Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - XXXIV" 29.06.2011
"Szukając ducha rocka - XVII" 17.08.2010
"Szukając ducha rocka - XVIII" 18.08.2010
"Szukając ducha rocka - XLVI" 26.08.2011
"Szukając ducha rocka - LX" 01.06.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - XLVII

To było piekło… Ledwo widziałam przez dym wypełniający każdy centymetr sześcienny powietrza. Zakaszlałam, zakrywając usta. Oczy zaczęły piec. Otwarłam wszystkie okna, które zauważyłam. Nie dało to zbyt wiele. Potknęłam się o coś. To była jego noga… „ It comes kinda hard when I hear your voice on the radio Taking me back down the road that leads back to you 29 Palms - I feel the heat of your desert heart Taking me back down the road that leads back to you…” - Wróciłaś już? – zamarłam. „To… Jego głos…?” Zachrypnięty i wyczerpany, ale miał cień swojej magii. Uklękłam obok niego. Jego twarz była szara, a oczy szkliste i zamglone. Z małej ranki na przedramieniu wypływała krew. Całe ręce pokryte były starszymi lub nowszymi wkłuciami. Wyglądał okropnie w podartej koszulce i bez butów. Włosy oklapły i opadały smutnymi skrętami. Wokół walały się puste butelki i zużyte strzykawki. Byłam tak zszokowana, że przestałam oddychać. Każde nowe odkrycie było gorsze od poprzedniego. Wykładzina została poprzepalana w niektórych miejscach. Na łóżku walały się sterty ciuchów i całe plastrony prezerwatyw. Poczułam nudności… - Co ta zdzira z tobą zrobiła… - rozglądałam się wokół z rosnącym przerażeniem. - Ann? – zmrużył oczy i dotknął dłonią mojej twarzy. Zacisnął ją boleśnie z nagłą wściekłością. Grymas przeciął jego twarz. - Ty szmato… Kłamliwa szmato… - cedził. Wyrwałam się z jego uścisku. Sprawiał mi ogromny ból. Choć półżywy, miał siłę wystarczającą, by zrobić mi krzywdę. Nie byłam już tak zszokowana treścią jego słów. Miał prawo mnie obrażać, tak jak ja jego. - Obiecywałaś, a potem puszczałaś się z innym! Suka! – wzięłam jego twarz w dłonie, starając się uspokoić jego wzrok. W moich oczach zbierały się łzy. Szarpał się, ciskając w moją stronę gniewne gromy. „Powtórka z rozrywki…” - Nigdy nie było nikogo oprócz ciebie! Przypomnieć ci, kto to zaczął? Spieprzyłeś! – rozpłakałam się na podłodze, chowając twarz w dłoniach. Znowu mnie złamał. Mokre ślady na policzkach były tego potwierdzeniem. Po raz kolejny przegrałam. „Co za sukinsyn…” Czułam się taka bezradna… To wszystko było tylko złym snem… Snem, który trwał kilka lat. „A może byłam śpiącą królewną?” \"Many dreams come true and some have silver linings I live for my dream and a pocketful of gold. Mellow is the man who knows what he\'s been missing Many many men can\'t see the open road...\" - Kłamiesz jak zwykle! Nie pieprz bzdur! – nawet na mnie nie patrzył. Widziałam dlaczego… - A po co tu przyjechałam? Żeby patrzeć jak się staczasz przy tej kurwie?! Przyjechałam nas ratować, ale ty tego nie chcesz. Czego innego mogłam się po tobie spodziewać. Smash, coś ty narobił… - przez łzy widziałam tylko jego szok. I ból. Taki jak w studiu. To było wieki temu. I nie jestem pewna czy to byliśmy my… Nie mogłam na niego patrzeć. Wybiegłam stamtąd, nie oglądając się. Czułam pustkę w sercu. Przeraźliwą pustkę… „Nie daj się tam znowu strącić…” Straciłam swój dom, moją iluzję bezpieczeństwa. „Nas już nie ma, Smash…” Było mi tak zimno. Na mojej drodze stanął Derek. Tak przynajmniej sądziłam patrząc na kolor jego włosów. Tak samo płomiennie czerwone jak ostatnim razem, kiedy go widziałam. Zdziwiłam się, bo zmieniał je średnio raz w tygodniu. Patrzył na mnie zszokowany. Przytuliłam się do niego mocno, łkając. Nie miałam do kogo iść… Gdyby Jackson zobaczył mnie w tym stanie. Cóż, nie skończyło by się to dobrze. Objął mnie i zaczął kołysać. - Straciłam go… Tym razem naprawdę go straciłam… - krztusiłam się swoimi łzami. Uspokajał mnie jeszcze długo. Byłam tym wszystkim przytłoczona i całkowicie wyczerpana. A wieczorem był koncert… \"Many is a word that only leaves you guessing Guessing \'bout a thing you really ought to know, ooh! You really ought to know... \" Wszedł do mojej przyczepy ze swoim uśmiechem i zapachem skórzanej kurtki. Przytulił mnie. Jego dotyk nie był przyjemny, nie teraz. Czułam jakby wszystkie moje wnętrzności były na świetle dziennym, a ktoś polewałby je kwasem. Wyciągnął dłoń, na której leżał wisiorek z czaszką. - Upolowałem na straganach. Podoba ci się? – spytał. Zapomniałam, jak bardzo się starał. Skinęłam twierdząco głową, próbując się uśmiechnąć. Podniosłam do góry napuszone loki, żeby mógł go zapiąć. Za wszelką cenę musiałam utrzymać pozory, że wszystko jest w porządku. - Wyglądasz pięknie – szepnął, całując mnie w nagi kark. Przytuliłam się do niego plecami, pozwalając, żeby splótł dłonie na moim brzuchu. Był tak przyjemnie chłodny i znajomy. - Mam nadzieję, że zostaniesz na koncercie – mocno podkreślone oczy i estradowy strój nagle zaczęły mi przeszkadzać. Kiedyś były tak naturalne, a teraz… Przecież wiedziałam, że odgrywam tylko swoją rolę w tym cyrku. Wysokie obcasy uwierały niemiłosiernie, a koszulka za bardzo przylegała do ciała. - Oczywiście. Nie opuszczę tego wydarzenia. Wielka Curl wróciła do macierzy! Kłaniajcie się narody w dziękczynnych ofiarach! – udało mu się wywołać u mnie mały uśmiech. Taki nieskrępowany i beztroski. Potrafił działać cuda. Roześmiał się rozbawiony. Niski głos łaskotał zakończenia nerwowe moich uszu. - Po festiwalu będę musiała… Trochę posprzątać i wyjechać z zespołem na kilka koncertów. Chyba chcę na jakiś czas wrócić – próbowałam wzrokiem przekazać mu, że tego potrzebuję. Zachmurzył się. Skubnęłam materiał jego skórzanej kamizelki. Pogładziłam kieszeń na piersi. - Zaraz po występie wyjeżdżamy. Dasz sobie radę? – roześmiał się gorzko. - Jak zwykle, maleńka. Daj czadu i pokaż im, co odzyskali. Do zobaczenia – pocałował mnie. Zmarszczyłam brwi, kiedy jego usta znalazły moje. Długo nie mogłam się od niego oderwać. To było bolesne rozstanie. - Odwiedź mnie czasem – przytulił mnie mocno. Wtuliłam się w niego. Wyszedł zbyt szybko, zostawiając mnie z pustymi ramionami. Zamknęłam za nim drzwi. Poczułam się taka mała… „Nie teraz, Ann. Po występie…” \"And if you promised you\'d love so completely and you said you would always be true You swore that you would never leave me, baby: What ever happened to you...? \" Stałam obok niego z kulisami. Moje ciało elektryzowało się i czułam prąd, przepływający z jego nagich ramion. Loki muskały odkrytą skórę. Kiwał się nieprzytomnie, lekko podtrzymywany przez blondynkę z kilkoma kilogramami silikonu w cyckach. Mandy… „Ciekawe czy wybuchnął w samolocie?” Czułam poniżenie – zostawił mnie dla… niej. Spojrzała na mnie przestraszona. Odpowiedziałam jej pogardą. Nie wiem, czy czuła przede mną respekt, czy po prostu bała się o chłopaka i przeniosła to na mnie. Nie miałam ochoty się tym przejmować. Adrenalina i podniecenie zaczęły krążyć w żyłach. Przymknęłam oczy, chłonąc całą tą atmosferę. Rozbrzmiały pierwsze dźwięki bębnów i moje serce automatycznie przełączyło się na ich rytm. Porwał mnie w górę i sprawił, że zapomniałam o wszystkim. Gitara przyjemnie zaciążyła na moich ramionach. Czekałam, aż zacznie swoje solo, ale on nadal patrzył tępo na kostkę, którą wciskała mu do ręki dziewczyna. Michael spojrzał na mnie spanikowany, powtarzając sekwencję. - Obudź się! – syknęłam, ale nawet na mnie nie spojrzał. Wybiegłam na scenę, zajmując miejsce obok Izzy’ego. „Pieprzone ćpuny…” – pomyślałam, zaczynając grać. Tłum zaczął krzyczeć. Jak widać będę dzisiaj gitarzystą solowym. Powoli wszystko wskakiwało na swoje miejsce. Ktoś wypchnął go na scenę. Starał się coś dziergać na gitarze, ale tylko w niektórych momentach udawało mu się trafiać z dźwiękiem. To stare i zakurzone poczucie magii. Pulsujący energią tłum, który krzyczał teksty i skandował nasze imiona. - Niech będzie świry! – Derek krzyczał do mikrofonu, uspokajając publiczność po wyjątkowo szybkiej piosence. Kątem oka widziałam jak techniczni cucili Kudłacza. Ludzie zaczęli skandować: Whistle, zagłuszając wokalistę. Był szczęśliwy, jego oczy błyszczały. Izzy delikatnie i subtelnie podtrzymywał gitarzystę. „Ja pierdolę…” - Jak widzicie ktoś do nas wrócił – objął mnie ramieniem ze szczerym uśmiechem. Uśmiechnęłam się do tłumu i pomachałam do nich, przez co znów zaczęli krzyczeć. Roześmiałam się. Zapomniałam jak są słodcy. - Cieszymy się, że znów jesteś z nami. A teraz zbieraj swój zgrabny tyłek i zastąp mnie. To twoja piosenka – wcisnął mikrofon na statyw, żebym mogła swobodnie śpiewać jednocześnie grając. Zostawił mnie samą z kilkudziesięcio tysięcznym tłumem, który był we mnie wpatrzony. Poprawiłam pasek gitary, który mnie uwierał. Światła niemal zgasły, pozostała pojedyncza lampa świecąca mi prosto w oczy. Nie miałam pojęcia, o który utwór mu chodzi. Byłam zdezorientowana. Usłyszałam znajome intro perkusji. „Nie ma mowy!” Rozejrzałam się, panikując w poszukiwaniu Derek’a, ale zniknął. „Tylko nie ta piosenka…” Izzy posłał mi współczujące spojrzenie… \"Should I fall out of love my fire in the night, To chase a feather in the wind. Within the glow that weaves a cloak of delight, There moves a thread that has no end...\" Zamknęłam oczy i pozwoliłam ponieść się melodii. Wyrzucałam z siebie wszystkie wspomnienia, które bolały mnie cały ten czas. Wyrzucałam miłość i cierpienie splecione w jednym tańcu. Poczułam na ramieniu jego głowę. Włosy załaskotały mnie w nos. Usłyszałam bezbłędne solo. Drżące i eksplodujące emocjami. Wyciskało mi łzy z oczu – boleśnie piękne. Masa zamarła w oczekiwaniu. Unosiłam się wraz z nim na strunach. Podążałam ślepo śladem jego palców. - Dostałaś papiery rozwodowe? Chcemy wziąć z Mandy ślub… Będziemy mieli dzieci i zamieszkamy z dala od tego syfu… - słowa jak sztylety rozpłatały podatną na urazy duszę. Wybrał moment, kiedy byłam najbardziej odkryta. Te same słowa, którymi kiedyś próbował mnie zatrzymać. Łzy spłynęły cicho, kiedy patrzyłam jak jego włosy unoszą się razem z melodią. Nawet na mnie nie popatrzył… Nie wiedziałam, gdzie się podziać. Rozejrzałam się, ale napotkałam tylko obce twarze. Zakryłam dłonią usta, żeby nie szlochać. Pospiesznie zeszłam ze sceny, odprowadzana zakończeniem solówki. - Gdzie idziesz? – Derek zatrzymał mnie przy kolumnach ze wzmacniaczy. Prawie go nie słyszałam przez instrumenty. Wzmógł mój płacz. Jeśli myślałam, że już gorzej nie mogę się poczuć, to się myliłam… - Nie dam rady… On bierze ślub z Mandy, nie rozumiesz? – spojrzałam na niego zapłakana. Nigdy nie mógł znieść moich łez. Zupełnie jak Lukas. Rozśmieszali mnie wtedy na tysiąc sposobów, żebym tylko się uśmiechnęła. Spojrzał na mnie zdezorientowany. Nagle w jego oczach wybuch pożar, tak dobrze pasujący do jego fryzury. - Urwę skurwielowi jaja... - Nie. To jego życie. Nie jestem już jego częścią… - zostawiłam go i usiadłam na schodach z tyłu sceny. „Chcę się obudzić… Chcę się obudzić! Chce być znowu Ann, która dopiero wprowadza się z Lukasem do nowego mieszkania i trzymać się z dala od zespołu” Podchodzili do mnie coraz to inni techniczni z pytaniem, czy czegoś nie potrzebuję. Poprosiłam ich tylko o kilka butelek whisky. „Chcę umrzeć…” \"\"Many have I loved - Many times been bitten Many times I\'ve gazed along the open road...\"



        Dedykacja: wszystkim szansom, których nie wykorzystałam. oraz trudnym doświadczeniom, które są inspiracją każdej mojej pracy. pisanie o pięknej miłości nie zawsze jest przyjemne.

Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 28.08.2011r.

1     

Anima użytkownik 28 08 2011 (17:42:55)

Użytkownik ocenił pracę na 6

No i co powiedzieć? Cokolwiek by się powiedziało, zrobiło i tak będzie bezsensowne.
Brak słów wobec głupoty Smash'a, po prostu niemoc.
Nie wiem, czego się spodziewałam, ale nie tego. Znowu jestem zaskoczona, chociaż to dobre, bo wyrywasz mnie z kręgu powtarzalności w jakim utkwiłam, przynajmniej ostatnio.
Chyba miałam nadzieję, że Mandy zacznie atakować, a Smash...
A tu nie, to Smash po raz kolejny udowodnił, że jest palantem. Najgorsze jest to, że zawsze kochamy kogoś, kogo według nas samych nie powinniśmy. Miłość zawsze wiąże się z cierpieniem i rozkoszą, co do tego pierwszego, to zwyczajna niesprawiedliwość.
Jestem oburzona, bo wybrał sobie najgorszy moment. Nie dość, że piosenka, tłum, smutek, rozdarte serce, to jeszcze ta jedna wieść. Najgorsza ze wszystkich. I jak tu się nie załamać, nie płakać? Ann i tak jest dzielna, mimo tych łez. Mogłaby go zaatakować, jednak wcale nie miałoby to sensu.
Ma jednak dumę, to bardzo ważne. Mam nadzieję tylko na jedno: że da mu popalić słowem, tak, aby zastanowił się nad sobą. A potem odejdzie nie oglądając się za siebie. Nawet ze łzami w oczach i z butelką whisky w torebce, ale jednak. Chyba tylko na tym teraz mi zależy...


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9702 | Proza: 2331 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68309 | Użytkownicy: 12452
Online(31): 31 gości i 0 zarejestrowanych: