Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XXXVII" 01.07.2011
"Szukając ducha rocka - VII" 25.07.2010
"Szukając ducha rocka - XXV" 30.11.2010
"Urywki wyrwane z życia - III" 16.10.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - XLIV

\"You uncovered this sound-loss soul, should have gone baby long ago, But you shined a light where it was dark, on my wasted heart...\" Nie zabrałam ze sobą nic. Miałam już plan. Zadzwoniłam tylko do Johna, dziękując za przyjęcie do pracy i miło spędzony czas. Był bardzo smutny, kiedy rozmawiał, ale życzył mi powodzenia. Nie roztrząsał tematu zwolnienia. Weszłam tylko do domu, żeby zabrać materiały dotyczące nowej płyty i trochę pieniędzy. Szybko zamknęłam drzwi i zbiegłam po schodach. Gdy wchodziłam za róg ulicy, usłyszałam warkot motoru z przeciwnej strony. Przyśpieszyłam. Szłam z nisko opuszczoną głową, schowałam włosy i twarz w bluzie. Dotarłam na dworzec i wybrałam cel. Znajomy i bezpieczny. Najpierw musiałam złożyć wizytę wokaliście, żeby mieć z głowy jego humorki i pretensje. Usiadłam rozluźniona w przedziale. Ludzie przyglądali mi się ciekawie, więc zsunęłam kaptur. Napuszone włosy opadły na ramiona, czułam, że rozmazałam makijaż. Kiedy biegłam, wiatr wycisnął mi z oczu łzy. Mój pociąg do piekła ruszył… \"When I flew, you hold me down, when I crashed, you were the ground, when my bones scattered all around, you stayed with me...\" Zapukałam do drzwi rozlatującego się domku jednorodzinnego przy Oak Street. Wiązało się z nim tyle wspomnień, że moje serce ścisnęło się z bolesnej bezradności. „Beztroska już za tobą, Ann. Pogódź się z tym…” Jak zwykle musiałam przyznać rację rozsądkowi. Tak naprawdę nie miałam tu czego szukać. Gdy sobie to uświadomiłam, pokręciłam się po werandzie nieco speszona. Zapukałam, więc muszę poczekać. Otworzył mi Derek, który rozmawiał z kimś przez telefon. Zamilkł w pół słowa, kiedy mnie zobaczył. Posłałam mu krzywy uśmiech – na nic innego nie mogłam się zdobyć. Otworzył siatkowe drzwi i skinął ręką, żebym weszła. Wyglądał nadzwyczaj dobrze. Widać cała spółka nie zdołała go jednak skusić na mocne dragi. Nadal dopalał się fajkami i czymś, czego nie potrafiłam zidentyfikować. Nie był przygotowany na odwiedziny – ubrania walały się dosłownie wszędzie, brudne naczynia stały w zlewie tygodniami, sądząc po zapachu. Na kanapie leżała półnaga dziewczyna, którą wyrzucił na górę. Uniosłam brwi ze zdziwieniem. Chyba zbyt długo mnie tu nie było. Usiadłam na krańcu fotela. Pożegnał się pośpiesznie, widząc moje pytające spojrzenie. Odłożył telefon na widełki – niech żyją pięciometrowe kable. - Co się stało? – niski pomruk, jaki wydał nie był jego głosem. „Cholera jasna, co tu się dzieje?!” Spojrzenie niebieskich oczu przecięło mnie. Może byłam poza grupą, ale nadal mu na mnie zależało. Przynajmniej jakaś pociecha… Chwycił moją brodę i uniósł twarz do światła. Nie opierałam się – to nie miałoby sensu. Dokładnie obejrzał ranki na przedramionach. Mogłam się założyć, że w moich włosach było jeszcze szkło. - Nic. Przyjechałam, żeby ci to dać – wyciągnęłam w jego stronę teksty i kasetę oraz rulon z okładką. Rozwinął go ciekawie i przez chwilę zaniemówił. Wstałam, chcąc się już pożegnać. Spojrzał na mnie zaskoczony. - Nie zostaniesz? Moglibyśmy przesłuchać to razem – widać, że mu na tym zależało. Niecierpliwie zakołysałam się na wysokich obcasach. Nie chciałam spędzać tu więcej czasu, niż było to niezbędne. Pewnie znów namawiałby mnie do powrotu, a ja nie była gotowa. Jeszcze nie. - Chciałam jeszcze odwiedzić Izzy’ego – odpowiedziałam wymijająco. Uspokoił się nieco. Zaciskał w dłoni kasetę. Ostatni raz spojrzałam w rozczarowane oczy. „Jesteś pułkownikiem, nie pamiętasz?” Uśmiechnęłam się do niego. Przytulił mnie mocno. Przez chwilę wdychałam zapach papierosów z jego ogniście czerwonych włosów. Było mi dobrze, chociaż przez chwilę. Pocałowałam go w policzek i wyszłam. Nie oglądałam się za siebie, wiedziałam, że stoi w drzwiach. Ruszyłam do mojego ostatniego przystanku. \"You\'re my road, that I try to stay up on, even when things ain\'t your wrong, yeah you stayed with me...\" Dotarłam tam bez większych problemów. Znałam tę trasę z każdej możliwej strony. Mogłabym trafić z zamkniętymi oczami. Jednak kiedy stanęłam przez tym domem, naszły mnie wątpliwości. „A jeśli nie chce mnie widzieć?” Wzięłam głęboki wdech i zadzwoniłam. Sprawił sobie elektryczny dzwonek. Uśmiechnęłam się – nigdy nie słyszał pukania, dopóki ktoś nie robił tego tak głośno, jakby chciał wyważyć drzwi. W uchylonych drzwiach pojawiła się blond czupryna. Tak naprawdę widziałam tylko jego tors, dopiero kiedy zadarłam głowę zobaczyłam jego twarz. Niemal otwarł usta z zaskoczenia. Zamrugał kilkakrotnie. Bezceremonialnie wepchnęłam się przez szparę w drzwiach i przytuliłam do niego. Czułam się w domu. - Nic nie mów – czułam jak mnie obejmuje. Staliśmy tak przytuleni w progu, nie zważając na nic. Mogłabym tak trwać wieczność. Jednak oderwał mnie od siebie wyraźnie zaniepokojony. Długo na mnie patrzył, aż poczułam się zawstydzona jego spojrzeniem. Usiadłam na kanapie, podkulając nogi pod brodę. Było tak jak zawsze – przytulnie i znajomo. Nic się tutaj nie zmieniło. Może poza trochę większym porządkiem, jeśli można to tak w ogóle nazwać. Gitara basowa stała przy fotelu, zapraszając do tańca. Usiadł naprzeciw mnie. \"You don\'t stay for what I do, sleepless nights I drug you through, when I say the things I don\'t mean to, you stay there with me...\" - Co u was słychać? – zaczęłam, sięgając po kartkę, która leżała na stoliku. Widziałam tam jakiś tekst, ale był to tylko pretekst, żeby nie patrzeć mu w oczy. Mógłby znów zobaczyć coś więcej, niż chciałabym mu pokazać. - Kto cię wykorzystał? – jego głos był ostry i żądający natychmiastowej odpowiedzi. Spojrzałam na niego zaskoczona. „Cholerny Izzy, on widzi wszystko…” Zapomniałam o tym. Westchnęłam zrezygnowana. Nie miałam zamiaru mu tego opowiadać. Nie chciałam, żeby wiedział. - Nie chcę o tym mówić – udałam, że zainteresowała mnie treść piosenki. Schowałam się za włosami. Wyszarpnął mi kartkę z dłoni i chwycił moją twarz w dłonie tak, żebym musiała patrzeć mu w oczy. - Kto ci to zrobił? – powtórzył raz jeszcze. Byłam zaskoczona jak bardzo jest zacięty. Ogień płonął w jego oczach. Przeraziły mnie tak, jak kiedyś przerażały oczy Smash’a, kiedy wpadał we wściekłość. Musiałam wymyślić jakąś bajkę. - Pracowałam w barze przez cały ten czas. Była strzelanina i trochę się obdarłam – wcale nie mijało się to tak bardzo z prawdą. No może poza kilkoma znaczącymi szczegółami, ale nie musiał o tym wiedzieć. Jego oczy zgasły. Łyknął to. Milczeliśmy jakiś czas. - A więc, co słychać w zespole? – zaczęłam jeszcze raz. Podniosłam kartkę z ziemi i znów zaczęłam czytać. Zupełnie jakby scena, która się przed chwila rozegrała, nie miała miejsca. Tekst był o miłości – takiej słodkiej i pięknej. Zupełnie nie pasowało to do Whistle. Zmarszczyłam brwi. - Doskonale. Koncerty odbywają się niemal codziennie. Nigdy nie widziałem takich tłumów. Teraz mamy kilka dni przerwy. Wywołałaś burzę w mediach przez konferencję. Wszyscy się o ciebie niepokoją – spojrzał na mnie z tą bezbrzeżną nadzieją. Przypominał mi wtedy szczeniaka, który patrzy na ciebie w schronisku, żebyś wzięła właśnie jego, bo on jest taki ładny i grzeczny, i już cię kocha całym sercem. Nie patrzyłam mu w oczy, nie zniosłabym tego. - Zaniosłam Derek’owi materiały na nową płytę. Będziecie mieli sporo pracy – uśmiechnęłam się do niego pocieszająco. Mogłam mu dać tylko to. Rozjaśnił się. Do pokoju weszła półnaga dziewczyna. Izzy wyraźnie się zawstydził. Spojrzała na mnie zdezorientowana. Długonoga piękność z czarnymi lokami i pełnymi ustami. Miał chłopak oko, trzeba przyznać. Nie czułam zazdrości – każdy z nas miał swoje życie. A jemu życzyłam jak najlepiej. Niech chociaż jemu jednemu się ułoży. - Pójdę już – wstałam. Byłam trochę zawiedziona, że nie mogę u niego zostać. Ale może dobrze się stało. Chciał protestować, ale pocałowałam go w policzek i ostatni raz przytuliłam. Poprawiłam jego jeansową kurtkę z uśmiechem. Brakuje mi tego. Podziękował spojrzeniem. Wyszłam odprowadzana dwoma parami oczu. Pomachałam mu w progu. Kiedy byłam przy furtce, usłyszałam krzyki dziewczyny. Zachichotałam. „Biedny Izzy…” \"My wasted heart, needed healing and you saved it for me, I\'ve got a new start, rest your eyes in time, these days we\'ll see what I never could, yeah you stayed with me...\"



        Dedykacja: wszystkim nieodkrytym piosenkom. dajecie ogromną siłę i jesteście piękne - nie zapominajcie o tym. wielki ukłon w stronę Velvet Revolver i Duff McKagan\'s Loaded. to one trzymają mnie jeszcze przy życiu. i oczywiście nie mogę zapomnieć o Led Zeppelin - rozkładacie mnie na łopatki, chłopaki :)

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 25.08.2011r.

1     

Anima użytkownik 25 08 2011 (22:25:26)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Ach, Led Zeppelin, moi kochani! No, mania, faza, inaczej tego nie nazwę. ;) Rany, ja za dużo gadam. Dobra, już oceniam. ;)
A więc mamy wielki powrót! Moim zdaniem Ann świetnie wybrnęła z sytuacji. Mówi się, że ucieczka jest zła, ale nie... ja tak tego nie odczuwam. Uciekam od kłopotów, uciekam od wielu rzeczy, ale nie żałuję. ;) W jej przypadku to nie był egoizm, to było coś w rodzaju walki o przetrwanie. Mogłoby się zdarzyć, że Jacksonowi zaczęłoby na niej za bardzo zależeć, a biorąc pod uwagę jego znajomości... No, kolorowo by nie było.
Ann odwiedziła stare kąty i dobrze. Tylko, że zrobiło mi się smutno, bo zauważyłam, jak się to wszystko zmienia. Ona znalazła się w innym świecie, oni w innym. Zmienili się, roztrzaskali w swoje strony. Już nigdy nie będą tacy sami, tacy swoi... Cóż, zresztą zobaczymy. ;)
Znalazłam kilka przecinków i literówek i aż się zdziwiłam. Bo zwykle jest tak, że nie ma prawie nic. Założę się, że pisałaś to późnym wieczorem! Ja tak mam tylko w takich przypadkach. Siedzę do trzeciej, muzyka w słuchawkach i palce po klawiszach jak u pianisty latają. ;) Piąteczka.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(55): 55 gości i 0 zarejestrowanych: