warto go przeczytać
“Another summer day has come and gone away
In Paris and Rome, but I want to go home
Maybe surrounded by a million people, I
Still feel all alone, just want to go home
Oh I miss you, you know…”
Tak jak podejrzewałam, w drodze do hotelu chłodne powietrze wywiało z jego głowy wszystkie lubieżne pomysły. Wydawał się śpiący, jakby powrót do pokoju go zmęczył. Opierał się chwilę o framugę drzwi, kiedy szukałam w jego kieszeniach klucza. Świat musiał mu nadal wirować, ale po tak długim czasie chyba nie sprawiało mu to już przyjemności. Czuł się jakby dwudziesty raz wsiadał na kolejkę górką, tyle że nie z własnej woli. „Cierp, mój drogi. Jutro będziesz miał kaca wielkości tego miasta” – szarpnęłam klamkę i z trudem otworzyłam drzwi. Coś je blokowało od środka, więc naparłam mocniej. Zajrzałam za nie i zobaczyłam cały stos ubrań i innych rzeczy, które walały się na podłodze. Westchnęłam cicho. Chłopak chwiał się na nogach. Rozebrałam go, co przyjął z cichą wdzięcznością, i wpakowałam do łóżka. Położyłam na szafkę napoczętą wodę mineralną – przyda mu się i to wkrótce. Po kilku chwilach usłyszałam tłumione przez poduszkę pochrapywanie. Uśmiechnęłam się rozczulona, widząc jak niewinnie wyglądał. Zawsze mnie to fascynowało – na co dzień nie przypominał tego małego chłopca, którym stawał się, kiedy tylko zasypiał. Delikatnie odgarnęłam włosy z jego twarzy, żeby go nie łaskotały.
„And I\'ve been keeping all the letters that I wrote to you
They each were a line or two, I\'m fine baby, how are you
I would send them but I know that it\'s just not enough
My words were cold and flat and you deserve more than that…”
Rozejrzałam się po pokoju i miałam ochotę jęknąć. Śmierdziało tu alkoholem i dymem. Przykryłam go bardziej, jeszcze tylko tego mi brakowało, żeby się przeziębił. W sumie zespół nie potrzebował jego głosu, ale gitarzysta ze smarkami zwisającymi mu aż do gitary też chyba nie był szczytem oczekiwań. Zaśmiałam się w duchu, wyobrażając sobie zniesmaczoną tym widokiem minę Derek’a. Otwarłam okno, by chociaż trochę pozbyć się okropnego zapachu. Chłodne, nocne powietrze ucałowało moje nagie ramiona i popłynęło dalej, szukając kolejnych kochanków. Miasto powoli zasypiało po całonocnych imprezach. Oparłam się plecami o parapet. „Muszę tu trochę posprzątać” – odepchnęłam się niechętnie i zaczęłam zbierać ciuchy. Te, które nie nadawały się już do noszenia, wkładałam do kosza z brudami, który pewnie rano zabierze pokojówka. Resztę składałam i kładłam po wolnej stronie łóżka. Wytrzepałam walizkę z okruszków i innych dziwnych rzeczy, których nie powinno w niej być i ułożyłam ubrania jak do wyjazdu. Łatwiej będzie mu się znaleźć. Gitary ustawiłam na stojakach w kącie. Miałam zamiar dać mu po uszach za to, jak traktuje instrumenty. Co jak co, ale o to powinien zadbać, do diabła. Puste opakowania do chipsach, cukierkach i fast foodach wyrzuciłam do kosza na śmieci. Butelki po whisky i wódce z brzękiem ustawiłam w rzędzie przy drzwiach. Miałam nadzieję, że ktoś je stąd zabierze i wyrzuci, bo kosz był już pełny po brzegi.
Zdjęłam sukienkę i przewiesiłam ją przez oparcie krzesła. Zabrałam jedną z jego koszulek i poszłam wziąć prysznic. Czułam się brudna i zmęczona. Ciepłe strugi wody rozmasowały napięte mięśnie i zmyły rozmazany makijaż. Dziękowałam im za to w duchu. Stałam dobre pół godziny, poddając się tej przyjemności. Umyłam włosy i wytarłam się porządnie ręcznikiem. Ubrałam koszulkę, która posłużyła mi za koszulę nocną. Roztrzepałam wilgotne jeszcze włosy dłonią. Zamknęłam okno. Świtało. W pokoju było względnie czysto, wystarczyło jeszcze tylko pozamiatać i odkurzyć. Nieprzyjemny zapach w większości wyparował.
Wsunęłam się do łóżka obok chłopaka. Przytuliłam zimne stopy do jego rozgrzanych łydek. Drgnął zaskoczony i przetarł sennie oczy. Popatrzył na mnie zdezorientowany. Przytuliłam się do niego z uśmiechem i przymknęłam powieki. Miałam nadzieję na chociaż godzinę snu. Przygarnął mnie do siebie obronnym gestem i westchnął zadowolony. Zasnęłam…
“Another winter day has come and gone away
In either Paris and Rome, and I want to go home
Let me go home
And I\'m surrounded by a million people, I
I still feel alone…”
Gdy rano się obudziłam, chłopak nadal spał. Przeciągnęłam się niczym kot, mrucząc cicho. Ułożyłam brodę na splecionych dłoniach, które położyłam na jego torsie. Przyglądałam mu się z uśmiechem. Przedpołudniowe słońce błąkało się po jego ciemnej skórze i w splotach włosów. Miałam ochotę zatrzymać tą chwilę na zawsze. Był łagodny i spokojny, kiedy marszczył brwi, powoli się budząc. Zmrużył oczy. Palcem delikatnie włożył mi za ucho kosmyk włosów.
- Dzień dobry… - zamruczał zachrypniętym od snu głosem. Uśmiechnęłam się. Pocałowałam go delikatnie w odpowiedzi. Przesunęłam się na swoją stronę łóżka. Spojrzał na mnie zagubiony.
- Byłem wczoraj bardzo niegrzeczny, prawda? – jego głos jeszcze nie wrócił do swojej normalnej barwy, ale słyszałam, że czuje się winny. Zerknęłam na niego przelotnie, wyłamując sobie palce. Skinęłam twierdząco. Jego głowa opadła na poduszkę. Patrzył w sufit, szukając odpowiedzi na nieznane mi pytania.
- Przepraszam… - szepnął cicho. Wstałam i ruszyłam do łazienki. Nie poszedł za mną. Jak tylko wstał, przyssał się najpierw do butelki. Nie rozumiałam go. Pić do nieprzytomności, żeby następnego dnia umierać na kaca. Gra niewarta świeczki.
- Na stole masz tabletki przeciwbólowe! – zawołałam, przekrzykując szum wody. Rozczesałam włosy jego grzebieniem i spojrzałam w lustro. Miałam nieco bardziej niż zwykle zapuchnięte oczy, ale poza tym wyglądałam w miarę dobrze. Zauważyłam w lustrze twarz chłopaka. Uciekłam wzrokiem w bok. Chciałam wymknąć się z łazienki, ale zagrodził mi drogę. W jego spojrzeniu zobaczyłam determinację i walkę z samym sobą.
- Czy ja… Co zrobiłem, że tak mnie nienawidzisz? – spojrzał na mnie, marszcząc brwi. Nieświadomie otworzyłam lekko usta, nie spodziewając się takiego pytania. Zamrugałam kilkakrotnie, żeby odpędzić zaskoczenie. „Jak mogłam go nienawidzić, kiedy stał przede mną zagubiony i bezbronny?” Wyczytałam z jego oczu ból. Tak wielki, że na początku go nie zauważyłam, biorąc to za normalne tło. Przeraził mnie.
- Smash… - zaczęłam niepewnie. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Wszystko brzmiało teraz dziecinnie i nieodpowiednio.
- Kochasz mnie? – teraz to on wydawał się zaskoczony moim pytaniem. Dobrze znałam odpowiedź. Inaczej nie robiłby do mnie pielgrzymek kilka razy dziennie, nie starałby się… Przymknęłam oczy, czekając na odpowiedź. Kiedyś ktoś powiedział mi, żebym nigdy nie ufała słowom, że powinnam patrzeć przede wszystkim na zachowanie. Chyba miał rację. Nie chciałam już znać odpowiedzi na to pytanie.
- Nie nienawidzę cię. Po prostu czasami jest mi trudno z miłością do ciebie, kiedy widzę cię z kolejnymi dziewczynami. I nigdy nie pogodzę się z tym, że może być ktoś inny oprócz mnie. A ty się nie zmienisz – wyminęłam go. Nie protestował. Stał tam, przygarbiony ze smutkiem w oczach. Oboje wiedzieliśmy…
„And I feel just like I\'m living someone else\'s life
It\'s like I just stepped outside when everything was going right
And I know just why you could not come along with me
That this was not your dream, but you always believed in me
I\'m just too far from where you are…”
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 21.02.2012r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(26): 24 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii