drodze, łącznie ze mną. Spojrzałam w jego oczy. Płonął, ale z niewiadomych powodów wydawał się bardziej pociągający niż zwykle. Miałam ochotę się z nim przespać. On razu zbeształam się za tą myśl. „Ależ ty jesteś głupia, Ann…” - Wynoś się – nie miałam siły powiedzieć tego głośniej. Przybliżył się na odległość ramienia, ale mimowolnie odsunęłam się od niego, aż dotknęłam plecami ściany. - Gdzie on jest? – wycedził przez zęby. Powstrzymywał się, żeby nie rzucić mnie na łóżko, by wydobyć informacje. Przerażona spojrzałam na niego zdziwiona. „O kogo mu chodzi?” - Czego chcesz? – usłyszałam moc w swoim głosie i przez chwilę myślałam nad tym zdziwiona. - Wiem, że się z nim przespałaś. Gdzie jest ten sukinsyn?! – otwarłam usta, jakby dał mi w twarz. Wściekłość zastygała w jego oczach, aż zastąpiło ją zdziwienie. - Ty... nie byłaś z nim… prawda? – nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Czułam się poniżona i zmieszana z błotem. - Przepraszam – szepnął, opierając czoło na moim. Paraliż powoli opuszczał moje ciało, smugami wypływając z końców palców. Odepchnęłam go. - Naprawdę sądzisz, że jestem taka łatwa?! Wynoś się stąd! Nie mam ochoty więcej znosić twoich romansów! – ból odmalował się na jego twarzy. „A więc jednak…” - Nie wiem, kto ci to powiedział, ale nie spałem z Sarą. Nawet jej nie dotknąłem… - świat wywrócił się do góry nogami. „Sara? Tak nazywała się ta recepcjonistka?” Pokój zakołysał się niebezpiecznie, musiałam przytrzymać się szafki, by nie upaść. „Znowu to zrobił… Przepraszam moje serce…” - Wyjdź – wystraszyłam się mojego głosu, wypranego z emocji i obojętnego. - Nie zostawię cię, dopóki nie wytłumaczę – starał się do mnie zbliżyć, ale wycofałam się, wyraźnie dając mu do zrozumienia, że nie chcę jego dotyku. - Nie chcę tego słuchać. Wyjdź… - chwycił mocno moje ramiona i pocałował mnie niecierpliwie. Ciało nie było już częścią mnie – odrzuciłam od siebie, że jest blisko i dotyka mnie. Odsunęłam się, gdy skończył. Wyszłam do holu i zatrzasnęłam się w nieużywanym schowku na miotły i mopy. W otoczeniu środków dezynfekujących zapłakałam… Lost in this world I even get lost in this song And when the lights go down That is where I’ll be found This music’s irresistible Your voice makes my skin crawl Innocent and pure I guess you heard it all before Mister Inaccessible Will this ever change One thing that remains the same You’re still a picture in a frame Am I the only one…



        Dedykacja: błędom, które popełniam nader często. ze specjalną dedykacją dla Ironicznej, któa nie będzie już twierdzić, że Ann i Smash za szybko do siebie wrócili ;) kocham cię, moja droga :*

Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 02.12.2010r.

1     

Anima użytkownik 02 12 2010 (18:52:07)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Zakrztusiłam się herbatą. Ech, tak to jest jak się człowiek za bardzo wczuwa ;D. Było... po prostu...
To natężenie emocji, ta niepewność następnych wydarzeń...
Można to porównać ze szklaną kulą. Aż się kręci w głowie!
Ann jest niepewna swoich uczuć, stara się siebie zrozumieć, a także nieco odseparować się od zespołu i Smash'a. Ma nadzieję na chwilę spokoju. Niestety, wszystko psuje porywczość Smash'a, który zachowuje się... nie bójmy się szczerości! jak kretyn! W sumie to też, ale chyba niedokładnie to wyraziłam. Zachowuje się jak zaborczy, zakochany chłopak, który zwykle dostaje wszystko, czego chce. Może trochę się zmienił, podkreślając: trochę!, ale to i tak niewiele. Dalej ma w sobie porywczość, agresję, która coraz bardziej niszczy ich uczucie.
Oboje się kochają, ale niezmienne charaktery i porywczość, to wszystko się na siebie nakłada i powoduje istne zawirowanie życiowe.
Smutne, tym bardziej, że im kibicuję. Niemniej, wywołałaś we mnie zaskoczenie, to wszystko mknęło ku mnie ze zdwojoną siłą. Jest bardzo dobrze, co ja gadam, celująco!


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9702 | Proza: 2331 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68309 | Użytkownicy: 12452
Online(33): 33 gości i 0 zarejestrowanych: