warto go przeczytać
Ostre słońce, przebijające się przez zasłony, nie dawało mi spokoju. Wsunęłam głowę pod poduszkę – czułam, że jeśli wstanę eksploduje bólem. Po co się tak upiłam wczoraj? Mam tylko nadzieję, że nie napuściłam pawia Derek’owi na dywan. Szukając dłonią na oślep po stoliku czegoś, co złagodziłoby kaca, znalazłam wysoką butelkę whisky. Podniosłam się i przed oczami rozbłysły mi gwiazdy niczym rozświetlone Las Vegas. Jęknęłam cicho. Przeklęty Kudłacz. Teraz muszę lecieć do domu posprzątać. Pociągnęłam zdrowy łyk i powoli odzyskiwałam ostrość widzenia. Zwlekłam się z łóżka, poprawiając zadartą do bioder sukienkę. Od kiedy pamiętam, miałam niespokojne sny w obcym domu. Gdzie on trzyma normalne ciuchy? Pogrzebałam w niemal dwumetrowym stosie ubrań, wymacując skórzane spodnie i za dużą koszulkę z logo Aerosmith. Naciągnęłam je na siebie, a sukienkę zmięłam w dłoni i wcisnęłam do plecaka. Wlokąc go po ziemi, zeszłam na dół z butelką w drugiej dłoni. Głowa pulsowała nadal jak tykający zegar bomby, odliczający czas do wybuchu. Opadłam na krzesło, ignorując spojrzenia dwójki chłopaków przy stole.
- Powinnaś z nim pogadać – rzucił ochrypłym głosem Izzy – skutek zbyt częstego zażywania koki. Czapka opadła mu na oczy, a koszula w nieładzie na oparcie.
- Nie zamierzam – jęknęłam, każde słowo sprawiało mi ból.
- Nie jestem jego cholerną matką, żeby go pilnować. Jeśli chce, niech sukinsyn robi, co mu się podoba – oparłam czoło o przyjemnie chłodny blat. To nic, że mokry i pachnący wódką.
- Mała, widzę jak się przyciągacie… - zaczął Izzy, bawiąc się papierosem.
- Nie mam nic do niego. Nie jestem magnesem i go do cholery nie przyciągam! – nie wytrzymałam i pociągnęłam głębszy łyk na uspokojenie.
- Nieświadomość. On się przy tobie ogranicza. Od dwóch miesięcy nie miał trawki w rękach. Pewnie do wczoraj… słuchaj życzymy wam jak najlepiej. Niech chociaż jemu, skubanemu się uda. Ale żeby był normalny, dziki na scenie jak zawsze, a nie jak ciota, co się błąka za nie wiadomo czym – wbił we mnie przenikliwe spojrzenie.
- Pieprzcie się… - mruknęłam, leniwie podnosząc się z miejsca.
- Świeżo po – wyszczerzył zęby Derek. Wymruczałam jakieś solidne przekleństwo i wyszłam. Wlokłam nogę za nogą do drzwi. Wpadłam na coś wysokiego, ciepłego i czarnego. Chciałam to zepchnąć i iść dalej, ale przytrzymało mnie. Z wściekłości zmierzyłam wzrokiem wroga. Patrzył przeciągle, nie pozwalając odwrócić oczu. Włosy były bardziej potargane niż zwykle, na czubku poskręcanych loków kiwały się okulary przeciwsłoneczne. Biała bluzka z podwiniętymi do barków rękawami opadała luźno na czarne jeansy, niesamowicie kontrastując z ciemną skórą. Próbowałam prześliznąć się obok niego w drzwiach.
- Musimy porozmawiać – usadził mnie na drewnianej ławce pod rozwalonym płotem. Ukucnął naprzeciw, by jego oczy były na poziomie moich.
- Nie mam najmniejszej ochoty – zbierałam się do wstania, ale pchnął mnie dwoma palcami i znów uderzyłam o oparcie – Ej!
- Ja mam ochotę, więc przymknij się łaskawie i słuchaj – westchnął i zawziął się w sobie.
- To, co się wczoraj wydarzyło…
- Wyjaśnijmy coś sobie: ty robisz co chcesz, a ja nie jestem tą, która ma cię kontrolować. Nie jestem twoją dziewczyną, po prostu nie rób burdelu dzień przed przyjazdem Lukasa – wyrzuciłam na jednym wydechu. Popatrzyłam czy zrozumiał – miał mocno zaciśnięte szczęki.
- Właśnie, że cholera jesteś! – oczy wybuchły pożarem, oj…
- Jesteś moją dziewczyną, a nie kolejną dziwką, z którą mam ochotę tylko się przespać. Nie żebym z tobą nie chciał, bo chce jak cholera, ale nieważne. Siedziałem w tym gównie siedem lat, ale już nie mam zamiaru, rozumiesz?
- Związek to chyba dobrowolna zgoda obu osób, a nie tylko zachcianka jednej – wymamrotałam niezrozumiale. Jego dziewczyna? Nie należę do niczego i nikogo…
- Ominęłam coś? – spojrzałam na niego z wyzwaniem w oczach. Odpowiedział mi tym samym. W jednej chwili mierzyliśmy się wzrokiem, a w drugiej odczuwałam tę niebezpieczną bliskość, co zawsze, gdy był zbyt ‘w pobliżu’. Mały sukinsyn. Tylko on potrafił tak rozstrajać i dostrajać moje zmysły w jednej sekundzie. Skoro tak się bawimy, proszę bardzo. Naparłam na niego, osunął się z pięt i wylądował na trawie. Podjęłam taniec. Wplotłam dłonie w burzę loków i błądziłam po jego ustach. Jedną dłonią oplatał mnie w talii, a drugą podtrzymywał w pionie. Czego ode mnie chcesz? Gdy raz zbliżysz się do niego, nie będziesz mogła oderwać się już nigdy. Oddziaływał jak magnes – cholerny Izzy. Bliżej, bliżej… Jednym ruchem powalił mnie na pachnąca trawę. Dyszeliśmy ciężko. Patrzył na mnie rozgorączkowanym wzrokiem, a fale loków oplatały moją głowę delikatną kurtyną. Zmrużył oczy, a mnie oplótł zapach dymu i mięty. Wciągnęłam go rozkoszując się każda drobinką.
- Nienawidzę cię – uniosłam wyzywająco brew. A to ci nowość…
- Działasz jak narkotyk, a uzależniasz jak najgorsza wódka – uśmiechnęłam się z wyższością. Lata praktyki.
- Oj zamknij się – przyciągnęłam go do siebie za garść zebranej z klatki piersiowej koszulki. Nic tylko wykląć Izzy’ego. Cholerny jasnowidz. Bliżej, bliżej…
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 21.07.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(29): 27 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii