warto go przeczytać
Inkwizytor Irlina poprawiła włosy i wygodniej usiadła na krześle w małej kawiarence w Borówce Podlaskiej. Spoglądała niecierpliwe na zegarek. Wyraźne na kogoś czekała.
Była to bardzo ładna i zadbana dziewczyna. Miała długie, kręcone, kasztanowe włosy luźno opadające na ramiona i plecy; jej oczy były zielone, duże i okrągłe, co - wraz z małymi, czerwonymi ustami i pulchnymi policzkami - dawało jej charakterystyczny, sympatyczny wyraz twarzy. Krótko mówiąc, wyglądała jak zwyczajna, niewyróżniająca się niczym nastolatka, tak też była ubrana - w zwykłe, niebieskie dżinsy i szarą bluzę z kapturem.
Po kilku minutach do jej stolika podeszła inna dziewczyna, wyglądająca zgoła inaczej: jej włosy były ufarbowane na jaskrawy blond w ciemne pasemka, a zielony kolor jej oczu był całkiem zakłócany przez ciemno-fioletowe cienie pod oczy oraz pogrubione tuszem rzęsy. Jej twarz była blada od pudru, a w podbródku widać było srebrny, okrągły kolczyk - podobny jak pięć innych w jej uchu i dwa w łuku brwiowym.Ubrana była w jaskrawo-zielone dżinsy i najmodniejszą, równie jaskrawą, beżową koszulkę. Jej szyja była otulona czarno-zieloną arafatką.
Inkwizytor Irlina wstała i podała przybyłej rękę.
- Cześć, Jowitko - powitała koleżankę.
- Hej, Iwona. Dzięki, że zgodziłaś się ze mną spotkać - odparł pokemon.
Po tym powitaniu obie nastolatki usiadły przy stoliku. Każda jednak na to spotkanie patrzyła zupełnie inaczej i oczekiwała po nim zupełnie czegoś innego. Inkwizytor Irlina dobrze o tym wiedziała.
Dobrze wiedziała, że to ona zmanipulowała Jowitę, by się z nią spotkała. Pokemon - sam o tym nie wiedząc - stał się bowiem obiektem zainteresowania Szkolnej Inkwizycji. Była to organizacja założona przez samego dyrektora szkoły - Tomasza "Suchego" Sucharzewskiego, który przez Inkwizytorów tytułowany był dodatkowo generałem. Złożona była z najbystrzejszych, najwrażliwszych i najbardziej godnych zaufania uczniów, którzy tępili zepsucie i subkultury szkodliwe dla młodzieży wewnątrz gimnazjum i liceum im. Henryka Sienkiewicza, oraz nawracali ich na normalny, wolny od owych durnot styl życia. Choć postronny obserwator mógł wziąć to za bezsensowną zabawę i iście dziecinny zryw na dziwne, bądź co bądź, ale wśród młodzieży normalne zachowania, to jednak ich praca rzeczywiście odnosiła pozytywny skutek. Stosując naprzemiennie zastraszanie, manipulację oraz - w skrajnych przypadkach - niezbędną przemoc, odnosili zadziwiające wręcz efekty. Od czasu powstania Inkwizycji (a raczej ich pierwszej kapituły - Łowców Emo) upłynęły już prawie trzy lata, a jednak przez ten czas spadła ilość uczniów noszących arafatki i farbujących na czarno włosy, myślacych o śmierci i tnących się żyletkami. Również ta część Inkwizycji, która zajmowała się zwalczaniem pokemonizmu - czyli kapituła Łowców Pokemonów, do której należyła Inkwizytor Irlina - odnosiła znaczne sukcesy, choć powstała dopiero w rok po założeniu owej organizacji.
Aby jednak skutecznie działać, Inkwizytorzy potrzebowali kompletnych informacji o swych celach. W wypadku Jowity, którą zajmowała się Inkwizytor Irlina, raport był prawie gotowy. Został jej do przeprowadzenia tylko krótki wywiad mający potwierdzić i uzupełnić wszystkie zebrane do tej pory informacje, które umożliwią przeprowadzenie odpowiedniego procesu resocjalizacyjnego.
Inkwizycja była, oczywiście, organizacją ściśle tajną - nikt postronny nie wiedział nawet o jej istnieniu, a jej konspiracja była tak znakomita, że ich ofiary nie podejrzewały nawet istnienia zorganizowanej grupy zjamującej się tego typu działalnością. Natomiast po udanym procesie nawrócenia nikt z byłych emo czy pokemonów - choćby i próbowali - nie potrafili odkryć, kto tak naprawdę pomógł im zmienić życie, choć wtedy szukali swych byłych prześladowców nie z nienawiści, ale z wdzięczności. O profesjonaliźmie i znajomości psychologii i metod resocjalizacji generała Suchego - na którego ideach i pomysłach działała cała organizacja - świadczyły również wymagania, jakie stawiał Inkwizytorom, tak szeregowcom, jak i sierżantom i kapitanom poszczególnych kapituł. Obowiązywała dyscyplina i pseudonimy konspiracyjne, jak również dokładne raportowanie swych działań, a to wszystko miało znaczenie nie tylko praktyczne, ale i stwarzało niepowtarzalną atmosferę, która motywowała członków Inkwizycji do działania. A prowadzili swe operacje na przeznaczanych im celach z wielką wprawą i profesjonalizmem.
Tak więc przed przystąpieniem do właściwego procesu resocjalizacji Jowity Irlina musiała przeprowadzić wywiad tak, by jej koleżanka nie zorientowała się, jakie realne intencje ma Inkwizytorka. Resocjalizatorka dobrze wiedziała, o czym będa ze sobą mówić - długa i subtelna manipulacja zaowocowała zaufaniem Jowity do Iwony, co umożliwiło przeprowadzenie potrzebnej w tym celu rozmowy.
Gdy dziewczyny zamówiły po kawie, Jowita natychmiast przeszła do tematu, nie zaczekawszy nawet na napój.
- Słuchaj, to okropne, co mi się ostatnio dzieje. Nie uwierzysz, co ja teraz przechodzę!
- Uspokój się, Jowitka - odrzekła spokojnie Irlina. - Uspokój się i opowiadaj, co takiego się właściwie dzieje? Wiem, że jesteś zaniepokojona i przestraszona, ale nie bardzo wiem co jest tego powodem, no więc co się dzieje?
- Trudno mi w to uwierzyć, ale... chyba ktoś mnie prześladuje - odparł cicho i ze strachem pokemon.
- Żartujesz! Dlaczego ktoś miałby cię prześladować?
- Bo jestem taka! Każdy, kto mnie widzi, mówi na mnie "laska" albo "pokemon"! To pewnie któryś z takich właśnie kretynów, bo tym co wołają na mnie "ale lacha" mój chłopak dałby nieźle popalić. Nie wiem, czemu to robią - zazdroszczą mi, że chcę być ładna i modna? Może nie stać ich na takie ciuchy i robią to z zazdrości!
- Ale co właściwie robią? - spytała niewinnie Inkwizytorka, notując sobie w pamięci, by zapisać w raporcie o tym, iż jest to typowy okaz modnego i głupiego pokemona, który za dbanie o siebie uważa robienie sobie żałosnych fryzów w dziwnych kolorach oraz faszerowania różnych części ciała metalem w postaci kolczyków.
- Dużo tego jest... podam ci przykład. Wracam sobie do domu, przechodzę obok jakichś gówniarzy w kapturach siedzących na ławce. Nagle, nie wiem czemu, potykam się i wpadam twarzą prosto w kałużę, patrzę za siebie - a to okazuje się, że potknęłam się o rozciągniętą w poprzek chodnika żyłkę, a tych gówniarzy już tam nie ma. Nawet nie zostali, żeby się pośmiać, po prostu zniknęli! Albo... jak skończyliśmy raz wcześniej lekcje w poniedziałek tydzień temu, to zniknęła moja nowa kurtka - przepadła bez śladu! Dopiero dwa dni temu znalazłam ją - nie zgadniesz gdzie - we własnym koszu na śmieci na własnym podwórku!
- Lol - powiedziała Irlina. To zawsze dobre słowo, kiedy się chce kontynuować dyskusję i nie wtrącić niczego, co by zmieniło jej tor.
- Właśnie tak się stało! Było tysiące takich historii: nagle orientowałam się, że mam zupełnie paskudny makijaż, chociaż jak się malowałam w kiblu, to wszystko było dobrze, czyli ktoś mi grzebał w torbie i dobrał się do moich kosmetyków! Raz w ogóle zniknęły, a znalazłam je dopiero następnego dnia, w kiblu zresztą, z pozamienianymi i przyklejonymi etykietkami zupełnie innych kosmetyków!
- No dobrze - przerwała Inkwizytor, mając już pewność, że wspominane przez pokemona prowokacje odniosły pożądany skutek i umożliwiły prawidłowe nastawienie psychiczne Jowity - ale nie uważasz, że to dziwne, że uwzięli się akurat na ciebie?
- A co mnie to obchodzi?! - niemal krzyknęła zrozpaczona dziewczyna. - Wariuję już od tego i nawet nie zastanawia mnie, kto i dlaczego to robi!
"A więc faktycznie jest tępa i nie ma za krzty pokory" - pomyślała Inkwizytor Irlina i też zanotowała to w pamięci do zaznaczenia w raporcie.
- No już, spokojnie, rozumiem, co czujesz - skłamała. - Wiem, że pewnie jest ci z tym ciężko, ale nie starałaś się odkryć, kto to robi?
- Oczywiście, że tak, ale to nic nie dało. Już zgłosiłam to do dyrektora, i obiecał sprawdzić nagrania z kamer, ale na żadnym nie widać, żeby ktoś zabierał mi kurtkę z szatni czy nalewał do moich nowych butów atramentu! W ogóle nic nie widać! Jak oni to robią, to ja nie mam pojęcia.
"Czyli generał dobrze się spisał z zacieraniem śladów" - uśmiechnęła się w duchu Iwona. Następnie spytała:
- A co na to twoi rodzice? Mówiłaś im? Może oni mogliby ci w tym pomóc?
- Oni? - pokemon parsknął pogardliwie. - Starzy w ogóle się tym nie przejmują. Są wściekli, że chcę wyglądać jak normalne dziewczyny i nie rozmawiają ze mną prawie wcale. Pieprzą tylko, że mnie kochają i że nie chcą, bym wyglądała jak dziwka, bla, bla, bla, wiesz, takie pierdolenie. Nie mam co na nich liczyć, skoro nie chcą nawet pogodzić się z tym, że chcę wyglądać po ludzku.
- Hm, rozumiem - rzekła Irlina, ledwie powstrzymując się od okazania pogardy dla słów Jowity. Przez chwilę milczała i uspokojała się, starając nie okazywać swych prawdziwych uczuć, po czym - już wyluzowana - powiedziała:
- Słuchaj, ale może coś w tym jest? Nie zrozum mnie źle, ale czy nie pomyślałaś choć przez chwilę, że twoi rodzice... mają trochę racji i ci, co robią ci te wszystkie rzeczy, myślą podobnie, ale działają bardziej radykalnie?
- Jak możesz tak mówić? - oburzyła się Jowita. - Myślałam, że mogę ci zaufać!
- Wiedziałam, że źle mnie rozumiesz - odrzekła pospiesznie Inkwizytorka. - Chodzi mi tylko o to, że oni tak myślą, a nie, że tak jest... nic nikomu do tego, jak się ubierasz ani jak wyglądasz - mówiła, choć wiedziała, że jej rodzice mają stuprocentową rację - ale oni tak nie uważają, i starają ci się to po chamsku wyperswadować.
- Coś w tym jest - zgodziła się nastolatka i pohamowała gniew. - Ale czuję się z tym okropnie, przecież nic nikomu nie zrobiłam!...
- Naturalnie, że nie - uspokajała koleżankę Iwona - ale nie o to chodzi. Powiedz tylko szczerze: poza tym, że sprawia ci to wiele przykrości, ruszyło cię to, co oni robią, skłoniło do zastanowienia, czy nie mają racji? Pytam, bo chcę być pewna, że nie dasz się zastraszyć - zapewniła pokemona Inkwizytor. Odpowiedź była - niestety - zgodna z jej przewidywaniami.
- Niby dlaczego? Przecież to moja sprawa, a to, co oni mi robią, to zwyczajne przestępstwo! Nie mają do tego prawa!
"A więc będzie z nią ciężko" - pomyślała z goryczą Inkwizytor Irlina. "Typowy przykład tępego, pysznego pokemona". Jako że potret psychologiczny Jowity miała już niemal całkowicie kompletny, przeszła do końcowych pytań:
- Starałaś się ich olać i nie zwracać uwagi na to, co ci robią?
- Na początku tak, kiedy różne tego typu rzeczy zaczęły się robić coraz częstsze, pomyślałam, że oleję to i dadzą mi spokój. Ale dwa tygodnie nic to nie dawało, i w końcu zaczęłam pękać. Strasznie się mnie uczepili, a kiedy zauważyli - bo na pewno wiedzieli - że się załamuję, to wszystko zaczęło się robić jeszcze gorsze, robili mi znacznie większe świństwa... jak choćby posmarowanie czapki klejem od środka...
- Ale jak mogli zauważyć? To ktoś z klasy?
- Może i tak, może i nie, ale wystarczy, że chodzimy do tej samej szkoły, może to gówniarze licealiści zmówili się, chociaż stawiałabym na licealistów, bo coraz częściej ich zaczepki dopadają mnie w klasie, na lekcjach... na przykład ten nędzny żart z pierdzeniem z telefonu, jak siadam... jak oni to zrobili, że nikt do tej pory nie wiem, kto to puścił?
- Pytałaś wychowawczynię, czy mogłaby coś zrobić?
- A co ją to obchodzi? Ma mnie za taką samą idiotkę jak te nędzne emokidy, jak Gabryśka albo Anka, chociaż to nie ja się tnę i nie myślę cały czas o śmierci... chociaż ostatnio, jak mnie naprawdę mocno wkurzyli, to i chciałam się zabić.
- No coś ty, jak w ogóle mogłaś tak pomyśleć? Przecież to wszystko da się przeżyć, i z pewnością jest na to jakaś rada.
- No, niby tak... i właśnie dlatego pomyślałam, że ty mogłabyś mi pomóc...
- A tak w ogóle - spytała nagle Iwona - czemu uważasz, że właśnie ja mogę ci z tym pomóc? Co ja takiego mogę? Co widzisz we mnie takiego, że poprosiłaś akurat mnie o pomoc?
- No... bo jesteś życzliwa i pomocna, i w dodatku masz dużo mądrych pomysłów, i z pewnością coś wymyślisz - odrzekła nieco zaskoczona swą własną szczerością Jowita. - Jakoś wszyscy cię lubią, nie zadzierają z tobą, a w dodatku ostatnio zainteresowałaś się, czemu znów płakałam w łazience... to było po tym, jak ktoś podłożył mi ściągę na sprawdzianie i dostałam lufę. Wszyscy się wtedy ze mnie śmiali, dziewczyny trzymały się z daleka, nie chciały rozmawiać, dopóki się nie uspokoję, dopiero potem zaczęły mnie pocieszać bez sensu... a ty przyszłaś od razu, uwierzyłaś mi, że to nie moja ściąga... wtedy pomyślałam, że mogłabym ci się zwierzyć z moich problemów. Tak więc... szczerze to nie wiem, jak konkretnie możesz mi pomóc, ale sądzę, że jeśli ktoś może to zrobić, to właśnie ty.
- Fajnie, że mi ufasz - Irlina uśmiechnęła się, tym razem szczerze, bo zaufanie Jowity było kluczowe dla powodzenia dalszej operacji nawracania. W międzyczasie kelner przyniósł zamówione filiżanki kawy. Dziewczyny podziękowały i przerwały na chwilę rozmowę, by napić się gorącego napoju.
- Powiedz mi jeszcze - podjęła po chwili Inkwizytorka - czemu nie poprosiłaś innych o pomoc? Na przykład Miśkę albo Patrycję... jesteście chyba dobrymi psiapsiółami?
- Tak to wygląda? No cóż, może i sprawiamy takie wrażenie - mruknęła Jowita. - Chodzimy razem po sklepach, piszemy eski, komcie na fotce i gaday na gg, ale... tylko nie mów im tego... powiem ci zupełnie szczerze: w takich sprawach jak ta nie ma na nie raczej co liczyć. Są miłe na codzień, to prawda, ale niepoważne i tylko śmieją się, kiedy mówię im o swoich problemach. Im też naturalnie opowiadałam o tym wszystkim, co się mi ostatnio dzieje, ale mówią mi tylko, żebym się nie przejmowała. Jak mam się niby nie przejmować? Oszaleć można, a one mi mówią: nie przejmuj się!
- Fakt, nie bardzo możesz na nich teraz polegać - zgodziła się Iwona. - Ale twój chłopak... on też nie chce ci pomóc?
- On, no, wiesz... zazwyczaj niewiele ze sobą rozmawiamy. Jest fajny, owszem, ale nie bardzo się przejmuje moimi problemami. Głównie to się całujemy. Nie wiem, chyba w ogóle to go rzucę, bo na początku było z nim fajnie, a teraz... w ogóle go nic nie obchodzi.
- Rozumiem - mruknęła Irlina. Ta informacja praktycznie uzupełniła cały portret psychologiczny pokemona, więc Inkwizytorka postanowiła kończyć rozmowę.
- W takim razie - rzekła - ja chętnie ci pomogę. Jak to się mówi - prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie.
- Nawet nie wiem, jak ci dziękować - Jowita mało nie rzuciła się Iwonie na szyję, cała rozpromieniła się i wyglądała w tej chwili prawie ładnie.
- Mam już nawet pewien pomysł, co można poradzić na twoją sytuację - Irlina skrzyżowała palce pod stołem - ale o tym porozmawiamy w poniedziałek w szkole. Jutro piątek, więc i tak niewiele zdziałamy, ale od nowego tygodnia postaram się, żeby ci frajerzy dali ci spokój.
- Och, dzięki, Iwonka, jak mogę ci się odwdzięczyć? - Jowita cieszyła się jak dziecko.
- Na razie nie trzeba. W poniedziałek wytłumaczę ci wszystko - powiedziała z uśmiechem Inkwizytor Irlina i wraz z koleżanką dopiła kawę. Następnie wstała, i to samo uczynił pokemon. Dziewczyny podały sobie ręce i Iwona wyszła z kawiarni.
Gdy upewniła się, że Jowita jej nie widzi, odetchnęła.
"Teraz tylko raport i zaczynamy akcję na całego" - pomyślała. Wyjęła z kieszeni komórkę i napisała krótkiego smsa do swojego sierżanta, Inkwizytor Marenidy:
"Wywiad z pokemonem zakończony pomyślnie. Resocjalizacja od poniedziałku, raport będzie na wieczorne zgromadzenie kapituły".
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 02.01.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(32): 28 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, dezerter89, Zygmunt Krasiak, Mii