Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - XXXII" 03.06.2011
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Rozmowy jednostronnie pisane" 14.05.2012
"Szukając ducha rocka - LI" 31.08.2011
"Zagubiony myśliwy - I" 18.08.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - XLII

“(Tell me who\'s that writin\') John the Revelator (Tell me who\'s that writin\') John the Revelator (Tell me who\'s that writin\') John the Revelator wrote the book of the seven seals You know Christ (Christ) had twelve apostels (spirit willing) Three he layed away (O but the flesh was weak) He said watch me while I walked (Ooh) While I go out and prey…” Kiedy po raz kolejny stanęłam przed budynkiem klubu, byłam już o wiele spokojniejsza. Nie przerażały mnie potężne jednoślady z demonicznymi właścicielami. Może dlatego, że tym razem zawitałam tu późnym popołudniem, kiedy jeszcze świeciło słońce. A może po prostu czułam się bezpiecznie, kiedy trzymał mnie mocno za rękę. Nawet nie wiedziałam, że ktoś może mieć tak duże i zimne dłonie. Mimo wszystko było mi dobrze, mogłam go chociaż ogrzać… Tym razem nie był spięty – spokojnie patrzył na moje zamyślenie. Czułam go… Nie fizycznie, choć taki kontakt też między nami był, ale psychicznie. Dawał mi poczucie równowagi. Uśmiechnęłam się do niego. Spojrzał na mnie przepraszająco. Wiedziałam, co miał na myśli, opowiadał mi to przed naszym wyjściem. Uznają, że jesteś chroniona, jeśli będzie mnie traktował bardzo twardo. Czyli mogę zapomnieć o oddalaniu się od niego na odległość większą niż cztery centymetry. Jestem ciekawa jak rozwiąże kwestię toalety… I nie chodziło tu o moją toaletę, bo byłam chroniona przez kabinę, ale wycieczka do męskich pieczar nie wydawała się przyjemna. Przecież nie odda mnie w zastaw, ani nie zostawi w przechowalni. „Prawda?” Odetchnęłam i pozwoliłam mu otoczyć mnie ciasno ramieniem. Owinęłam swoje ramię wokół jego brzucha, żebyśmy mogli w miarę normalnie iść. Wyczułam napinające się pod kurtką mięśnie. Pocałował mnie we włosy. Miałam przeczucie, że był to jeden z ostatnich delikatnych gestów, jakich dzisiaj doświadczę. Ruszyliśmy przez parking… Ochroniarz skinął mu głową i otworzył drzwi. To nie był ten sam mężczyzna, który kłócił się z nim tamtej nocy. Może to i lepiej… Powitał mnie zapach alkoholu i męskiego potu. Zmarszczyłam nos. „Za chwilę się przyzwyczaję. Albo i nie…” W środku panował tłok. Kilkunastu facetów w charakterystycznych kamizelkach umilało sobie czas – niektórzy obściskiwali dziewczyny, inni głośno się śmiali przy stole bilardowym, jeszcze inni po prostu się kłócili i w powietrzu wisiała bójka. Nikt specjalnie nie przejął się naszym przyjściem. Kiedy podeszliśmy do baru, barman zmierzył mnie podejrzliwym spojrzeniem. Bardziej wtuliłam się w bok chłopaka, chciałam zniknąć. Czułam jak mocniej ściska moje ramię. Chyba się nie lubili… - Jest Dizzy? – spytał najbardziej obojętnym głosem, jaki kiedykolwiek słyszałam. Zupełnie jakby mówił coś kompletnie nieważnego do pobliskiego kamienia. Zaskoczyło mnie to. Marszczył brwi, jakby cały czas analizował najmniejsze reakcje mężczyzny. Ten splunął gdzieś pod nogi i pociągnął nosem. Przez jego twarz przebiegała długa blizna – od lewej skroni, przez nos, aż do prawej linii żuchwy. Nie chciałam nawet myśleć o tym, kto mógł mu zrobić coś takiego i za co. Zimne, niemal białe oczy spojrzały na nas jeszcze raz. Uśmiechnął się pożółkłymi zębami. “Riding through this world all alone God takes your soul, you\'re on your own The crow flies straight, a perfect line On the Devil\'s Bed until you die…” - Będzie wieczorem. Gdzieś ci się śpieszy, szczeniaku? – jego głos zachrzęścił. Tak jakby miał gardło pokryte papierem ściernym i dodatkowo wysypane śrutem. Patrzył na Jacksona rozbawiony. Był od niego wyraźnie starszy, mógł mieć czterdzieści, czterdzieści kilka lat. Wyglądał osobliwie z ciemną karnacją i niemal lodowatymi tęczówkami. Wrócił do wycierania kufla, ignorując nas. - Usiądź, porozmawiam z chłopakami i zaraz wracam – usadził mnie w kącie, gdzie panował niemal całkowity mrok. Tylko mała świeczka rozjaśniała ciemności, ale niezbyt intensywnie. Miałam być niewidzialna. Pocieszył mnie uśmiechem i ruszył przez salę. Cały czas go obserwowałam, bałam się, że jeśli spuszczę go z oka to zostawi mnie i zniknie na wieki. Wsunęłam się głęboko w fotel i zasłuchałam w stare piosenki. Pobrzmiewały w nich początki ciężkiego brzmienia i pierwsze elektryczne gitary. Nawet nie zauważyłam, kiedy przysiadła się do mnie młoda dziewczyna. Nie mogła być dużo starsza ode mnie, ale wyglądała na wycieńczoną. Rozmazany makijaż, szklisty wzrok i skąpe ubranie mówiło samo za siebie. Zapaliła papierosa od świeczki i spojrzała na mnie przeciągle. Uciekłam przez jej wzrokiem – był pusty, a jednocześnie przeszywający. „Czy tak patrzy się w oczy trupa?” - Nowa? – zamrugałam zdziwiona. Jej głos był niski i zalotny. Już wiem, jak spędzała czas, który ja poświęcałam na doskonalenie umiejętności gry. I nie były to grzeczne zajęcia. Poprawiła ekstremalnie krótką spódniczkę. Zakładając nogę na nogę, przysunęła się bliżej. Byłam tak sparaliżowana, że nawet nie odpowiedziałam. Przyglądała mi się ciekawie. - Za ładna jesteś. I za grzeczna. Co cię tu sprowadza? – zaciągnęła się papierosem i bezczelnie wydmuchała dym prosto na mnie. Nerwowo strzeliłam koskami palców. Nigdy nie spotkałam tak pewnej siebie dziewczyny. Przytłaczała mnie jej obecność. „Czy ja też musiałam się taka stać, żeby nie pożarli mnie tu żywcem?” - Przyszłam z Jacksonem – zdołałam wykrztusić. Cały mój spokój poszedł w diabły. Podrapała się po policzku, zamyślona. Roześmiała się. Nie rozumiałam, co śmiesznego zrobiłam. Założyła kosmyk moich włosów za ucho. Byłam zdezorientowana. - Urocza jesteś. A więc to ty jesteś tą zabawką, o której wszyscy huczą. Wielkie wieści! Książę chce się ustatkować! – roześmiała się. Brzmiało to jak osobliwa muzyka, albo mruczenie kota. Chyba wiedziałam, dlaczego wybrała ten, a nie inny sposób łatwego zarobku. Była naturalnie piękna i pociągająca. „Jak to książę? O co jej chodzi do cholery?!” - O czym mówisz? – uniosła do góry brwi. Było w tym jakieś wyzwanie i prowokacja. Nie będę z tobą tańczyć… “This life is short, baby that\'s a fact Better live it right, you ain\'t comin back Gotta raise some hell, \'fore they take you down Gotta live this life Gotta look this world in the eye Gotta live this life until you die…” - Nie wiesz? Och, nasz zły chłopczyk cię nie wtajemniczył? Biedaczko… Jackson jest zastępcą Dizzy’ego. Wielkiego szefa, który już niedługo zejdzie z tronu. Jak myślisz, kto otrzyma w spadku cały klub? – byłam zaskoczona. Nie wiedziałam, co powiedzieć. „Jackson szefem tego.. czegoś?!” Nabrałam powietrza w płuca, trochę więcej niż było to konieczne. Klub zawirował mi przed oczami. \"Ten mężczyzna, który śmiał się i żartobliwie popychał kumpli…? To przecież niemożliwe…\" - Zaskoczona? Ach, a ty będziesz nową królową. Jak jego matka. Chylę czoła… - ironicznie skłoniła głowę. Ogrom informacji przykleił mnie do fotela. Czułam jakbym się w nim zapadała… Pomachała mi dłonią przed oczami. Spojrzałam na nią nieprzytomnie. - Ale mi tu nie zejdź na zawał. Nie mam zamiaru cię reanimować – pociągnęła łyk z butelki stojącej obok stolika. Nie miałam pojęcia, jak się tam znalazła, ani kto był jej pierwotnym właścicielem. „Jackson naprawdę myślał o mnie w ten sposób…? Nie… To na pewno pomyłka” Uśmiechnęłam się blado do dziewczyny. Chłopak ruszył w naszym kierunku z wyraźnie zaniepokojoną miną. - Witaj, Vi – wepchnął się bezceremonialnie między mnie a nią. Uśmiechnęła się do niego czarująco. Widziałam jak jej dłoń przemyka po jego nodze. Otoczył mnie ramieniem. - Witaj. Przyprowadziłeś ją tutaj na pokaz, czy plotki są prawdziwe? – to był najbardziej kuszący i niski pomruk, jaki słyszałam w wykonaniu kobiety. Jackson wydawał się tym nieporuszony. Chyba się uodpornił przez te wszystkie wieczory. Miałam niejasne wrażenie, że coś ich łączyło w przeszłości. Odsunęłam się od niego nieznacznie. Bez ogródek przysunął mnie na moje pierwotne miejsce. Miałam ochotę zawarczeć. - O jakich plotkach mówisz? Ostatnio coraz więcej osób zaczyna kłapać paszczami bez sensu, prawda Vi? – gdzieś na dnie jego głosu czaiła się groźba, ale dziewczyna wcale się nią nie przejęła. roześmiała się beztrosko. - Każda plotka ma w sobie prawdę. Więc jak? – patrzyła na niego wyczekująco. W martwych, niebieskich oczach zafalowała ciekawość. Uśmiechnął się połową ust. - Ktoś cię woła. Chyba Demon chcę cię wziąć na stronę – nie miał w sobie niczego, co znałam. Był kimś innym. Nie wiedziałam, czy chcę kogoś takiego wpuścić do mojego życia. Było już jednak za późno na wszelkie przejawy oporu. Westchnęłam w duchu. - Wrócimy do tej rozmowy – szepnęła mu na ucho, zalotnie muskając ustami jego kość policzkową. Zacisnął szczęki w zetknięciu z jej skórą. Odeszła zmysłowo kołysząc biodrami, co po chwila odwracając się w naszą stronę. “Gotta live this life Gotta look this world in the eye, gotta live this life until you die…” - Co ci naopowiadała? – spytał. Nie patrzył na mnie, obserwował klub. Wodził wzrokiem za przypadkowymi osobami. Przynajmniej tak mi się wydawało. Chciał coś ukryć, jakby skrywana tajemnica wyszła na jaw, a on chciał się upewnić, że to prawda. Zmarszczyłam brwi. Poczułam się nagle wyjątkowo niekomfortowo i chciałam uciec. - Nic takiego… Dlaczego nie powiedziałeś mi o swojej pozycji w klubie? – ja także na niego nie patrzyłam. Jakbyśmy byli dwoma przypadkowymi osobami, które siedzą obok siebie. Nie chciałam wiedzieć, o czym myśli. Nagle poczułam, że świat skurczył się do tego stolika. Obserwowałam plakaty porozwieszane na ścianach – napisy po hiszpańsku nie mówiły mi nic konkretnego. Chciałam tylko być w domu… - Po co? Żebyś uciekła z krzykiem? – zaśmiał się gorzko. Spojrzałam na niego ostro. „Za kogo ty mnie bierzesz?” Patrzył na mnie zirytowany. Prychnęłam rozzłoszczona. Miałam go dosyć. Jego i jego humorów… - Wiesz co? Idź do diabła… - założyłam ręce na piersi i odwróciłam się od niego. Miałam w głębokim poważaniu, że znajduję się w wysoce nieprzyjaznym dla mnie i przychylnie nastawionym do niego środowisku. Jednak nie starczyło mi odwagi, by ruszyć się z miejsca. Jednym ruchem ręki odwrócił mnie ku swojej twarzy. Skrzywiłam się, gdy poczułam ból w ramieniu. - Przestań – wysyczał. Jego oczy ciskały gromy i były stanowczo zbyt blisko. Chciałam powiedzieć mu kilka słów do serca, ale powstrzymałam się, gdy zobaczyłam kilka par oczu, które ciekawie się nam przyglądały. Uśmiechnęłam się do niego wrednie i wyszarpnęłam z uścisku. Potulnie wtuliłam się w jego bok. Szczerze mówiąc miałam ochotę go ugryźć. I to bez przyjemności… Przytulił mnie do siebie, kładąc brodę na mojej głowie. Wsłuchałam się w muzykę płynącą z głośników. Była przyjemna i agresywna, co nie stanowiło dla mnie problemu. Słuchałam o wiele gorszych rzeczy, kiedy mieszkałam przez ścianę z Lukas’em. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć jego gustów muzycznych… Zaczęłam się nawet zastanawiać, co takiego łączyło Jacksona z dziewczyną, która się do mnie dosiadła, ale stwierdziłam, że zajmę się tym później. Mój względny spokój przerwał huk drzwi odbijających się od ściany. Rozejrzałam się po sali. Jackson czujnie wypatrywał, co się dzieje, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z innymi mężczyznami. Usłyszałam kilka słów po hiszpańsku i stwierdziłam, że lepiej byłoby dla mnie zostać w domu… “You better have soul, nothing less Cause when its business time, it\'s life or death The king is dead, the light goes on You\'ll lose your head when the deal goes down Better keep your eyes on the road ahead…”



        Dedykacja: bezsenności i soundtrackom do seriali. poznałam tak wiele nowych brzmień, że aż podskakuję na krześle z radości. <br /> <br /> poza tym nasuwa mi się tylko jedno pytanie: po co mi to wszystko?

Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 01.08.2011r.

1     

Anima użytkownik 02 08 2011 (12:52:56)

Widzę, że wakacje u babci pomogły. ;D Tak to jest z tymi bohaterami, chadzają własnymi drogami. Osobiście jestem na skraju rozpaczy, przynajmniej chwilowo.
Powiem ci, że Jackson trochę odświeżył sytuację i to jest dobre. W pełni zasłużyłaś na szóstkę, zresztą nigdy nie daję ocen, do których nie mam przekonania. No, ale zobaczymy, co będzie dalej. ;P

Anima użytkownik 01 08 2011 (19:16:35)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Jak to po co?! Żebym nie zwariowała od tej codziennej monotonii!
Dzisiejsza część jest takim grzmotem, który bardzo się przydaje. Uderzył mnie ten świat, świat, w którym wszystko jest inne, brutalne. Świat jakby bez uczuć, niby jest tlen, a tak naprawdę go nie ma. Wszyscy się duszą pod przykrywkami, ale nie chcą przerwać zabawy. Upór, nienawiść, sadyzm?
Jackson wprowadza ją w to nowe życie, zapewne z sobie znanych tylko powodów. Połowicznie odkrywa je przed czytelnikiem i niczego nieświadomą Ann, owa dziewczyna. Pewna siebie, wyzywająca, trochę taka typowa, a jednak osoba, której Ann się boi. Prawdopodobnie dziewczyna chciała zasiać w Ann wielki niepokój, chciała, aby zaczęła oglądać się na ulicy szukając cieni i śmierci. A przede wszystkim - zmieszać Jacksona z błotem. Osobiście, miałam już wiele podejrzeń, ale dzisiejszą częścią przeszłaś samą siebie. Atmosfera trochę jak z Ojca Chrzestnego, chociaż może nieco to uogólniam...
Po grzmocie przychodzi czas na tornado. Zostawiłaś miejsce na strach i niepewność... I to właśnie kocham. Nieświadomość tego, co czeka nas w przyszłości. Ciągłą zagadkę jak grobowce faraonów. Osobiście mam podejrzenie, że to będzie jakaś walka pomiędzy półświadkiem, pomiędzy mafią, ale z tobą niczego nie można być pewnym. ;)
Znalazłam dwie literówki i jeden zgubiony przecinek. Nie mam zastrzeżeń. ;)

Vår Szef Prozy 01 08 2011 (19:30:28)
może masz rację z półświatkiem, ale to będzie miało o wiele większy wymiar - przede wszystkim emocjonalny :)
miałam ostatnio coraz więcej wątpliwości związanych z Ann i Jacksonem, a także całym zamieszaniem wokół Smasha... nie przespałam już dziesiątki nocy przez nich. całość zaczęła mnie przytłaczać - to całe ciśnienie ciągłego rozwoju... dlatego wróciłam częściowo do 'Potomków Hekate'. takie małe odświeżenie po długim zaduchu.
cieszę się, że nowy rozdział aż tak cie się spodobał :) aż mnie zaskoczyłaś oceną, bo nie byłam przekonana do całości. no cóż... skleiłam w końcu akcję w kupę, ale przede mną dużo pracy...
miałaś wątpliwości odnośnie? nie rozumiem...


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2331 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68303 | Użytkownicy: 12452
Online(24): 24 gości i 0 zarejestrowanych: