warto go przeczytać
Cars are crashin´ every night, I drink n´ drive everything´s in sight
I make the fire, but I miss the firefight
I hit the bull´s eye every night
- Specjalizuję się w… yy… hm.. Derek w czym ja się specjalizuję? – spojrzał na kolegę z zagubieniem w oczach, zamarły z dłonią w uścisku producenta.
- Smash, grasz na gitarze prawda? Jesteś najlepszy – Derek pokiwał z pożałowaniem głową.
- Właśnie. Jestem gitarzystą! – uśmiechnął się promiennie, potrząsając dłonią Jacka Micka. Widać było, że mężczyzna jest zdezorientowany. Jego mina wyrażała, że nie jest przygotowany na spotkanie z taką grupą.
Gdybym widziała ich po raz pierwszy, pewnie też tak bym się czuła. Piątka chłopaków, każdy miał inny kolor włosów, a niektórzy nawet dwa. Byli jakby wyjęci ze śmietnika – w pogniecionych ciuchach. Znalazłam plamkę na koszuli Michaela i pośpiesznie zakryłam ją kamizelką. Basista popatrzył na mnie z wdzięcznością – nigdy nie miał głowy do tego typu spraw. Cieszyło mnie tylko, że przynajmniej dwoje z nich są całkowicie trzeźwi. No, prawie całkowicie trzeźwi. Reszta albo wciągnęła działkę przez studiem z nerwów, albo wierci się na miejscach, rozglądając się za czymś mocniejszym do picia. Nagle poczułam się kompletnie nie na miejscu, gdy producent podszedł do mnie z wyciągniętą dłonią. Uśmiechał się widząc chyba, że jestem najbardziej zbliżona do standardów dorosłych. Zarumieniłam sięn nie wiedząc, co powiedzieć.
- A kim jest ta osóbka? – spytał, patrząc uważnie na Derek’a.
- To Ann, nasza chórzystka, pomaga nam w stylistyce i przy tworzeniu piosenek – powiedział bez zająknięcia. Niemal opadła mi szczęka – ja chórzystką? Spojrzałam na niego zszokowana, a Jack potrząsnął moją dłonią, usatysfakcjonowany. Derek bezgłośnie powiedział ‘wpadłaś’, po czym uśmiechnął się swoim cwaniackim uśmiechem. Będę musiała z nim poważnie porozmawiać. Usiadłam więc posłusznie obok Smasha, wiedząc, że w razie kłopotów to jego trzeba będzie uspokajać najpierw. Uśmiechnął się leniwie i oparł głowę o moje ramię. Cylinder obracał wolno w palcach, obserwując odblaski na gwiazdach przy podstawie. Producent spojrzał na nas wymownie, po czym pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Przygotowaliśmy dla was umowę, która mam nadzieję dotarła pocztą – uniósł brwi, skupiając się na Derek’u, który robił dla niego za lidera. Ten skinął twierdząco. Przesunął plik kartek ku mężczyźnie. Przebiegł wzrokiem po kartkach i zmarszczył brwi przy podpisach. Potrząsnął jednak głową i uniósł wzrok.
- A gdzie twój podpis? – zwrócił się do mnie. Wierciłam się w swoim fotelu. Przysunął mi długopis. Spojrzałam kontrolnie na Dereka, który niemal niezauważalnie skinął głową. Nakreśliłam szybko moje imię i nazwisko. Naprawdę nie wiem, dlaczego moje pismo zawsze było tak strzeliste. Nie zawracaj sobie tym teraz głowy – masz poważniejsze kłopoty.
- W takim razie myślę, że formalności mamy już za sobą – producent uśmiechnął się z ulgą, że ma to już za sobą. Wyciągnął jakąś dużą kartkę i skontrolował czy to na pewno ta.
- Proszę, tu jest adres miejsca waszych prób i studia nagraniowego. Mam nadzieję, że się jakoś pomieścicie. Och zapomniałbym, wasza zaliczka – dołożył jeszcze sześć czeków. Wszystko podał Derek’owi, który nadal spokojnie siedział na swoim miejscu z delikatnym uśmiechem.
- Będę w kontakcie z producentem nagrań – dodał bardziej jako przestrogę niż informację. A właściwy wydźwięk tej wypowiedzi brzmiał: ‘jeśli coś schrzanicie, bójcie się o wasze tyłki’.
- Dziękujemy panie Mick – Derek wstał jako pierwszy, co spowodowało, że cała reszta podniosła się, zaalarmowana. Usłyszałam dźwięk tarcia skóry o skórę i niemal się skrzywiłam. Producent uścisnął wszystkim dłonie, moją trzymając wyjątkowo długo. Gdy zaniepokojona odwróciłam wzrok, jego spojrzenie przeszyło mnie na wskroś.
- Opiekuj się nimi, moja rodzynko i przypilnuj nagrywania, bo może być niemiło – skinęłam nerwowo głową, wyswabadzając się z uścisku. Smash patrzył na mężczyznę wzrokiem, który ścinał krew w żyłach, tak jak gepard obserwuje swoją ofiarę, nie spodziewającą się ataku. On nie potrzebował zbyt wielu pretekstów, by wszcząć bójkę. Dotknęłam jego ramienia. Wszyscy przyglądali się tej scenie z niepokojem. Dopiero gdy Izzy pociągnął go od tyłu za kurtkę, odwrócił wzrok. Przyciągnął mnie do siebie i ciasno otoczył ramieniem. Szedł tak szybkim krokiem, że reszta nawet nie drgnęła, kiedy wyszliśmy na korytarz.
- Smash… - zaczęłam, ale bałam się skończyć, widząc jego wściekłe spojrzenie. Gdyby mógł, miotałby teraz błyskawicami. Przytuliłam się do niego mocniej. Zaczerpnął głęboko powietrza i westchnął wprost w moje włosy. To nie mogło się tak łatwo skończyć, zawsze był wkurzony co najmniej przez godzinę. Chwilowo spokojna o jego emocje, przystanęłam. Gdy na mnie spojrzał wydawał się normalny, ale złość czaiła się gdzieś między iskrami w jego oczach.
- Poczekajmy na resztę – w ramach odpowiedzi oparł się plecami o ścianę, uderzając o nią, niezbyt delikatnie, głową. Cylinder spadł na ziemię. Podniosłam go, niecierpliwym ruchem strzepując kurz.
- Co ty robisz? Jeśli chcesz, żebyście wyrwali się z tego śmietnika, to lepiej się opanuj i zostawiaj energię na wieczór. W ramach przypomnienia - potrzebują cię, a wieczorem macie koncert. Nikomu nie pomoże twoja odsiadka w kiciu. Jesteś gitarzystą, może nawet jednym z najlepszych i nikt nie pozwoli ci tego sknocić. A więc bądź dobrym kumplem i postaraj się zachowywać jak należy chociaż teraz, kiedy ktoś chce was wypromować, potem możesz dalej być dupkiem dla wszystkich – zasunęłam mu cylinder na głowę, wkładając w to nieco za dużo siły. Patrzył na mnie, jakby w ogóle nie spodziewał się tych słów. Byłam na niego tak wściekła, że w tak ważnym momencie nie potrafił… Uch! Chciałam odejść, ale złapał mnie za ramię. Nadal patrzył na mnie, nie rozumiejąc. Wyrwałam dłoń i mocno stawiając kroki, wyszłam z budynku. Pieprzeni rockowi gwiazdorzy…
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 24.07.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(29): 27 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii