Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - LX" 01.06.2012
"Zagubiony myśliwy - III" 26.08.2011
"Szukając ducha rocka - I" 21.07.2010
"Urywki wyrwane z życia - IV" 19.06.2014
"Szukając ducha rocka - XLIX" 29.08.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - XIII

Podniosłam się z podłogi. Izzy, zaalarmowany, uniósł głowę z pytającym wyrazem twarzy, uspokoiłam go uśmiechem i wrócił do lektury jakiegoś magazynu. Zdecydowałam, że albo zrobię to teraz, albo wcale się na to nie zdobędę. Podeszłam do telefonu, niepewnie rysując wzory na czarnym plastiku. Okrąg, kwadrat, znów okrąg. Musiałam kiedyś do niego zadzwonić. Szybko wykręciłam znany mi numer. „Nie ociągaj się, Ann…” Liczyłam sygnały – raz… dwa… - Halo? – słyszałam w jego głosie nadzieję. I właśnie to uczucie sprawiło, że nie mogłam wydobyć z siebie dźwięku. „Co miałam mu powiedzieć?” Z paniką słyszałam kolejne "halo", pełne poirytowania. Tak dawno z nim nie rozmawiałam. Serce zaczęło galopować daleko przed siebie, tylko dokąd… - Pieprzeni dziennikarze… - parsknęłam śmiechem. To było tak dla niego naturalne i oczywiste, że wszystkie zahamowania puściły, a język na powrót się rozwiązał. Sprawiał, że nawet w najbardziej stresującej chwili mogłam poczuć się spokojnie i dobrze. - Ann? Ja wszystko wyjaśnię. Przepraszam… – nie chciałam, żeby kończył. Nie byłam gotowa na konfrontację z nim. Bałam się, że znów zrobię coś nierozważnego, albo co gorsza, on zrobi coś, czego będzie żałował. „Spierdalaj suko…” – zacisnęłam powieki. - Po prostu z tym skończ – odłożyłam słuchawkę, przestraszona. Mam nadzieję, że nic złego mu się nie stanie i nie wpadnie na pomysł, żeby tu przyjechać. Wróciłam do blondyna nieco spokojniejsza. Uniósł brwi, na co odpowiedziałam mu skinieniem głowy. Uśmiechnął się zadowolony. Zrobiłam, co do mnie należało. Teraz może liczyć tylko na siebie… I don't remember the moment I tried to forget, and I lost myself and is a better not said now I'm closer to the edge. It was a thousand to one and a million to two, time to go down in flames and I'm taking you. Closer to the edge. No I'm, not saying I'm sorry, one day maybe we'll meet again. No I'm not saying I'm sorry, one day maybe we'll meet again. No, no, no, no! (Can you, can you, can you) Can you imagine the time when the truth ran free. The birth of a sun the death of a dream. Closer to the edge. (No, no, no, no!) I will never forget. (No, no!) I will never regret. (No, no!) I will live my life… Dzwonek telefonu rozległ się w całym domu. Spod huczącej wody w łazience usłyszałam krzyk ‘odbierz!’. Westchnęłam. Miałam już przygotowaną kwestię – ‘Izzy’ego nie ma w domu, czy coś przekazać?’ Cały notes był zapisany nazwiskami dziennikarzy i managerów, którzy chcieli z nimi porozmawiać. Szybko podeszłam do aparatu, chcąc uciszyć denerwujący dźwięk. Podniosłam słuchawkę z uprzejmym "słucham". - Dzień dobry Ann – spokojny głos Smash’a sprawił, że po plecach przebiegł mi dreszcz. Od kilku tygodni był w klinice, zawiózł go Derek. Przekazywał nam, że robi duże postępy i niedługo będzie mógł do nas wrócić. Miałam cichą nadzieję, że nie będzie już się mieszał w dragi. To były tylko moje senne marzenia – wiedziałam jaki jest. Poszedł do tej kliniki dla własnego spokoju, ale też zmusiły go do tego niedawne wydarzenia. Może naprawdę coś chce zmienić. - Cześć – starałam się, by mój głos był naturalny, ale na pewno zauważył drżenie. Z drugiej strony w tle usłyszałam zachęcające "no dalej", wydawało mi się, że to kobieta. - Czy mogłabyś do mnie przyjechać? Pani psycholog chciałaby zrobić terapię grupową. Mamy zaprosić ważne dla nas osoby. Mogłabyś to dla mnie zrobić? – zatkało mnie. Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. To byłoby nasze pierwsze spotkanie od pamiętnego wieczoru. Może lepiej, żeby odbyło się tam. Z drugiej strony poprosił właśnie mnie, a nie Izzy’ego czy Derek’a. Nie mogłam odmówić. Poczułam ciepło wokół serca – dawno nie mówił do mnie w ten sposób. Był cichy i uprzejmy, zupełnie jak nie on… - Oczywiście. Kiedy mam być? – zdołałam wykrzesać odrobinę entuzjazmu i grzeczności. Nadal miałam gdzieś z tyłu głowy jego rozszalały wzrok i echo wyzwisk. Nie chciałam, żeby to znów przejęło nad nim kontrolę. - Jutro o 12. Bardzo ci dziękuję. To wiele dla mnie znaczy – był chyba szczęśliwy. Pobrzmiewał w nim zapał, którego nie słyszałam od wielu tygodni. Czułam, że to będzie przełom. Może nie spektakularny, ale jego mały, osobisty sukces. Tej nocy nie spałam dobrze… With the lights out it’s a little less dangerous Even with a stranger never gets painless Don’t be afraid (afraid, afraid) Every time I think I’m gonna change it (think I'm gonna change it, think I'm gonna change it) It’s driving me (driving me) insane (insane) (Yeah, yeah, yeah) Do you live, do you die, do you bleed For the fantasy In your mind, through your eyes, do you see It’s the fantasy... Stanęłam przed białym budynkiem kliniki i poczułam strach. „A jeśli nie udźwignę tego? Ann weź się do kupy, kobieto!” Nieco chwiejnym krokiem dotarłam do drzwi wejściowych. Minęłam piękny park, który zielenił się i pachniał kwiatami. Wszystko wydawało mi się nienaturalne, jakby za mgłą. Chyba się denerwowałam... Ładnie urządzona recepcja i przeszklone drzwi prowadzące na oddział. Gdy podeszłam do kontuaru, kobieta uśmiechnęła się uprzejmie. Miała niewiele ponad trzydzieści lat, blond włosy starannie ułożone w fale i zielone, roześmiane oczy. - Na terapię, tak? Rzadko mamy tu sławnych pacjentów. Cieszę się, że przyjechałaś do Smash’a, kiedy tu trafił, nie był w najlepszym stanie – polubiłam ją. Mówiła prosto z mostu. Czułam, że cały personel dobrze opiekuje się chłopakiem. Skinęła dłonią na ochroniarza stojącego przy drzwiach. Podszedł leniwym krokiem. - To niestety konieczne. Musimy sprawdzić czy nie wnosisz do ośrodka niebezpiecznych rzeczy – posłusznie rozłożyłam ręce, pozwalając przeszukać mnie mężczyźnie. Siwiejący staruszek nie wyglądał groźnie, ale dłonie przesuwały się wzdłuż mojego ciała szybko i sprawnie, nie obmacując niepotrzebnie. W dużych dłoniach, choć niepozornych, czaiła się siła. Uśmiechnął się na znak, że wszystko w porządku. Spojrzał zaciekawiony na obrączkę, ale nic nie powiedział. Gdyby tylko wiedział… Nie zdjęłam jej – to był symbol mojej nadziei w niego. Wierzyłam, że nie jest na straconej pozycji. Był silny… - Zostaw tu torbę, moja droga. Drugie drzwi na lewo – uśmiechnęła się ostatni raz, chowając skórzaną sakwę pod biurko i wróciła do swojej pracy. Ruszyłam za ochroniarzem, który kluczami otwierał już przejście. Przywitał mnie niemal szpitalny zapach sterylności. Wszystko lśniło tu czystością. Na ścianach wisiały ciekawe obrazy, pod oknem stała wysłużona szara kanapa. Zajrzałam przez szybkę do właściwej sali. Sporo osób stało parami, niektórzy jeszcze sami. Wszyscy rozmawiali, widać było, którzy z nich to pacjenci – nosili dresowe spodnie i wygodne koszulki. Jedni wyglądali na wyczerpanych, inni wprost przeciwnie. Widziałam więź łączącą stojące blisko siebie osoby – obejmowały się albo trzymały za ręce. Znalazłam w końcu sylwetkę chłopaka, który siedział na okiennym parapecie, obserwował ogród i wejście. Sądząc po jego pozycji, nie zauważył mnie. Wyglądał tak zwyczajnie – włosy spięte gumką, luźne ubranie i palce, które tańczyły na jego kolanach. Brakowało mu tu gitary. Bałam się tam wejść. Muszę to zrobić. Pchnęłam drzwi i nagle wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę – tych samotnych z nadzieją, tych połączonych z ciekawością. Smash podniósł się z uśmiechem. Podeszłam do kobiety siedzącej przy biurku. Wydawała się miłą, starszą panią z siwymi włosami. - Witaj złotko. Przyszłaś do Smash’a prawda? To bardzo miłe z twojej strony – uśmiechnęła się do mnie uprzejmie. Odwzajemniłam gest niepewnie. Odhaczyła coś na liście. ‘Dlaczego wszyscy mnie tu znają?’ Podeszłam do chłopaka, lawirując między ludźmi, czułam się obserwowana i osaczona. Jedna z dziewczyn nie była starsza ode mnie, ale wyglądała na wyniszczoną i smutną. W jego oczach błysnęła nieskrywana radość. Jego skóra stała się blada, a sińce pod oczami rysowały się wyraźnie niebiesko-fioletowymi smugami. - Dziękuję, że przyjechałaś – otwarł ramiona z pytaniem w spojrzeniu. Ostrożnie przytuliłam się do jego torsu. Potrzebował mnie, muszę na chwilę odłożyć rozgoryczenie i strach. Zamknął mnie z wdzięcznością w uścisku. Westchnął tak, jakby czekał na to długi czas. Poczułam jego usta na włosach. Było mi dobrze… Sama się zdziwiłam. To było takie znajome i jednocześnie nienaturalne. Kilka osób weszło do pokoju i wyglądało na to, że wszyscy mają swoje pary. - Przepraszam… - szepnął. Oderwałam się od niego, by spojrzeć mu w oczy. Zgasł… Już nie był szczęśliwy, wiedział, że czeka go ta rozmowa. Różne uczucia przelewały się przez ciemne tęczówki – od strachu, przez złość, po poczucie winy. - Zaczynamy! – głos kobiety potoczył się po pomieszczeniu. Ludzie zaczęli zajmować miejsca na krzesłach ułożonych w duże koło. Muszę mu wybaczyć, chociaż na chwilę. Muszę spróbować… Uśmiechnęłam się do niego. Wspięłam się na palce i musnęłam jego usta. Stał oniemiały, poprowadziłam go, ciągnąc za rękę do wolnych miejsc. Po kilku sekundach jego dłoń mocniej zacisnęła się na mojej. Usiedliśmy. - Dziękuję, że wszyscy stawiliście się, by wspierać waszych bliskich w tej trudnej chwili. Tym spotkaniem chciałabym pokazać wam, że są ważniejsze rzeczy niż narkotyki. Spójrzcie na osoby, które siedzą przy was i odpowiedzcie sobie na pytanie: czy nie zaniedbałem tej osoby przez używki? Czy nie skrzywdziłem jej swoim zachowaniem? Czy powinienem poświęcić jej więcej uwagi i spróbować zmienić się dla niej? – głos zawisł w powietrzu. W jego oczach zobaczyłam ból. Odwróciłam wzrok, niezdolna wytrzymać takiego nagromadzenia cierpienia. Kilka osób zachlipało. Niektórzy rzucili się sobie w ramiona. Poczułam dłoń na swojej – cicha prośba. Splotłam jego palce z moimi. - Proszę opowiedzcie nam o swoich bliskich, których zaprosiliście. Steve zacznij – bardzo młody chłopak zmieszał się. Jego równie młoda towarzyszka złapała go za ramię i wbiła wzrok w podłogę. - To jest… Amanda – zająknął się, nie wiedząc, co powiedzieć dalej. - Powiedz nam to, czego uczyłam cię przez ten czas. Pokaż nam kawałek siebie, nie bój się – kojący głos psycholog, wydawał się działać. - Amanda jest moją pierwszą miłością – spojrzał na nią czule, zarumieniła się. Uśmiechnęłam się, widząc, że coś mi to przypomina. Świat uwielbia historie miłosne. - Spotkaliśmy się na jednej z imprez. Czułem się otumaniony, gdy ją zobaczyłem. To było coś niesamowitego. Wniosła do mojego życia wiele dobrego. Bardzo mnie wspiera i chcę, żeby wiedziała jak wiele to dla mnie znaczy. Kocham cię… - wszyscy wiedzieli, że więcej już nie powie. Dziewczyna przytuliła go do siebie. - Dziękuję Steve. Smash, teraz ty. Zawsze dużo mówiłeś mi o Ann. Powiedz to teraz w obecności nas wszystkich – głowy ciekawie zwróciły się w naszą stronę. Spojrzał na nasze dłonie i zastanowił się. - Już wiecie jak ma na imię, więc nie muszę jej przedstawiać. To najważniejsza osoba, która pozostała przy mnie. Wiele razy ją raniłem, ale mam nadzieję, że nadal czuje do mnie to, co dawniej. Sprawiła, że zdałem sobie sprawę z tego, co zrobiłem ze swoim życiem. Ann jest dziewczyną, która bardzo mnie zmieniła. Zanim się spotkaliśmy byłem ćpunem, dla którego liczył się seks i muzyka. Nie boje się tego powiedzieć, bo to już za mną. Jak widać, jesteśmy małżeństwem, ale to historia na całkiem inne spotkanie. Ann jest moim słońcem, zawsze odpędza chmury i mając ją przy sobie, czuję, że życie jest lepsze, jaśniejsze. Bardzo cię kocham, Ann. Nadal chcesz za mnie wyjść za mąż? – oniemiałam. To pytanie było ważne, ale też abstrakcyjne. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Bałam się go, ale teraz widziałam jak mocno się zmienił. Dla mnie… Cały wysiłek, jaki włożył w to zadanie, wydawał się niewyobrażalny. Przecież mógł to zwyczajnie olać i dalej trwać w swym pięknym, narkotycznym świecie. Wybrał mnie, czyli walkę ze sobą, ze swoimi demonami. Nie wyglądał na kogoś, kto tego żałuje. Przynajmniej na razie. Wiedziałam, jaka będzie odpowiedź. Zawsze ta sama, niezależnie od losu i zdarzeń… - T… Tak – ludzie zaczęli bić brawo. Pocałował mnie tak jak dawniej, z właściwą mu dozą namiętności, dodatkowo podszytą niecierpliwością i tęsknotą. Musiałam mu wybaczyć. Od kiedy pierwszy raz powiedziałam mu "tak", czuję się za nie odpowiedzialna. Siedziałam jak na szpilkach do końca spotkania. Niektóre z wyznań były wzruszające, ale też brutalne i smutne. Czułam, że wszystkie te emocje skumulowały się we mnie i zaraz sama się rozpłaczę. Smash cały czas trzymał moją dłoń, jakby od tego zależało jego życie. Pomagało mi to. Dobrze było widzieć go tak spokojnego i zrelaksowanego, choć nie wyglądał na okaz zdrowia. Martwiła mnie barwa jego skóry i ospałość w ruchach. Psycholog stwierdziła, że na dziś wystarczy i odesłała nas do recepcji. Smash zdążył mnie ostatni raz pocałować, zanim poszłam za tłumem. Muszę sporo przemyśleć. Zgubiłam się… I believe in nothing, not the end and not the start I believe in nothing, not the earth and not the stars I believe in nothing, not the day and not the dark I believe in nothing but the beating of our hearts I believe in nothing 100 suns until we part I believe in nothing not in satan, not in god I believe in nothing, not in peace and not in war I believe in nothïng but the truth of who we are…



        Dedykacja: Ironicznej, że przypomniała mi o moich podopiecznych i zmotywowała do kontynuowania tej historii. Specjalnie dla niej zmieniłam tory akcji, żeby w końcu dużo się działo. Będzie ciekawie :)

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 30.08.2010r.

1     

nietoperz4 Użytkownik wpmt 14 10 2010 (13:19:12)

Ja chciałabym się tylko zapytać czy przypadkiem w tytule nie powinno być XXIII, a nie XIII?

Mozzie Użytkownik wpmt 30 08 2010 (18:44:29)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Jeśli chodzi o część techniczną, było sporo błędów interpunkcyjnych i kilka literówek, czasem zdawało mi się, że przez tą przerwę w pisaniu wyszłaś z wprawy, ale w zasadzie to część merytoryczna na to nie wskazuje.
Jak zawsze praca jest bardzo interesująca, wzmianka o terapii Smasha i propozycji udziału w niej dla Ann - zaskakująca (biorąc pod uwagę fakt, ile wycierpiała). Styl jak zawsze nienaganny, ciekawie prowadzisz akcję, łatwo jest się wciągnąć. No i trzeba przyznać - to chyba opowiadanie z największą ilością części w serwisie! :D
Przy cytatach z piosenek 30 Seconds to Mars rozpływałam się, ta muzyka bardzo pasuje do tekstu opowiadania. Z dużym minusem.

Anima użytkownik 30 08 2010 (18:24:37)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Bardzo dziękuję ci za dedykację. To miłe zobaczyć coś takiego pod dobrym opowiadaniem. ;) Nie zapominaj, że nadal czekam na kolejne części...
Dobrze, do rzeczy. Zdarzały się literówki, zgubione przecinki, ale nie było tego za wiele.
Ot, drobne potknięcia, które z łatwością wyeliminowałam.
W tej części pokazujesz, że można inaczej.
Można się zmobilizować i próbować walczyć. O miłość, o to, co dla nas ważne. Dla Smash'a ważna jest Ann, co usilnie próbuje jej przekazać. Oczywiście, jego charakter nadal jest chwiejny, burzowy, ale zawsze to jakiś znak, że stara się ją odzyskać. Ann chce go wspomóc, ale nadal się waha. W końcu to nic dziwnego, Smash sromotnie ją zawiódł. Jednak Ann próbuje znaleźć w nim coś dobrego, chce wierzyć, że wszystko będzie lepiej. Na razie takie myślenie jakoś przychodzi, Ann pokonuje bariery. Jednak wydaje się to za piękne... No cóż, zobaczymy, pożyjemy!
Bezapelacyjna piątka. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(39): 39 gości i 0 zarejestrowanych: