Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - XV" 03.08.2010
"Wieczorne autobusy" 09.10.2013
"Szukając ducha rocka - XXXIII" 28.06.2011
"Urywki wyrwane z życia - II" 21.09.2013
"Zagubiony myśliwy - IV" 11.09.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - XLVIII

\"I long to see the sunlight in your hair And tell you time and time again how much I care Sometimes I feel my heart will overflow \"Hello\" I\'ve just got to let you know...\" Tłumy napierały na nas niemiłosiernie. Nie mogłam oddychać, wciśnięta pomiędzy dwójkę ochroniarzy. Każdy czegoś od nas chciał – autografu albo innej małej pamiątki. Miałam zamiar się zatrzymać, ale barczysty mężczyzna popchnął mnie do przodu, każąc iść prosto do busa. Spojrzałam na niego ostro, ale nawet nie zareagował. Izzy, widząc moją minę, wziął mnie pod ramię i poprowadził do autokaru. Nikt obcy nie będzie mi rozkazywał, co mam w danym momencie robić. Było mi duszno i słabo. Modliłam się, żeby w końcu stąd wyjechać. Wydawało mi się, że mignęła mi zaniepokojona twarz Jacksona, ale to było chyba złudzenie. Z trudem wdrapałam się do środka auta… \"Tell me how, to win your heart For I haven\'t got a clue But let me start by saying- I love you...\" Siedziałam obok Izzy’ego w busie, przez cały czas patrzyłam za okno przez okulary przeciwsłoneczne. Moje oczy nadal były zapuchnięte i czerwone. Manager nie chciał, żeby zobaczyły to brukowce. Mój powrót to i tak dostateczny powód, żeby nas prześladować, nie potrzeba tego dodatkowo podsycać. Byłam oparta plecami o jego ramię. Podkuliłam nogi. Czułam jak oparł swoją głowę o moją i cicho pochrapuje. Derek uznał, że nie mogę być sama, bo „znowu zrobię jakieś głupstwo”. Znów włączył opcję ‘pułkownik’. Nawet nie wiedziałam, gdzie jest reszta. Nie obchodziło mnie to w najmniejszym stopniu. Jechaliśmy kilkoma małymi busami, żeby nikt nie marudził. „Po co ja tu jestem?” Miałam nadzieję, że wszystko będzie na mnie czekało. „Nie jesteś księżniczką w złotej wieży, głupia…” Nigdy nie byłam. Spojrzałam na obrączkę, o której przypomniał mi Derek. Formalnie nadal byliśmy razem, przy wtórze wciąż zaprzeczającemu pogłoskom o romansie Smash’a Ron’owi. „Co ona teraz znaczyła? Tyle co nic…” Miałam ochotę uciec… „Nie rób tragedii tam, gdzie jej nie ma, Ann. Było minęło, pogódź się z tym…” \"\'Cause, I wonder where you are And I wonder what you do Are you somewhere feeling lonely? Or is someone loving you...?\" Dotarliśmy do hotelu w stosunkowo neutralnej atmosferze. Gdy weszliśmy do holu, zobaczyliśmy chłopaków, którzy czekali przy recepcji. Musieli dojechać tu szybciej. Kudłacz stał z boku, opierając się o blondynkę. Rzucił mi wyzywające spojrzenie. Pokazałam mu środkowy palec i odwróciłam się do niego plecami. Chciałam zrzucić go z najbliższego mostu. W ciszy czekałam, aż Derek załatwi wszystkie formalności. Był małym zastępcą Ron’a, który nie zawsze zdołał przyjechać na czas. Michael położył dłoń na moim ramieniu. W jego oczach zobaczyłam współczucie. Miałam tego serdecznie dosyć! Wszyscy się nade mną litują tylko dlatego, że ten skurczybyk mnie zdradza. „Mam tego wszystkiego po dziurki w nosie!” Zmemłałam przekleństwo pod nosem. Perkusista wymienił zdziwione spojrzenie z Izzym, który tylko wzruszył ramionami. Zgarnęłam kluczyk, który podał mi Derek i szybkim krokiem odeszłam do wind. Nienawidziłam litości. Świadczyła o słabości, której nie miałam zamiaru pokazywać. Starłam dwie nieposłuszne łzy, które wymknęły się mojej uwadze. Smash się doigrał. „Chcesz ze mną pogrywać? Wyrównajmy szansę…” \"The clock on the wall\'s moving slower My heart it sinks to the ground And the storm that I thought would blow over Clouds the light of the love that I found...\" Zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam na łóżku. Wzięłam telefon na kolana i wykręciłam znany mi numer. Jeden sygnał, drugi, trzeci… Bicie serca odmierzało czas. Nie wiedziałam, czy dobrze robię, ale miałam nadzieję, że poczuje się lepiej. „Warto mieć obok kogoś, kto się o ciebie troszczy. Zawsze…” - Halo? – służbowy ton głosu wytrącił mój tok myślowy do góry nogami. No tak, w końcu dzwonię z hotelu. Pogładziłam nerwowo prześcieradło dwuosobowego łóżka. W pokoju panował półmrok. - Jackson? – mój głos zadrżał. Nie panowałam nad nim. Sam dźwięk niskiego brzmienia po drugiej stronie słuchawki był dla mnie kojący i wyciągnął wszystkie koszmarki na wierzch. Zatęskniłam za momentami, kiedy rozmawialiśmy w moim mieszkaniu. To wydawało się odległe i nierealne. - Ann? Co się stało? – był zaniepokojony. Słyszałam napięcie w jego głosie. Okręciłam kabel słuchawki wokół palca. - Mógłbyś do mnie przyjechać? Tęsknię za tobą… - czułam jak się uśmiecha. Zawsze to wyczuwałam. Może zachowywałam się jak chora z miłości dziewczyna, która nie potrafi spędzić jednego dnia bez ukochanego. Rzeczywistość była nieco inna. Nie oczekiwałam, że będzie tu za chwilę. W końcu miał swoje interesy. Wyobrażałam sobie, co musiało dziać się w klubie. Akcja zbrojeniowa do wojny. Czułam się bezpieczniej z dala od miasta, ale on nadal pozostawał zagrożony. Martwiłam się… \"Well there\'s a light in your eye that keeps shining Like a star that can\'t wait for the night I hate to think I\'ve been blinded baby Why can\'t I see you tonight...?\" - Oczywiście. Powiedz mi, gdzie jesteś – ciepłe emocje popłynęły przez całą długość kabla. Poczułam się zmęczona. Zaczęłam tłumaczyć jak dojechać na miejsce i kogo ma szukać. Roześmiał się, kiedy usłyszał mój pseudonim. Nie miałam pojęcia, co myślał sobie Derek, meldując mnie jako Ariel Mermaid. Podejrzewałam, że to jeden z jego żartów. Miał doprawdy dziwne poczucie humoru. - Smutno mi… - po drugiej stronie zapanowała cisza. Byłam na skraju płaczu. Czułam się tutaj samotna i opuszczona. Mimo Izzy’ego, który mieszkał piętro wyżej. Puściliśmy w niepamięć wszystkie spięcia. Odłożył słuchawkę. Pozostało mi czekać. Skuliłam się na łóżku, mimowolnie słuchając śmiechu Mandy na korytarzu. Nienawidziłam ich… \"I\'ve been alone with you inside my mind And in my dreams I\'ve kissed your lips a thousand times I sometimes see you pass outside my door \"Hello\" Is it me you\'re looking for...?\" Natarczywe pukanie przerwało mi krótką drzemkę. Łzy zaschły i wyobrażałam sobie, jak musiałam teraz wyglądać. Nie miałam czasu iść się umyć, bo gość roztrzaskałby drzwi w drzazgi. Uchyliłam je. Jackson marszczył brwi. Jego włosy były w nieładzie od wiatru. Wciągnęłam go do środka i mocno przytuliłam. Oparł brodę na mojej głowie. Zaczęłam cicho szlochać. Uspokajał mnie i tulił. Dopiero, kiedy się uspokoiłam, pozwolił mi się od niego odsunąć. Podziękowałam mu zmęczonym spojrzeniem. Usiedliśmy na łóżku. Patrzył na mnie czujnie. - Teraz możesz mi powiedzieć, co się stało? Kiedy do mnie zadzwoniłaś myślałem, że ktoś ci wyrywa serce… - splotłam nasze palce. Dawało mi to poczucie bezpieczeństwa. Był moim obrońcą. Uniósł moją brodę. Nasze spojrzenia się spotkały. W brązowych oczach dostrzegłam niepokój. Z moich ust wylały się wszystkie smutki. Każda wątpliwość znalazła ujście. Nie gniewał się na mnie za to, że nadal coś czuję do gitarzysty. Akceptował to, bo wiedział, że tak musi być. Marszczył brwi przez cały czas, kiedy opowiadałam. Nie był zadowolony. Musiałam długo odwodzić go od myśli, żeby strzelić chłopakowi w stopę albo odciąć dłoń. Ta akurat była potrzebna zespołowi. Uspokajałam go, że już jest wszystko dobrze, byle tutaj był. - Jak długo możesz zostać? – spytałam, kiedy z jego mięśni zeszło napięcie. Szykowały się na bójkę, ale musiały obejść się smakiem. Byłam pewna, że do przepychanek dojdzie prędzej czy później. Kiedy spotykają się dwa wybuchowe męskie charaktery jest to nieuniknione. \"I can see it in your eyes I can see it in your smile You\'re all I\'ve ever wanted And my arms are opened wide \'Cause, you know just what to say And you know just what to do And I want to tell you so much I love you...\" - Jak długo chcesz. Dizzy nie był uszczęśliwiony, ale się zgodził. Wyjechałbym i bez jego pozwolenia – zacisnął szczękę. Nie był w pokojowych stosunkach ze swoim ojczymem. Wszystko mówiło mi, że to przeze mnie. Niosłam tylko niezgodę i destrukcję. Cieszyłam się, że nie będzie w samym środku tej wojny. To musiała być dla niego trudna decyzja. Zostawił braci dla mnie. Przytuliłam go. Pocałował moje włosy. Siedzieliśmy tak długo, chłonęłam jego spokój. Dawał mi go bez pretensji i oporów. Nie oczekiwał niczego w zamian. Zresztą nie mogłabym mu wiele dać. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie i jęknęłam w duchu. Próba dźwięku… Niechętnie się od niego oderwałam. Posłał mi czuły uśmiech. Pocałowałam go lekko w usta. Przyciągnął mnie bliżej. - Muszę pojechać na próbę dźwięku… - szepnęłam, czując jak z każdym słowem muskałam jego wargi. Mruknął niechętnie, ale pozwolił mi się przebrać. Podał mi dłoń, którą bardzo chętnie przyjęłam. Zamknęłam drzwi i powoli ruszyliśmy korytarzem w stronę wind. Czekał przy nich Izzy. Posłał mi zdziwione spojrzenie. Odpowiedziałam mu demonicznym uśmiechem. Jego oczy zrobiły się okrągłe. Wiedział, że to nie zwiastowało niczego dobrego. Przywitali się skinieniem głowy. Na stadion, gdzie miał się odbyć koncert nie było daleko. Postanowiłam się przejść. Ubrałam okulary przeciwsłoneczne i ruszyliśmy ulicami. Włosy schowałam pod bejsbolówkę. Izzy postanowił dojechać tam taksówką. Tłumaczył się, że jest zmęczony. Znalazłam w końcu chwilę, żeby odpocząć od tego szumu. Czułam chłodną dłoń i to mi wystarczało. Doceniałam małe przyjemności. \"And the warmth of your smile starts a-burnin\' And the thrill of your touch gives me fright And I\'m shaking so much, really yearning Why don\'t you show up, make it all right? Yeah, it\'s all right...\"



        Dedykacja: uczuciowi piękna i niesamowitych emocji, kiedy zdałam sobie sprawę, że piosenka Lionela Richiego jest naturalnym przedłużeniem i soundtrackiem tej części. pogrążam się w przyjemnym letargu....

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 28.08.2011r.

1     

Anima użytkownik 28 08 2011 (17:56:51)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Czuję, no po prostu czuję te narastające emocje. Czyżby już szykowała się walka? Tak czy inaczej, coś kroi się w powietrzu...
Dzikie tłumy fanów, hotel, przyczepa i świat pełen nieznanego. W tym wszystkim Ann, chwilowo bezbronna, jednak pełna nadziei, że uda się jej przetrwać. Dzwoni do Jacksona i prosi go, żeby przyjechał. Zrozumiałaby gdyby odmówił, ale on zjawia się szybko. Wbrew wszystkiego, dla niej. I jak tu nie kochać takiego faceta? Chociaż sprawia ponure wrażenie, dla niej zamienia się w kogoś zupełnie innego. Jak w bajce.
Tylko pytanie, ile ta bajka Ann może jeszcze potrwać. Kiedy rozpadnie się jakiś kawałek, który będzie przełomem?
Chociaż nie, na razie ufam Jacksonowi. Aczkolwiek nie wiadomo, co z tego wyniknie. Mam tylko nadzieję, że wszystko potoczy się jak najlepiej dla Ann. Rozumiem, że obecna część to taki etap przejściowy, który ma czytelników utrzymać w wielkim napięciu, aż do czasu Wielkiego Rozwiązania, jakbym to nazwała.
Były dwie literówki i jeden zgubiony przecinek. Więcej grzechów nie pamiętam. Piątka. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68308 | Użytkownicy: 12452
Online(26): 26 gości i 0 zarejestrowanych: