warto go przeczytać
Oczy zamykały mi się same. Buty ściągnęłam już w połowie drogi do domu. Jakże cieszył mnie ten stary, piętrowy domek, w którym mieszkałam z bratem. Po jego wyrzuceniu z uczelni i przeniesieniu się do innego miasta, zajmowałam go sama. Lukas nic nie powiedział rodzicom, więc formalnie nadal tu jest, lecz praktycznie zagląda nie częściej niż raz w tygodniu. Uśmiechnęłam się sennie do nikłego odbicia w lakierowanej powierzchni drewna. Przekręciłam kluczyk z cichym zgrzytnięciem – ciekawe czy Kudłacz poszedł już do siebie. A raczej czy poszedł już gdziekolwiek w swoją stronę, bo z tego co wiedziałam, nie miał chwilowo stałego miejsca zamieszkania. Zostawiłam go w stanie stuprocentowej niezdatności do niczego, oprócz snu. Ustawiłam wysokie buty na półce i zajrzałam do byłej sypialni. Od razu przeszła mi ochota na spanie.
Rozpościerał się wygodnie na łóżku w samych spodniach, cicho brzdąkając na niepodłączonej gitarze, a obok niego leżała naga – jak sądzę - dziewczyna w rozmazanym makijażu i potarganych włosach. Oboje popalali swoje papierosy zajęci wyłącznie sobą. Po podłodze walały się ciuchy i biżuteria, na stoliku stał rząd szklanek, kubków i pustych, lub prawie pustych butelek po whisky i winie. Do pokoju wpadało chłodne powietrze nocy. Oparłam się o ścianę, żeby nie upaść. Jak mógł to zrobić w moim domu, na tym łóżku…
- Ann? – spojrzał na mnie z mieszaniną niepokoju i zaskoczenia. Urwał melodię w pół nuty. Spojrzałam mu w oczy – przekrwione, ale w tej chwili jak najbardziej trzeźwo patrzące.
- Twoja dziewczyna? – głos dziewczyny był tak szorstki i arogancki, że niemal zazgrzytałam zębami. Była ładna. Bez skrępowania nago zbierała swoje ciuchy, by zniknąć za drzwiami łazienki. Czułam się jak po długiej wędrówce – wypalona i chcąca wrócić do bezpiecznego miejsca. Podszedł do mnie bardzo blisko. Czułam ciepło bijące od jego ciała – zrobiło mi się niedobrze – nie wiem od domysłów czy alkoholu, jaki wypiłam wcześniej. Zgięłam się wpół, przytrzymał mnie w mocnym uścisku, żebym nie osunęła się w dół. Spojrzał na mnie z troską.
- Wytłumaczę – zaczął, ale stanęłam o własnych siłach przerywając mu. Byłam zawiedziona.
- Nie trzeba. Nie jestem twoją cholerną dziewczyną. Nic nas nie łączy, więc nie musisz. Po prostu nie sprowadzaj swoich dziwek do mojego domu – wyszeptałam sennie, obojętna i spokojna. Nieco chwiejnie ruszyłam do drzwi, przytrzymując się jedną ręką ściany. Zacisnęłam w garści buty i plecak.
- Zostań… - spojrzałam na niego ostatni raz – zarumienione policzki, zamglone oczy, roztrzepane włosy i niechlujnie ubrane spodnie opadające miękko na biodra.
- Zostaw klucz, gdzie zwykle. Wynieście się przed 13. O 15 przyjeżdża Lukas. Muszę zdążyć posprzątać – nadal nie byłam w normalnym stanie. Opuściły mnie wszystkie siły, chciałam tylko łóżka. Łóżka w innym domu. Kierunek Izzy. Albo Derek. Zresztą, co za różnica. Przeszłam przez próg, ale zdążyłam jeszcze usłyszeć stek przekleństw wyrzucanych z jego ust z prędkością karabinu maszynowego. Zmrużyłam oczy, ale nadal nie rozróżniałam słów – szkoda, mogłabym się nauczyć czegoś nowego. Szłam wolno, męczył mnie każdy krok. Zresztą czego się po nim spodziewałam? Że będzie siedział grzecznie? Prychnęłam bezgłośnie, drwiąc z własnej naiwności. To nie jest normalny chłopak – to diabeł w naciągniętej na siebie skórze niewinności. Dla niego liczy się tylko alkohol, papierosy, seks i muzyka. Nie czeka aż otworzysz mu łaskawie złotą bramę do serca, by mógł wjechać na swym rumaku. On znajdzie otwarte drzwi i skorzysta z okazji, po czym wymknie się po cichu. Zacisnęłam zęby. Dlaczego tylko on może pogrywać według tych zasad? ‘Dziecino, świat należy do ciebie’ – jak mawia Derek.
Kiedy stanęłam przed siatkowymi drzwiami dochodziła trzecia rano, a ja byłam po kilku butelkach niezłego piwa – pięć, a może piętnaście? Nie liczyłam… Otwarłam je, mało nie rozkrwawiając sobie nosa o framugę. Z wewnątrz płynęła miła, pulsująca muzyka The Sex Pistols, czyjeś krzyki i jęczenie. W lekko przymglonym tłumie wyłowiłam kilka par obściskujących się na środku, jedną, która bez skrępowania urządzała sobie striptiz w kącie oraz mnóstwo pomniejszych osób w trakcie, lub czających się do miłosnych igraszek. Tak wyglądała każda impreza Izzy’ego. Derek krzyczał coś do telefonu w kuchni, ale kiedy mnie zobaczył rzucił tylko ‘zadzwonię’ i rozłączył się. Potknęłam się i spojrzałam w dół – ziemia pulsowała do rytmu gitary przybliżając się i oddalając. Zachichotałam z radości.
- Gdzieś się tak urządziła? On odchodzi od zmysłów – wziął mnie pod ramię, sadzając na stołku przy stole. Wydawał się groteskowo zły.
- To skończony idiota… sukinsyn szukający nowych dup do zaliczenia – położyłam głowę na blacie stołu. Wyrwało mi się urywane czknięcie.
- Zdzielę go jego własną gitarą po tym pustym, napuszonym łbie! Znowu się naćpał – czknęłam znów, podziwiając orgię kolorów w kuchni. Sięgnęłam po butelkę szampana. Delikatnie wyciągnął mi ją z dłoni. Mruknęłam niezadowolona.
- Na dzisiaj koniec zabawy, mała. Idziemy spać – pomógł mi wstać, posłusznie poszłam z nim na górę. Po drodze szepnął coś Izzy’emu, pomachałam mu i uśmiechnęłam się do niego radośnie. Wtedy urwał mi się film, jakby koniuszek uśmiechu zerwał linę trzymającą kotarę…
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 21.07.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(28): 26 gości i 2 zarejestrowanych:
exother, Mii