Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Leszno
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- artykuły: 1
- proza: 72

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 307 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - LV" 08.11.2011
"Szukając ducha rocka - XLVII" 28.08.2011
"Szukając ducha rocka - XLV" 25.08.2011
"Szukając ducha rocka - XLII" 01.08.2011
"Szukając ducha rocka - XXXVII" 01.07.2011

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - XXI" 21.08.2010
"Zagubiony myśliwy - I" 18.08.2011
"Szukając ducha rocka - XXVII" 05.12.2010
"Szukając ducha rocka - VIII" 26.07.2010
"Szukając ducha rocka - LIV" 25.09.2011

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Szukając ducha rocka - XLIX

\"Did you ever really need somebody, And really need \'em bad
Did you ever really want somebody, The best love you ever had
Do you ever remember me, baby, did it feel so good
\'Cause it was just the first time, And you knew you would...\"


Stadion był ogromny, mógł spokojnie zmieścić dwadzieścia tysięcy ludzi na miejscach siedzących. Doliczając murawę dawało to około trzydziestu pięciu do czterdziestu tysięcy osób. Kiedy tylko weszliśmy na płytę, zobaczyłam imponujących rozmiarów scenę. Techniczni rozkładali sprzęt i budowali kolumny ze wzmacniaczy. Wyobrażałam sobie, jaką pracę muszą włożyć, żeby to poskładać na jeden wieczór, później to złożyć i rozłożyć następnego w innym mieście. Mocniej zacisnęłam dłoń chłopaka. Czułam się podekscytowana wyobrażając sobie nasz występ – tłum, światła, muzyka. Uśmiechnął się widząc moje błyszczące oczy. Podeszliśmy wolno do sceny, nie spieszyliśmy się. Przywitałam się z kilkoma znajomymi technikami. Byli zaskoczeni moim widokiem, ale ucieszyli się. W końcu dowiedzieli się, dla kogo szykują kable i gitary. Podsadził mnie na podest, sam podciągnął się i wszedł na wysoki próg. Byłam zachwycona – wszyscy uwijali się jak w ukropie. Jackson zaczął rozmawiać z nieznanym mi pracownikiem. Podeszłam do Derek’a, który właśnie wyszedł zza kulis. Spojrzał czujnie na chłopaka za moimi plecami.

- Kto to jest? – spytał. Jego oczy były bystre i przenikliwe. Chciał odpowiedzi. I chciał ją teraz. Wytrzymałam jego wzrok.

- Jackson. Jest ze mną – nie zobaczyłam w nim złości. Skinął głową na znak, że rozumie i zaczął swoją próbę mikrofonu. Po chwili cały obiekt wypełnił się jego głosem. Zdziwiłam się. Jeszcze niedawno zrobiłby mi wykład, że szybko się pocieszyłam i mam go stąd wyrzucić.

\"Then as it was, then again it will be
An\' though the course may change sometimes
Rivers always reach the sea
Blind stars of fortune, each have several rays
On the wings of maybe, down in birds of prey
Kind of makes me feel sometimes, didn\'t have to grow
But as the eagle leaves the nest, it\'s got so far to go

Changes fill my time, baby, that\'s alright with me
In the midst I think of you, and how it used to be...\"


Zamyślona założyłam gitarę. Podłączyłam ją do najbliższego wzmacniacza i zawtórowałam mu. Przester był zły. Strasznie huczało. Powiedziałam to przechodzącego obok technicznego. Przytaknął mi i zaczął majstrować przy gałkach. Kiedy dźwięk był odpowiedni, uniosłam w górę kciuk. I tak nic by nie usłyszał – dzikie wrzaski Derek’a słychać było pewnie jeszcze kilka ulic stąd. Mężczyzna uśmiechnął się i odszedł. Jeśli chodziło o sprzęt byłam rozdarta. Z jednym wzmacniaczem sobie radziłam, ale kiedy widziałam całe kolumny, którymi steruje się konsolami z tysiącami migających lampek, przyciskami i pokrętłami – głupiałam. Wolałam oddać to w ręce fachowców. Zagrałam kilka riffów na rozgrzanie i zaczęłam wstęp do jednej z piosenek Whistle. Michael pojawił się znikąd i z radosnym okrzykiem zaczął walić w bębny. Roześmiałam się, widząc jego twarz, na której malowała się euforia. Wielkie i beztroskie dziecko. W dodatku na prochach. Ten uśmiech był sztucznie dopalany. Dałam się ponieść melodii, improwizując w końcówce. Derek zrobił minę pełną uznania. Puściłam do niego oko. Odłożyłam instrument na obity czarną skórą sprzęt nagłaśniający, przybijając piątkę wciąż grającemu perkusiście. Był naprawdę uroczy.

Za kulisami dołączył do mnie Jackson. Poczułam chłodną dłoń na mojej. Uśmiechnęłam się. Zauważyłam stojak z zapasowymi gitarami. Chciałam jeszcze sprawdzić czy wszystko z nimi w porządku. Ominęłam te z napisem ‘Izzy’ na metalowej płytce. Półmrok, jaki tu panował, był przyjemny w porównaniu z gorącym słońcem na zewnątrz. Obok klasycznych Les Pauli Smash’a stały moje czarne gitary. A raczej to, co z nich zostało. Przystanęłam zszokowana. Trzy z nich były kompletnie roztrzaskane – zostały same drzazgi. Dwie kolejne miały złamane główki. Jedna została w nienaruszonym stanie. Zrobiło mi się tak przykro, że miałam ochotę się rozpłakać. „Kto mógł zrobić coś tak okropnego?” Nie rozumiałam, jak można zniszczyć tyle wspaniałych instrumentów. Jackson zauważył moją rozpacz. Przytulił mnie, odwracając od tego widoku. Zacisnęłam pięści na jego torsie. „Jeśli dorwę…”

- Ooo, kogo my tu widzimy! Nasza urocza dziwka ze swoim nowym kutasem – pijany głos Smash’a uderzył mnie jak bicz. Spojrzałam na niego z pogardą. Kołysał się na piętach z butelką piwa w dłoni. Koszula wyłaziła ze spodni, które były poplamione. „Co za syf…” Uśmiechnął się do mnie nieprzytomnie. Jackson podszedł do niego. Bardzo blisko. Gitarzysta musiał nieco zadrzeć głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. Posłał mu bezczelny uśmiech pijaka.

- Przeproś ją… - chłopak roześmiał mu się w twarz. Starałam się stanąć między nimi. Smash zatoczył się w bok, więc Jackson chwycił go za przód koszuli. Papieros niebezpiecznie zawirował w przestrzeni między nimi.
- To nie ma sensu… - starałam się jakoś opanować sytuację, ale kiedy zobaczyłam jak mierzą się wzorkiem… Wiedziałam, że nic nie wskóram. Mogłam stać z założonymi rękami.

\"Now listen: You say your body\'s aching?
I know that it\'s aching
Chill bumps come up on you
Yeah, the funny fool
I love the funny fool
?Just like foolin\' after school?
And then you ask for medication
Who cares for medication
When you\'ve worn away the cure...\"


- Wiesz kto zniszczył twoje gitary? Świetnie się bawiliśmy z Mandy zrzucając je ze sceny i rozbijając je o posadzkę – roześmiał się, wykręcając szyję, żeby zobaczyć moją minę. Zagryzłam zęby. „Jak on śmiał…!” Chwyciłam pierwszą z brzegu gitarę z jego stojaka i wymierzyłam w podłogę zaraz obok jego stopy. Spojrzał na mnie zdezorientowany. Spoliczkowałam go i splunęłam pod nogi. Zapłonął we mnie gniew. Jackson patrzył na mnie równie zszokowany. Z wrażenia aż puścił jego ubranie. Patrzyli na mnie okrągłymi oczyma. Oddychałam ciężko z emocji. Chwytałam już kolejny z jego instrumentów, ale brunet wyciągnął go z moich rąk delikatnie. Spojrzałam na niego wściekła – chciałam rozładować frustrację. Dotarło jednak do mnie, co właśnie robię. Oprzytomniałam. Kudłacz klęczał obok szczątków gitary z głupawym uśmiechem oglądając każdy odłamek. Skrzywiłam się. Szkoda na niego zdrowia. Wyszłam stamtąd, zostawiając ich samych…

- Derek? Dlaczego Smash roztrzaskał niemal wszystkie moje gitary? – myślałam, że to jakiś chory żart. Moje ukochane instrumenty… Poczułam się tak, jakby zabił moje ukochane zwierzątko domowe.

- Że co, kurwa? – przekleństwo potoczyło się gromko przez cały stadion. Technicy przystanęli zaciekawieni. Chłopak patrzył na mnie nic nie rozumiejąc. Wskazałam mu dłonią miejsce, gdzie powinien się znajdować mój sprzęt. Zajrzał tam ponad moim ramieniem.

- Jak dorwę tego… - nie usłyszałam zakończenia groźby, ale musiało być niewybredne, bo brunet, który wracał zza kulis zagwizdał z uznaniem, odprowadzając wzrokiem czerwonowłosego, drobnego wokalistę. Miotał się jak szatan pośród labiryntu metalowych skrzyń. Michael nadal bębnił w swoją perkusję, nie przejmując się niczym. Wygrywał jakiś szybki, punkowy, ale niesamowicie radosny rytm. Nabrałam ochoty na koncert dobrego zespołu tegoż gatunku.

- Dzień jak co dzień… - westchnęłam, opierając się czołem o tors chłopaka. Jackson zaśmiał się w moje włosy. I bądź tu człowieku normalny… To oczywiste, że jestem rozedrgana nerwowo, skoro użeram się z taką bandą…

\"Lyin\', cheatin\', hurtin, that\'s all you seem to do.
Messin\' around with every girl in town,
Puttin\' me down for thinkin\' of someone new.
Always the same, playin\' your game,
Drive me insane, trouble is gonna come to you,
One of these days and it won\'t be long,
You\'ll look for me but baby, I\'ll be gone.
This is all I gotta say to you man...\"


Nazajutrz obudziłam się z doskonałym humorem. Postanowiłam, że tym razem nic tego nie zmieni. Przeciągnęłam się leniwie. Zobaczyłam, jak chłopak leży na kanapie z nogami na fotelu. Był rzeczywiście zbyt duży na statystyczne meble, jakie tu wstawiają. Kilka razy wędrowałam z pielgrzymkami do recepcji, żeby znaleźli nam jakiś dwuosobowy pokój, ale zapewniali mnie, że nie mają tymczasowo żadnego wolnego. Dziś też ich odwiedzę. Wstałam cichutko, widząc, że nadal śpi. Leżał tam w samych bokserkach, ledwo mieszcząc się na rozjeżdżającym się wyposażeniu pokoju. Patrzyłam chwilę, jak jego pierś unosi się rytmicznie, na jego roztrzepane na poduszce włosy. Wyglądał nadzwyczaj spokojnie. Tak… dziwnie. Uśmiechnęłam się. Delikatnie położyłam się na nim. Głęboko wciągnął powietrze, sennie się uśmiechając. Jego oczy patrzyły na mnie nieprzytomnie. Czułam bym się całkowicie szczęśliwa, gdyby zamknąć mnie w tej chwili.

\"So if you wake up with the sunrise, and all your dreams are still as new,
And happiness is what you need so bad, girl, the answer lies with you...\"


- Dzień dobry – pocałowałam jego nos. Zmarszczył go z rozbawieniem. Odnalazł moje usta. Jego dłonie na moich plecach przyprawiły mnie o gęsią skórkę. Nasz taniec był powolny i słodki – nie spieszyło nam się. Gdyby nie krzyki kilka pokoi dalej, mogłabym stwierdzić, że to najlepszy mój poranek od wieków. Jęknęłam w duchu rozpoznając głosy – Smash i Mandy. Żyli jak pies z kotem. Odwrócił moją uwagę, kiedy wplótł palce w moje włosy. Zamruczałam zadowolona. Spojrzał na mnie roziskrzonym wzrokiem. Znalazłam tam wszystko, czego potrzebowałam – miłość i troskę. Westchnęłam, przytulając głowę do jego nagiej piersi. Rysował wzory na moim biodrze. Przez chwilę unosiłam się tylko na jego dotyku, który łączył mnie z rzeczywistością.

- Jesteś głodny? – spytałam, uważnie zapamiętując wszystko. Miało mi to dać siłę na cały dzień. Jego zapach – lekko piżmowy, przesiąknięty skórzanymi aromatami. Jego oczy – rozpalone i czułe. Jego dotyk – delikatnie pieszczący moje zakończenia nerwowe. Żałowałam, że tak nie może być zawsze.

- Nie wiem, dlaczego pytasz – roześmiałam się. Prawda, zapomniałam jaki miał apetyt. Potrafił zjeść kilka porcji chińszczyzny i jeszcze dojeść moją, której nie dokończyłam. Jego pocałunek zaplątał się gdzieś na skórze mojej głowy. Niechętnie się podniosłam. Wykręciłam numer recepcji, żeby zamówić coś do pokoju. Byłam dziś zbyt leniwa, żeby zejść po to na dół. Chłodne ramiona zamknęły się na moim brzuchu. Poczułam pocałunek na nagim ramieniu. Zadrżałam. Wykorzystał to bezwstydnie, niemal przyssał się do mojej szyi. Przytuliłam się do niego bliżej.

- Dzień dobry. Czy mogłabym prosić śniadanie do pokoju? Tak, numer 256. Dwie porcje tostów z serem i kiełbaski…

- Pięć porcji… Chyba, że chcesz żebym był baaardzo głodny przez cały dzień… - wymruczał dwuznacznie. Jego dłonie były coraz bardziej zachłanne.

- Przepraszam. Pięć porcji. Tak, to wszystko. Dziękuję bardzo – resztkami sił odłożyłam słuchawkę na widełki. Odwróciłam się do niego przodem, chcąc dać mu reprymendę, ale upomniał mnie. Zamknął mi usta pocałunkiem. Uderzyłam go rozeźlona dłonią w ramię.

- Już jestem grzeczny. Idę pod prysznic. Może chcesz się przyłączyć? – spytał z nadzieją. Pokręciłam głową ze zrezygnowaniem. Kiedyś naprawdę się doigra.

- Nie wiesz, co tracisz, kochanie – szepnął mi do ucha. Rozbawiona popchnęłam go lekko w stronę drzwi. Westchnął ciężko i pokonany podreptał do łazienki z miną kota zostawionego na deszczu. Roześmiałam się i zaczęłam poszukiwania moich ubrań. Czekała mnie kolejna konferencja. Tym razem byłam już o wiele mądrzejsza. W międzyczasie odebrałam przyniesione przez miłą dziewczynę śniadanie. Przegryzłam coś szybko, widząc upływający czas. Rozłożyłam niecierpliwie gazetę w poszukiwaniu ciekawych wydarzeń muzycznych. Jednak zamiast nich znalazłam zdjęcie moje i Jacksona w rubryce plotkarskiej. „Piękniejsza połowa najniebezpieczniejszej pary rocka znajduje pocieszenie w ramionach nieznanego mężczyzny po romansie, jaki został odkryty przez naszą gazetę kilka tygodni…” Zgniotłam ją i wyrzuciłam do kosza. Dojadłam tost, zostawiając głodomorowi kiełbaski. Szum wody ucichł, po chwili w drzwiach pojawił się chłopak z mokrymi włosami. Coś jednak mi nie pasowało. Zmarszczyłam brwi. Uśmiechnął się zwycięsko. Jego broda… Zmniejszyła się znacząco – teraz miała może kilka centymetrów długości. Wyglądał inaczej. Na pewno młodziej. Pogładziłam sploty z zaciekawieniem. Prześlizgnęłam się zwinnie pod jego ramieniem, unikając dalszej porcji pieszczot. Zaprotestował, ale ja zamknęłam już drzwi.

- Ja mogę poczekać… - powiedział demonicznie. Musiałam się sprężać, jeśli nie chciałam się spóźnić. Prysznic i ubranie się powinny mi zająć góra godzinę. Myślę, że następna godzina na ugłaskanie Jacksona wystarczy. Co daje mi pełne pięć minut na zjechanie do sali konferencyjnej na parterze. Uśmiechnęłam się do mojego odbicia w lustrze. Ściany łazienki odbiły dźwięki kłótni Smash’a i Mandy. Coś rozbiło się o podłogę…

\"And if I say to you tomorrow. Take my hand, child, come with me.
It\'s to a castle I will take you, where what\'s to be, they say will be.

*Catch the wind, see us spin, sail away, leave today, way up high in the sky.
But the wind won\'t blow, you really shouldn\'t go, it only goes to show
That you will be mine, by takin\' our time....\"



        Dedykacja: Led Zeppelin - jedno słowo: woooow. oraz zbliżającemu się rokowi szkolnemu. zawsze kiedy jest tuż tuż mój zapał twórczy i pomysły pojawiają się znikąd i atakują jak dzikie. mam jeszcze całe trzy dni na zapanowanie na nimi, więc proszę o wyrozumiałość, jeśli okaże się, że w ciągu tygodnia dodałam ponad dziesięć rozdziałów. niech duch rocka będzie z wami :)

Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 29.08.2011r.

1     

Ironiczna 29 08 2011 (19:46:03)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Ach, Ten Years Gone! Do końca życia będę ich ubóstwiać.
Nie martw się, nie ty jedyna masz wenę. W tym momencie akurat jest lepiej niż w zeszłym roku. Wtedy miałam największe olśnienie w życiu i napisałam diabelnie długie opowiadanie o szatanistach. Nie pytaj, co mnie do tego skłoniło, bo sama już nie wiem. ;)
Wydawałoby się, że wszystko idzie w lepszym kierunku. Próba, spokój, przygotowania... A tu znienacka połamane gitary, coś, co Ann ukochała całym sercem. Kto jest tego sprawcą? Smash! Jak gdyby nigdy nic komentuje zaistniałą sytuację, przyznaje się do winy i obraża Ann. Akurat słuchałam wtedy "Nieocenionej" i to tak dziwnie skontrastowało. Tam wychwala się kobietę pod niebiosa, tutaj taki Smash wrzuca w przepaść wszystko, co ich kiedyś łączyło. Zupełnie jak te gitary. Były furtką do krańca. Jednak najlepszy jest fragment, kiedy Ann policzkuje Smash'a, o tak, na coś takiego czekałam. Wreszcie wszyscy mogą w niej zobaczyć kogoś innego, bardziej wytrwałego niż się wydaje. Ann udawadnia swą siłę, co w przyszłości może jej jeszcze pomóc.
Wreszcie nadchodzi nowy dzień jest jakhy zapowiedzią szczęścia. Idylla, którą zakłócają tylko krzyki Smash'a i Mandy. Wszystko wskazuje na to, że narkotyki i alkohol są złym połączeniem, szczególnie przy takim temperamentach. Myślę, że Smash wytrzymuje nadal z Mandy tylko dlatego, że w chwilach, gdy nie jest naćpany, stukrotnie odczuwa samotność. Nie jestem pewna, czy taki potwór mógłby jeszcze tęsknić i kochać Ann... Z tobą to nigdy nic nie jest wiadome. ;D
Tak czy inaczej, na razie życie układa się coraz lepiej. Mam nadzieję, że konferencja się powiedzie.
Piątka.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(27): 25 gości i 2 zarejestrowanych: exother, Mii

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl