Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - XL" 06.07.2011
"Szukając ducha rocka - XLI" 29.07.2011
"Szukając ducha rocka - XXXIV" 29.06.2011
"Szukając ducha rocka - XVIII" 18.08.2010
"Urywki wyrwane z życia" 18.10.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - XXIX

\"You never heard my song before the music was too loud But now I think you hear me well for now we both know how No star can light our way in this cloud of dark and fear But some day one day...\" Stałam pod drzwiami mojego domu z kluczem, znalezionym pod starą ławką. Obiecałam sobie, że będę obojętna. Muszę w końcu rozliczyć się z tym miejscem i zamknąć za sobą wszystkie dręczące mnie koszmary. Z cichym skrzypnięciem otwarłam zamek i położyłam klucz na toaletce w korytarzu. Nic się nie zmieniło… Czasem to my się zmieniamy. Tak po prostu jest. Dom pachniał jak zwykle – papierosami i miłością. Choć ta zniknęła już dawno – pozostał jej zapach… Wciągnęłam gwałtownie powietrze, ciesząc się, że, po tak długim czasie, znalazłam coś znajomego i bliskiego. Rozkoszowałam się chwilę ułudną nutą nadziei, że znów jest jak kiedyś – zza rogu zaraz wyjdzie śpieszący się gdzieś Lukas, albo… On… stłucze coś w kuchni i usłyszę wiązankę niewybrednych przekleństw. A potem będzie przepraszał… Potrząsnęłam głową. „Nie myśl o tym!” Westchnęłam, dotykając drewnianych drzwi salonu. Tak wiele wspomnień… „-Smash? - Tak? - Wybierasz się gdzieś? - Eee… - Ściągnij koszulę…” „Now your pictures that you left behind Are just memories of a different life Some that made us laugh, some that made us cry One that made you have to say goodbye What I\'d give to run my fingers through your hair To touch your lips, to hold you near When you say your prayers try to understand I\'ve made mistakes, I\'m just a Man…” Uśmiechnęłam się do siebie. Moje szczęście wciąż unosiło się w każdej szparze tego miejsca. Cały dom wypełniał przytulny blask słońca, które przebijało się przez częściowo zasłonięte firanki. Tworzyło to niesamowitą atmosferę i miałam ochotę patrzeć na to aż do zachodu słońca, by wryć sobie w pamięć tę chwilę… Na telefonie migało czerwone światełko zostawionych wiadomości. Zupełnie jakby natężeniem i szybkością drgania chciało mnie zmusić do naciśnięcia przycisku. Posłusznie wykonałam narzucone mi bezgłośnie zadanie. Poczta głosowa odtwarzała swoją zwyczajową regułkę, kiedy usiadłam wygodnie na krześle. Oparłam głowę na dłoniach, czekając. - Masz sześć nowych wiadomości głosowych. Otrzymano dnia… - westchnęłam ciężko. „Skąd tego się tyle wzięło? Przecież nie było mnie ledwie kilka dni. Kilka dni…” Wszystkie wiadomości zostawiono po dniu mojego spektakularnego opuszczenia Whistle. - Hey. Wiem, że tam jesteś. Jeśli zależy ci jeszcze na zespole, zadzwoń – nieco pijackie krzyki w oddali niemal zagłuszały głos Izzy’ego, który prawie krzyczał do słuchawki. Chyba urządzili sobie przyjęcie z okazji pozbycia się mnie. Kochany Izzy – zawsze chcący jak najlepiej i współczujący. Żałowałam, że nie spotkałam go w innych okolicznościach. Naprawdę żałowałam… - Ann, proszę… - drgnęłam i szybko wciskałam po kolei każdy przycisk na konsolecie, aż nie usłyszałam „Wiadomość usunięta”. Nie chciałam słyszeć jego głosu. „Ty nie istniejesz, Smash… Jesteś tylko moją wyobraźnią…” Usunęłam pozostałe wiadomości, po części nie obchodziły mnie, po części z ostrożności, że znów usłyszę coś, czego nie chcę za nic wiedzieć. „When he holds you close, when he pulls you near When he says the words you\'ve been needing to hear I\'ll wish I was him \'cause those words are mine To say to you till the end of time…” Z ociąganiem weszłam na górę. Pościel niechlujnie rozrzucona na łóżku, ubrania na podłodze – nie sprzątałam przed wyjazdem. Przecież miałam wrócić niedługo. Zacisnęłam powieki, by nie odtworzyć sceny, która rozegrała się tu przed moim wyjściem. „Nie, tylko mi tego nie rób” Znalazłam walizkę prawie po omacku. Wrzuciłam wszystkie potrzebne rzeczy do środka. Nie było tego wiele – kilka ubrań, dwie pary butów, garść niezbędnych drobiazgów i pamiątek. Nie chciałam zabierać stąd zbyt wielu wspomnień, skoro miałam zacząć nowe życie. Poza tym, może kiedyś tu wrócę… Cylinder… Pogładziłam przyjemny w dotyku materiał i zimne gwiazdy przy podstawie. „Może go wyrzucić?” Jednak coś w środku mnie krzyknęło tak głośno i rozpaczliwie, że przytuliłam go do siebie. Jedyna rzecz, która go przypominała. „Będziesz moim zaworem bezpieczeństwa, kołem ratunkowym…” Ułożyłam go delikatnie na krześle. Podeszłam do lustra. Zapadnięte policzki i niezmyty makijaż. „Jak ja wyglądam…” Wyglądałam jak jakaś modelka „pieprzone anorektyczki”. „Czas się zabawić, dziecino! Jedziesz do obcego miasta – baw się!” Z głębi szafy wygrzebałam obcisłe skórzane spodnie i powycinaną koszulkę z mojego scenicznego debiutu. Siłowałam się chwilę z zapięciem wysokich butów na szpilce, wywołującej zawroty głowy już przed założeniem, ale w końcu i z nimi dałam sobie radę. Gitara… Moja pierwsza, własna gitara… Przesunęłam palcami po chłodnej powierzchni i strunach. Krwistoczerwona z czarnymi wzorami niczym paski tygrysa. Uśmiechnęłam się do wspomnień. To był prezent od Lukasa – „Na dobry początek w nowym miejscu. Jest kobieca i nieźle brzmi. Czas tworzyć swoją legendę…” Niech więc tak będzie… Przewiesiłam ją przez plecy. Na napuszone do granic możliwości włosy nasunęłam cylinder. Mocno umalowane oczy zasłoniłam okularami przeciwsłonecznymi. Przypięłam pasek z czymś futrzanym przyczepionym do skórzanych pasków, które łagodnie opadały wzdłuż uda. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Byłam gotowa… I byłam bestią… “See the market place in old Algiers Send me postcards and souvenirs Just remember ‘till the sun appears You belong to me And I\'ll be alone without you Maybe you\'ll be lonesome, too And blue…” „Gdyby ktoś z zespołu mnie teraz zobaczył, pewnie by mnie zabił… Ale najpierw zakrył czymś stosownie dużym… Może oprócz Michaela, który zawyłby z zachwytu. Jego kręciły podobne stylizacje…” Stałam przed budynkiem w skórzanej kurtce, paląc papierosa. Bałam się wejść… „Co powie? Jak zareaguje?” Niepewność była moim najgorszym i najbardziej fałszywym przyjacielem, a jednak trwała przy moim boku cały czas, ironicznie śmiejąc się z mojego życia. Zgasiłam wypalonego na wpół cichego zabójcę czubkiem buta. Przynajmniej wiedziałam, kto mnie zabije, nie czając się co krok w poszukiwaniu sprawcy mojej, bardzo prawdopodobnej, przedwczesnej śmierci. Zapukałam do zdobionych, drewnianych drzwi. Niecierpliwie przestępowałam z nogi na nogę. W drzwiach pojawiła się znajoma twarz. „She says: We\'ve got to hold on to what we\'ve got \'Cause it doesn\'t make a difference If we make it or not We\'ve got each other and that\'s a lot For love - we\'ll give it a shot…” - Boże, Ann! Gdzieś ty była tyle czasu? – porwał mnie w ramiona. Przytuliłam go najmocniej jak umiałam. Znów czułam się bezpieczna i spokojna. To była magia… - Myślałem, że porwali cię kosmici albo wyjechałaś do Afryki. Nie odbierałaś telefonu od tygodni, zostawiałem wiadomości na skrzynce… - patrzył na mnie z wyrzutem. Wzruszyłam się – nadal o mnie dbał i troszczył się, czy wszystko ze mną dobrze. - Tęskniłam… - wyjęczałam w jego ramię, zupełnie tracąc oddech, kiedy mocniej mnie ścisnął. Kto jak kto, ale on miał siłę w rękach, mimo niepozornej budowy ciała. Kiedyś, gdy byliśmy jeszcze dzieciakami robiącymi przez przypadek w majtki, za mocno szarpnął moje ramię i wylądowałam na izbie przyjęć ze złamaną ręką. Co to były za czasy… Spojrzał na mnie badawczo, trzymając za ramiona. Wydawałam się taka drobna, gdy ściskał mnie dużymi dłońmi. Uśmiechnął się po chwili rozpracowywania mojej twarzy. Uznał chyba, że nie mam żadnych blizn ani śladów świadczących, żebym w ostatnim czasie zderzyła się czołowo z tirem, pociągiem czy samolotem. To ostatnie wydawało mi się niemożliwe, ale jak stwierdził Lukas – „z tobą nigdy nic nie wiadomo”. - Wejdź. Maria zrobiła coś specjalnego na kolację. Nie spodziewaliśmy się ciebie – uśmiechnął się chytrze. Zmrużyłam oczy, pochłaniając zapachy domu – ryż po chińsku! Dałam dziewczynie mój przepis wieki temu, gdy dopiero co poznali się z moim bratem, a ten narzekał na brak moich potraw. Jak widać była to nadal jej tajna broń. - Nie mogę się już doczekać – roześmiałam się, przepychając walizkę przez próg. Położyłam gitarę na kanapie i zdjęłam kurtkę – w środku było parno jak w letnie popołudnie. Ich mieszkanie było cudowne, pomalowane w ciepłych kolorach i gustownie urządzone. Poczułam ukłucie zazdrości. Zauważyłam kilka moich obrazów na ścianach, które w tajemniczy sposób zniknęły po wyjeździe Lukasa. Długie wieczory zastanawiałam się, gdzie je zapodziałam. - Maria! – uściskałam dziewczynę. Serdecznie ucałowałam ją w policzek. Byłam szczęśliwa, że mój brat ma ją przy swoim boku. Czarne, kręcone włosy opadały na ramiona, co w połączeniu z ciemnym odcieniem skóry i brązowymi oczami sprawiało hipnotyzujące wrażenie. Była piękną kobietą. - Jak ty urosłaś! Kiedy cię poznałam, byłaś świeżo upieczoną nastolatką, a teraz… Kurczę, wow – uśmiechnęłam się, widząc jej zaskoczone spojrzenie mierzące mnie z góry do dołu. Obróciłam się wokół własnej osi ze śmiechem. - Nic się nie zmieniło – zdjęłam cylinder, czule gładząc rondo, odłożyłam go na fotel. Czujny wzrok ciemnowłosej dostrzegł ten gest i ze zrozumieniem pokiwała głową. Spojrzała na walizki stojące w korytarzu. - Wybierasz się w podróż? – spytała, zdziwiona, ale też podejrzliwa. „Przecież nie mogła przeczuwać, co się stało…” - Tak naprawdę właśnie ją skończyła. Przez jakiś czas będę mieszkać w waszym mieście. Mam nadzieję, że mi pozwolicie – uśmiechnęłam się, na co Lukas wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. Pewnie znów przypomniał sobie jakąś kompromitującą mnie w oczach opinii publicznej scenkę z przeszłości. - To… cudownie, ale dlaczego? Czy coś się stało? – Maria zachowała zdrowy rozsądek i rozpoczęła przesłuchanie. Nie chciałam im nic mówić, nie będę burzyć ich spokojnego i uporządkowanego świata swoimi nieobliczalnymi i niezbyt kolorowymi wspomnieniami. - Nie. Chciałam zmienić środowisko – odpowiedziałam, nie przestając się uśmiechać. Miałam nadzieję, że przestanie w końcu pytać. Patrzyłam jej prosto w oczy. - Usiądź, kolacja stygnie – posłusznie usiadłam przy wolnym nakryciu, pośpiesznie przygotowanym przez ciemnowłosą. Zajęli miejsca naprzeciw mnie. „Can anybody find be somebody to love? Each morning I get up I die a little Can barely stand on my feet (Take a look at yourself)Take a look in the mirror and cry Lord what you\'re doing to me I have to spend all my years in believing you But I just can\'t get no relief Lord Somebody (somebody) ooh somebody (somebody) Can anybody find me somebody to love…?” - Opowiadajcie, co u was słychać. Tak dawno się nie widzieliśmy – starałam się okazać optymizm, ale i tak wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Zagryzłam wargę, czując, że tracę grunt pod nogami i stabilną pozycję. Dwoje takich przeciwników dyskusyjnych nie wróżyło nic dobrego. Tym bardziej, kiedy mieli jeden cel – zdobyć informację. - W zasadzie to nic nowego. Może poza tym, że się zaręczyliśmy – Maria uniosła lewą dłoń, pokazując mi pierścionek z przepięknym, lśniącym kamieniem. Zatkało mnie, nie mogłam nic powiedzieć. Poczułam w środku palącą pustkę. - To… cudownie! Rzeczywiście, nic nowego – parsknęłam, przytulając dziewczynę, a potem brata. Czułam się naprawdę zadowolona, ale też wstrząśnięta. - Rewelacyjny wybór – szepnęłam do ucha Lukasa, gdy mnie przyciskał do siebie. Zmarszczył brwi. Sama nie wiedziałam, co miałam na myśli – pierścionek, dziewczynę czy samą decyzję. Chyba wszystko razem. Mrugnęłam do niego porozumiewawczo, rozpogodził się. - Hey, ale nie chcę być ciocią tak szybko – żartobliwie klepnęłam chłopaka w ramię. Wymienili spłoszone spojrzenia, Maria się zarumieniła. „No nie!” - Tak naprawdę… To Maria ma urodzić za trzy miesiące – szczęka mi opadła, gruchocząc na podłodze. Nie miałam sił, by ją podnieść. A myślałam, że to ja jestem w gorącej wodzie kąpana. Jak widać to rodzinne. Dopiero teraz zauważyłam lekko zaokrąglony brzuch, co początkowo zwaliłam na jej południową urodę lub zmianę sposobu odżywiania. - Kurczę, rzeczywiście. Wszystko jak dawniej – roześmialiśmy się rozładowując napiętą atmosferę. Przebywanie z nimi przychodziło mi tak łatwo jak oddychanie. To było coś niesamowitego, co łączyło nas, a szczególnie mnie i Lukasa. Przy nikim nie czułam się równie swobodnie i tak bardzo akceptowana ze wszystkimi moimi wadami i przeszłością. - Miłość twoja i Smasha naprawdę dała nam do zastanowienia. Postanowiliśmy dać krok naprzód, ale z rozpędu chyba znaleźliśmy się daleko z przodu przed konkurencją – chłopak ucałował jej dłoń. Przytrzymałam się krawędzi stołu… Przed oczami zobaczyłam ciemne plamki, pulsujące w rytm mojego nierównego oddechu. „Miłość twoja i Smasha… Miłość Smasha…” „Nie zostawiaj mnie…” ”Będziemy mieć gromadkę dzieci…” „Obiecałaś…” Wbrew mojej woli zobaczyłam obraz ciemnowłosego, zbyt realistycznego dla mnie, który pochylał się nade mną do pocałunku. Po policzkach popłynęły pojedyncze łzy. “If you told me to cry for you, I could If you told me to die for you, I would Take a look at my face There\'s no price I won\'t pay To say these words to you…” - Czy coś się… - obydwoje byli szczerze zdziwieni moim zachowaniem. „Przecież nie wiedzieli…” - Przepraszam, ale chcę być sama… Zadzwonię, Lukas… - pośpiesznie zebrałam swoje rzeczy i wybiegłam z mieszkania na chłodne ulice nieznanego miasta. Przez ułamek sekundy chciałam, żeby był tutaj i wszystko było po staremu. List… „Well, there ain\'t no luck in these loaded dice But baby if you give me just one more try We can pack up our old dreams and our old lives We\'ll find a place where the sun still shines…” Dogoniły mnie konsekwencje moich decyzji… „And I will love you, baby - Always And I\'ll be there forever and a day - Always I\'ll be there till the stars don\'t shine Till the heavens burst and the words don\'t rhyme And I know when I die, you\'ll be on my mind And I\'ll love you always…”



        Dedykacja: chaosowi mojego życia - bo przez niego wydłubuję wszystkie swoje najlepsze utwory. kiedy nie ma się czasu, żeby przespać się chociaż trzy godziny, wtedy przychodzą genialne pomysły i potrzeba tworzenia.

Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 13.01.2011r.

1     

Anima użytkownik 13 01 2011 (19:59:08)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Ech... Siedziałam w szkole od siódmej piętnaście do szesnastej, potem godzinka autobusem i domowe zakuwanie na jutrzejsze dwa sprawdziany. Zanim usiadłam na komputer, nie wiedziałam, jak się nazywam i dokąd zmierzam. Zero kontaktu. Wchodzę na panel i co widzę? Twoją pracę. Od razu mnie poderwało. Jesteś lepsza niż narkotyki ;D (których i tak nie zażywałam ;p)
Scena rozstania... Ann zabiera ze sobą wszystkie, najbardziej potrzebne rzeczy i wspomina. Cierpi, a jednak ciągle ma nadzieję, że jej decyzja jest słuszna. Po części się oszukuje, a po części próbuje być rozważna. Ale rozwaga i szaleństwo nieraz się splatają, choć my o tym nie wiemy. To nie moje słowa, ale tak ładnie brzmią... I mi tu cholernie pasują.
Wyjeżdża, znajduje trochę rodzinnej atmosfery, próbuje cieszyć się szczęściem brata. Ale wtedy jej wątpliwości się wyolbrzymiają. I rozumie, że straciła szansę na coś prawdziwego, trwałego... Ale z drugiej strony... Jak można być z kimś nieodpowiedzialnym? Można być tylko wtedy, kiedy się naprawdę kocha. Ale nieraz przeciwności, te wszystkie ''ale'' są szybsze i wyniszczają człowieka.
Nie myślałam, że zdarzy mi się to w taki smętny dzień, jak dzisiejszy, ale się pobeczałam. Nie wiem, może to dlatego, że kiedyś, tak jak ona, podjęłam decyzję, która zniszczyła mi życie... Ech, szkoda gadać. Bezapelacyjna szóstka, bo było mało błędów, jedynie dwa, czy trzy przecinki i tyle.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(31): 31 gości i 0 zarejestrowanych: