warto go przeczytać
Nadal spałam u Sadi’ego, ale powoli przyzwyczajałam się do myśli, że Smash jest tylko moim przyjacielem. Przynamniej do czasu, kiedy się z tego otrząsnę. Nadal nie potrafiłam poradzić sobie z myślą, że mnie zdradził. To było do przewidzenia, ale mimo wszystko… Derek codziennie, gdy tylko widział mnie w studiu, robił mi ogromne awantury, że mam w końcu rzucić tego „idiotę o spojrzeniu jelonka Bambi”. Ja na złość całemu światu, pokazywałam się z nim – tak mi było wygodniej. Smash posyłał mi spojrzenia pełne bólu. Na chwile obecną nie działały na mnie. Przynajmniej udawałam, że nie działają…
Szlifowałam umiejętności grania na gitarze – w razie, gdyby incydent ze Smash’em się powtórzył. Chłopacy nie odpuszczali mi nawet jednej wolnej godziny. Miałam najlepszych nauczycieli. Czułam, że robię postępy: coraz szybciej rozumiałam solówki, a łapanie poszczególnych chwytów nie sprawiało mi już tyle bólu. Przedtem moje palce były rozkrwawione i spuchnięte, ale nauczyłam się nie szarpać strun siłowo. Poza tym dużo tworzyłam. Nawet Izzy był pod wrażeniem i grał wszystkim na nerwach, szczebiocząc o zbawiennym wpływie nowej miłości.
Sadi był całkowicie inny od Kudłacza. Uważał na mnie i nie eksperymentował z używkami. Zawsze pozostawał całkowicie wyciszony i spokojny. Zostawał w domu, kiedy nie miałam ochoty wyjść. Pomagał mi na każdym kroku i próbował wkupić się w moje łaski. Był po prostu zwyczajnym chłopakiem, może trochę bardziej romantycznym. Zaskakiwał mnie tym, że wiele razy czekał na mnie z kwiatami lub z innym prezentem. Miękło mi przy nim serce, ale to nie było w żadnym razie gorące uczucie.
Zaczynało mi brakować niebezpiecznie zabójczego tempa, jakie narzucił mi Smash. Mój tryb życia stał się leniwy i rozlazły. Czułam, że roznosi mnie od środka energia i potrzebuję kogoś, przy kim mogłabym ją spożytkować.
I tak rzuciłam się w wir przypadkowych flirtów i romansów. Powoli goniłam ciemnowłosego w jego legendzie. Byłam jednak bardziej wybredna i oziębła – na moją uwagę trzeba było zasłużyć, a na coś więcej mógł liczyć tylko ten, kto naprawdę się postarał i skupił moją uwagę. Czasami napotykałam wzrok ciemnowłosego w klubach, ale udawałam, że go nie widzę. Kilka razy Smash albo Derek wyciągał mnie z tłumu na wpół przytomną. Wtedy byłam im naprawdę wdzięczna. Nieśli mnie, wtuloną w nich jak kotek, do domu i kładli do łóżka. Rano zawsze czekała na mnie solidna awantura i spojrzenia Kudłacza ciskające piorunami. I to on mnie poucza…
Nie poznawałam samej siebie – wychodziłam bardziej rozebrana niż ubrana, malowałam się przed każdym wyjściem i przestalam zwracać uwagę na swoje bezpieczeństwo. Widziałam, jak mężczyźni wodzą za mną wzrokiem, gdy tylko przechodziłam. Przyjemnie było mieć świadomość, że jest się postrzeganą jako kobieta, a nie człowiek, który akurat cię mija. Znałam swoją pozycję – byłam nowa. Muszę teraz zapracować na szacunek. Gościnnie występowałam z chłopakami, ale nagrywałam na równie ciężkim poziomie jak oni. Byłam chórkiem, czasem miałam solowe części, ale w takich przypadkach częściej śpiewał Izzy – miał głębszy i bardziej odpowiedni głos.
To, co robili w studiu, było naprawdę niesamowite. Mimo, iż świetnie brzmieli, byłam zdania, że trzeba przyjść na ich koncert, by poczuć tę surową energię, która wgniata w podłogę, każe skakać i krzyczeć do utraty przytomności. Emocje były ich siłą. Natężenie i intensywność przeżyć kreowały fascynację nimi. Byłam ich fanką, pomimo tego, że z nimi grałam. Uwielbiałam każdego z osobna.
Usiadłam w swoim tymczasowym pokoju i zastanowiłam się, dlaczego w ogóle ja przebywam w towarzystwie takich marginesowych postaci, jakimi są oni.
Derek. O nim nie można napisać niczego w skrócie – albo cały, albo wcale. Był najbardziej charyzmatycznym człowiekiem, jakiego spotkałam. Każdy krok, jaki stawiał, jakiekolwiek słowo, które padało z jego ust i najmniejszy gest podsumowywał i uwypuklał jego indywidualność. Biło od niego coś, co każdy chciałby mieć na własność – siła. Na pierwszy rzut oka – niepozorny blondyn, który kręci się po ulicach. Dopiero przy bliższym przyjrzeniu, ukazuje się cały wachlarz jego osobowości.
Izzy. Dobry, poczciwy Izzy. Z charakteru był trochę jak wujek z prowincji, skrzyżowany ze złośliwym młodszym bratem. Kłóciło się to z jego wyglądem, bo co jak co, ale to robiło wrażenie. Wysoki [jak ja go nienawidzę…], blondyn z czarnymi pasemkami, ubrany w ciuchy wybierane przez fanatycznego wielbiciela klasycznych zespołów heavymetalowych i glam rocka, który uśmiechał się jak gwiazdor hollywoodzki. Serce miękło w pierwszych sekundach.
Smash… Jednym słowem – bestia. Najtwardsze dziewczyny hiperwentylowały po, nie dłużej niż, pół minuty. Był oszałamiający w całej rozciągłości tego słowa. Pewność siebie wylewała się z niego litrami, nie uszczuplając jego naturalnych zasobów. Zastanawiałam się, po kim odziedziczył cały talent i wygląd, ale nie doszłam do niczego więcej niż to, że musiał być wybuchową mieszanką tysiąca nałożonych na siebie genów. Nigdy nie widziałam kogoś podobnego jemu – duże, pełne usta i nieco spłaszczony nos odziedziczył po swoich czarnoskórych przodkach, podobnie jak fakturę włosów czy kolor oczu. Jednak jego skóra pozostawała zagadką: nie była czarna, bardziej jak latynoska, ale śniada, jakby pobrudzona. Fascynowało mnie, jak bardzo kontrastuje z innymi. Był wytworem egzotycznym – normalni ludzie tak nie wyglądają. Gdyby tylko chciał, zrobiłby karierę jako model albo aktor, ale poszedł w zupełnie inną stronę. Tam, gdzie ważne są umiejętności, a dopiero potem wygląd.
Michael był wiecznie uśmiechniętym dzieciakiem, który dostał się przez przypadek do świata rocka, a wszystko wokół go zadziwia i interesuje. Całkowite przeciwieństwo twardego i bezwzględnego Razor’a. To była postać kultowa – wszyscy się jej bali, ale jednocześnie przebywali blisko niego, narażając się na krytykę i cięte uwagi.
Mogłam ich albo pokochać, albo znienawidzić. Bezpieczniej było zrobić to pierwsze…
Całowałam właśnie ślicznego blondyna o oczach jak pełnia księżyca, gdy poczułam, że ktoś szarpie mnie za koszulkę i ciągnie do tyłu. Uśmiechnęłam się do chłopaka i pomachałam mu. Nieznajomy doholował mnie do wyjścia i popchnął na ścianę. Któż by inny – Smash. Powoli miałam dosyć jego infantylności i arogancji. Skrzyżowałam ręce i skierowałam całą złość na niego. Patrzył na mnie przeciągle, niemal spalając żywcem.
- Co? – burknęłam obrażona. „Jak on śmie tak mnie wyciągać i to jeszcze zajętą?! Dupek…”
- Przestań zachowywać się jak niedojrzała małolata, która chce pokazać światu jaka jest dorosła i niezależna. Robisz z siebie pośmiewisko…
- Nie! To ty zrobiłeś ze mnie pośmiewisko! – przerwałam mu. Zawrzała we mnie wściekłość nagromadzona przez te tygodnie.
- To ty mnie poniżyłeś na oczach całego miasta! To przez ciebie tak się zachowuję! Zaczynam być taka jak ty – nieodpowiedzialna i zła! – wykrzyczałam mu wszystko w twarz. Przechodnie patrzyli na nas przestraszeni i przyśpieszali kroku.
- Kto jak kto, ale ty nie masz prawa mnie pouczać! – odwróciłam się od niego, ale przygwoździł moje ramię do ściany i podniósł podbródek, żebym spojrzała mu w oczy. Czułam, że po moich policzkach zaraz zaczną płynąc łzy. „Jesteś cholernie miękka, Ann…” Byłam taka mała i bezbronna pod jego wzrokiem.
- Nie chcę, żebyś złapała to świństwo od jakiegoś ćpuna. AIDS to nie przelewki, mała – jego oczy płonęły i migotała w nich hamowana furia. Bezsilna furia. Zamrugałam zaskoczona. „Czy on myśli, że ja…” Roześmiałam się, zginając wpół.
- Czy… ty naprawdę… myślałeś, że ja z tymi wszystkimi chłopakami… - zamachałam ręką w stronę wyimaginowanych partnerów, łapiąc oddech między kolejnymi falami chichotu. „Jak mógł pomyśleć, że jestem taka łatwa?” Poczułam się urażona.
- Jeśli chodzi ci o to, czy z nimi spałam, to odpowiedź brzmi nie. Nigdy nie miałam zamiaru – wydawało mi się, że niezauważalnie odetchnął z ulgą. Część płomieni powoli dogasała i zostały tylko te, które zwykle tam były.
- A Sadi? – spytał niby od niechcenia, ale czułam napięcie w jego głosie. Nie mówił o żadnym chłopaku w taki sposób. Niemal syczał, szybko wyrzucając słowa, jakby go parzyły. Spojrzałam na niego zdziwiona. „Czy on pyta o moje życie uczuciowe?”
Zerknął na mnie nieśmiało kątem oka. Prześlizgnęłam się wzrokiem po skórzanej kurtce i ciemnych jeansach. „Słodki Panie, jaki on jest przystojny…” Potrząsnęłam głową – na wpół w odpowiedzi, a na wpół by odzyskać trzeźwość myślenia. „Nie patrz na niego…”, ale wzrok sam wracał do przyjemnych mu obrazów. Zacisnęłam powieki.
Poczułam jego dłonie na ramionach, a gdy otworzyłam oczy był zbyt blisko, niebezpiecznie blisko – niemal stykaliśmy się ustami. „Jak dawno nie oglądałam cię z tej perspektywy…” Przytulił się do mojego policzka, a moje serce wykonało nieoczekiwany obrót. Szurnął nosem po linii mojej kości policzkowej – przeszedł mnie dreszcz. Pragnęłam jego dotyku, zapachu, bliskości, tak odmiennej od Sadi’ego. Pocałował mnie z godną podziwu gwałtownością i namiętnością. Wczepiłam się w niego, przyciągnął mnie do siebie jak najbliżej, a mnie wydawało się, że nadal jest zbyt daleko. Taniec… Nareszcie. Zaplątałam się w jego włosach, zgubiłam w smaku ust i spaliłam pod dotykiem jego dłoni. Czułam się jak w gorączce, moje serce galopowało jak szalone, pędząc nie wiadomo gdzie. Traciłam oddech i czepiałam się go, jakbym tonęła. „Stanowczo za długa przerwa, moja droga…” Odsunęłam się od niego, ciężko oddychając. Nogi miałam jak z galaretki truskawkowej. Przytulił mnie mocno, a ja wtuliłam się w jego koszulkę przesiąkniętą dymem, jego włosy pachniały miętą… Westchnął w czubek mojej głowy.
- Tęskniłem… - szepnął do ucha i zamruczał. Uśmiechnęłam się. Brakowało mi tego. Teraz do końca życia będę porównywać każdego z nim. Odsunął się ode mnie, marszcząc brwi. Był skupiony. Zaczęłam się powoli denerwować – „co tym razem?”
- Wiem, że wszystko było nie po kolei, ale chciałbym to naprawić. Więc… - zaczął grzebać po kieszeniach i zmemłał przekleństwo pod nosem. Wreszcie znalazł pudełko w kieszeni kurtki i zanim zdążyłam zaprotestować, wiedząc co się szykuje, uklęknął przede mną.
- Ann, wyjdziesz za mnie? – opadła mi szczęka. Nie wiedziałam, że naprawdę jest do tego zdolny. Myślałam, że się tylko wygłupia. Dziewczyny, które przechodziły obok nas, patrzyły zdziwione i przystawały. Spojrzał na mnie swoim najbardziej błagalnym spojrzeniem z całymi zastępami mroku za sobą. Zaczynałam panikować. „I co ja mam teraz zrobić?!” To było surrealistyczne! Smash – ten nieodpowiedzialny i niebezpieczny chłopak, któremu obce były pojęcia romantyzm i delikatność, nagle przeszedł na jasną stronę mocy i klęczy przede mną uroczy, skulony w swoich rockowych ciuchach przy małym tłumku spragnionych odpowiedzi ludzi. „Momencik, przecież ja i tak jestem jego żoną…” Wzruszyłam się. On się starał. Dla mnie... Dawał mi możliwość wyboru, którego nie miałam przedtem. Wiedziałam, co się stanie, kiedy odmówię. Stopniałam pod naporem jego walki.
- Ja… - zaczęłam, ale mój głos się złamał. Miałam pustkę w głowie.
- Dobrze, Smash. Wyjdę za ciebie – ludzie zaczęli klaskać i gwizdać. „Idioci…” Uśmiechnął się tym jedynym uśmiechem zarezerwowanym tylko dla mnie. Pocałował mnie delikatnie i słodko – jak różny potrafił być. Manipulował moimi uczuciami i żonglował decyzjami, jakie podejmowałam. Poczułam ciepło wokół serca. Założył mi na palec drżącymi dłońmi pierścionek. Był piękny – czarno czerwony kamień otoczony siateczką srebrnych pajęczyn. Musiał kosztować fortunę, ale równie dobrze dwa dolary – on był zdolny do wszystkiego. Roześmiałam się, widząc pomyłkę. Zaczerwienił się, gdy przekładałam delikatny krążek na odpowiednie miejsce. Spojrzał na mnie, speszony swoją niewiedzą. Wybaczyłam mu – robił to pierwszy raz. Poszło mu i tak naprawdę nieźle. Teraz jestem winna sama sobie, jeśli zrobi coś głupiego.
- Wrócisz do domu? Pusto tam bez ciebie… – spytał, patrząc na mnie niewinnie.
- Masz na myśli, że chodzisz głodny? – uśmiechnął się jedną połową ust z figlarną nutą w oczach. Pokręciłam głową w niedowierzaniem i roześmiałam się.
- Zimno mi w łóżku… - szepnął do mojego ucha. Po kręgosłupie wspiął się przyjemny dreszcz. Przegryzł delikatnie płatek mojego ucha. Kupił mnie bez targów, wiedziałam, że to zrobi. Ciepły oddech prześlizgnął się po mojej szyi i skupił dłużej na ustach. Mięta i dym…
If I can't have you right now
I\'ll wait, dear.
Sometimes I get so tense,
but I can't speed up the time.
But you know, love
There's one more thing to consider.
I been walkin' the streets at night
Just tryin' to get it right
Hard to see with so many around.
You know I don't like,
Being stuck in the crowd.
And the streets don't change.
But baby the name
I ain't got time for the game
'cause I need you
I need you,
All this time...
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 03.08.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(28): 26 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii