Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - IV" 23.07.2010
"Młodość w czasach..." 18.08.2010
"Szukając ducha rocka - XLII" 01.08.2011
"Séirios - prolog" 31.12.2011
"Szukając ducha rocka - XXXV" 29.06.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - XLV

\"The kiss sweetest And touch so warm The smile kindest In this world so cold and strong...\" To krótkie spotkanie było bolesne, ale niezwykle przyjemne. Cieszyłam się ich szczęściem i coraz bardziej brałam pod uwagę powrót. Planowałam już wyjazd na przyszłotygodniowy festiwal. Największa impreza plenerowa tej wiosny, każdy zespół chciał tam grać. Setki tysięcy fanów, mnóstwo przyjaciół z branży i jeszcze więcej producentów czujnie nadstawiających uszu i oczu. Uśmiechnęłam się do siebie. Zanim znów wsiadłam do pociągu, powłóczyłam się po mieście. Ciepło neonów znajomych barów otulało mnie kocem wspomnień. Te wszystkie dni spędzone w sali prób, adrenalina podczas koncertów. Westchnęłam do tych czasów. Już nigdy nie wrócą. Już nigdy Whistle nie będzie małym, barowym zespołem. Teraz grali dla tysięcy na stadionach i w wielkich salach koncertowych. Nie wiedziałam, czy się z tego cieszyć, czy po prostu zaakceptować. Z jednej strony bliskość tej garstki pierwszych fanów była czymś magicznym. Wtedy znałeś dokładnie każdego, kto was lubił, mogłeś z nim porozmawiać albo wymienić chociaż krótki uśmiech. A teraz… Spróbuj co wieczór poświęcić każdemu z dwudziestotysięcznej widowni trochę czasu. Samobójstwo. Szczególnie jeśli weźmiesz pod uwagę, że chcą cię rozerwać na strzępy, żeby mieć cię tylko dla siebie. Cierpią przede wszystkich słuchacze. Westchnęłam. Weszłam na moją ulicę, przeszukując kieszenie w poszukiwaniu kluczy. Czułam się lżejsza niż przed wyjazdem. Weszłam na klatkę schodową, mozolnie wspinając się na ostatnie piętro. Byłam rozleniwiona słońcem i wspomnieniami. Gdy zobaczyłam go siedzącego pod drzwiami, przez chwilę myślałam, że mam omamy. Posłał mi zmęczone spojrzenie. Zamrugałam i przekręciłam klucz. Wstał i otrzepał się z brudu. Podążył za mną jak cień, czułam jego oddech na karku. - Czego chcesz? – był zdziwiony moim tonem głosu, beznamiętnym i suchym. Otwarłam okno w kuchni, opierając się o parapet. Przecież ten dzień nie mógłby się miło skończyć, a jakże. Stanął obok mnie. - Dlaczego zniknęłaś? Gdzie ty w ogóle byłaś cały dzień? – nie patrzyłam mu w oczy, rozkoszowałam się lekkim wiatrem wpadającym od strony gwarnej jeszcze ulicy. Niektórzy zmierzali z pracy do domu, inni w zupełnie innym kierunku – na imprezy. Zachwycił mnie przez chwilę ten różnorodny tłum. \"So close to the flame Burning brightly It won\'t fade away And leave us lonely The arms safest And words all good The faith deepest In this world so cold and cruel...\" - Miałam zniknąć, więc cię wyręczyłam. Nie musisz już wykręcać się głupimi wymówkami. A miłość jest słabością, czyż nie? – zadrwiłam z niego. Patrzył na mnie nieobecnym wzrokiem. Prychnęłam zniecierpliwiona. Nie chciałam jego obecności tutaj. Pomógł mi i za to mu chwała, ale jeśli miałam być tylko pionkiem w jego brudnych grach, to dziękuję było miło, a teraz wyjdź. - Ty… Słyszałaś, co mówił Dizzy? – nie patrzyłam na niego. Nie chciałam go widzieć. Po raz kolejny dałam się nabrać facetowi. „Jak mógł mi to zrobić?” Przecież obiecał… - Ann! – jego dłonie zacisnęły się na moich ramionach. Stałam z nim twarzą w twarz. Jego oczy płonęły czerwonym blaskiem. Robiło to nieco demoniczne wrażenie. - Tak, słyszałam. I nie chcę, żebyś miał przeze mnie kłopoty. To nie ma sensu. Sam widziałeś, co stało się w klubie – chwycił moją twarz w dłonie, były jak zwykle chłodne i twarde. „Czy on był… zraniony?” - Mam gdzieś to, co się stało w klubie! Jeśli zaraz nie przestaniesz pierdolić bez sensu to chyba wyjdę z siebie i eksploduję. Chcesz robić remont jeszcze raz? – spojrzał na mnie zadziornie. Tym razem nie okręcisz tego w żart. Czułam się zmęczona tym wszystkich. Uciekłam wzrokiem w bok. - Kocham cię, Ann – spojrzałam na niego zdziwiona. „Co proszę?” Na pewno się przesłyszałam. „Kogo ty oszukujesz, co?” Miałam ochotę jęknąć. Jego spojrzenie mnie paliło, jego dłonie mnie paliły. Cała czułość, z jaką na mnie patrzył. \"Saying I love you is not the words I want to hear from you It\'s not that I want you not to say but if you only knew Ho-ow ea-sy...\" - To się nie uda… - przecząco pokręcił głową. Nie chciał mnie nawet słuchać. - Kocham cię i wypatroszę wszystkich, którzy będą chcieli to zmienić – pocałował mnie. Zarost załaskotał mnie w twarz. Był tak uroczy, że zapomniałam o wszystkim. „Głupia jesteś, Ann. Znowu dajesz się omotać…” Chciałam być bliżej niego, wplotłam palce w jego włosy. Coś unosiło mnie wyżej i wyżej, miałam wrażenie, ze zaraz zacznę dryfować pod sufitem do wtóru jego śmiechu. Moje usta podjęły jego taniec. Znałam go już, ale nadal mnie fascynował. Szukałam w nim swojej roli. - To nie ma sensu… - powtórzyłam, kiedy tylko dał mi chwilę oddechu. Nie chciałam dopuszczać do siebie myśli, że może być inaczej. Jego gorący oddech na policzkach. Nosem znaczył moją kość policzkową. - Wszystko nie ma sensu… - pocałował płatek mojego ucha. Zadrżałam pod jego dotykiem. - Od początku byłem przeciwny temu pomysłowi. Nie chciałem narażać kogoś niewinnego. Ale nie ja jestem szefem. Nie sądziłem, że ta znajomość… Pójdzie w tym kierunku… - szeptał, kiedy jego dłonie wędrowały po moim ciele. \"More than words is all I ever needed you to show Then you wouldn\'t have to say that you love me `Cause I\'d already know...\" - Miałaś zniknąć, bo bali się mojego przywiązania do ciebie. Sądzili, że zrobię wszystko, żeby cię odzyskać.. – jego słowa mnie omotały. Niski głos stał się moim narkotykiem. Było mi okropnie duszno. Odsunęłam się od niego. Nie mogłam tego słuchać, inaczej ulegnę mu do końca. Rozgorączkowanym wzrokiem śledził moje ruchy. - Idź już, proszę… - nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Przytulił się do moich pleców i pocałował w kark. Byłam już na krawędzi… Widziałam przepaść ziejącą ciemnością. Odsunęłam się od niego. Napotkałam jego zawiedzione spojrzenie. Spuściłam wzrok i zamknęłam się w łazience. Dopiero kiedy usłyszałam trzaskające drzwi, pozwoliłam sobie zapłakać… \"It would be to show me how you feel More than words is all you have to do To make it real Then you wouldn\'t have to say That you love me \'cause I\'d already know...\" Obudziłam się rano na podłodze obok zlewu. Musiałam zasnąć… Głowa mi pękała. Wstałam na chwiejnych nogach, powoli szukając leków przeciwbólowych. To wszystko mnie przerastało. Może byłam rozchwianą emocjonalnie masochistką, ale emocje nie były moim atutem. Gubiłam się i plątałam przy byle zakręcie. Cała ta sytuacja związana z Jacksonem i zespołem. Nie wiedziałam, co zrobić. „Ucieczka nie jest najbłyskotliwszym ze sposobów…” Miłość jest najgorszym ze sposobów wyrażania przywiązania. Psuje wszystko… Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Zamknęłam oczy, starając się uspokoić roztrzęsiony obraz. Otworzyłam, ale po drugiej stronie nie było nikogo. Zmarszczyłam brwi. „Jakieś głupie zabawy dzieciaków?” Nagle zobaczyłam kwiaty leżące na wycieraczce. Mały bukiecik fiołków. „Skąd…” Podniosłam je i powąchałam. Moje ulubione kwiaty… Zamknęłam drzwi. Wstawiłam je do szklanki z wodą, nie miałam wazonów tak małych rozmiarów. Przywoływały tak przyjemne wspomnienia, że uśmiechnęłam się do siebie. Zawsze wypatrywaliśmy z Lukasem, kiedy się pojawią, żeby biec i nazbierać ile tylko się da. Cały dom pachniał fiołkami jeszcze długie tygodnie potem. Z zamyślenia wyrwało mnie kolejne pukanie. Podniosłam się z krzesła ciężko. „Kto tym razem?” Z wycieraczki uśmiechał się do mnie mały, pluszowy zajączek. Podniosłam go i przytuliłam. Był tak miękki, że miałam ochotę cały czas trzymać go przy twarzy. Nie zdążyłam odejść od drzwi, a już ktoś pukał. Otworzyłam szybko, ale nie przyłapałam nikogo na podkładaniu prezentów. Tym razem czekało na mnie pudełko czekoladek. Wychyliłam się przez poręcz schodów, zaglądając na półpiętro, ale nikogo tam nie było. Zabrałam i ten podarek. Ułożyłam wszystko na stole. Ciekawe, co będzie następne. Znów ktoś pukał. Z uśmiechem otworzyłam. Niepozorne pudełeczko, aż prosiło, żebym sprawdziła, co jest w środku. Usiadłam na łóżku i otwarłam je. W środku znalazłam piękny naszyjnik z czerwonymi kamieniami. Zapatrzyłam się na niego. Był cudowny. Jednak jeśli myślał, że mnie przekupi prezentami, to się grubo mylił. Nie wyszłam po następnych kilku pukaniach. Włączyłam radio i zaczęłam robić śniadanie. Kiedy chleb trafił do żołądka, poczułam się o wiele lepiej. Ból głowy powoli mijał, a w stacja radiowa grała moją ulubioną piosenkę. Pukanie nasilało się i nie ustawało. W końcu dałam za wygraną i podeszłam do drzwi. Na wycieraczce znalazłam małą karteczkę. Wzięłam ją w dwa palce. Pochyłe, drobne pismo. „Przepraszam. Będziesz mnie kochać?” Wzruszyłam się. \"What would you do if my heart was torn in two More than words to show you feel that your love for me is real What would you say if I took those words away? Then you couldn\'t make things new Just by saying I love you...\" - Jackson, wyjdź – mój głos zadrżał. Był taki uroczy i kochany. „Jak mogłam się na niego gniewać?” Obiecałam sobie wyciągnąć z niego wszystko. Pojawił się skruszony na schodach. Podszedł do mnie. - Jesteś okropny – uderzyłam go kartką w pierś. Poczułam w oczach łzy. Zastanawiałam się, co zrobiłby Smash na jego miejscu. „Walczyłby?” Przecież znałam odpowiedz… Przytuliłam go. - Czy to znaczy „tak”? – spytał. Spojrzałam mu w oczy – bezbrzeżna nadzieja i płomyki czułości. - Tak – nie mogłam odpowiedzieć inaczej. Spytał mnie o to samo, o co ja jego. Mała karteczka zdziałała więcej niż wszystkie prezenty tego świata. Uśmiechnął się. Pachniał benzyną i po raz pierwszy perfumami. Zaciągnęłam się bardziej ich zapachem – uciekał mi gdzieś między skórzaną kurtkę. Pocałował moje włosy. Może to nie była rozsądna decyzja, ale dobrze mieć przy kimś kogoś, kto się o ciebie troszczy. Zawsze… \"Now I\'ve tried to talk to you and make you understand All you have to do is close your eyes And just reach out your hands and touch me Hold me close don\'t ever let me go...\"



        Dedykacja: dla zaspokojenia nienasycenia pewnej oddanej czytelniczki. cieszę się, że nadal ze mną jesteś :)<br /> <br /> oraz piosenkom o miłości - oj, ja je was uwielbiam. dziękuję za tak wiele muzycznych uniesień, jakie mi zapewniłyście.

Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 25.08.2011r.

1     

milagros0 Użytkownik 13 04 2013 (11:49:01)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Praca ciekawa xD

Anima użytkownik 25 08 2011 (22:38:31)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Rozumiem, że chodzi o mnie? Jestem zaszczycona. ;)
No, takiego zwrotu akcji się nie spodziewałam. Miałam wrażenie, że trochę minie, zanim Jackson ją odnajdzie, ale chyba zapomniałam z kim mamy do czynienia. Z mafiozem. ;)
Rozbroił mnie opis oczekującego Jacksona, kiedy Ann wróciła do domu. "Posłał mi zmęczone spojrzenie"
Czyżby naprawdę tęsknił? Może on rzeczywiście na nią zasługuje? Bądź co bądź, zachowuje się o niebo lepiej niż Smash.
Wyznaje jej miłość i podkłada prezenty. Swoją drogą, z tym pukaniem i podkładaniem prezentów, to naprawdę dobry pomysł. Zachwyciłam się. ;) Trzeba jednak przyznać rację Ann, karteczka była najlepsza.
Tylko, że jest tak: wszystko w porządku, wyznali sobie uczucia, jednak co z Jacksona przeszłością? Będzie nadal mafiozem? Tym samym narazi Ann na niebezpieczeństwo.
Ale znając ją, myślę, że jakoś sobie poradzi.
Tym razem szóstka, bo ostatecznie kupiłaś mnie sposobami Jacksona. Nawet wkradł się w moje łaski, skurczybyk jeden. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(31): 31 gości i 0 zarejestrowanych: