Szkolna Inkwizycja: Łowcy Emo (cz.4)

Sierżant Markinus obudził się. I natychmiast tego pożałował. Leżał w jakiejś ciemnej uliczce. Nic nie widział, pomyślał, że prawdopodobnie jest już po zmroku. Głowa bolała go niemiłosiernie. -Gdzie ja jestem? - wyszeptał. Próbował sobie przypomnieć, co się wydarzyło, ale nie pamiętał absolutnie niczego. Nawet tego, jak się nazywa. "Mam amnezję" - pomyślał. Na szczęście nie była to prawda. Po kilku minutach zaczął sobie mgliście przypominać wydarzenia sprzed kilku ostatnich godzin. "Zaraz... tak, wyszedłem ze szkoły. Śledziłem... kogo ja śledziłem? A, Gąsiora. Hm, ale dlaczego? Zaraz... a no tak, miałem się nim przecież zająć i trzeba było zebrać informację... potem poszedłem za nim do domu, dalej do jakiejś uliczki... a później..." - wtedy sobie przypomniał, co się stało później. Ogarnęło go przerażenie. -Inkwizycja jest w niebezpieczeństwie - wyszeptał. -Miło, że są już wszyscy - rzekł Gąsior z szerokim uśmiechem. Brat-komandos Eustechiasz znów uczestniczył w tajnym spotkaniu emo. Kilku z nich zdążył już trochę poznać, jednak dwóch czy trzech w ogóle nie kojarzył. -Zapewne niektórzy z was nie wiedzą jeszcze - rozpoczął przemowę przywódca zgromadzenia - iż nasza walka z Inkwizycją posunęła się ostatnio naprzód. Umilkł na chwilę, a wszyscy w napięciu czekali, aż będzie kontynuował. Szczególnie denerwował się Eustechiasz, bo bardzo go interesowało, o jakim to postępie mówi jego wróg. -Jak wiecie - podjął po kilku sekundach Gąsior - udało mi się trafić na trop tej organizacji, która, niby to w imieniu działania dla dobra naszej szkoły, terroryzuje nas i naszych kolegów. Pozostali pokiwali głowami z aprobatą. Komandos również pokiwał. Po czym pomyślał ze złością: "jakoś nikomu to na złe jeszcze nie wyszło". -Jakiś czas temu, po wielu godzinach spędzonych na poszukiwaniu tych wandali, udało mi się zidentyfikować kilku z nich. Gąsior lubił takie mądre słowa jak "zidentyfikować", w dodatku dodawały one jego wypowiedziom powagi, o co mu z resztą chodziło, bo ludzie chętniej słuchali mądrze brzmiących przemówień. Tym razem jednak sama informacja wzbudziła zainteresowanie i powszechną chęć do dalszego słuchania. -Jeden z nich próbował mnie śledzić, ale ja i nasi koledzy z trzeciej "f" - wskazał kilku wysokich emo - zaczailiśmy się i wyperswadowaliśmy mu ten pomysł z głowy. -A kto to jest? - spytał z ciekawością jeden z członków zebrania. -Ten cwaniaczek z drugiej "a" liceum, Marek Zaleski - odrzekł z uśmiechem lider zgromadzenia. Bratu-komandosowi Eustechiaszowi zrobiło się słabo. Brat-sierżant Markinus wlókł się do domu. Było już bardzo późno, i podejrzewał, iż jego rodzice strasznie się o niego niepokoili. Po drodze zastanawiał się, co teraz Inkwizytorzy powinni robić. Pewne było, że emo dowiedzieli się o istnieniu Inkwizycji, i będą próbowali ją zniszczyć. Tylko jak ich wykryli? Czemu Eustechiasz nic o tym nie wie? Czyżby nie rozmawiał o tym z Gąsiorem na tych tajnych spotkaniach emo? Wkrótce dotarł na miejsce. Otworzył furtkę i podszedł powoli do drzwi. Zapukał, ponieważ o tej porze drzwi były już prawdopodobnie zamknięte. Zupełnie zapomniał o istnieniu dzwonka. Po chwili otworzyła mu jego mama. -Marek, gdzieś ty się podziewał? - krzyknęła pani Zaleska. - Strasznie się o ciebie z ojcem martwili. I przyszedł też kolega z klasy, miał coś bardzo ważnego, mówił, że musi się z tobą spotkać, Boże, a ciebie tyle czasu nie było, chcieliśmy dzwonić na policję... -Przepraszam, mamo - mruknął sierżant. - To nie moja wina. -No więc co się stało? Gdzie byłeś? I czemu jesteś taki poobijany? - spytała przerażona kobieta, gdy jej syn stanął w oświetlonym przedsionku. Marek stwierdził, że nie warto ukrywać prawdy. Odpowiedział więc: -Zostałem pobity. Pani Zaleska zbladła. -Pobity? Ale jak to? Gdzie? Przez kogo? -Przez takich frajerów ze szkoły - odparł. Ból jeszcze nie ustąpił, emo porządnie go zlali. - Ale nie mam żadnych dowodów, nikogo w pobliżu nie było, nic im nie możemy udowodnić - dodał od razu. Wolał osobiście zająć się własnym problemem, nie chciał angażować w to policji. W grę wchodził zresztą los całej Inkwizycji. -Ale dlaczego mieliby cię bić? Czy mieli jakiś konkretny powód? -Zdaje się, że po prostu mnie nie lubią - odparł po namyśle Markinus. - Nic im złego nie zrobiłem, nikogo nie prowokowałem. Ale wiesz, kretynów na tym świecie nie brakuje. -Wiem, niestety - westchnęła pani Zaleska. - No ale coś trzeba zrobić z tymi sinakami. Wyglądasz jak ofiara przemocy w rodzinie. Marek poszedł do łazienki i przyjrzał się swemu odbiciu w lustrze. Faktycznie, miał wielką śliwkę pod okiem, zakrzepłą krew pod nosem i ogólnie wyglądał okropnie. -Gnojki - mruknął. Następnego dnia Marek Zaleski nie poszedł do szkoły. Rodzice nie protestowali, poza tym sami uznali, że ich synowi potrzeba odpoczynku. Tego popołudnia przyszedł do niego brat-komandos Eustechiasz. -Rany, wyglądasz strasznie - powiedział ze zgrozą, gdy tylko zobaczył kolegę. Zapomniał zupełnie o zwrocie "panie sierżancie", którego odruchowo używał podczas prywatnych rozmów z przełożonym. -Ciebie też miło widzieć - odrzekł z przekąsem sierżant Markinus. - Zamknij drzwi. Komandos usłuchał i powiedział: -To Gąsior cię tak urządził, prawda? -Skąd wiesz? - spytał Markinus. -Mówił nam o tym. Strasznie się tym podniecił, a wszyscy bili mu brawo, jaki to on jest mądry, że wie, że jesteś Inkwizytorem - odparł Eustechiasz. - Czyli już o nas wiedzą. -Wiedzą... - Markinus zamyślił się. - I co my teraz zrobimy? Właściwie to ma nas w garści. -Możemy mu spuścic wpierdol - zaproponował komandos. -No i co nam to da? Wkurzy się i jeszcze zawiadomi policję, że znęcamy się nad kolegami ze szkoły - zdenerwował się sierżant. - Nic nie możemy zrobić, bo nas wsypie. Możemy tylko czekać. A ty dowiedz się czegoś więcej. I zawiadom generała Suchego. Powinien o tym wiedzieć. -Tak jest - odrzekł Eustechiasz. -No dobra. Nie żebym cię wypraszał... -Rozumiem - powiedział natychmiast Eustechiasz. Wyszedł z pokoju i zamknął drzwi. Sierżant Markinus pogrążył się w rozmyślaniach. Po pewnym czasie o pobiciu sierżanta Markinusa wiedział już cały jego oddział. Oczywiście przełożony nie powiedział, kto naprawdę go pobił, by nie wzbudzać paniki wśród podwładnych. Jednocześnie wiedział też, że, prędzej czy później, cała Inkwizycja dowie się o szczegółach całego zajścia - Gąsior na pewno nie poprzestanie na jednej takiej akcji. Twierdził jednak, iż trzeba robić wszystko, by dowiedziała się o wszystkim jak najpóźniej. Natomiast brat-komandos Eustechiasz odkładał złożenie raportu generałowi Suchemu. Nie była to zresztą jego wina. Gdy próbował zbliżyć się do gabinetu dyrektora, jakimś zbiegiem okoliczności zawsze kręcił sie w pobliżu Gąsior. Eustechiasz, nie chcąc wzbudzać podejrzeń wywrotowca, oddalał się wtedy, jednak - gdy potem chciał ponowić próbę poinformowania przełożonego o sytuacji - sytuacja się powtarzała. "Czyżby wiedział i o generale?" - spytał sam siebie komandos po którejś z kolei nieudanej próbie złożenia raportu. Możliwe było, iż wywrotowcy wiedzieli więcej, niż podejrzewał. Tak minął tydzień od pobicia sierżanta Markinusa. W tym czasie Gąsior wyznaczył czas i miejsce następnego tajnego spotkania, na które brat-komandos Eustechiasz oczywiście się udał. Tym razem emo było naprawdę wielu. Spotkanie odbywało się znowu w szatni. -Mam dla was świetną wiadomość - rozpoczął Gąsior z uśmiechem. - Mam cynk o dużej akcji przeprowadzanej przez Inkwizycję dziś wieczorem. Wśród emo zapanowało poruszenie. Natomiast Eustechiasz był kompletnie zaskoczony. "O czym on mówi? Skąd może wiedzieć o jakichkolwiek akcjach? A może tylko blefuje?". Szybko jednak okazało się, iż Gąsior faktycznie był dobrze poinformowany. Przedstawił bowiem dokładny opis operacji, jaką miał przeprowadzić oddział brata-sierżanta Entylemona. Polegała ona na przestraszeniu grupy emo, która miała wtedy przechodzić w określonym miejscu w mieście. Oddział sierżanta Entylemona ciężko pracował, by zdobyć informację o tym, gdzie ci osobnicy będą wtedy się znajdować, a teraz Gąsior popsuł im szyki. Brat-komandos Eustechiasz wiedział, że trzeba będzie ostrzec sierżanta. A potem bezwzględnie ostrzec generała Suchego. Wiedział już bowiem, skąd wróg tyle wie o Inkwizycji. W gabinecie Tomasza Sucharzewskiego rozległo się pukanie. Dyrektor westchnął. Już wiedział, co się zaraz zdarzy. -Proszę - powiedział głośno. Do gabinetu wszedł pośpiecznie brat-komandos Eustechiasz, co rozwiało wszelkie wątpliwości generała. Znów czeka go kolejna zła informacja na temat Inkwizycji. -Witaj, bracie-komandosie. Co się stało tym razem? -Panie generale, coś strasznego! Ledwo uprzedziłem oddział brata-sierżanta Entylemona, a poza tym znowu mogą zrobić to, co sierżantowi Markinusowi... -Spokojnie, bracie-komandosie. Powiedz, co się stało? Brat-komandos Eustechiasz nabrał powietrza i rzekł: -W Inkwizycji jest zdrajca. C.d.n.



        Dedykacja: Dla Anki Nowak, która bardzo chciała mieć dedykację opowiadania o Inkwizycji.

Płeć: mężczyzna
Ocena: 5.333
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 22.02.2009r.

1     

m. r. vesper Użytkownik 23 02 2009 (22:00:27)

Użytkownik ocenił pracę na 6

świetnie xD ja jutro na ostatki właśnie za emo sie przebieram ... powinnam bać się Szkolnej Inkwizycji? x)

niedostepnaa Użytkownik wpmt 23 02 2009 (21:27:58)

Użytkownik ocenił pracę na 5

fajne opowiadanie ;d parodia emo . podoba mi się Twój styl pisania czekam na kolejne odcinki :)

skandalistka Użytkownik WPMT 22 02 2009 (17:19:01)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Końcówka jest wspaniała, ale dzisiejszy odcinek trochę... momentami wieje nudą. Niektóre zdania są napisane trochę tak ''sztucznie'', ale mimo to całe opowiadanie czyta się lekko i przyjemnie. :) Dziś ode mnie piątka i czekam na kolejne części. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(69): 69 gości i 0 zarejestrowanych: