Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - XIII" 30.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXX" 14.01.2011
"Szukając ducha rocka - VIII" 26.07.2010
"Szukając ducha rocka - II" 21.07.2010
"Szukając ducha rocka - XLIII" 24.08.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - XIV

Nie wychodziłam z domu Sadi’ego od przeszło tygodnia. Gdzie niby miałam pójść? Derek już piąty raz dzwonił do chłopaka i chyba nie były to pokojowe pogawędki przyjaciół. Kiedy raz podeszłam do słuchawki, najpierw zrobił mi awanturę o to, z kim się prowadzam i czy rozumiem, co znaczy dla zespołu, że jego członkini spotyka się z najgorszym wrogiem. Wspomniał coś o Smash’u, że znowu wrócił do heroiny, a może kokainy? Nie pamiętam… Kazał stawić się w studiu dzisiaj o dziesiątej. Sadi rozpowiada podobno po mieście, że jestem jego nową dziewczyną. Może to i dobrze, przynajmniej zamknie paszcze plotkarzom. Chciał pójść ze mną na próbę, ale delikatnie wymanewrowałam go, żeby wybrał się do klubu. Ubrałam kowbojki i wyszłam na słońce. Nasunęłam okulary głębiej na nos tak, by nikt mnie nie poznał. Przemykałam spieczonymi słońcem ulicami w stronę studia nagrań. Mijające mnie dwie dziewczyny, szeptały między sobą gorączkowo na mój widok. Miałam zapuchnięte oczy i drżące dłonie – nie chciałam, żeby ktoś to widział. Efekty ostatnich dwóch przepłakanych nocy dają się we znaki. Teraz byłam chłodna i opanowana, gotowa na pierwsze starcie z ciemnowłosym. Izzy palił przed wejściem. Odetchnęłam głęboko i przystanęłam obok niego. Wydawał się spokojny i opanowany. Wyciągnął w moją stronę napoczętą paczkę Malboro, przyjęłam ją z wdzięcznością. Odpalił papierosa zapalniczką, a ja mocno się zaciągnęłam. Czułam jak wszystkie, naciągnięte do granic możliwości, nerwy, powoli się rozluźniają. Spojrzał na mnie badawczo. - Smash nie pokazywał się, od kiedy zniknęłaś – powiedział niby od niechcenia, patrząc daleko przed siebie. Zrobiłam się czujna – może już mnie nie kocha, ale nadal jest dla mnie ważny. - Dopiero dzisiaj przyszedł, a raczej się doczołgał. Wygląda jak zombie. Powinnaś z nim porozmawiać… - Nie mam na to najmniejszej ochoty. Wpuścił mnie w cholernie kłujące maliny i nie raczył ostrzec – wysyczałam. Nagle wszyscy są po stronie winowajcy. Pieprzona sprawiedliwość… - Wiem, że postąpił jak ostatni dupek i że jesteś zła, ale mimo wszystko powinnaś go wysłuchać – przydeptał niedopałek i skupił na mnie uwagę. - Każdy popełnia błędy – uśmiechnął się pocieszająco i wszedł do środka. Zastanawiałam się chwilę nad olaniem go, ale postanowiłam posłuchać jego obrony. Najwyżej nieźle się pośmieję. Wyrzuciłam pozostałość po rakotwórczym skręcie i ruszyłam śladem blondyna. Gdy weszłam do studia, nagrywał akurat Kudłacz. Idealnie – będę miała czas mu się przyjrzeć, zanim mnie zaatakuje. Siedział na stołku, wpatrzony w gryf i wygrywał skomplikowaną solówkę. W tle słyszałam głos Derek’a, który śpiewał słowa jakiejś ballady. Czułam, jak moje serce tężeje pod naciskiem nut i wgniata się w żebra. Ta muzyka wciągała mnie gdzieś w moje największe kompleksy i smutki. Chciałam płakać i przytulić kogoś bliskiego. Oparłam się o framugę, nie mając siły zrobić kroku. Derek spojrzał na mnie ze złością w oczach, ale gdy skrzyżowaliśmy spojrzenia, uśmiechnął się pocieszająco. When I look into your eyes I can see a love restrained But darlin' when I hold you Don't you know I feel the same 'Cause nothin' lasts forever And we both know hearts can change And it's hard to hold a candle In the cold November rain We've been through this such a long time Just tryin' to kill the pain Melodia porwała mnie na samo dno moich uczuć do Smash’a. Nie był świadomy jak bardzo mnie rani i sprawia, że czuję się zagubiona. Kroczyłam gdzieś po piekle moich koszmarów i strachu – Smash mnie porzuca, Lukas umiera, zostaję sama… Zacisnęłam powieki, nie pozwalając, by łzy wydostały się na zewnątrz. „Nie teraz! Muszę być silna! Muszę…” Spojrzałam na chłopaka, który przestał grać i patrzył teraz wprost na mnie. Wyszedł w pomieszczenia, zostawiając gitarę opartą o krzesło. Nie mogłam mu spojrzeć w oczy, skupiałam swoją uwagę na noskach butów. - Możemy porozmawiać? – jego głos był cichy i rozedrgany. Nigdy takiego nie słyszałam, uniosłam wzrok. Pod przekrwionymi oczami rysowały się ciemnofioletowe cienie, na policzku, częściowo zabliźniony, ślad paznokci biegł od lewej kości policzkowej aż do ust. Byłam przerażona, do jakiego stanu się doprowadził. Nie mógł skupić zamglonego wzroku, więc na chwilę zamknął oczy, a gdy spojrzał na mnie drugi raz, były już bardziej trzeźwe. Skinęłam głową, wychodząc na korytarz. Oparłam się o ścianę. „Tylko go wysłucham…” Stanął naprzeciw mnie, zasłaniając twarz kurtyną włosów. - Ja… przepraszam – wymamrotał. Był zawstydzony, widziałam to w jego ruchach i sposobie ułożenia dłoni. Spiął całe ciało, zamykając się w środku jak w twierdzy. - Wiem, że powinienem zniknąć, bo nie chcesz mnie znać. Ale ja się nie poddam, będę walczył o to uczucie. Nie pozbędziesz się mnie i nie zastąpisz Sadi’m – w jego oczach pojawił się ogień. Zacisnął usta, a szczęka mocniej zaznaczyła się pod skórą. - Ta dziewczyna. Nie będę kłamał, że mnie naćpała czy upiła. Nie jestem tchórzem, a ty zasługujesz na prawdę. Pragnąłem jej fizycznie, znasz moje słabości. To nie była emocjonalna więź tylko sam seks – zrobiło mi się niedobrze na samą myśl o nim i Daisy w jednym łóżku. Schowałam twarz w dłoniach i próbowałam oddychać głęboko – wydawało mi się, że moje płuca są wielkości orzecha włoskiego. - To już się skończyło. Jeśli chcesz, mogę założyć pas cnoty i oddać ci klucz. Będę w cholernym celibacie przez resztę życia. Tylko wróć, proszę… - spojrzałam mu prosto w oczy. Tym razem nie kłamał. Jak mógł mi to zrobić… - Nie – widziałam, że się złamał. Zrobiłam mu coś strasznego i obserwowałam, jak bezwładnie opada w czarną toń swoich tęczówek. - Nie wrócę, tylko dlatego, że sobie tego życzysz. Zraniłeś mnie i mam nadzieję, że o tym wiesz – był skruszony, zgarbił ramiona i włożył ręce do kieszeni. Ale w oczach rodziła się powoli nadzieja. - Nie wykluczam, że kiedyś ci wybaczę, ale nigdy nie zapomnę. Musisz mi dać dużo czasu – poczułam się jak kompletna idiotka. „Zmieniałam się w płaczliwą bohaterkę brazylijskiego serialu?” Otworzył ramiona z pytającym wyrazem twarzy. Niepewnie i delikatnie przytuliłam go, czując się dziwnie. Przecież jeszcze tydzień temu był dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Cała miłość nie mogła prysnąć przez jedną dziewczynę. Wtuliłam się bardziej w koszulkę pachnącą dymem. Schował twarz w moich włosach i odetchnął – chyba mu ulżyło. Tęskniłam za nim, ale też starałam się go nienawidzić za to, co zrobił… Odsunęliśmy się od siebie i popatrzyliśmy zawstydzeni. Nie wiedziałam, gdzie podziać oczy. „Jak para zakochanych nastolatków – przecież nimi właśnie byliśmy, prawda? Może warto dać mu drugą szansę. W końcu „każdy popełnia błędy”… „ - Zacznijmy od początku. Powoli… – wyciągnął w moją stronę dłoń. Uchwyciłam ją delikatnie i poczułam ciepło bijące od jego palców. Cieszyłam się, że potraktował mnie poważnie i nie zrobił, typowej dla siebie, awantury. Uśmiechnęłam się do niego i wróciliśmy do studia. Od gorąca jego dłoni odcinał się jak brzytwa chłód pierścionka. Obrączka… Tak, pamiętam… If we could take the time to lay it on the line I could rest my head just knowin' that you were mine All mine So if you want to love me then darlin' don't refrain I'll just end up walkin' in the cold November rain Do you need some time.. on your own Do you need some time.. all alone Everybody needs some time.. on their own Don't you know you need some time.. all alone And when your fears subside and shadows still remain I know that you can love me when there's no one left to blame So never mind the darkness we still can find a way 'Cause nothin' lasts forever even cold November rain Don't ya think that you need somebody Don't ya think that you need someone Everybody needs somebody You're not the only one You're not the only one…



        Dedykacja: Freddie\'mu - nikt tak nie mówi o emocjach jak ty. Dziękuję, że mnie tego nauczyłeś i powstrzymałeś od całkowitego zobojętnienia do poziomu mas.

Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 02.08.2010r.

1     

Tosca Użytkownik 29 01 2011 (21:07:13)

Użytkownik ocenił pracę na 6

no tak.

Tosca Użytkownik 29 01 2011 (21:06:54)

Kurde. Dzisiaj przeczytam wcześniejsze części, koniecznie. A ta dotarła do mnie baaaardzo głęboko, chyba dlatego, że jestem w podobnej sytuacji co główna bohaterka. Momentami czułam się jakbym czytała własny pamiętnik, więc masz ode mnie 6, choć może trochę nieobiektywnie (aczkolwiek nic a nic nie mam do formy, więc może jednak).

Mozzie Użytkownik wpmt 02 08 2010 (16:10:01)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Tą częścią udowodniłaś, jak kobieta jest słaba, gdy kocha. Smash powinien smażyć się w piekle za to, co zrobił, a Ann mu wybacza. Nie chodzi o to, że chcę ją przeklinać, bo jest, jaka jest, zastanawiam się tylko, czy sama nie postąpiłabym podobnie w takiej sytuacji. Smash to osoba, której nie da się oprzeć, gdy prosi, szczególnie taki skulony i niepozorny, wyraźnie przeżywający stratę. Kobieta jest zdeterminowana do zignorowania go, do czasu, gdy nie widzi go na własne oczy w takim stanie, jaki opisywali jej wcześniej inni.
Opowiadanie jakościowo nie różni się od poprzedniego, poza tym, że nie ma literówek, jest trochę więcej błędów interpunkcyjnych i pojawia się nagły zwrot akcji. Aż ciśnie mi się na usta - znowu. Jednak jest to przyjemny aspekt. Po raz kolejny nagle mnie zaskoczyłaś, bo uczucia Ann zrobiły zwrot o 360 stopni, wszystko zdaje się wracać do normy, a ja jestem szczęśliwa, bo już tak nie niepokoję się o to, co będzie dalej. Ciągle myśląc o ustabilizowaniu się wydarzeń, kończę i gratuluję ciągłego podwyższania poziomu pracy.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9702 | Proza: 2331 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68309 | Użytkownicy: 12452
Online(31): 31 gości i 0 zarejestrowanych: