warto go przeczytać
„Today was gonna be the day
But they\'ll never throw it back to you
By now you should\'ve somehow
Realized what you\'re not to do
I don\'t believe that anybody
Feels the way I do
About you now…”
Opadłam zmęczona na kanapę. Błądziłam wzrokiem po draperiach zasłon. „Po co to wszystko?” Potarłam twarz dłońmi, starając się przywrócić właściwy obraz rzeczywistości. Miałam nadzieję, że znajdę w nim rozwiązanie. Jednak po otwarciu oczu, wszystko było takie same. Świt przedzierał się przez strukturę materiału, próbując dosięgnąć moich oczu. Wyciągnęłam z kieszeni paczkę papierosów i zapaliłam jednego. Zaciągnęłam się… Wydmuchałam dym, nic nie robiąc sobie z zakazu palenia w pokojach. Nerwowo pogładziłam papierową powierzchnię…
Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. Zaciekawiona nadstawiłam uszu. Dopiero co przyjechaliśmy, prasa nie mogła nas tak szybko zwęszyć. Wstałam na chwiejnych nogach. Oparłam się o framugę, niezdolna do dłuższego wysiłku. Uchyliłam drzwi. Spojrzał na mnie spod rzęs wyraźnie zakłopotany. Otworzyłam szeroko drzwi, żeby mógł wejść do środka. Kiedyś musiał nastąpić ten moment. Może to nie jest odpowiednia pora, ale…
Usiadł na łóżku. Nie patrzył na mnie. Zgasiłam papierosa w popielniczce i spojrzałam na niego wyczekująco. Zmienił się. Z przerażeniem zauważyłam, że pociągał mnie jeszcze bardziej niż przedtem. Myślałam, ze to niemożliwe. Jednak wszystko, co się stało, sprawiało, że zachowywałam dystans. Nie chciałam wpaść w to jeszcze raz. Nie widziałam jego twarzy – zakrywały ją włosy, opadające splotami na ramiona. „Jak może istnieć cos tak idealnego fizycznie…” Rozprostował palce i położył dłonie na kolanach.
- Dlaczego uciekłaś? – starał się, by jego głos brzmiał jak najbardziej pewnie. Zaciekawiło mnie to. „Co chcesz ukryć…?” Nie doczekawszy się odpowiedzi, spojrzał na mnie. Brązowe oczy były twarde, ale kryły zagubienie.
- A dlaczego miałabym nie uciec? – odpowiedziałam pytaniem. Zmarszczył brwi. Usiadłam obok niego tak, że stykaliśmy się kolanami. Obserwowałam jego ciało, reagujące na moją bliskość. Było zabawne w swoim nieopanowaniu – automatycznie dopasowało się do mojego.
- Myślałeś, że wrócę, kiedy tylko znudzisz się Mandy? – czułam chłód wibrujący w głosie. Miałam ochotę go zranić, ale nie tak mocno jak kiedyś. Jego wzrok był pełen bólu, widziałam, że jest na krawędzi. Potrzebował mnie i do niego przyszłam. A potem wyrzuciłam jak zużytą zabawkę. Rozkoszowałam się przez chwilę tą celną metaforą, mając ochotę się roześmiać.
- Przepraszam, Ann… - zdziwiła mnie skrucha w jego głosie, która graniczyła niemal z desperacją. Musiał mieć kogoś przy sobie, inaczej by oszalał. Dotknął niepewnie mojej dłoni. Jego była ciepła i szorstka. Przypomniał mi te wszystkie czasy, kiedy nic nie było skomplikowane. Siedzieliśmy po prostu trzymając się za ręce i to wystarczało, żeby świat był piękny. „Gdzie to wszystko się schrzaniło?” Wiedziona instynktem splotłam moje palce z jego. Pożałowałam tego jednak, kiedy spojrzał na mnie czule z nadzieją czającą się w kącikach niepewnego uśmiechu.
- Mógłbym ci mówić, że nie wiedziałem, co robię. Kłamać, że to nie było nic ważnego. Zasługujesz na prawdę… To była czysta fascynacja fizyczna. Przyznaje – chciałem się na tobie odegrać. Chciałem, żebyś cierpiała, ale… To było bez sensu… Byłem głupi, że wybrałem alternatywę zamiast pełnego rozwiązania. Wybacz mi, proszę… - starał się znaleźć we mnie oparcie. Nie mogłam mu go dać. To nie był moment odpuszczenia win i odpukania w drewnianą ramę łóżka. Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek będzie taki moment.
“Because maybe
You\'re gonna be the one that saves me
And after all
You\'re my wonderwall…”
- Ann…? – łagodny głos przywrócił mnie do rzeczywistości. Spojrzałam na niego zdezorientowana, chyba na jakiś czas straciłam kontakt. W jego oczach była troska.
- Tak? – udowadniałam sobie, że jeszcze jestem wśród żywych. Zamrugałam kilkakrotnie oczyszczając pole widzenia z mgły i mroczków.
- Kocham cię… - zaskoczył mnie. Moje serce przez chwilę nie wiedziało, co ma zrobić. W końcu jednak z wahaniem wróciło do pracy. Zmarszczyłam brwi, widząc na jego twarzy czułość i niezmącone poczucie winy. To nie było naturalne. Wysunęłam dłoń z jego uścisku. Spojrzał na mnie zagubiony i zraniony.
„Backbeat the word was on the street
That the fire in your heart is out
I\'m sure you\'ve heard it all before
But you never really had a doubt
I don\'t believe that anybody feels
The way I do about you now…”
- Daj mi czas… Chcę to uporządkować... - nie patrzyłam na niego. Unikałam jego wzroku. Poczułam na czole łagodny pocałunek miękkich ust. Zignorowałam to. Tak jak zignorowałam ciche kliknięcie zamykanych drzwi.
„Czego ty oczekujesz, Ann? Że dasz mu sto zadań do wykonania przed północą, żeby odkupił swoje występki, a on je wykona na białym rumaku i w srebrnej zbroi? Pomieszały ci się bajki… Tu możesz go poprosić o dobry seks na zgodę, albo o kilka działek koki…”
“And all the roads we have to walk are winding
And all the lights that lead us there are blinding
There are many things that I would
Like to say to you
But I don\'t know how…”
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 08.11.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(29): 27 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii