Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - LII" 23.09.2011
"Szukając ducha rocka - XXIX" 13.01.2011
"Szukając ducha rocka - XV" 03.08.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Potomkowie Hekate - I" 27.09.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - X

Zawsze denerwowało mnie marnowanie czasu na lenistwo i niepotrzebne sprawy. Chodzenie bez celu po mieście tylko po to, żeby się ‘polansować’, nie było w moim stylu. Nie lubiłam leżeć bezczynnie do południa w łóżku. Chyba, że obok był On. Wtedy to już zupełnie inna rozmowa. Jak zwykle, ze skupieniem szarpał struny gitary. Kiedy tylko wstał wcześniej ode mnie, co mimo wszystko czasem się zdarzało, fundował mi pobudkę przy dźwiękach swoich ballad. Wychodziły mu coraz lepiej, nawet Izzy zaczął marudzić, że straci posadę zespołowego romantycznego wyjca serenad balkonowych. W rzeczywistości to blondyn stał za większością najostrzejszych kawałków. Smash zrobił się ostatnio bardziej sentymentalny i czuły. Nigdy nie zachowywał się w ten sposób – przynajmniej nie w tak dużym nasileniu. Zaczęłam nawet podejrzewać, że ma coś na sumieniu. Zawsze był nieco chłodny, ale uważnie serdeczny w stosunkach z innymi. Tylko czasami bywał naprawdę okrutny, kiedy ktoś go wkurzył. Wtedy potrafił rzucić kimś o ścianę i poprawić drewnianą nogą, oderwaną od stołu. Przyglądałam się mu z uwagą. Gdybym go nie znała, uznałabym, że to uosobienie wszystkiego, czego pragnie dziewczyna od chłopaka – czuły, opiekuńczy i twórczy. Jednak miałam szczęście, albo też nieszczęście, przyjrzeć mu się bliżej i wiedziałam, że ciągną się za nim smugi dymu, narkotyków i alkoholu. Chociaż zarzekał się, że nie bierze już heroiny, wiedziałam, że czasem jego wzrok jest za bardzo rozbiegany jak na jego żywiołowość. Martwiłam się o niego. Nie mogłam pozwolić, żeby sytuacja ze szpitala się powtórzyła. Jedynym pocieszeniem było to, że nie miał za dużo kasy przy sobie - większość jego honorarium nadal trzymałam u siebie. Chyba był zadowolony z takiego stanu rzeczy. Gdyby miał gorszy dzień, mógłby wszystko przepuścić na używki. Teraz mam przynajmniej pewność, że kupi za to sprzęt albo ciuchy. Jedno i drugie było mu potrzebne w trybie doraźnym. Muszę go zaciągnąć do sklepu... Nagle dotarła do mnie jedna prawda i przytłoczyła do ziemi niczym kilkutonowy kamień – byłam dla niego ważna. Nie w taki sposób, w jaki byli dla niego istotni poboczni kumple czy spotkane na ulicy dziewczyny – łaskawie dzielił się z nimi swoją uwagą lub rozmową. Nie byłoby go tutaj, gdyby traktował mnie jak każdą inną. Z opowieści chłopaków wysnuwał się obraz, że każdą zostawiał nad ranem samą, często bez grosza przy duszy i kompletnie nie wiedzącą, gdzie jest. Ze mną było inaczej - cały czas tu był... Gdzieś w głębi serca poruszyły się nieznane mi trybiki i zaczęły snuć melodie w rytm jego gitary. Na wpół leżał, oparty o poduszki. Twarz niemal w całości zakrywały mu włosy – widać było tylko pełne usta i kawałek nosa. Miałam szczęście. Cholerne i wielkie szczęście, że na niego trafiłam. Nie zawsze było nam tak miło i słodko, ale nie żałowałam żadnej chwili z nim. Obnażony do pasa, nie zwracał uwagi na moje spojrzenie – albo nie chciał zwracać uwagi. Mięśnie rysowały się lekko pod ciemną skórą. Prześlizgnęłam się po tatuażu na ramieniu, który przedstawiał komiksowego chłopaka z pejczem okręconym wokół nadgarstka i mającego różę włożoną za ucho. Nigdy nie wiedziałam, skąd wziął się pomysł na ten projekt. Był już na jego skórze, gdy go poznałam - może był to jakiś niemiły epizod z przeszłości albo skutek pijanej nocy i przypadkowego trafienia do salonu tatuażu - nie mam pojęcia. Miał najbardziej męskie dłonie, jakie widziałam – duże, szerokie i ciepłe. Zawsze lubiłam być blisko niego - rozgrzewał każdy kawałek ciała, z którym się stykał - dosłownie. Wykorzystywałam go trochę jako piecyk w zimne noce, ale chyba się nie domyślił. Jego palce nie ustawały w walce o dźwięk. Poruszał nimi szybko i z wprawą, pracując zapewne nad nowym utworem. Tworzył w najdziwniejszych miejscach. Ostatnio nakryłam go w łazience, w której spędzał już drugą godzinę, na wpół zaniepokojona o stan jego żołądka, a na wpół zmuszona szantażem przez mój pęcherz. Okazało się, że pisał tekst piosenki i, jak tłumaczył mi z niewinną miną, zapomniał gdzie jest. Szaleniec... Kątem oka zauważyłam jego kowbojki rzucone w kąt - zawsze rzucał gdzieś ubrania, a potem szukał ich godzinami, przeklinając pod nosem. Skórzany materiał opinał szczupłe nogi. "Może on jednak choruje?" Przebadali go dokładnie, kiedy był w szpitalu, ale nic nam nie powiedzieli. On też milczał. Był boso – często przechadzał się tak po domu. W końcu trafi na stłuczone szkło i zakończą się jego wędrówki w poszukiwaniu pierwotnych instynktów. Stłuczone szkoło... Miał naprawdę dziwne hobby - kiedy kończył pić z butelki, zawsze szedł za dom i roztrzaskiwał je o mur. Może pomagało mu to w walce z gniewem, ale nigdy nie mogłam odwieść go od zakończenia istnienia kolejnej szklanej ofiary. Już wielokrotnie przyjeżdżała tu policja i mówiła, że sąsiedzi narzekają na hałas. On potakiwał, obiecywał poprawę, a kiedy odjeżdżali, znów wracał do swojej zabawy. Wzruszyłam się, że wybrał mnie. Jego ciało było idealne, żebym się do niego przytuliła. Usta skrojone na moją miarę i wgłębienie tuż pod szyją, bym mogła się tam oprzeć. Jego dłoń dokładnie pasowała do mojej. To był dla mnie fenomen, zakrawający na udział kosmitów. "Przecież to niemożliwe, żeby dwie osoby byly do siebie tak pasujące. Prawda?". Między lokami zauważył moje rozmyślania. Podniósł się i przesunął bliżej mnie. Mięta i dym… Jego oczy – czekoladowe, niemal czarne, z ogniem płonącym przez cały czas. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby zgasł – taki lub inny zawsze tam był, wznosząc się do czarnego horyzontu tęczówki. Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło, delikatnie muskając moją skórę. Uwielbiałam jego dotyk - czuły, a jednocześnie stanowczy. Mogłam się w nim roztapiać przez długi czas... - Dzień dobry – szepnął. Odszukałam jego dłoń i splotłam swoje palce z jego. Dziwiło mnie zawsze, jak przystojny był – w swój diabelski i niebezpieczny sposób. Pocałował każdy opuszek z osobna. To było takie… słodkie. Ujarzmiał w sobie kilka natur i żywiołów – drapieżność i czułość, okrucieństwo i opiekuńczość, nienawiść i miłość. Cienka granica oddzielała wszystkie te uczucia. Było to jednocześnie przerażające i zmysłowe - balansowanie na linie nad przepaścią, bez zabezpieczeń. Przeczesałam dłonią jego skudlone loki, zgarniając je ze smukłej twarzy. Były tak miękkie i puszyste, że mogłabym to robić cały dzień. Zupełnie jak poduszka... Dotknęłam przez przypadek kciukiem jego skórę – gruba, ale aksamitna w dotyku. Musnął moje usta. Przyciągnęłam go bliżej, czułam jak się uśmiecha. Zatańcz ze mną... Zmieniłam się przez niego, ale on chyba też. Oddał mi część swojej osobowości w zamian za część mojej. Nie byłam już tak zagubiona i nieśmiała jak kiedyś - pewnie stawiałam kroki, patrząc ludziom prosto w oczy. Podobała mi się ta kontrola sytuacji, nikt nie mógł mnie zaskoczyć, bo zawsze pierwsza atakowałam. On natomiast okiełznał część swoich popędów i pracował nad sobą. Przerwał na moment. Na jego twarzy malowało się skupienie, a w oczach toczyła się walka. Spojrzał na mnie z bólem. - Poddaję się – szepnął. Zaczynałam być zaniepokojona. Coś się stało i nie powiedział nam o tym od razu. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się, co mogło się wydarzyć. - Dłużej nie wytrzymam grać twardego – zawierciłam się niecierpliwie na swoim miejscu. Jeśli zebrało mu się na wyznania, to musi być coś poważnego. - Kocham cię… - zatkało mnie. Pierwszy raz… Niepewnie na mnie zerknął, chyba mu ulżyło. Mój umysł zmienił się w miękką i łagodnie falującą plazmę. "Czy to dlatego tak się martwił?" Zaśmiałam się z ulgi. Nie mogłam uwierzyć, że w końcu to powiedział. "On to powiedział!" Poczułam się, jakbym szybowała, nagle wolna od ciężaru istnienia. - Ja też cię kocham i nie udawaj, że nie wiedziałeś – pocałował mnie gwałtownie. Był w tym jakiś pośpiech i zniecierpliwienie. „Zawsze dostajesz to, czego chcesz, prawda?”. Zadzwonił telefon. Jęknął w moje usta. - Nie odbieraj – zamruczałam, wplatając się w jego ramiona. "Nie przestawaj ani na moment, bo kiedy to zrobisz, znów będziesz grzeczny". Przez chwilę się wahał, ale sturlał się szybko z łóżka i odebrał. Przez chwilę potakiwał zaskoczony. Odłożył słuchawkę, zakładając buty. - Wybierasz się dokądś? – zapytałam, wtulona w poduszki. Było mi przyjemnie, a z serca promieniowało ciepło. W jego spojrzeniu zamigotała czułość i na chwilę przerwał ubieranie. Pocałował mnie lekko. - Idziesz ze mną. Masz dziesięć minut na przygotowanie, inaczej Derek rozszarpie mnie na strzępy i nie będziesz miała już maskotki do całowania – zerknął pod łóżko w poszukiwaniu koszulki. - Na stojaku – mruknęłam, zakładając spodnie. Uśmiechnął się, wdzięczny i założył gitarę na plecy. Spojrzał na mnie z wyczekiwaniem, wkładając dłonie do kieszeni spodni. - Zjemy u niego. Zapomniałem o próbie i teraz wszyscy są na mnie wściekli. To twoja wina, rozpraszasz mnie – uśmiechnęłam się z wyższością, prowokacyjnie przesuwając palcem po jego torsie, gdy mijałam go w drzwiach. "Co ty nie powiesz? Teraz to ja jestem ta zła, tak?". Złapał mnie w pasie, zostawiając mi niebezpiecznie mało miejsca na manewr. Tak naprawdę nie dał mi żadnego miejsca - czułam, że każdy centymetr mojego ciała styka się z jego. - Podobno są na ciebie wściekli – zauważyłam z rozbawieniem, łapiąc oddech między pocałunkami. - Niech się jeszcze trochę powściekają. Wyjdzie im to na zdrowie – zamruczał, wpijając się w moje usta. I to by było na tyle z naszego wyjścia. Zawsze tak było – zrobiłam o jeden krok za dużo do przodu, a już to wykorzystywał. Zachowywał się jak drapieżnik, który tylko czeka na okazję, żeby mnie dorwać w ramiona i wymemłać z ostatniej emocji. Jakoś nie byłam w stanie mieć mu tego za złe... “I'm a cold heartbreaker Fit ta burn and I'll rip your heart in two An I'll leave you lyin' on the bed with your ass in the air I'll be out the door before ya wake It's nuthin' new ta you 'Cause I think we've seen that movie too”



        Dedykacja: Łukaszowi - za wspieranie mnie w moim rockowym szaleństwie i pozwalania, by ogarnęła mnie gorączka bezsennych nocy letnich.

Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 28.07.2010r.

1     

Mozzie Użytkownik wpmt 28 07 2010 (15:57:51)

Użytkownik ocenił pracę na 6

No cóż, z jednej strony twórczo coraz bardziej się rozwijasz, a z drugiej, w żadnej części nie znalazłam tak wielu literówek. W hierarchii wartości wyżej postawię oczywiście to pierwsze, drugie to taka drobna uwaga, żebyś nie osiadła na laurach, skoro takie błędy rzeczywiście znalazłam, bo samych "ochów" i "achów" od góry do dołu być nie może ;p Nie no , żart, naprawdę było tego dużo i do tego trochę błędów interpunkcyjnych, ale przejdźmy już do tego, co ważniejsze - do treści. Jak już wspomniałam wcześniej - rozwijasz się. Zabawne i żywe dialogi oraz barwne opisy, czym jako pisarka, po raz kolejny podbiłaś moje wrażliwe czytelnicze serce :) Z jednej strony widać odmianę Smasha, a z drugiej tą, dotyczącą Ann - bardziej się rozleniwiła, jest bardziej pewna siebie, żądna wyzwań, szczęśliwa, najwyraźniej to małżeństwo dobrze na nią działa. Z minusem :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(43): 43 gości i 0 zarejestrowanych: