Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - LXI..." 25.01.2013
"Szukając ducha rocka - LI" 31.08.2011
"Szukając ducha rocka - LV" 08.11.2011
"Szukając ducha rocka - XIII" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXXVI" 30.06.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - XLVI

\"A fool in love - a crazy situation His velvet glove knocks me down and down and down His kiss of fire - a loaded invitation Inside his smile he takes me down and down and down His moves look good - a touch of desparation From where I stood he turned my head around, round and round...\" Nie był zadowolony z tego, że zwolniłam się z pracy. Potem doszedł do wniosku, że to jednak nie był głupi pomysł. On sam myślał o porzuceniu stałego dochodu, kiedy kilka dni temu odwiedzili go tam członkowie przeciwnego gangu. Na szczęście nie było klientów. Przychodził do mnie codziennie. Ot tak, żeby porozmawiać, przytulić mnie i wyjść. Patrzyłam jak odjeżdża, zawsze machał mi na pożegnanie. Czułam się tak normalnie. Na tyle, na ile może się czuć dziewczyna członka gangu, którą ściga przeszłość. Siedziałam z kubkiem gorącej herbaty. Jackson przed chwilą wyszedł, nie potrzebowałam już napoju, żeby rozgrzać serce. Zamyśliłam się. Zastanawiałam się, co począć z zespołem. Nie pytałam o Smash’a, ale jego temat był nieodłączny przy jakimkolwiek spotkaniu z członkami grupy. Smutne spojrzenia pełne współczucia. Nie potrzebowałam ich. Każdy z nas znalazł taką drogę, jaką chciał. Dorośliśmy. W końcu. Ekscytowało mnie znów poczucie tej adrenaliny, jaką czuło się na scenie. Nic nie mogło mi przeszkodzić w jej zasmakowaniu. Nawet Kudłacz ze swoją nową panienką. Zresztą, kogo on obchodził… „Ann, znasz odpowiedź” Westchnęłam. \"Sing with me, Sing for the year, Sing for the laughter and sing for the tear. Sing it with me If it\'s just for today, Maybe tomorrow the good Lord will take you away. Dream on, dream on, dream on, Dream yourself a dream come true...\" - Wyjeżdżam – oznajmiłam, gdy znalazł chwilę, żeby usiąść. Spojrzał na mnie zdziwiony znad parującej kawy. Jej zapach był wszędzie, owijając mnie swoim aromatem. - Muszę być na festiwalu. Podobno to ważne. Poza tym będzie mnóstwo… - zaczęłam tłumaczyć, czując natarczywe spojrzenie. Skubałam nerwowo kwiaty, które przyniósł. Białe goździki. - Zawiozę cię – przerwał mi w pół zdania, nie zważając na uprzejmość. Jakby kiedykolwiek sobie coś z niej robił. Pochylił się nad napojem, sącząc go powoli. Otworzyłam szerzej oczy. - Nie musisz. Pojadę pociągiem – zaczęłam się bronić. „Matko i córko! Jeszcze tego mi brakowało – wkurzonego Izzy’ego i Derek’a! Jakby moje stosunki z nimi nie były już w opłakanym stanie…” Chociaż z drugiej strony… - Zawiozę cię. W końcu nasza gwiazda rocka nie może się rozbijać pociągami. To szkodzi twojemu wizerunkowi, maleńka – puścił do mnie oko. Wybił mi wszystkie argumenty z rąk czułym uśmiechem. Prychnęłam ironicznie. Nie chciał mnie tracić z oczu, nauczony doświadczeniami z klubu. - Głupek – mruknęłam cicho. Pocałował mnie w nos, przechylając się przez stół. Zaśmiałam się, czując nasilające się łaskotki. Jego ciepłe spojrzenie. I jak go tu nie kochać… Martwiłam się o niego. Za każdym razem, kiedy odjeżdżał. Miałam ochotę zamknąć go w łazience i nie wypuszczać do końca świata. Widziałam coraz to nowe rany, zmęczenie, które maskował uśmiechem. Zaczął przynosić rewolwer nawet do mnie. Wyrażałam cichą akceptację, nie pytałam. Może to dobrze, że pojedzie ze mną. Przynajmniej wyrwę go na jakiś czas z tego świata. \"Oh, I\'m burning in love - a strange infatuation White cold cold touch - what must I do, do, do The heat and the dust increase my desolation In God we trust - always for you, and you and you...\" Zdjęłam kask, zabierając torbę z motocyklu. Staliśmy na samym środku jakiegoś porośniętego trawą pola wśród tysięcy ludzi. Z radością wdychałam świeże powietrze. Cieszyła mnie ta bliskość natury. Już od dziecka uciekałam na wieś, żeby dojść do siebie po miejskich torturach. Kochałam zwierzęta i tą pierwotność. Nikt nie zwrócił na nas większej uwagi, poza kilkoma osobami wymieniającymi między sobą nerwowe szepty. - Pójdę poszukać reszty – wyszperałam przepustkę z kieszeni. Przysłali ją pocztą, tak jak zapewnienie, że mój sprzęt jest na miejscu i nie muszę się o nic martwić. Uśmiechnęłam się do niego uspokajająco. Starałam się przekazać wiadomość: dam sobie radę, a ty tu zostań, nie ruszaj się, najlepiej nie mrugaj. - Przejdę się z tobą – uśmiechnął się radośnie, nie zważając na moje pozawerbalne komunikaty. Gdy zabierał kluczyki ze stacyjki, westchnęłam. „Rozpętam piekło…” Nagle kilka ubrań w torbie na moim ramieniu zaciążyło mi jak tonowy głaz. Zaraz pójdę na dno. Słońce piekło niemiłosiernie. Zabrał bagaż z mojego barku. Spojrzałam na niego pytająco, ale tylko pocałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się zawstydzona pod nosem i wsunęłam okulary głębiej na nos. Podsunęłam ochroniarzowi pod bramkami przepustkę dla muzyków. Spojrzał wymownie na ciemnowłosego. Wyobrażałam sobie, co o nim myślał. - Jest ze mną – przepuścił nas, odprowadzając ostatnim podejrzliwym spojrzeniem. Zaczęłam szukać wzrokiem znajomych sylwetek. - Ann, gdzieś ty się podziewała? Myślałem, że porwali się tajlandzcy terroryści i zacząłem zbierać na okup – otoczył mnie śmiech Sadi’ego. Uściskałam go serdecznie. „O mój Boże, tyle czasu…” Nic się nie zmienić. Patrzył na mnie roziskrzonymi oczami dziecka. Zaniepokoiłam się. „Whistle i zespół Sadi’ego na jednej festiwalu?” Będzie się działo… - Bywało się tu i tam. Biegnij, bo twój zespół wchodzi – zaśmiałam się, widząc znajomego basistę, który energicznie machał do nas ze sceny, próbując zwrócić naszą uwagę. Przeklął i pobiegł w tamtą stronę. Roześmiałam się do wspomnień. Nigdy bym nie przypuszczała, że tak to się potoczy. Nagle blond czupryna poprzecinana czarnymi pasmami zakryła cały mój świat i zobaczyłam błyszczące oczy Izzy’ego. Musiał już ostro balować. Zapiszczałam z radości, nie mogłam się powstrzymać. Udzielił mi się jego nastrój. Rzuciłam mu się na szyję, zakręcił się ze mną. - Nasza kotka wróciła! – uściskał mnie mocno, zduszając mój śmiech w okolicach gardła. Byłam… Nigdy nie czułam czegoś takiego. Rozsadzało mnie szczęście. Bliskość tego, co zawsze było moją miłością. Patrzył na mnie ze światłem w oczach. Już dawno go takiego nie widziałam. Nagle coś zachmurzyło jego twarz. Spojrzał na chłopaka stojącego za mną. \"Every time that I look in the mirror All these lines in my face gettin\' clearer The past is gone; It went by like dusk to dawn Isn\'t that the way? Everybody\'s got their dues in life to pay\" - Izzy, to jest Jackson. Jackson to jest Izzy, basista Whistle, mój ulubiony i najlepszy przyjaciel – szturchnęłam go w żebra. Ciemnowłosy uśmiechnął się przyjaźnie. Wymienili uścisk dłoni. Wyczuwałam napięcie w ciele blondyna. Jackson oddał mi torbę. - Pójdę już, maleńka – przygarnął mnie zaborczo ramieniem i pocałował. Czułam, że się czerwienię., gdy jego twarde wargi dotknęły moich. O mało nie kichnęłam przez jego brodę. Odszedł w kierunku któregoś z zespołów. - Chyba sobie żartujesz… - na wpół prychnął, na wpół sapnął chłopak. Uśmiechnęłam się zawstydzona. - To… Rozmowa na dłużej. Wytłumaczę później – odprowadziłam wysoką sylwetkę wzrokiem, aż nie zniknął w namiocie z piwem. „Ryzykujesz, Ann…” Izzy zmarszczył brwi, zaniepokojony. Zapomniałam jak dla postronnych musi wyglądać Jackson. Wielki facet z brodą jeżdżący na motocyklu z bronią. Zło wcielone dla każdego opiekuna młodej dziewczyny. - Przestań! Dzisiaj gramy, prawda? Świętujmy – mrugnęłam do niego porozumiewawczo. Doskonale wiedział, o co mi chodzi. Ni mniej ni więcej jak o legendarne już after party, jakie miały miejsce na zapleczach naszych koncertów. Do dzisiaj nie wiem, kto płacił za alkohol, ale musiał mieć grubą i głęboką kieszeń. Uśmiechnął się, ale światło już nie wróciło. Pozostał jego cień. Nie wydawał się przekonany. \"I know nobody knows Where it comes and where it goes I know it\'s everybody\'s sin; You got to lose to know how to win...\" - A co ze Smash’em? – zdobyłam się na odwagę i wypowiedziałam jego imię na głos. Po tak długim czasie. Zachmurzył się jeszcze bardziej, nie patrzył mi w oczy. „Było coś gorszego od tego, co już widziałam?” - On… - urwał, nie wiedząc, gdzie podziać wzrok. - Iz, powiedz mi prawdę – zmusiłam go, żeby na mnie spojrzał. Ogromny ból i współczucie pociągnęło mnie ku ziemi. Było mi go żal. „Co on mu zrobił…” Stanęłam pewniej na ziemi, przygotowując się na cios. Chłopak jęknął pokonany. - Ćpa na potęgę. Przez jakiś czas starał się ograniczać. „Dla Ann”, jak mówił. Potem wpadł w jakiś amok. Bredził, że już kogoś masz. Miał rację. Nikt nie mógł go z tego wyciągnąć. Potem poznał Mandy, ale tę część już znasz. Ona go tylko nakręca, zdzira! – kopnął w pobliski śmietnik. Każde słowo uderzało mnie jak ostrze prosto w serce. Wydawało mi się, że byłam na to gotowa, ale przeceniłam swoje siły. \"Too late, too late A fool could read the signs Maybe baby You\'d better check between the lines...\" - Ann – Izzy potrząsnął moimi ramionami. Sennie na niego spojrzałam. Z trudem utrzymałam na nim wzrok. Oddalał się i przybliżał. Zasnuła go delikatna mgła. - Nie uciekaj teraz… Wróć… - oparł swoje czoło o moje. Ustabilizowało to mój obraz. Zmarszczyłam brwi, skupiając myśli na rzeczywistości. W moim sercu pojawiła się hardość. - Gdzie on jest? – wychrypiałam. Spojrzał na mnie zaniepokojony. - Ten sukinsyn zaprowadzi nas wszystkich do piekła. Mandy wyjechała do miasta po jakieś cholerstwa do twarzy. Nie może usiedzieć na miejscu kilku godzin. Zaprowadzę cię – wziął mnie pod ramię i poprowadził przez labirynt przyczep i namiotów. Czułam, że jest coraz gorzej – było mi niedobrze i słabo. „Tu nie ma miejsca na obnoszenie się ze swoimi słabościami. A miłość jest słabością, dziecino…” - To tu. Zatrzymaj tą katastrofę… - pocałował mnie we włosy i odszedł. Ten prosty gest dodał mi na tyle otuchy, że otworzyłam drzwi. Torba upadła na trawnik… \"Caught out running With just a little too much to hide Maybe baby Everything\'s gonna work out fine Please read the letter I pinned it to your door It\'s crazy how it all turned out We needed so much more...\"



        Dedykacja: Led Zeppelin i każdej magicznej piosence stworzonej przez jego członków. wielki ukłon w waszą stronę... oraz każdemu czytelnikowi, który dotrwał aż tutaj. ujawnijcie się czasami, kochani :)

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 26.08.2011r.

1     

In Love With Words Użytkownik wpmt 16 06 2013 (19:20:27)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Uwielbiam Twoje prace. Sama piszę, więc muszę brać z kogoś przykład. Zawsze kiedy nie mogę nic napisać czytam co napisałaś Ty. To mnie motywuje, bo widzę co mogę osiągnąć ciężką pracą oraz inspiruję, ponieważ zastanawiam się co u Ann może stać się innego i przekształcam to na rzecz mojej powieści. Pisz, pisz, pisz, bo inaczej ja też przestanę.

Evil_Angel Użytkownik wpmt 28 08 2011 (13:05:56)

Więc się ujawniam jako czytelnik tego wspaniałego dzieła !!!
Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością, a każda kolejna część sprawia, że się ciesze jak dziecko. Jesteś niesamowita !!!
Evil_Angel

Anima użytkownik 26 08 2011 (21:34:33)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Ostatnio miałam wrażenie, że wspięłaś się na wyżyny. Guzik prawda, wyszło jeszcze lepiej. Mam wrażenie, że najlepiej wychodzą ci dramatyczne zmiany w życiu Ann, opisy jej cierpienia. A może to ja jestem taką masochistką, że za bardzo utożsamiam się z takimi chwilami w życiu bohaterów. Dość prawdopodobne. ;)
Jackson robi się zaborczy. Boi się, żeby Ann znowu mu nie uciekła, jednak na razie ona wcale nie ma takiego zamiaru. Czeka ją koncert, wielkie wydarzenie i...walka z przeszłością. Izzy tłumaczy jej sytuację Smash'a, jednak Ann wyraźnie nie jest na to gotowa. Mam tylko nadzieję, że zdoła zagrać koncert. Postanawia spotkać się ze Smashem, czego, nie ukrywam, boje się. Jest narkomanem, nie wiadomo, w jakim stanie go zastanie...No, nie umrę z niepokoju, zanim się nie dowiem, jak poszło spotkanie. Musisz zostawiać czytelnika w stanie kompletnego rozklekotania (nie moje określenie ;p) psychicznego? ;P
Błędów technicznych nie widziałam. Ostatnio wszystkich rozpuszczam, ale co ja poradzę, że trafiają się dobre teksty. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(48): 48 gości i 0 zarejestrowanych: