warto go przeczytać
"I wish you would
Come pick me up
Take me out
Fuck me up
Steal my records
Screw all my friends
Theyre all full of shit
With a smile on your face
And then do it again..."
Przespałam się z nim… Tak po prostu… Nie, to nie było ‘tak po prostu’. Zapomniałam, że miałam swój plan w momencie, kiedy rzucił mnie na łóżko. To był najbardziej ognisty seks, jaki przeżyłam od kilku tygodni. Kogo ja oszukuję… Pogładziłam szorstką skórę jego przedramienia. Spał, kurczowo przyciskając mnie do siebie. Jakby bał się mnie wypuścić z obawy, że ucieknę. Jednak dobrze mnie znał. Znaczyłam wzór tatuażu w ślad za ciemnymi konturami. Nigdy nie pytałam o jego znaczenie, a intrygował mnie najbardziej ze wszystkich. Kobieta była niemal skórą zdartą ze mnie. Najdziwniejszy był fakt, że już go miał, kiedy go poznałam. Niepokoiło mnie to. Spojrzałam na niego. Wydawał się inny, jakby ten czas spędzony z Mandy okropnie go postarzał. Już nie wyglądał jak pełny dzikiej energii nastolatek. Był mężczyzną – egzotycznym i drapieżnym. Zmarszczyłam brwi, słysząc jego westchnienie - było pełne ulgi. Przypominało mi to, które wydaje się, gdy w końcu można odpocząć po bardzo długiej i żmudnej pracy albo kiedy w końcu znalazło się coś, czego się długo szukało. Nagle dotarło do mnie, że jest dla mnie obcy. Tak obcy jak przyjaciel, który zostawił cię dawno temu, a teraz przyszedł jak gdyby nigdy nic, witając cię wylewnie. Poruszyłam się nerwowo. Nie otwierając oczu, przekręcił się na bok. Leżał twarzą do mnie, jedną ręką przytulając mnie do torsu,. Druga spoczywała pod moją głową jako poduszka. Zarumieniłam się, czując jego ciepło. Dotyk naszych nagich ciał nie poprawiał sytuacji. Byliśmy tak zaplątani, że chyba trudno byłoby nam się odnaleźć. Nie chodziło mi tylko o kontakt fizyczny… Czekała nas rozmowa. Z kategorii tych, gdzie będziemy poważni i będziemy się starać wszystko wyprostować. Ja będę płakała, a on będzie przepraszał. Nie chciałam do tego dopuścić. Odnalazłam jego usta. Zamruczał sennie.
"I wish you would
When youre walking downtown
Do you wish I was there
Do you wish it was me
With the windows clear and the mannequins eyes..."
Zaczęłam gramolić się z jego objęć. Mruknął ostrzegawczo, marszcząc brwi. Nadal balansował chyba na granicy snu i jawy.
- Łazienka… - szepnęłam do jego ucha. Uspokoił się i pozwolił mi wstać. Sam przytulił się do ciepłego miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą leżałam. Kiedy owijałam się w prześcieradło, nie potrafiłam powstrzymać czułego uśmiechu. Był zakazaną maskotką. Zupełnie jakbym była dwuletnim dzieciakiem, który chce się bawić zabawkami dla siedmiolatków. Wyszłam po cichu. Nie powiedziałam mu, że idę do łazienki w swoim pokoju. „W końcu to też łazienka, prawda?” Otwarłam drzwi kluczem. Przechodząca obok sprzątaczka posłała mi zdziwione spojrzenie. Przy okazji powie pewnie odpowiednim osobom, co widziała. Upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu. Gazety znów będą szaleć. Oparłam się o drzwi, czując się bezpieczna. Nikt mnie teraz nie zobaczy…
"I wish you would
I wish youd make up my bed
So I could make up my mind
Try it for sleeping instead
Maybe youll rest sometime
I wish I could..."
Na pierwsze reakcje nie musiałam długo czekać. Już kilka minut później wystraszyło mnie gorączkowe pukanie do drzwi. Nie otworzyłam. Bałam się siebie. To, co zrobiłam kilka godzin temu, było jasnym przykładem na moje niezrównoważenie. Najchętniej wpakowałabym się w kaftan bezpieczeństwa i siedziała w kącie z objawami choroby sierocej. Chłopak odpuścił dopiero za jakiś czas. Pewnie nie rozumiał. Ja też nie… Musiałam się uporządkować. Umyłam się i przebrałam. Mieliśmy dzisiaj jechać do kolejnego miasta. Westchnęłam pakując rzeczy do walizki. Nie było tego wiele, bo większość jej zawartości pozostała tam, jeszcze od przyjazdu. Znów pukanie. Zamknęłam oczy. Czekałam, aż intruz odejdzie.
- Ann? – głos Izzy’ego zdziwił mnie. Nie spodziewałam się go. Przez chwilę rozważałam, czy powinnam mu otwierać. Z jednej strony pewnie chciał zrobić ciąg dalszy kazania z baru. Z drugiej… „A może jednak przychodzi z inną sprawą?” Niepewnie otwarłam drzwi na tyle, żeby widzieć jego twarz. Stał oparty ramieniem o framugę. Jego nagła bliskość zbiła mnie z tropu. Wwiercał we mnie swój przenikliwy wzrok „złego Izzy’ego”.
"Do they all look like mine
You know you could
I wish you would
Come pick me up
Take me out
Fuck me up
Steal my records
Screw all my friends behind my back
With a smile on your face
And then do it again..."
- O co w tym wszystkim chodzi? – spytał, kiedy dotarło do niego, że jednak nie wpuszczę go do środka. Jego głos był napięty i żądający natychmiastowej odpowiedzi. Analizowałam przez chwilę nadruk jego koszulki. Wydawała się interesująca, ale cały czas przeszkadzało mi jego spojrzenie – natarczywe i palące.
- Nie wiem… - odparłam cicho. Słyszałam skruchę w moim głosie. Przecież nie musiałam go za to przepraszać. Czułam się bardzo zagubiona i samotna. Odrzucałam jednak wszelkie wyciągnięte ręce. Świadomie podejmowałam decyzję o samodzielności.
- Jak do cholery…! – urwał w pół zdania. Widziałam, jak bardzo stara się uspokoić. „Dlaczego wywołuje w tobie agresję, Izzy?” Przymknął oczy i nacisnął palcami skronie. „Bolała go głowa?” Patrzyłam na niego okrągłymi oczami. Izzy był wciąż ten sam. Troszczył się o wszystkich i chciał, żeby było jak najlepiej. Szkoda tylko, że zapominał o sobie.
- Jak się czujesz, Iz? – spytałam z troską. Martwiłam się o niego. „Dlaczego zawsze to robisz?” Zbiłam go tym pytaniem z tropu. Patrzył na mnie nieprzytomnie. Zamrugał kilkakrotnie, ale widziałam, że odnalazł zgubiony wątek.
- Nie zmieniaj tematu. Dlaczego Smash miota się jak opętany w moim pokoju? Raz przeklina całą płeć piękną, a za chwile mruczy niezrozumiale o ucieczkach i przykuciu cię do swojej ręki – nie patrzyłam mu w oczy. Nie lubiłam, kiedy był na mnie zły. Albo jeszcze gorzej – rozczarowany. Ilekroć rozmawiał ze mną w ten sposób, wydawało mi się, że jest Lukasem. A wtedy byłam jeszcze bardziej zawstydzona.
- Przespałam się z nim… - wymamrotałam, patrząc na dywan. Wyczułam jego zmianę nastroju. Gdy na niego zerknęłam, patrzył zszokowany przed siebie.
- Prze… Przespałaś się? – nie wiedział chyba, czy się roześmiać czy wręcz przeciwnie płakać. Przytaknęłam niemo. Wybrał jednak to pierwsze. Ale jego śmiech brzmiał nerwowo i urywanie. Pokręcił z niedowierzaniem głową. I odszedł. Stałam jeszcze chwilę w otwartych drzwiach. Westchnęłam i wróciłam do pokoju. Podjęłam decyzję…
"When they call your name
Will you walk right up
With a smile on your face
Or will you cower in fear
In your favorite sweater
With an old love letter
I wish you would..."
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 24.09.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(26): 24 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii