warto go przeczytać
Marzyłam, by wrócić do łóżka i kontynuować dobroczynny sen. „Po co ja się pchałam na ten wyjazd?” Wiedziałam, że po ostatnim razie zmuszą mnie, bym pojechała z nimi, ale sądziłam, że jakoś się wykręcę. Ledwo świtało – było szaro, chłodno i smutno. W niczym nie przypominało to pięknych poranków tej okolicy. Odzywa się rzeczywistość… Ciągnęłam więc za sobą po chodniku torbę, wypełnioną ciuchami. Oczywiście nie tylko swoimi. Dopakował się do mnie Smash, zasłaniając faktem, iż nie ma sensu brać kilku walizek, skoro możemy zmieścić się do jednej, większej. Zrobił mi wykład na temat zgubionych bagaży w podróży. Patrzyłam na niego nienawistnie. „Jak do cholery kawałek materiału z zawartością może zapodziać się w samochodzie?” Zamilkłam jednak, nie chcąc się niepotrzebnie denerwować. Chłopak właśnie zamykał drzwi domu, siłując się ze starym kluczem, gdy zmęczona rzuciłam czarny, wypchany worek pod nogi i usadowiłam się wygodnie pod oknem. Cały bagażnik zajmowały gitary, talerze perkusyjne i różnego rodzaju elektronika. Nie wiem, jakiego był rozmiaru, ale chyba wszystko się zmieściło, bo nikt nie biegał z szaleństwem w oczach, że pojedzie bez czegoś tam.
Izzy z podstępnym uśmiechem usiadł obok. Bus był naprawdę duży – spokojnie weszłoby tu dziesięć osób, co na nasze sześć, znękanych wczesną godziną, dusz starczało, aż nazbyt wystarczająco. Czekało nas długie pięć godzin jazdy. Nasunęłam kaptur na głowę, wtulając się w ramię blondyna. Było mi kompletnie obojętne, kto siedział obok, mógłby to być sam wysłannik najwyższego – ważne by był wygodny.
- Ey! To moje miejsce! – przez mgłę usłyszałam głos Smash’a, podszyty złością. Zastanawiałam się nawet nad powrotem do rzeczywistości, ale doszłam do wniosku, że Izzy to duży chłopiec i da sobie radę beze mnie. Jak w przedszkolu – kłócić się o miejsce w samochodzie…
- Trzeba się było szybciej żegnać z tą lalą – złośliwość niemal kuła mnie w ramię. Nie chciałam chyba wiedzieć, kim była owa dziewczyna. Zresztą ich obecność towarzyszyła mu przez cały czas i przestałam się tym przejmować. Przeszłam już przez jeden taki scenariusz i nie miałam ochoty na powtórkę z rozrywki. Uchyliłam niemrawo powieki z szerokim ziewnięciem, które wymknęło mi się, zanim zdążyłam zasłonić usta dłonią.
- Jaką lalą? – ciemnowłosy uciekł wzrokiem w bok, zainteresowany obiciem siedzenia obok. „Coś kombinujesz, paniczu…”
- Blondynka, głowę niższa od ciebie. Falujące piersi robiły przeciąg aż tutaj – chłopak wyliczał na palcach z cwanym uśmiechem. Dostał za to po głowie, zaśmiewając się. Uwielbiali wprost się przedrzeźniać i denerwować, zupełnie jak bracia. W gruncie rzeczy Izzy był mu najbliższy z całej czwórki, zawsze trzymali się blisko siebie.
- Więc teraz ta młoda dama jest dla mnie – objął mnie ramieniem. Przytuliłam się, czując ciepło bijące spod skórzanej kurtki. Najwyżej trochę pocierpi, dobrze mu to zrobi. Z głośnym prychnięciem usiadł w fotelu przed nami, co chwila zerkając za siebie.
- Do kiedy będziemy go dręczyć – szepnął mi do ucha, gdy Derek zagadał Kudłacza odnośnie dodatkowych kabli. Uśmiechnęłam się morderczo.
- Mamy przed sobą długie trzy dni – odwzajemnił uśmiech i oparł czuprynę na mojej. Był jeszcze wyższy od Smash’a, przez co musiałam ostro zadzierać głowę, by móc spojrzeć mu w oczy. Obserwowałam jeszcze przez moment zmieniający się krajobraz i świt, zanim porwał mnie dziwny, ale przyjemny sen…
“Maybe it's a bitter wind
That chilled from the pacific rim
That brought you this way
(Brought you my way)
Do not make me think of him
The way he touched your fragile skin
That haunts me every day
I'm out of love but I can't forget the past
I'm out of words but I'm sure it'll never last
I've been saving these last words for one last miracle
But now I'm not sure
I can't save you if you don't let me
You just get me like I've never been gotten before
Like I've never been gotten before
So nice to see your face again
But tell me will this ever end
Don't disappear…”
Przytuliłam się mocniej do siedzącej obok osoby, czując ogarniający ciało chłód. Nie wyczuwałam pod palcami materiału kurtki. „Kiedy Izzy ją zdjął?” Ciepła dłoń nasunęła na moje plecy puchaty koc i przygarnęła bliżej siebie. Z trudem otwarłam oczy – wydawały się sklejone wyjątkowo mocnym klejem. Światło dnia przez chwilę uniemożliwiło mi prawidłowe widzenie. Loki załaskotały mnie w nos i kichnęłam. Spojrzał z rozbawieniem w oczach i uśmiechem, czającym się w kącikach ust.
- Zazdrośnik – wyjęczałam, ledwo składając litery do poziomu wyrazu. Usłyszałam śmiech blondyna przed sobą. Zamajaczyły jasne kosmyki poprzecinane czarnymi pasemkami i odrostami. Musnął moje czoło i ułożył na nim policzek. Momentalnie poczułam gorąc, który rozprzestrzeniał się po ciele od punktów styczności z chłopakiem.
Byłam już bardziej przytomna i usłyszałam pijackie przyśpiewki daleko przed sobą. Zajmowałam ostatni fotel, więc Derek i Michael musieli się upić zaraz obok kierowcy. To cud, że Razor zgodził się prowadzić. Ja w życiu nie podjęłabym się tego zadania, ale w końcu on jako jedyny miał ważne prawo jazdy. Alkoholicy, którzy właśnie zaczynali piosenkę, jaką bałabym się powtórzyć komukolwiek, stracili je po kraksie w centrum, gdzie staranowali cztery samochody. Na szczęście nikt nie ucierpiał. Izzy był kierowcą samego szatana – jeździł z taką prędkością i brawurą, że strach było otworzyć oczy, gdy siedziało się z przodu. Z tyłu zresztą też. Przyłapali go na wycieczce kradzionym autem i jego prawo jazdy odjechało wraz z policją. Był w trakcie kombinowania fałszywki. Jęczał, że od tego chodzenia dostanie zakwasów. Żartowniś… Smash za to nie przejmował się czymś tak błahym jak dokumenty. Wszędzie chodził pieszo lub, co czynił częściej, wsiadał na swojego wysłużonego bmx’a. nigdy nie zaryzykowałabym jednej jazdy z nim. Jeśli wybierał się gdzieś dalej, zawsze naciągał kogoś na podwózkę, nawet kiedy nie było to po drodze dobroczyńcy. Tak więc obowiązki szofera przejął, choć niechętnie, Razor.
Wyjrzałam przez okno i o mało nie dostałam zawału serca. Znałam tę okolicę. Przeklęłam w duchu swoje roztargnienie – przecież miasto, w którym mieliśmy grać było ledwie pięć kilometrów od mojej rodzinnej miejscowości. Kiedy byłam mała, chodziłam tam z podeszwy po różne rzeczy potrzebne tacie w warsztacie. Spojrzałam na Smash’a z wyrzutem, przysuwając się bliżej okna.
- Co się stało? – spytał zdezorientowany. To na pewno była jego sprawka. Tyle razy opowiadałam mu o moich konserwatywnych rodzicach i tradycjach, jakie kultywowali. Między innymi dlatego tak wcześnie się od nich uniezależniłam.
- Zrobiłeś to specjalnie, prawda? – nie mogłam zrozumieć, jak mógł mi to zrobić. Dobrze wiedział, jakie miałam ostatnio stosunki z rodziną – nie widziałam ich od czasu wyprowadzenia się z Lukas’em. Jeśli mam przeżyć konfrontację z nimi, chciałabym, żeby był przy mnie. Uśmiechnął się przebiegle, jakby tylko czekał, kiedy odkryje jego spisek.
- Zorganizowałem mały rodzinny zjazd. Lukas zgodził się przyjechać z Marią – szerzej otwarłam oczy. Złość odpłynęła falami z mojego serca. Znów to robił – starał się. Samo szukanie kontaktu z moim bratem musiało mu zająć tydzień – przeprowadzał się z miejsca na miejsce częściej niż ktokolwiek inny.
- Mam nadzieję, że zostanę oficjalnie przedstawiony – zmrużyłam oczy. Wiedziałam, że jest jakiś haczyk. Jęknęłam w duchu, gdy przypomniałam sobie jego niedawne oświadczyny. „Jak ja mam im to powiedzieć? Oto wróciła córa marnotrawna, z przyszłym mężem u boku – zasztyletują mnie jak nic…”
- Nienawidzę cię – wymamrotałam, krzyżując ramiona. Teraz to ja będę musiała się przyznać do wszystkiego i pokornie uśmiechać. Pocieszała mnie tylko myśl, że zawsze mogę wrócić do swojego domu i nie musieć słuchać kazań na temat mojego wieku i nieodpowiedzialności. Byłam pewna, że mama zacznie podejrzewać, że jestem w ciąży. Objął mnie i pocałował w czubek głowy.
- Tak? Uwielbiam, kiedy jesteś na mnie wściekła. Masz wtedy ogień w oczach, a mnie to kręci – trąciłam go łokciem w żebra. „Dlaczego musisz mnie ciągle zawstydzać?” Roześmiał się. Przeklęłam dzień, w którym zgodziłam się spędzić z nim resztę życia. „Zaraz, ile to już razy?”
“I don't know who you are now
Mystery drenches my brain
I wanna jump deep into your mouth
Cuz something tell's me it's gonna rain
Now we're on this planet
I'm in love with all your dangers, dangers
We can live forever
I can be your favorite angel, angel
Beautiful Dangerous…”
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 20.08.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(26): 24 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii