Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Leszno
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- artykuły: 1
- proza: 72

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 307 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - LV" 08.11.2011
"Szukając ducha rocka - XLVII" 28.08.2011
"Szukając ducha rocka - XLV" 25.08.2011
"Szukając ducha rocka - XLII" 01.08.2011
"Szukając ducha rocka - XXXVII" 01.07.2011

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - XXVII" 05.12.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XLIV" 25.08.2011
"Szukając ducha rocka - XXXVII" 01.07.2011
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Szukając ducha rocka - VI

“How could she look so good (so good)
How could she be so fine
How could she be so cool
How could it be she might be mine”


Prawie nie widziałam przez tę przeklęte cebule. Izzy długo kłócił się ze mną, żeby zatrudnić ekipę cateringową, ale stwierdziłam, że nie powinni szastać pieniędzmi, kiedy wreszcie mają ich trochę więcej niż zwykle.

Mimo, że otworzyłam szeroko oczy na widok honorarium, natychmiast skonfiskowałam je Smash’owi i Izzy’emu. Już widziałam oczyma wyobraźni, jak cała suma odpływa wartkim strumieniem na pokładzie z alkoholem i narkotykami. Tak więc po tygodniu, kiedy w końcu przestali być na mnie źli, poszliśmy na spokojnie do sklepu muzycznego po instrumenty. Trzeba przyznać – tak zatartych gitar jak oni, nie miał chyba nikt w kraju. Wybrali sobie błyszczące nowością odpowiedniki starych – Les Paul’a Gibson’a i Yamahę. Zadowoleni, z gitarami i obładowani wzmacniaczami, wróciliśmy do kanciapy Derek’a.

Muszę uważać na palce, jeśli mi jeszcze miłe. Moja widoczność ukróciła się do 30 centymetrów, a policzki miałam całe mokre. Pociągnęłam nosem.
- Pomóc ci przy krojeniu? – aż otarłam łzy ze zdziwienia. Oto największy leniwiec kulinarny tego globu poświęca mi swoje cenne dłonie do siekania. Nie podobał mi się jednak wynik równania Smash + bardzo ostry nóż + tłum ludzi, którzy mogliby go teoretycznie wkurzyć.
- Mógłbyś pójść do sklepu po sos? Na śmierć zapomniałam, żeby go kupić – zamknęłam ukradkiem nogą szafkę, gdzie stało ich co najmniej pięć.
- Izzy na pewno mi pomoże, prawda? – blondyn już ubierał fartuch. Przez chwilę widziałam światło, które nie zwiastowało nic dobrego, po czym zgasło i ciemnowłosy wysunął się z kuchni. Westchnęłam z ulgą.
- Dbasz o niego – zauważył Izzy ze zdziwieniem, nie patrzył na mnie zajęty papryką. Uśmiechnęłam się lekko, zsuwając cebulę na skwierczącą patelnię.
- A co innego mi zostało, niż trzymanie go z dala od kłopotów – pokiwał ze zrozumieniem głową. Do kuchni wpadł zdenerwowany Razor. Nie spodziewałam się, że przyjdzie wcześniej niż godzinę po rozpoczęciu. Pokręcił się bączkiem po pomieszczeniu, po czym sięgnął do lodówki po piwo. Wyciągnęłam mu je z drżących rąk.
- Była umowa. Przed nic nie pijemy, dopiero na przyjęciu – zmrużył nienawistnie oczy, ale posłusznie usiadł na krześle przy stole. Schowałam jeszcze zimną butelkę do zamrażalki. Takiego zapasu nie powstydziłby się sam Rosjanin – cała lodówka aż się uginała od alkoholu. Wróciłam do swoich garnków, powoli kontrolując stan ich zawartości. Leczo prawie gotowe, sałatki na stołach, przekąski czekają na szafce, a zupa już się gotuje. Idealnie.
- Robaczki, nie chciałbym was poganiać, ale za piętnaście minut się zaczyna – czarnowłosy rozsiadł się wygodniej, szczerząc się w wyjątkowo przebiegłym uśmiechu. Izzy pokazał mu środkowy palec i wrzucił paprykę oraz pomidory do srebrnego półmiska.
- Weź proszę swoje inteligenckie cztery litery i zanieś to do pokoju – wcisnęłam mu wazę z potrawą, zanim na dobre zaczął protestować. Prychnął złowieszczo i wyszedł dumnie.
- Nie lubisz jak się ktoś kręci po kuchni, prawda? – jak on mnie dobrze znał. Czasem bałam się, że każdego umie przejrzeć na wylot. Jednak lubiłam go. Poklepałam go z wdzięcznością po ramieniu i przysiadłam na moment. Od rana byłam na nogach. Izzy dziwnie wyglądał w swoim rock’n’rollowym ubraniu i różowym fartuszku. Zaśmiałam się głośno – mogłam w końcu odreagować całe to zamieszanie. Do domu schodzili się już ich przyjaciele, by pogratulować podpisania kontraktu. Naprawdę był to tylko pretekst, żeby porządnie się nawalić. Spojrzał na mnie zaniepokojony, ale zaraz potem uśmiechnął się półgębkiem, chyba rozwiązując zagadkę, co wywołało u mnie ten wybuch.
- Idź się przebrać, mała. Przypilnuję interesu – mrugnął do mnie porozumiewawczo, co oznaczało, że będzie odganiać wygłodniałych kolegów z zespołu przed zbezczeszczeniem całodziennej harówki.

Uśmiechnęłam się wdzięczna za chwilę dla siebie. Zmęczona poczłapałam do swojego kąta w pokoju Derek’a. Weszłam pod prysznic, gdzie w końcu mogłam się odprężyć. Oparłam się o kabinę, zamykając oczy i z rozkoszą chłonąc dotyk pojedynczych kropli. Nigdy nie lubiłam znajdować się w centrum uwagi tak dużej ilości ludzi. Teraz Derek zapewnił mnie, że będę na każdym koncercie. Wytarłam się szybko, wciągając na siebie najlepszą sukienkę z czarnego jedwabiu. Miałam wątpliwości, co do jej długości - sięgała ledwie za pupę. Wygrzebałam z szafy szpilki, które wydawały mi się najbardziej odpowiednie. Upięłam włosy w kok, by kilka pasem opadało na twarz. Założyłam standardowy zestaw biżuterii i nieco mocniejszy makijaż. Przejrzałam się w lustrze – gdyby Lukas mnie widział, wydziedziczyłby mnie. Jedyne z czego byłam zadowolona, to z wyglądu nóg, wydawały się sięgać do nieba. Ann dasz radę. Zamknęłam oczy i kilka razy głęboko odetchnęłam. Zeszłam na dół, zbiegając po schodach. Moja zupa! Przyciągnęłam spojrzenia kilku chłopaków, którzy gawędzili przy drzwiach, ale wpadłam jak przeciąg do kuchni, nie zwracając na nich uwagi. Izzy stał leniwie oparty o kuchenkę i śmiał się z czegoś, co powiedział mu Smash. Rozgarnęłam ich szybkim ruchem, wylewając makaron na cedzak. Odetchnęłam z ulgą – nie przypaliło się. Spojrzeli na mnie, jakby mnie pierwszy raz widzieli na oczy.

- Wyglądasz … nieźle – zaśmiał się zdziwiony Izzy. Odgarnęłam niecierpliwie kosmyk, wpadający mi do oczu.
- Dzięki – chciałam wyciągnąć makaron na talerz, ale przeszkodził mi blondyn.
- My to zrobimy, zniszczysz sobie sukienkę – popatrzyłam na nich, nie wiedząc, kogo mam przed sobą, ale przytaknęłam i obserwowałam, jak sobie radzą. Szło im całkiem sprawnie. Smash szepnął coś do chłopaka i przysunął się do mnie. Wyglądał zabójczo – czarne kowbojki wsunięte do skórzanych spodni, na które opadała biała koszulka z podwiniętymi rękawami. Cylinder kołysał się jak zwykle na poskręcanych włosach. Przystanął bardzo blisko mnie, niemal stykaliśmy się nosami. Uśmiechnął się najpiękniejszym ze swoich uśmiechów, moje serce wykonało nieplanowany przewrót. Szurnął nosem po mojej linii szczęki, głęboko zaciągnęłam się jego zapachem – pachniał niezwykle zmysłowymi perfumami. Chociaż i tak wolałam jego codzienny aromat.
- Wyglądasz prześlicznie – od serca promieniowało mi ciepło, które niemal paliło mi wnętrzności. Pocałował mnie w czoło - zamknęłam oczy w pełni się tym rozkoszując. Jeśli mogłabym zamknąć tę chwilę w butelce, byłaby to najcenniejsza rzecz, jaką posiadam. Nie spodziewałam się, że to zajdzie dalej. Smash nigdy nie wydawał się kimś specjalnie uczuciowym i romantycznym. Zaskoczył mnie już nieraz gwałtownymi przypływami czułości. Musnął moje usta i świat się roztopił. Przyciągnęłam go bliżej i poczułam jego ciepło. Słodki Jezu, jak on potrafił całować. Gdziekolwiek się tego uczył, chętnie bym się tam zapisała. Jego włosy załaskotały mnie w nos i zachichotałam przy jego ustach. Spojrzałam mu w oczy – płonął w nich ogień, całkiem inny od tego, który zawsze tam był. Nie ma śladu wściekłości, tylko pożądanie. Nie chcąc kusić losu, odsunęłam się nieco – to nie jest doby moment na długie momenty sam na sam. Mruknął niezadowolony, ale przytuliłam go do siebie szybko i wróciłam do misek i talerzy, nie pozwalając mu złapać mnie po raz kolejny.
- Chodźmy, bo zaczną zjadać ściany i sprzęty – uśmiechnął się, biorąc ode mnie wazę z zupą. Wyszedł swoim nieco chwiejnym krokiem do sali. W wąskim przejściu zobaczyłam cały pokój ludzi. Szykuje się długi wieczór – obciągnęłam sukienkę i poprawiłam włosy. Z przyklejonym uśmiechem, z talerzem w rękach, wyszłam gotowa na wszystko…



        Dedykacja: Duff\'owi za szarpanie strun mojego nadwyrężonego serca, które potrafi wygrywać melodię o jakich nie marzyłam

Ocena: 5
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 24.07.2010r.

1     

Angelika596 16 01 2011 (12:45:53)

"Kobiety są najlepszymi szewcami. Z każdego kozaka zrobią pantofla". I dokładnie to robi Ann ze swoimi przyjaciółmi. Niestroniący od alkoholu i innych używek, twardzi muzycy nagle chcą pomagać, gotować i wyręczać ją we wszystkim. Szczerze, to trochę jej nawet zazdroszczę :) Ann również mnie mile zaskoczyła. Jednak nie jest tylko zbuntowaną nastolatką, ale potrafi zachowywać się dopilnować i w dodatku pilnuje pozostałych. Plus dla niej. W dodatku ten odcinek ma w sobie wiele humoru.

Angelika596 16 01 2011 (12:45:52)

"Kobiety są najlepszymi szewcami. Z każdego kozaka zrobią pantofla". I dokładnie to robi Ann ze swoimi przyjaciółmi. Niestroniący od alkoholu i innych używek, twardzi muzycy nagle chcą pomagać, gotować i wyręczać ją we wszystkim. Szczerze, to trochę jej nawet zazdroszczę :) Ann również mnie mile zaskoczyła. Jednak nie jest tylko zbuntowaną nastolatką, ale potrafi zachowywać się dopilnować i w dodatku pilnuje pozostałych. Plus dla niej. W dodatku ten odcinek ma w sobie wiele humoru.

Groszek 25 07 2010 (15:53:57)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Przepraszam, jeszcze ocena :) Z plusem oczywiście.

Groszek 25 07 2010 (15:53:30)

No cóż, nie pomylę się na pewno, stwierdzając, że jest to najlepsza część tego opowiadania. Technicznie jest niemal bezbłędnie, oprócz dwóch fragmentów, które prawie to zepsuły:
"Założyłam standardowy zestaw biżuterii i nieco mocniejszy makijaż." - co do zakładania biżuterii, okey, ale zakładanie makijażu brzmi bardzo niepoprawnie.
"Zeszłam na dół, zbiegając po schodach." - to w końcu zeszła czy zbiegła? No bo wiesz to nie są takie same czynności i brzmi to trochę głupio.
Merytorycznie jest wspaniale. Operujesz coraz piękniejszym kanonem słów, tworząc cudowny obraz w głowie czytelnika. Oczywiście wszystko jest niezwykle płynne, a także ciekawe, dlatego bardzo łatwo i szybko mi się czytało. Szczególnie ta końcowa wypowiedź Smash'a mnie rozbroiła. W ogóle jest on tutaj taki szarmancki, czuły i kochany, aż miło czytać o tym, jak miłość do Ann go zmienia, chłopak wyraźnie stara się ją zatrzymać przy sobie, może tak strasznie boi się, że ją straci...? Kto wie... No cóż, kończę mój wywód i stawiam 5 z plusem na wyróżnienie poprawy, jaka zaszła. Dziękuję, że wzięłaś sobie moje rady do serca i starasz się polepszyć swój styl, a także dopracować opowiadanie.

Ironiczna 25 07 2010 (00:50:50)

Użytkownik ocenił pracę na 5

To moja pierwsza poprawiana praca i aż czuję ten wspaniały dreszczyk emocji. Dobra, dobra, już nie gadam, tylko zabieram się do roboty!
Styl masz ciekawy, poprawny. Znalazłam tylko jedną literówkę, jednak mogę tylko komentować, więc niedługo zostanie to poprawione przez kogoś innego.
Nie czytałam innych części, ale w pełni mnie zainteresowałaś. Już sam tytuł dał mi wiele do myślenia, jako, że jestem fanką rocka.
Narratorka Ann najwyraźniej wkracza w ciekawy etap znajomości - miłość. Jej koledzy: Smash i Izzy są barwnymi postaciami, które dobrze działają na wyobraźnię.
Tworzysz dobre opisy i widać, że umiesz zaciekawić czytelnika. Intrygujesz ostatnim wydarzeniem. Kto wie, co będzie z miłością Ann i Izzy'ego.
Ann wydaje się trochę takim kaczątkiem. Z tego, co mi się wydaje, dawniej nie była zauważana w sensie kobiety, dopiero teraz, kiedy włożyła sukienkę z czarnego jedwabiu, zwrócono na nią uwagę.
Dialogi są naturalne, bohaterowie jak najbardziej realistyczni. Nie pozostaje mi nic innego jak wystawić ci zasłużoną piątkę.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(30): 28 gości i 2 zarejestrowanych: exother, Mii

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl