Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Urywki wyrwane z życia" 18.10.2009
"Szukając ducha rocka - XXXI" 06.02.2011
"Szukając ducha rocka - XXXIII" 28.06.2011
"Szukając ducha rocka - XIII" 30.08.2010
"Urywki wyrwane z życia - III" 16.10.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - XIII

Wracałam ze sklepu. Słońce leniwie zachodziło za horyzont, rzucając rdzawe blaski na ulicę. Tylko o tej porze dnia to miejsce iskrzyło kolorami – przez większość czasu pozostając w stonowanych szarościach. Ktoś musiał uzupełniać domowe zapasy i tym kimś musiałam być ja – jedna z niewielu osób, która interesowała się tym, żeby odżywiać się w miarę normalnie. Zastanawiałam się czy wszystko kupiłam: mleko, bułki, makaron, cukier… Uśmiechnęłam się do wspomnień. Chłopak zniknął dzisiaj na cały dzień. Nie miałam mu tego za złe – cieszyłam się, że wyszedł z domu. Skręciłam za odrapany róg szarego budynku, bladoniebieska farba dawno odpadła, zostawiając tylko nieliczne smugi. Niemal wypuściłam z rąk zakupy. Stał oparty dłonią o ścianę, zamykając w pułapce dziewczynę na wysokich obcasach i przykrótkiej skórzanej spódniczce. Widziałam kosmyk platynowych włosów zza kurtyny czarnych loków. Nie zobaczyłam ich twarzy, ale były jednoznacznie blisko siebie. Blondynka zacisnęła dłoń na jego koszulce, a druga zniknęła za paskiem spodni. Byłam… smutna. Nie wściekła czy rozżalona, ale właśnie smutna. Z jednej strony czułam się przygotowana i gotowa na cios, ale z drugiej miałam nadzieję, że się zmienił. W końcu tak długi czas był spokojny i czuły. Złapałam się na tym, że miałam łzy w kącikach oczu, ale powstrzymałam je śmignięciem bicza dumy. "Jeszcze nie przegrałaś, mała". When you're talkin to yourself And nobody's home You can fool yourself You came in this world alone So nobody ever told you baby How it was gonna be So what'll happen to you baby Guess we'll have to wait and see I don't know how you're s'posed To find me lately An what more could tou ask from me How could you say that I never needed you When you took everything Said you took everything from me Dziewczyna zerknęła na mnie, pozwalając całować się po szyi. Uśmiechnęła się triumfalnie z pogardą w oczach. Daisy? Jak… Wredna suka… Znając ją, nie omieszka poinformować o swoim wyczynie całego miasta. Uniosłam dumnie głowę i podeszłam do nich. Przełożyłam siatki do jednej ręki, by drugą mieć wolną. Poklepałam Smash’a po ramieniu – odwrócił się w moją stronę, zły. Na jego twarzy odmalowało się zdziwienie. Otworzył usta gotowy do obrony. Zamachnęłam się i moja dłoń odbiła się czerwonym śladem na jego policzku. Nie próbował się już bronić – stał z miną winowajcy i bólem w oczach. Dziewczyna miała na tyle rozsądku, że poprawiła bluzkę i zmyła się, idąc blisko budynku. You got your bitches with the silicone injections Crystal meth and yeast infections Bleached blond hair, Collagen lip projections Who are you to criticize my intentions Got your subtle manipulative devices Rozczarowanie. Nic nie powiedział. Zresztą niewiele mnie to obchodziło. Czułam do niego obrzydzenie. Wyciągnął do mnie dłoń – na wpół na przeprosiny, na wpół w pieszczocie. Odsunęłam się, patrząc na rękę jak na kąsającego węża. Położyłam siatki na ziemi, nie były mi już potrzebne… Odeszłam szybkim krokiem w nieznaną sobie stronę. Nie pójdę do Derek’a ani do siebie, bo mnie tam znajdzie. Objęłam się ramionami – zaczynało być chłodno, a wyszłam w cienkiej bluzce na ramiączkach. Nie planowałam dłuższego spaceru. „Jak on mógł to zrobić?! Wiedział jak mi na nim zależy… Co ja mam teraz zrobić?” Przed sobą zobaczyłam sylwetkę chłopaka. Zmarszczyłam brwi, próbując dopasować ją do danych personalnych. Rozjaśniłam się – Sadi! Nienawidzili się ze Smash’em, odkąd zagrali pamiętny koncert w Platinum. U niego będę w pełni bezpieczna. Poza tym miał do mnie słabość, więc pozwoli mi zostać na noc. Zatrzymał się z uśmiechem na ustach. - Kogóż my tu mamy? Młoda księżniczka dziś bez ochrony swojej bestii? – pogardliwie spojrzał na puste miejsce przy moim boku. Zapewne wymemłał w myślach wszystkie znane mu wyzwiska w stronę Kudłacza. Męskie nienawiści zawsze pozostaną dla mnie w kategorii ‘zagadki tego świata’. Przeniosłam ciężar na drugą nogę. - Zmęczenie materiału. Muszę się rozejrzeć za nową maskotką. Jesteś zainteresowany? – spytałam, prowokacyjnie unosząc brew. Whistle i Patients, zespół Sadi’ego, konkurowali ze sobą na wszystkich polach, nienawidząc się z wzajemnością. - Ależ oczywiście, skarbie. Kto nie chciałby wyrwać najgorętszej debiutantki w mieście? – mrugnął porozumiewawczo. Roześmialiśmy się. Sadi zawsze się zgrywał – był drugą osobą, którą poznałam po przyjeździe tutaj. Ograniczył ze mną kontakty, kiedy zaczęłam spotykać się z Kudłaczem – bał się o swoją reputację. Potargałam jego przydługą, czarną czuprynę i uciekłam przed jego dłońmi, kiedy próbował chwycić mnie w pasie. Goniliśmy się, krztusząc się śmiechem, przez trzy przecznicę, zanim mnie dopadł. Poczułam cierń w sercu – znałam skądś tę sytuację. Odgoniłam niepotrzebne myśli od siebie, patrząc w roziskrzone błękitne oczy. Lubiłam je - przypominały mi Lukas’a. Cały Sadi był małą kopią mojego brata, różniły ich tylko nieliczne cechy. Poczułam nagłą potrzebę bliskości kogoś, kto by mnie zrozumiał… Cała nagromadzona przez miesiące samotność dała mi się teraz we znaki. - Mogę zostać u ciebie kilka dni? Mam dosyć swojej nory – starałam się, by mój głos brzmiał obojętnie i naturalnie, ale chyba wyczytał fałszywą nutę. Pokiwał twierdząco głową i nadstawił szarmancko ramię. Chwyciłam je, ale od kiedy on jest taki uprzejmy… Patrzyłam, jak słońce chowa się całkowicie, uznając wyższość mroku. Pobliskie latarnie zapalały się z cichym bzyczeniem. Byłam zmęczona i marzyłam o zaśnięciu. Gdy dotarliśmy do jego domu, dopadło mnie poczucie winy – chłopacy zabiją mnie, kiedy dowiedzą się, z kim się spotykam. „A co mi tam…” Zaprowadził mnie do sypialni na piętrze – była czysta i przytulna. Wygrzebał koszulkę i przyduże spodnie od piżamy. - Dobrej nocy – pocałował mnie w policzek. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością i usiadłam na łóżku. Dopiero kiedy zatrzasnął za sobą drzwi, pozwoliłam sobie cicho załkać. Nie byłam potworem – bolało mnie jak cholera to, co się stało. Jutro całe miasto będzie już wiedzieć i szydzić ze mnie na ulicach. Mam więc dwa wyjścia – przyjmować wszystko z pokorą albo znaleźć w trybie natychmiastowym nowego chłopaka, co uratuje moją reputację, ale rozwścieczy do czerwoności Smash’a. Nie wiedziałam, czy będę miała na tyle siły, by mu to zrobić. Kochałam go… Nadal go kocham. Nie wrócę do niego na skrzydłach, gdy tylko kiwnie palcem. Nie wiem czy wrócę kiedykolwiek… Świadomość, że robił to z inną dziewczyną, nawet gdyby nic do niej nie czuł, przyprawiał mnie o mdłości. Wyjrzałam za okno – mężczyzna stał oparty o latarnie obserwując dom. Smash? Potrząsnęłam głową, wyśmiewając swoją naiwność. „W końcu ilu chłopaków w mieście nosi napuszone loki? No właśnie, ilu…?” You gotta make it your own way But you'll be alright now sugar You'll feel better tomorrow Come the morning light now baby And don't you cry tonight Don't you ever cry…



        Dedykacja: Freddie'mu - nikt tak nie mówi o emocjach jak ty. Dziękuję, że mnie tego nauczyłeś i powstrzymałeś od całkowitego zobojętnienia do poziomu mas.

Płeć: kobieta
Ocena: 5.667
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 02.08.2010r.

1     

Kurczak_Alojzy Użytkownik wpmt 24 08 2012 (01:51:22)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Niezłe, niezłe:)

Mozzie Użytkownik wpmt 02 08 2010 (15:25:54)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Straszne chwile przeżyła Ann, mimo tego, że wiedziała, że to rozczarowanie kiedyś nadejdzie. No cóż, Smash jest, jaki jest i jak widać - jego natury zmienić się nie da, to typ, który musi ciągle polować na dziewczyny, bo inaczej nie byłby przecież sobą. Nie dziwię się wcale, że jego żona nie chce w ogóle z nim teraz rozmawiać, to naturalna kolej rzeczy i żal mi jej ze względu na to, że wyszła za niego nieświadoma tego, co robi, ponieważ w innym wypadku nigdy nie oddałaby się komuś takiemu. Teraz znikła cała nadzieja, jaką do tej pory miała i pozostaje znaleźć sobie dobrego adwokata, bo z takim człowiekiem żyć się na da przez kilka tygodni, a co dopiero nawet kilkadziesiąt lat...
Czasem zdarzały się literówki, innych błędów było niewiele i muszę powiedzieć, że z każdą pracą jest coraz lepiej (będę to powtarzać do czasu, kiedy nagle zacznie być gorzej, bo może to ustrzeże to opowiadanie przez nagłym spadkiem jakości). Przez cały czas niezwykle płynnie, po prostu czarujesz samym układem zdań, już nie mówiąc o doborze słów. Po raz kolejny żałowałam, gdy praca zmierzała ku końcowi. Całe szczęście, że dodajesz to tak regularnie, bo naprawdę się wciągam i mam szczerą nadzieję, że szybko tego nie zakończysz, nie spodziewałam się takiego obrotu akcji w tej części. Zaczęło się spokojnie, a skończyło po prostu tragicznie dla samej bohaterki, chociaż Smash też wiele wycierpi przez swoją niewierność, bo wydaje mi się, że on bardzo kocha Ann, tylko to nie zmienia faktu, że nie tylko ona go pociąga.

Anima użytkownik 02 08 2010 (12:44:02)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Przyznam się szczerze, że nie za bardzo zwracałam uwagę na błędy. Przeleciałam tekst jeszcze raz, ale wyraźnie nie widzę. Wygląda na to, że wszystko jest w porządku.
Powiem szczerze: pobeczałam się. Może dlatego, że kiedyś byłam w podobnej sytuacji. Chłopak, dziewczyna, zdrada - wiele kłamstw... Tyle, że ja mieszkam z rodzicami, a to inna sprawa.
Umiesz doskonale oddawać uczucia bohaterki. Czytelnik wczuwa się całym sercem, nie może oderwać wzroku od tekstu...
Diabelnie żałuję biednej Ann. Przeżyć taki zawód to jedna z najgorszych rzeczy na świecie... Tym bardziej, jeśli bardzo kocha się zdradzającego. Miejmy nadzieję, że Sadi pomoże jej wyjść na prostą...
Kurcze, już mam w wyobraźni obraz jak Ann dumnie przechadza się pod domem trzymając Sadi'ego za rękę. Widzi do Smash i klęka przed nią, prosi o wybaczenie. A Ann, jak gdyby nigdy nic, podaje mu stupunktową listę, co ma zrobić, aby ją odzyskać. I to tylko do północy... Ale to tylko moja głupia wyobraźnia, więc się tym nie sugeruj ;p. Słowem - 6.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(53): 53 gości i 0 zarejestrowanych: