warto go przeczytać
Krzątałam się już od dłuższego czasu po pokoju, zbierając rozrzucone od tygodni ciuchy, a chłopak nadal spał smacznie na łóżku, przytulając się do poduszki. „Śpioch nędzny…” Zawsze to ja odwalałam brudną robotę w tym domu. Na mojej twarzy pojawił się diabelski uśmiech i podłożyłam delikatnie ubrania na kanapie, jakby mogły zbudzić go tak ciche dźwięki. „Dostanie za swoje!” Na paluszkach zbliżyłam się do nóg łóżka i z tłumionym chichotem wzięłam rozbieg. Z impetem wylądowałam na jego brzuchu, krztusząc się śmiechem. Podskoczył wystraszony i wymemłał kilka przekleństw, chwytając się za głowę. Spojrzałam na niego figlarnie i zauważyłam gasnącą złość w jego oczach.
- Jesteś wredna… - wyjęczał, a jego loki opadły na poduszkę. Zaśmiałam się triumfalnie i zaczęłam skakać po łóżku. Zmarszczył brwi, nie mogąc się przemóc, by na mnie krzyknąć.
- Jeśli w tej chwili nie przestaniesz, nie ręczę za siebie… - nie otwierał oczu, chyba chcąc opanować ból głowy. W jego głosie zawibrowała groźba, choć nie tak straszna na jaką byłby go stać.
- Co mógłbyś mi zrobić? – zaśmiałam się i nadal maltretowałam wysłużone miejsce swego spoczynku. Odbijałam się zręcznie od sprężyn, uważając by nie trafić głową w sufit.
- To – w ułamku sekundy chwycił mnie za kostki i znalazłam się pod nim. Krzyknęłam z zaskoczenia, widząc przytomne i płonące oczy zbyt blisko swoich. Uśmiechnęłam się zadowolona, że wyciągnęłam go ze snu. Oryginalność i zaskoczenie były jedynymi sposobami, by go rozbudzić. Na nic zdawały się krzyki i prośby – spał jak suseł, jęcząc pod nosem coś na temat przewrażliwionych kobiet i wczesnej godziny.
Pokazałam mu język i obrażona, odwróciłam wzrok – lubiłam nasze gry. Jego oddech musnął moją szyję w taki sposób, że zadrżałam. Miękkie usta na policzku – loki… Nie wytrzymałam i przyciągnęłam go do siebie. Potrzebowałam jego bliskości w każdej sekundzie. „Dlaczego to zawsze przy nim odzywają się moje najbardziej wstydliwe instynkty?” Wyśliznęłam się po chwili spod jego ramienia i zbiegłam po schodach, piszcząc. Gonił mnie kilka minut, zanim złapał niedaleko kuchni.
Czułam się w tym momencie całkowicie szczęśliwa i bezpieczna. Na chwilę zapomniałam o wszystkich problemach, jakie nie pozwalały mi normalnie funkcjonować przez kilka ostatnich tygodni. Smash wrócił do dragów, choć zarzekał się, że jest ostrożny. Będę musiała z nim przeprowadzić poważną rozmowę. Ale nie teraz, kiedy czuję go tak blisko, gdy jego usta są przy moich.
Czasami bałam się o niego, szczególnie, kiedy wychodził. Nie chciałam go na siłę trzymać przy sobie, ale perspektywa że tracę go z oczu na dłużej niż pięć minut, przyprawiała mnie o zawroty głowy. Zawsze nosił przy sobie mój numer telefonu. Wiele razy dzwonili do mnie obcy ludzie, mówiąc, że znaleźli go nieprzytomnego w pobliskim rowie, śmietniku lub chodniku. Czasami go okradali, był bez butów, albo kurtki. Martwiłam się… To nie był już nastolatek z głową pełną głupich pomysłów. W bójce na pewno dałby sobie doskonale radę, choć oglądanie go w takiej sytuacji nie należało do moich ulubionych rozrywek. Co innego, gdy był półprzytomny, otumaniony alkoholem i kokainą. Stawał się odsłonięty i nieostrożny.
Just gonna stand there and watch me burn
But that\'s alright
Because I like the way it hurts
Just gonna stand there and hear me cry
But that\'s alright
Because I love the way you lie
I love the way you lie…
Po dziesięciominutowej dyskusji nad koniecznością tego wyjścia, w końcu stanęliśmy w holu olbrzymiego sklepu z ciuchami. Smash, z czerwonym koszykiem przewieszonym przez ramię, rozglądał się ciekawie po półkach, nie odstępując mnie jednocześnie na krok.
- Idź, poszukaj czegoś dla siebie – odeszłam do pobliskiej wystawy z damskimi koszulkami.
Gdy odwróciłam się po kilku minutach, zastałam go tam, gdzie go zostawiłam, z bezradnością i zagubieniem w oczach. Chyba przeraziło go samotne lawirowanie pomiędzy tymi wszystkimi rzeczami. Westchnęłam ciężko – „i tak oto zakończyły się moje zakupy…” Wzięłam go pod ramię, prowadząc w stronę skórzanych kurtek. Radość zalśniła opierając się w kącikach jego ust rozciągniętych w uśmiechu. Oparłam się o stojak, przyglądając się jak przerzuca kolejne warstwy, odrzucając poszczególne kroje. Wybrał dwie z nich i ruszył dalej, zerkając za siebie w poszukiwaniu mojej sylwetki. Posłusznie podążyłam za nim, zatrzymując się w poszukiwaniu ciekawych koszul i koszulek. Wygrzebałam kilka, które zwróciły moją uwagę, w tym jedną z olbrzymią Myszką Miki. „Ciekawe czy przekonam go, żeby ją założył…”
Po dłuższej chwili skierowaliśmy się do przebieralni z naręczami ubrań. Smash zdążył nawet zahaczyć o dział damski i wybrał kilkadziesiąt rzeczy, które miałam ubrać. Jęknęłam widząc jedną z nich – czarne spodenki z wyjątkowo wysokim stanem obszyte czerwoną lamówką i koronką. Zajęliśmy kabiny. Byłam właśnie w połowie siłowania się z zamkiem spódnicy, gdy silne palce z wprawą dopięły go, wyręczając mnie. W lustrze zamajaczyła kudłata głowa. Zakryłam się koszulką – byłam w samym staniku.
- Hey – zaśmiałam się, gdy loki załaskotały nagą skórę. Stanowczo za bardzo podobało mu się całowanie moich ramion. Ciepłe dłonie znaczyły swój szlak gęsią skórką. Odsunęłam się pod ścianę.
- Chyba mnie nie zgwałcisz w sklepowej kabinie? – żałowałam, że nie ugryzłam się w język, widząc ogień w jego oczach. „Głupia ty…”
- Ciekawa perspektywa – uśmiechnął się diabelsko. Bestia… Ojć, nie jest dobrze. Położyłam dłonie na jego torsie, gdy zbliżył się za bardzo. Przegryzł płatek mojego ucha. Zrobiło mi się gorąco i traciłam oddech. Sięgnęłam po pierwszą lepszą rzecz.
- Pomożesz? – pomachałam mu nią przed nosem. Moje oczy rozszerzyły się na widok wyboru – gorset. „Jaka ja jestem głupia…” Z radością przyjął materiał i energicznie zaczął wiązać. Zamknęłam oczy, modląc się by nie przyszła mu do głowy jakaś erotyczna zabawa z ubraniem w roli głównej. Kiedy przyssał się do mojej szyi, uznałam, ze skończył i odsunęłam się pod pretekstem obejrzenia końcowego zestawienia. Wyglądało dobrze, ale nie czułam się w pełni komfortowo. Patrzył na mnie spod rzęs z pożądaniem w oczach i uśmiechał się w sposób, który nie wróżył nic dobrego. Uniosłam brwi w niemym pytaniu, rozkładając szeroko ręce i obracając się wokół własnej osi.
- Jesteś cholernie seksowna – wymruczał na granicy szeptu. Zadrżałam na ten dźwięk. „Dlaczego on tak mnie kusił? Jaki on jest przystojny…” – jęknęłam w duchu. Zbierał się do kolejnej serii pieszczot, ale uprzedziłam go.
- Ja też chcę zobaczyć, jak wyglądasz – wypchnęłam go ze swojej kabiny. Tempo, w jakim się przebrałam, zakrawało na rekord. Usiadłam na chybotliwym krzesełku, doprowadzając się do porządku. Czułam rumieńce na policzkach i niezdrową gorączkę.
Wybrałam kilka ubrań na chybił trafił, żeby jakoś się obronić przed atakiem, że nie podobają mi się rzeczy, jakie wybrał. Zebrałam wszystkie ciuchy i usiadłam na kanapie w korytarzu przebieralni. Spędziłam godzinę oceniając poszczególne zestawy, w jakich wychodził. Zmęczona, ale usatysfakcjonowana podeszłam z nim do kasy.
Gdy wracaliśmy do domu, nadal mierzył mnie wzrokiem, w którym igrał ogień, ale starałam się opanować przed tym, żeby uciec na druga stronę ulicy. Nie wiedziałam, co może mu przyjść do głowy. Miałam tylko cichą nadzieję, że nie jest to, to o czym myślałam…
If we could take the time to lay it on the line
I could rest my head
just knowin\' that you were mine
All mine
So if you want to love me
then darlin\' don\'t refrain
I\'ll just end up walkin\'
in the cold november rain
And when your fears subside
and shadows still remain
I know that you can love me
when there\'s no one left to blame
So never mind the darkness
we still can find a way
\'Cause nothin\' lasts forever
even cold november rain…
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 17.08.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(29): 27 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii