warto go przeczytać
\"Cigarettes and innocence are scattered on the floor
It\'s the first of October and the summer is gone
You can\'t walk away and try claim that none of this was real
Sometimes autumn is confusing and I know exactly how you feel...\"
Spokojnie piłam kawę przy hotelowym barze. Uśmiechnęłam się usatysfakcjonowana, odkładając gazetę. Whistle znów było na pierwszych stronach – relacja z ‘porywającego triumfu rockowej anarchii’ pyszniła się obok mojego zdjęcia, kiedy przyciskałam do siebie chłopaka z tłumu. Zauważyłam, że jednak mógłby być przystojny. Problem w tym, że nie gustowałam w tak ‘surowym’ pięknie. Znad filiżanki zobaczyłam, jak w moją stronę zmierza Izzy. Uśmiechnęłam się do niego, ale nie odwzajemnił tego. Zacięta mina nie wróżyła niczego dobrego. Asekuracyjnie odłożyłam element zastawy na spodek. Nie chciałam, żeby ucierpiał. Usiadł ciężko z piskiem przysuwając krzesło do stołu. Kilka twarzy odwróciło się ku nam. Uniosłam pytająco brwi. Miałam zamiar grać idiotkę, dopóki nie wybadam, co tym razem przeskrobałam. Brązowe tęczówki przecinały mnie na wskroś. „Ojć, nagrabiłaś sobie…”
- Co to było, do cholery?! – uderzył palcem w moją fotografię w gazecie. Był rozgniewany. Uciszyłam go urwanym gestem. Nie miałam pojęcia, dlaczego tak zareagował. Reszta chłopaków nie była poruszona moim małym występem. Blondyn znał moje relacje z gitarzystą. Tym bardziej zaskoczyło mnie jego zachowanie.
\"And somewhere you want to go from here
Well I\'d rather learn to sleep alone
And I swear I die inside some nights as the winter comes on
\'Cause the summer is gone...\"
- Dlaczego tylko on może mnie zdradzać, hm? Mam do tego takie samo prawo – czułam złość wibrującą w głosie. Nie miałam pojęcia, skąd się wzięła. Wiedziałam tylko, że byłam już poirytowana jego zachowaniem. Zamrugał zaskoczony. Zawsze twierdził, że mam być tą ‘mądrzejszą’ i nie robić głupot. „Dlaczego?! Też czasami chcę kogoś zranić!”
- Nic nie wiesz, prawda? – ton jego głosu złagodniał. „O czym znowu nie wiem? Czy nikt nie raczy mnie już o niczym powiadomić?”
- Oświeć mnie, panie wszechwiedzący – skrzyżowałam ramiona z naburmuszoną miną. Wydawał się zagubiony. Ja za to stawałam się coraz bardziej bojowa. Chciałam po prostu się odciąć, ale sama wpakowałam się w tarapaty. Wróciłam na własne życzenie. Zapomniałam już, co znaczy życie z nimi. Rozejrzał się spłoszony po obserwujących nas twarzach. Pochylił się ku mnie, spojrzeniem nakazując mi to samo.
\"Wherever you want to go from here
Well I hope you learn to sleep alone
And I pray you die inside some nights as the winter comes on
\'Cause the summer is gone...\"
- Mandy uciekła. Zabrała Smash’owi wszystko – pieniądze, drogie drobiazgi, nawet kilka gitar. Zostawiła mu też kartkę. Napisała, że była z nim w ciąży, ale ją usunęła. Jest zdruzgotany… - miałam ochotę się roześmiać. Dostał to, co mu się należało. Nie ta Mandy, to następna. Zawsze jakaś jest pod ręką. Uśmiechnęłam się do gitarzysty pobłażliwie.
- Jesteś nieczuła… - stwierdził z niepokojem. Tym razem naprawdę się roześmiałam. Zwróciłam na siebie jeszcze większą uwagę.
- A czego się spodziewałeś? Że będę go przytulać i pocieszać? Nie bądź dzieckiem, Izzy… - zmarszczył brwi. Wydawał się być czymś nagle przygnębiony. Przekrzywiłam głowę z przekornym uśmiechem.
- Nie poznaje cię, Ann… Co się z tobą stało? – był naprawdę zabawny. Stałam się zimna. Tak samo zimna jak Smash, kiedy mówił mi o rozwodzie. Kiedy całował Mandy na moich oczach. Kiedy szeptał do niej, wskazując na mnie, a ona się śmiała. Nie zapomnę mu tego nigdy… Ciekawe czy będzie mu miło, kiedy stanie się na chwilę mną z tamtego okresu. Rozkoszowałam się przez moment wizją rozpaczy i smutku. Pochyliłam się do ucha chłopaka.
- Zmądrzałam – szepnęłam zmysłowo. Spojrzał na mnie zdezorientowany. Uśmiechnęłam się do niego i wstałam. Dopiłam na stojąco zimną kawę i wyszłam. Niech nie myśli, że mnie zna. Wmawia sobie, że potrafi przewidzieć moje działanie i zagrać na emocjach. Naiwny… Nie miałam już przyjaciół, nie miałam już ukochanego. Przyjemność sprawiało mi przyciąganie spojrzeń mężczyzn i poczucie, że nigdy nie będą mnie mieli. Sadystyczne, ale okrutnie rozkoszne. Nawet nie sprawiłam sobie kłopotu, żeby poprawić sukienkę. Była za krótka. Obcasy wybijały miarowy rytm.
\"Children\'s games
Freezing rain
And Carolina nights get confused out in Brooklyn where promises die
You can contemplate and half explain
And justify yourself to anyone who wants to listen
If your answers seem heartfelt...\"
Stałam na balkonie, podziwiając kolejne miasto. W jednej ręce trzymałam napoczęta butelkę wódki, w drugiej palącego się papierosa. Zaciągnęłam się głęboko. Kochałam ten krótki moment, kiedy narkotyk zaczynał działać. Zakołysałam się, lekko przewieszając przez barierkę. Oparłam się o metalowy materiał.
Łamałam serca… Tylko tak można było to określić. Uwodziłam po to, by za chwilę porzucić. Odgrywałam się na wszystkich facetach za moje cierpienie. A ono nie było jeszcze zaspokojone widokiem smutku. Ale było już blisko. Izzy wydawał się być na przemian zaniepokojony i wściekły. Derek za to, choć nie do końca pochwalał moje sposoby na zapomnienie, wyrażał cichą akceptację. Michael wydawał się wyjątkowo pobudzony od kilku dni. Albo odkrył skrytkę wokalisty, albo znalazł nowe źródła upojenia. Najbardziej zdziwiło mnie wsparcie Razor’a. Chodził ze mną do barów i z zadowoleniem oglądał moje poczynania. Chyba cieszyła go czyjaś krzywda. Nie miałam nic przeciwko temu.
A Smash? Zamknął się w swoim pudełeczku. Komponował całymi dniami – słyszałam to przez ściany. Zawsze ‘tak się składało’, że miał pokój obok mojego. A cienkie wbrew pozorom ściany mówiły mi wszystko to, czego on nie miał odwagi mi powiedzieć. Sączył z instrumentu oszczędne ballady albo bardzo ostre i głośne riffy. Nie wiedziałam, czy za każdym razem, kiedy go widziałam robiło mi się go coraz bardziej żal. W każdym razie starał się zachowywać dystans między nami. Nie udawało mu się to zbyt dobrze. Wiedziałam, że to on po każdym koncercie wysyłał mi jakiś drobiazg. Na początku podejrzewałam Jackson’a, ale prezenty nie były w jego stylu. Zorientowałam się dopiero, kiedy dostałam małą, pluszową małpkę z sercem z łapkach. Ona za to była bardzo w stylu Smash’a. Nie odbierałam telefonów od Jackson’a od chwili, gdy nagrałam mu na sekretarkę wiadomość, że kiedy będzie gotowy, ma po prostu przyjechać.
\"And somewhere you want to go from here
Well I\'d rather learn to sleep alone
And I swear I die inside some nights as the winter comes on
\'Cause the summer is gone...\"
Westchnęłam, wypuszczając dym z ust. Nie zauważyłam nawet, że mam towarzystwo. W dodatku patrzył na mnie tym zaniepokojonym wzrokiem. Do głowy przyszedł mi, skromnie mówiąc, demoniczny pomysł. Chciałam wbić mu nóż prosto w serce i przekręcić kilka razy. Postawiłam butelkę na kafelkach i podeszłam do barierki odgradzającej nasze balkony. Wydawał się być zaskoczony moimi poczynaniami. Zaczęłam bowiem niezręcznie się na nią wspinać. Nie mało, że byłam boso, to jeszcze przeszkadzała mi za długa koszulka służąca za sukienkę.
- Pomóż mi – wyciągnęłam do niego ręce, kiedy utknęłam w połowie drogi. Wyrzucił ledwo napoczętego papierosa i pospieszył z pomocą. Objął mnie i niemal przeniósł na swoją stronę. Oparłam się o jego ramiona. Postawił mnie na ziemi, jednak nie zwolnił chwytu. Spojrzałam mu w oczy – tak dawno ich nie widziałam z tej perspektywy. Był poruszony, ale też tliła się w nim nadzieja. Był tak przyjemnie ciepły… Zapomniałam już jak to jest, być w jego ramionach. Jego skóra wydawała mi się szara w świetle poranka. Włosy były wyjątkowo uporządkowane. Zrobiło mi się ciepło w sercu. Przyjęłam to uczucie z niepokojem – całe wieki go nie czułam. Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam.
Jego usta były zdezorientowane, ale nie odtrąciły moich. Co więcej, przywitały je jak dawnych przyjaciół. Tego tańca nie zapomina się nigdy… Poczułam zapach mięty i świeżego dymu. Tylko podsyciło to i tak ogromny ogień, który między nami szalał. Czułam się upojona. Teraz wiedziałam, dlaczego nie mogłam się upić. Jego dłonie parzyły moją zmarzłą skórę. Poczułam potężny dreszcz, który wspinał się po moim kręgosłupie i falami odbijał się od kończyn, wracając. Przysunęłam się jeszcze bliżej, choć nie było to już teoretycznie możliwe. Praktycznie nadal czułam między nami przepaść. Powietrze wokół stało się ciężkie od tłumionego pożądania. Z trudnością oddychałam. A potem zrobiłam najgorszą rzecz, jaką mogłam…
\"No one believes all the truth that you have while you dream
And no one believes
And no one believes so please just stop screaming at me
Won\'t you please just stop screaming at me
Won\'t you please just stop screaming at me...\"
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 23.09.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(26): 24 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii