warto go przeczytać
Tak zimno mi tej nocy… Podwinęłam nogi pod brodę, oplatając je ramionami. Pogładziłam miejsce obok mnie – chłodne i puste. Zacisnęłam mocniej powieki, starając się nie rozpłakać. Dlaczego akurat wczoraj musieli mieć koncert tak daleko…? Widziałam, jak bardzo się cieszyli, jak bardzo byli podekscytowani. Nie chciałam jechać, stwierdziłam, że nie jestem im potrzebna. Derek długo się ze mną kłócił, w końcu przekonałam go, że moje miejsce zajmie bardziej doświadczony Dick, który zna się na oświetleniu i nagłośnieniu. Jak bardzo tego żałuję. Miałabym chociaż świadomość, że On jest w tym samym miejscu, co ja. I że nic mu nie jest. Za każdym razem, gdy wyjeżdżali, bardzo się bałam. Byli wybuchowi, a tam gdzie jechali, to nie było już ‘ich’ miasto. Ann, uspokój się dziewczyno!
Smash i Derek są razem, nic im się nie stanie. Wmawiałam to sobie, od kiedy tylko ich bus zniknął za horyzontem. Wrócą dziś w nocy, może dopiero przed świtem. Izzy dzwonił rano, że wszystko z nimi w porządku, koncert był świetny, choć nawalały wzmacniacze, napomknął, że muszą kupić w końcu nowe i chcą się jeszcze pokręcić po mieście. Chociaż on jeden ma głowę na karku i chyba nawet nie był pijany. Co do stanu pozostałych nie byłam pewna. Nienawidziłam się za to, że robiłam za ich matkę, ale nie mieli chyba nic przeciwko. Może nawet byli zadowoleni, że ktoś inny pilnuje codziennych spraw, a oni mogę się skupić na muzyce.
Usiadłam na łóżku, niepewna co zrobić. Nie zasnę – to jasne jak słońce. Przez chwilę rozważałam wyjście do pubu, ale odrzuciłam tę propozycję. Nie miałam teraz ochoty spotykać się z ludźmi, którzy wymagają ode mnie ciągłego zainteresowania i uśmiechu. Rozejrzałam się po pokoju – wszystko było skryte w lekkim półmroku. Ledwo zarysowywały się kanty i kształty przedmiotów. Ktoś bardziej bojaźliwy bałby się tu być, ale dla mnie nie miało to wielkiego znaczenia.
Gitara – zostawił ją tu wieki temu. Stwierdził, że skoro ma już nową, w rzeczywistości tak starą jak poprzednia, może mi dać tę, gdybym chciała się pouczyć. Czule zarysowałam jej krzywiznę i poczułam delikatny dreszcz. To samo muszą czuć chłopaki na scenie – przejęcie, pasja. Niepewnie uchwyciłam gryf, podciągając ją na kolana. Mimo, że porysowana i wysłużona, była piękna. Klasyczny Les Paul Gibson. Podłączyłam ją do wzmacniacza wielkości dłoni i przykręciłam głośność na minimalną wartość. Dotknęłam nieśmiało strun – wydała z siebie cichy pomruk napięcia. Starałam sobie przypomnieć wszystkie chwyty, jakich uczył mnie kiedyś Derek – pustka. Świetnie… Nagle do głowy przyszła mi snująca się ballada, którą Izzy napisał dla swojej ówczesnej dziewczyny. To był najlepszy utwór, jaki stworzyli, całkowicie odmienny od ostrych rockowych riffów, jakie mieli zazwyczaj w repertuarze. Nieśmiało szarpnęłam struny w rytm. Słodki dźwięk potoczył się falą po pokoju. Zadrżałam. Trochę pewniej grałam dalej, choć nie był to szczyt marzeń. Nie dorastałam do pięt ani Izzy’emu, ani Smash’owi. Temu drugiemu pewnie nawet nie do ziemi, po której chodził. Gdzieś w głębi siebie chciałam, żeby tę piosenkę usłyszał On i wrócił, w tajemniczy sposób znalazł się przy mnie. Popadałam w banał. Co się ze mną dzieje? Przełykając łzy, zanuciłam słowa.
If the world would end today
All dreams we've had would all just drift away
You know there's nothing more to say
If the world would end, our love slipped away
I never thought all the love I was looking for
Could ever be so close to me
You're the only one I have ever loved, that has ever loved me
And now you've got the best of me
Zacisnęłam dłonie na gryfie. Pogodziłam się z tym, że popłynęły łzy. Mogę sobie pozwolić na chwilę bezradności. Wiedziałam, że kiedyś mnie zostawi. Nie marzyłam nawet, że będzie ze mną dłużej niż miesiąc. Może dwa. Taki już był i nic nie mogłam poradzić na jego naturę. Zdradzał, bo lubił widzieć rozpacz w oczach dziewczyn. Bawiło go, kiedy porzucał. Półczłowiek, półbestia. Pozostało mi tylko cieszyć się z tych ostatnich chwil, które mi wyznaczył i chłonąć jak najwięcej jego mrocznego światła. Miałam tylko nadzieję, że starczy mi go na tyle, bym nie zdążyła zgasnąć w jego obecności. Był jakby postacią mistyczną, komiksową - nie można było uwierzyć, że on jest naprawdę. Otarłam łzy wierzchem dłoni. Pociągnęłam kilka razy po strunach – kochałam ten dźwięk, tą plątaninę chwytów, która wprawiała każdego w ekstazę.
Shed a tear 'cause I'm missin' you.
I'm still alright to smile.
I think about you every day now.
Was a time when I wasn't sure,
but you set my mind at ease.
There is no doubt
You\'re in my heart now.
Obiecałam sobie nie płakać już więcej. Skuliłam się tylko, przyciskając do siebie gitarę i łkając cicho. Jeśli chcesz mnie porzucić, odejdź po cichu. Nie chcę widzieć jak wychodzisz i mieć świadomość, że już nigdy nie będzie jak teraz. Nie wiem, ile czasu tak leżałam, ale gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami, nie miałam siły się podnieść. Bezbronna i narażona na ciosy. Usłyszałam skrzypnięcie zawiasów.
- Ann? – usłyszałam troskę w jego głosie. Pogładził mnie po włosach i przyglądał się badawczo mojej twarzy – pewnie rozmazałam tusz do rzęs.
- Czy ktoś ci coś zrobił? – spytał z napięciem z głosie. Pokręciłam przecząco głową, chyba mu ulżyło.
- No już siadamy, nie możesz się w takim stanie pokazać swojemu księciu – delikatnie postawił mnie do pozycji siedzącej, a ja wbrew sobie wybuchłam znów płaczem. Spojrzał na mnie ogłupiały, ale po chwili pokiwał głową chyba rozumiejąc.
- Smash! – krzyknął, przeciągając samogłoskę. Wyszedł z pokoju, stukając obcasami kowbojek. Szybko wytłumaczył coś chłopakowi i zatrzasnął drzwi wyjściowe. Odłożyłam gitarę na kołdrę, delikatnie muskając jej gryf. W drzwiach stanął ciemnowłosy – nie wiem dlaczego, ale zawsze wyglądał idealnie. Czarna koszulka opadała na jasne jeansy wpadające do skórzanych, wysokich butów. Coś rozczuliło mnie w tym obrazku tak, że znów poczułam łzy na dnie oczu. Nic mu się nie stało, był cały i zdrowy.
W jednej sekundzie znalazł się przy mnie. Usiadłam mu na kolanach, wczepiając się w niego jak kleszcz. Mocno objęłam jego szyję i splotłam nogi za jego plecami. Gładził mnie po plecach, uspokajając. Był nieco zdezorientowany, ale nie zadawał pytań.
- Jesteś – wyszeptałam, patrząc mu w oczy. Nie mogłam oderwać wzroku – żadnego zadrapania, przypalenia ani siniaków. Bez słowa pocałował mnie w nos. Duża, ciepła dłoń uchwyciła mój policzek, wtuliłam się w nią jak w kocyk.
- Właśnie dlatego miałaś jechać z nami – jego głos, tęskniłam za nim. Źle znosiłam jakiekolwiek rozłąki z kimkolwiek bliskim. Pocałował mnie – długo i słodko. Był tak ciepły jak zwykle. Mięta i dym…
Ta noc już nie była zimna…
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 25.07.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(29): 27 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii