Pseudonim: Vår
Imię: Anna Maria
Skąd: Zielona Góra
O sobie: "Zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy."
Napisanych prac:
- wiersze: 22
- proza: 79
- publicystyka: 4

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 420 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Szukając ducha rocka - IX" 27.07.2010
"Szukając ducha rocka - X" 28.07.2010
"Szukając ducha rocka - XI" 30.07.2010
"Szukając ducha rocka - XIV" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XXVI" 02.12.2010

Inne prace tego autora:
"Szukając ducha rocka - XLVII" 28.08.2011
"Szukając ducha rocka - XIII" 02.08.2010
"Szukając ducha rocka - XLIX" 29.08.2011
"Szukając ducha rocka - LIX" 21.02.2012
"Pola dmuchawców - prolog" 28.09.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szukając ducha rocka - L

\"We\'ll always make it through the day There\'s always gonna be a better way Always be someone else\'s way Even when we know we\'ve gone too far Closer to the edge is so much further Than we\'ll get without a car And everyone\'s lookin for some place They\'re just killing more time than space Some nights I wish that the sun would Never show its face...\" Staliśmy przed salą konferencyjną całą szóstką. Razor dyskutował o czymś zawzięcie ze Smash’em. Słyszałam powtarzające się słowo ‘ciąg’, więc zapewne chodziło im o jego ciągłe upijanie się do nieprzytomności. Derek wymieniał ostatnie uwagi z Ron’em, który jak na managera przystało będzie przewodniczył całemu wydarzeniu. Wymieniłam z Izzy’m zmęczone spojrzenie. Oparłam się na jego ramieniu, żeby poprawić krótką spódniczkę. Przyciągnęłam wzrok jednego z mężczyzn, który przechodził przez korytarz. Odpowiedziałam mu powłóczystym spojrzeniem. Blondyn bez pretensji służył mi jako oparcie. Obcasy uwierały mnie niemiłosiernie. Michael za to był w wyśmienitym humorze – chodził w te i z powrotem przez długi hol, grając po ścianach. Izzy uśmiechał się do niego z cichym przyzwoleniem. Ron odebrał mu pałeczki. Sala otwarła się i powitał nas błysk aparatów fotograficznych. Usiedliśmy za długim stołem. Zajęłam swoje miejsce między Derek’iem i Smash’em. Nie byłam może najszczęśliwsza pod słońcem, ale musiałam to znieść. W pokoju zebrało się co najmniej czterdziestu reporterów i drugie tyle fotografów, którzy robili zdjęcia jak szaleni. Manager podniósł się z miejsca. - Witamy na konferencji prasowej zespołu Whistle. Głównym powodem naszego spotkania jest oświadczenie. Ann wraca do zespołu, żeby dokończyć z chłopakami trasę koncertową. Dalsza współpraca nie jest jeszcze pewna, ale mogę chyba powiedzieć, że są na nią duże szansę. Jeśli macie państwo jakieś pytania… - usiadł wyraźnie rozluźniony. Uśmiechnęłam się do niego. Skinął dłonią na niewysokiego mężczyznę po czterdziestce, który miał bardzo rozbiegane, małe oczy. Nie patrzył na mnie przyjaźnie. - Ann, czy możesz skomentować zdjęcie jakie zamieściła na swoich łamach ‘Street Channel’? przedstawia cię ona z nieznajomym mężczyzną… - pozwolił by słowa przez chwilę wibrowały w powietrzu. Ron spojrzał na mnie pytająco. Pochyliłam się nad mikrofonem. - Przepraszam, ale jaki to ma związek z naszą trasą koncertową? Nie widzę powiązania. Nie zapraszałam pana do mojego łóżka, więc proszę się tam nie pchać na siłę – spojrzałam na niego wymownie. Wszyscy zamilkli, nie wiedząc czy to, co przed chwilą zobaczyli było prawdą. Mężczyzna nie wiedział, gdzie podziać wzrok z zażenowania. Miałam dosyć bycia osobą publiczną. Izzy zaśmiał się głośno, rozładowując atmosferę. Dołączyli do niego pozostali członkowie konferencji. - Ann, czy to prawda, że borykasz się z problemami zdrowotnymi? Czy spekulacje o twojej ciąży są prawdziwe? – szpakowaty mężczyzna patrzył na mnie beznamiętnie. Jego głos był wyprany z emocji, zupełnie jakby zadawał to pytanie któryś setny raz tego popołudnia. Poczułam ciepłą dłoń na mojej. Tylko jedna osoba mogła być jej właścicielem. - Nadal nie widzę powiązania między pytaniem, a naszymi planami zawodowymi. I tak napisze pan, że jestem w ciąży, w dodatku z bliźniakami. Nie zdziwiłabym się, gdyby dodał pan, że nie jest pewny czy to dzieci Smash’a. Jeśli jeszcze raz usłyszę podobne pytania… - tym razem moje słowa zawisły w powietrzu. Dziennikarze poruszyli się nerwowo na swoich miejscach. Chłopacy chichotali jak szaleni, starając się ukryć rozbawienie. Derek spojrzał na mnie z wyraźnym podziwem. Nie mam zamiaru wpuszczać obcych do moich spraw. - Smash, czy możesz skomentować zdjęcia, które zaniepokoiły wszystkich kilka tygodni temu? Zostałeś na nich uwieczniony z nieznajomą dziewczyną – nie zobaczyłam nadawcy głosu. Podejrzewałam, że stał gdzieś z tyłu, zasłonięty przez wyższych kolegów. - Mogę – uśmiechnął się bezczelnie do wszystkich. Był dzisiaj wyjątkowo trzeźwy. Ron uprzedzał nas, żebyśmy byli bardzo ostrożni odpowiadając na pytania dotyczące naszej dwójki. Zapanowała cisza. Roześmiałam się, pojmując jego żart. Spojrzał na mnie zadowolony. Dołączyli do mnie nieśmiało niektórzy z reporterów. - Więc poproszę o komentarz – kolejny dziennikarz wydawał się zawstydzony obrotem spraw. Nasze wywiady zawsze były droczeniem się z rozmówcami i chwytaniem ich za słówka. Nie mieli z nami łatwego życia. - To pomówienia. Kocham Ann, a jeśli ktoś będzie chciał to zmienić , to będzie miał ciężki orzech do rozłupania. Nie mam zamiaru o tym więcej mówić, bo każdy zna moje zdanie na ten temat – pocałował mnie w policzek. Z trudem odpowiedziałam mu uśmiechem. Jego ciepłe usta nie sprawiały mi przyjemności. Czułam się nieswojo, kiedy tak wpatrywał się we mnie roziskrzonym wzorkiem przez resztę konferencji. Nie spuścił ze mnie oczu ani na moment. Co chwila robił jakieś małe, czułe gesty, od których dostawałam gęsiej skórki. Powstrzymywałam się od tego, żeby zacząć krzyczeć z wściekłości. \"You\'re so beautiful at night The moon\'s got a way of lighting you The way no picture is ever goin to Even when the stars begin to weep We\'ll laugh at the expense of all their grief You never made me feel like I\'m a creep And everyone\'s lookin for some space We\'re just killing time all over this place Some nights I wish that the sun would Never show its face Wouldn\'t want to face the light of day With anyone like I\'ll face the night with you...\" - Nasz zaufany informator twierdzi, że zespół stoi na krawędzi rozpadu. Powodem są spięcia między członkami. Czy.. - Wasz informator gówno wie! Ann wróciła do składu i to jest ten objaw naszego rozpadu? Nie bądźcie głupio mądrzy… - Derek nie pozwolił dokończyć zdania mężczyźnie. Ten spojrzał na niego zdezorientowany. Oczy wokalisty płonęły. Był bardzo drażliwy, jeśli chodzi o ten temat. Zespół to było jego ukochane dziecko – stworzył go i pielęgnował. Dokładnie dobierał kolejne układanki, a każde doniesienia o tym, że się ona rozpada doprowadzały go do szału. Reszta konferencji przebiegała w miarę spokojnej atmosferze. Michael tłumaczył się z raportów policyjnych, które mówiły o tym, że znaleziono w jego pokoju ogromne ilości narkotyków. Zaciekawił mnie ten fakt. Rzeczywiście wydawał się ostatnio bardziej rozbawiony niż zwykle, ale nie spodziewałam się, że zaszło to tak daleko. Było mi go okropnie szkoda – niesamowity facet z nieco mniej udanym towarzystwem. Padło jeszcze kilka pytań, ale Ron wstał, dając nam znak, że mamy zrobić to samo. - Dziękujemy. To koniec konferencji – nagle każdy chciał zadać jeszcze jedno pytanie. Podniosła się wrzawa, ale nie słuchaliśmy już nikogo. znów zaczęły błyskać flesze. Odeszliśmy odprowadzani poniesionymi głosami i światłami. Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi, oderwałam dłoń gitarzysty od mojej talii. Tkwiła tam od jakiegoś czasu i z każdą minutą bardziej mi przeszkadzała. Posłał mi zranione spojrzenie. Odeszłam bez słowa do wind… \"Just look at everyone No one really knowing why they\'re here Tryin so hard not to disappear Doesn\'t take a lot to make you dance We\'re making such a scene With two left feet Never even sing or hear the beat And everyone\'s looking for some place They\'re just killing more time in haste Some nights it feels like the moon is Just a light above our graves...\" Już w holu usłyszałam podniesiony głos Jacksona. Przytknęłam ucho do drzwi, żeby lepiej słyszeć. Nie żebym podsłuchiwała, ale nie chciałam mu przeszkadzać. Ciekawe, co się stało. - Nie, do kurwy nędzy! – zdziwiłam się. Ktoś musiał go naprawdę wkurzyć, skoro był aż tak wyprowadzony z równowagi. Jackson był jednym z najbardziej spokojnych osób, jakie poznałam. Zawsze bardzo to ceniłam, bo był moją oazą. W tym względzie mogłam śmiało stwierdzić, że jesteśmy jak ogień i woda. - Tak, wiem. Cholera jasna, nie musisz mi przypominać…! Postaram się ją przekonać… Nie, nie wiem jak zareaguje! Porozmawiamy później… - usłyszałam charakterystyczny dźwięk słuchawki odkładanej na widełki. „Czy on… Nie mówił o mnie prawda? Czego mógł chcieć?” Poczekałam jeszcze moment, żeby nie wchodzić od razu, kiedy skończył rozmowę. To mogłoby być podejrzane. „Czyżbym miała być kolejny raz tylko elementem układanki?” Nacisnęłam klamkę. Uśmiechnęłam się do niego zmęczona. Odpowiedział mi spojrzeniem pełnym zrozumienia. Opadłam na kanapę dając odpocząć zmęczonym stopom. Przysiadł się do mnie, splatając nasze palce. Był taki uroczy w świetle popołudnia. - Co słychać w mieście? – spytałam mimochodem. Zmarszczył brwi i spojrzał na mnie zdziwiony. Westchnął. - Słyszałaś, prawda? – skinęłam twierdząco głową. Nerwowo potarł twarz. Wyglądał nagle bardzo staro. Nie zamierzałam po raz kolejny puścić mimo uszu wszystkiego, co miało związek z moją osobą. - Dizzy nie jest zbyt zadowolony z mojego zachowania. Twierdzi, że powinienem wrócić do miasta. Chce, żebyś została z zespołem… - wiedziałam, że to nie była prawda. Tworzył iluzję, żeby mnie uspokoić. Szukał we mnie oparcia, patrząc zagubiony. Chłodna dłoń zaciążyła na mojej skórze. Wstałam bez słowa i wyszłam. - Ann…! – nie miałam zamiaru go słuchać, dopóki nie będzie gotowy na powiedzenie mi całej prawdy. Miałam po dziurki w nosie wszystkich kłamstw, jakie słyszałam przez kilka ostatnich dni. Tak samo jak traktowania mnie jako ‘chwilówki’, którą można wykorzystać i zostawić. Zeszłam na dół. Dobrze wiedział, gdzie mnie szukać. Uśmiechnęłam się zmęczona do barmana. Odpowiedział mi tym samym, stawiając przede mną całą butelkę whisky… \"Should I fall out of love my fire in the night, To chase a feather in the wind. Within the glow that weaves a cloak of delight, There moves a thread that has no end. For many hours and days that pass ever soon, The tides have caused the flame to dim. At last the arm is straight the hand to the loom, Is this to end or just begin? The cup is raised the toast is made yet again. One voice is clear above the din. Proud Aryan one word my will to sustain, For me the cloth once more to spin...\"



        Dedykacja: i oto stało się! wielki jubileusz :) świętuję przy wtórze nowej płyty Tommy\\\'ego Stinson\\\'a i smutnym faktem utraty tekstu reszty opowiadania. dziękuję niesamowitym paniom redaktorkom, które włożyły całą masę pracy w powstaniu tego opowiadania. dziękuję także czytelnikom, którzy dotrwali tu ze mną. bardzo się cieszę, że tu jesteście. oraz Ironicznej - mojej bratniej duszy na tym portalu :) dziękuję wam i dziękuję Ann oraz Smashowi, że wzięli mnie ze sobą w tę podróż. niech duch rocka będzie z wami!

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 29.08.2011r.

1     

Anima użytkownik 29 08 2011 (21:31:57)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Robi się coraz ciekawiej. Bohaterowie wpadają w stan zakłamania. Owszem, konferencja, pytania, jak zawsze, ale odpowiedzi... zaskakujące. Cały czas miałam wrażenie, że Ann zaraz zaprzeczy, zacznie krzyczeć i oznajmi całemu światu, że wszystko zniszczył Smash. Ale nie, wytrzymała, dała sobie radę. Chyba za to ją najbardziej podziwiam. Zdołała udawać przed światem.
Smash twierdzi, że ją kocha, ale mówi to tylko przed dziennikarzami. Robi czułe gesty, które tak naprawdę nie mają wiele wspólnego z rzeczywistymi uczuciami. Zresztą, jak można ufać komuś, kto zawiódł? Jak tu wierzyć?
Cięte odpowiedzi Ann były bardzo trafione. Uśmiech od razu wskakiwał na usta. Nie daje sobą pomiatać, pokazuje swoją siłę. Bastylii nie zdobyłaby przemocą, tylko sprytem. ;)
Ta tajemnicza rozmowa Jacksona... Umiesz działać na wyobraźnię. Od razu mam zagadkę na wieczór. Cóż knuje nasz idealny mafiozo? ;) Ann dobitnie wyraziła swoje zdanie w tej sprawie. Ucieczka albo raczej krótki, alkoholowy azyl. Ulotny spokój... Tylko co będzie, kiedy się z niego przebudzi? Jackson zachowa się w porządku, czy będzie kręcił jak większość facetów? Oj tak, coraz więcej chmur...
Cóż, pięćdziesiąta część, specjalna feta! ;) Ja tam zaangażowałam na dzisiaj Czerwone Gorące Papryczki Chili. ;) Nowa płyta wyszła, kolejny powód do radości. Dziękuję bardzo za dedykację, to zaszczyt trwać w takim znamienitym gronie ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(62): 62 gości i 0 zarejestrowanych: