Pseudonim: PookyFan
Skąd: Tajna Kryjówka, obecnie Kraków
Napisanych prac:
- wiersze: 5
- proza: 24
- publicystyka: 24

Średnia ocen: 4.5
Użytkownik uzyskał: 243 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Wyimaginowana imaginacja (6..." 20.08.2009
"Władca Pierścieni -..." 27.05.2012
"Yandere" 30.12.2011
"Szkolna Inkwizycja: Łowcy..." 22.02.2009
"Szkolna Inkwizycja: Łowcy..." 05.02.2009

Inne prace tego autora:
"Szkolna Inkwizycja: Wywiad..." 02.01.2010
"Jak cicho, jak ciemno" 22.01.2012
"Opowieści mr.Radka [1]" 30.12.2011
"Imaginacja tu sentencyjna,..." 01.11.2011
"Władca Pierścieni -..." 27.05.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szkolna Inkwizycja: Łowcy Emo (cz.1)

Inkwizytor skradał się bezszelestnie w stronę drzwi. Poruszał się powoli, bokiem, plecami do ściany, nie wydawał też absolutnie żadnego odgłosu. Jego ostrożność uzasadniał fakt, że w szatni, do której się zbliżał, znajdowali się bardzo niebezpieczni ludzie. Ostrożnie zajrzał do środka. "Tak podejrzewałem" - pomyślał. Emo. Przyjrzał się im dokładnie. Było ich czterech, siedzieli obok siebie na ławce. Inkwizytor miał dobry wzrok, więc z daleka rozpoznał ich twarze. Nazywali się: Czesiek Gawron, Karol Piekarski, Paweł Sokół, którego - nie wiadomo czemu - wszyscy zwali "Gąsior", i Anka Borowska (dla poke-koleżanek bardziej znana jako "sWeEt AnUlCiA ;*"). Byli to typowi przedstawiciele przeklętej kasty emo w gimnazjum i liceum im. Henryka Sienkiewicza w Borówce Podlaskiej - jednej z dużych szkół, jakich pełno, ale wyróżniającej się jednym - członkowie wspomnianej subkultury stanowili około połowę wszystkich uczniów. Dodatkowo, wielu z nich było znacznie gorszych niż stereotypowy emo - połowa z nich regularnie się samookaleczała, a kiedyś w ciągu jednego roku dziewięciu uczniów tej szkoły popełniło samobójstwo. Jednak nauczyciele praktycznie nic z tym nie robili, natomiast dyrektor, pan Tomasz Sucharzewski - bardziej znany wśród uczniów jako "Suchy" - mimo szczerych chęci likwidacji tej subkultury ze szkoły, był bezsilny. Jako że emo było tak wielu, że niemożliwym było podjęcie żadnych kroków w stronę poprawy stanu psychicznego tak zdegenerowanej młodzieży - było jej po prostu za dużo. Dlatego trzy lata temu, w ścisłej tajemnicy, z inicjatywy Suchego powstała Inkwizycja - organizacja złożona z najlepszych, najdojrzalszych (pod względem psychicznym i duchowym) i najbardziej godnych zaufania uczniów. W Inkwizycji panowała ścisła hierarchia, która była uzasadniona niejawnym charakterem tejże organizacji - dezorganizacja mogła doprowadzić do przypadkowego ujawnienia się któregoś z Inkwizytorów; ta hierarchia umożliwiała też utrzymać porządek i posłuszeństwo wobec oficerów, czyli najbardziej zaufanych i najstarszych podopiecznych generała Suchego (jak sam się kazał tytułować). Poza tym ten system, jak również tytuły oficerskie, pomagały w utrzymaniu szczególnej atmosfery, wspomagającej w tak ważnej pracy społecznej, jaką zajmowali się Inkwizytorzy. Jako że - jak już wspomniano - ta wewnątrzszkolna organizacja była ściśle tajna, miała niewielu członków - z niemal tysiąca uczniów Inkwizytorami było czterdziestu (plus generał Suchy i kapelani - znajomi księża, wspomagający duchowo Inkwizytorów-uczniów w dziele resocjalizacji szkoły). Na pierwszy rzut oka metody działania Inkwizycji były niezrozumiałe, a niekiedy nawet sprzeczne z prawem. Na początku Inkwizytor dostawał zadanie śledzenia danego emo - chodzenia za nim ze szkoły do domu (niekiedy nawet z domu do szkoły), podążania za nim wszędzie, gdzie się udał w mieście, obserwowanie go w szkole oraz zbieranie o nim informacji - z kim się spotyka, jaką ma osobowość, charakter, oraz - co najważniejsze - jak bardzo zaawansowanym emo już jest. Bywali bowiem tacy, którzy farbowali włosy na ciemne kolory, nosili arafatkę i mieli wydumane problemy, jednak czerpali z tego tylko satysfakcję. Byli też tacy, którzy mieli całą mroczną filozofię na temat bezsensu życia, przez co np. dokonywali samookaleczeń, a ich fryzury, ubiór i ogólny wygląd zewnętrzny zaskakiwał niekiedy nawet najbardziej doświadczonych Inkwizytorów. Toteż dopiero po dokładnym zbadaniu danego osobnika przystępowano do działań resocjalizacyjnych, czyli - w wielkim skrócie - robienia różnych świństw nawracanemu emo i jednocześnie dawania mu wyraźnych sygnałów, że jego styl życia jest zły i prowadzi jedynie do jego zguby - bywały już przecież śmiertelne przypadki wśród osób, które emo zostawały dla zabawy. Wydawałoby się, że te niemiłe zdarzenia nie wywrą żadnego wpływu na nikogo, jednak specjalne metody Inkwizycji - połączenie tego niezbędnego terroru z psychologią - odnosiły zadziwiające i pozytywne skutki. Trzeba bowiem powiedzieć, że dyrektor Suchy był świetnym psychologiem, a Inkwizytorzy szybko pojęli sens oraz skuteczność takich działań. Z miesiąca na miesiąc emo ubywało, i choć wielokrotnie próbowano wytropić tajemniczych "chuliganów" siejących terror wśród uczniów, to Inkwizycja zdobyła sobie wielu sympatyków - szczególnie wśród tych, którzy się nawrócili. Mimo że o Inkwizycji nikt nie widział, jej członkowie stawali się coraz bardziej uwielbiani. Ten konkretny Inkwizytor, znany jako brat-sierżant Markinus, miał na celu właśnie Gąsiora. Był to dziwny człowiek - jednocześnie bardzo "mhhhoczny" i charyzmatyczny. Skupiał wokół siebie ludzi, którzy po jakimś czasie zaczynali brać z niego przykład: zakładali arafatki, robili sobie kolczyki w dziwnych miejscach, farbowali włosy, a następnie układali je w dziwne fryzury itd.. Ogólnie rzecz biorąc, Gąsior wciągał ludzi do tego, by zostali emo, a oni później sami pogarszali swój stan. Z tego tytułu generał Suchy polecił sierżantowi i jego oddziałowi zająć się nim. Markinus zauważył, że Gąsior ostatnio częściej niż zwykle spotyka się z wieloma najgorszymi emo, jakby wraz z nimi spiskował. Zwykle nie rozmawiał z ludźmi potajemnie, często gawędził z wieloma ludźmi zupełnie swobodnie. Teraz nagle zaczął się naradzać w grupach właśnie tam, gdzie trudno go było podsłuchać - w dodatku wyłącznie z osobnikami swego pokroju. Oddział Markinusa musiał to zbadać. Jednak on sam nie mógł zbliżyć się do Gąsiora i podsłuchać jego rozmów. Musiał wysłać do tej misji swojego podopiecznego - brata-komandosa Eustechiasza. Brat-komandos Eustechiasz odgrywał ważną rolę w szeregach Inkwizycji. Niegdyś sam był emo, ale dzięki niej się nawrócił. Co więcej, sierżant Markinus - który osobiście się nim zajmował w okresie resocjalizacyjnym - stwierdził, że ma on bogate wnętrze i nadaje się na Inkwizytora. Poprosił więc dyrektora, żeby przyjął go do ich organizacji. Generał Suchy w końcu się zgodził, choć nie był zachwycony pomysłem Markinusa, żeby wcielić byłego emo do instytucji Inkwizycji. Jednak Edward (takie było prawdziwe imię Eustechiasza - Inkwizytorzy nie używali prawdziwych imion, gdy rozmawiali między sobą o sprawach ich organizacji) udowodnił generałowi, że warto było podjąć to ryzyko - Markinus nie pomylił się co do niego. Od czasu, gdy został tam przyjęty jako komandos w oddziale sierżanta Markinusa (półtora roku po założeniu tej instytucji) nie zmienił jednak swego wyglądu. Nikt spoza Inkwizycji nie wiedział, że Edek nie jest już emo - czarne włosy ułożone w dziwnej fryzurze, jak również kolczyki i arafatka wciąż mu towarzyszyły. Wiązało się to z funkcją, jaką pełnił w organizacji - podejmował się bowiem misji szpiegowskich w środowisku emo. Była to ważna funkcja, która wiązała się z ciężką pracą - musiał bardzo ostrożnie, a przy tym naturalnie rozmawiać ze swymi celami tak, by nie zorientowali się, iż zbiera o nich informacje. Jednak doskonale sobie radził, i dzięki jego - często ryzykownym - misjom udało się nawrócić wielu emo. Innych Inkwizytorów zadziwiała gorliwość Eustechiasza, z jaką wykonywał swą funkcję. Niektórzy domyślali się, że za jego pracowitością i poświęceniem stoi chęć "odpokutowania" za to, że sam kiedyś prowadził tak zgubny tryb życia. Mimo iż był w tym czasie bardzo zagubiony emocjonalnie (co w pewnym stopniu usprawiedliwia to, że stał się członkiem tej przeklętej subkultury), wciąż nie mógł sobie wybaczyć tego, jaki był. Dlatego ciężko pracował, marząc, że pewnego dnia, gdy emo będzie znacznie mniej, będzie mógł porzucić głupi wygląd potrzebny w pracy komandosa, gdy stanie się już niepotrzebna, i zostanie zwykłym Inkwizytorem. - Sierżant Markinus! - rzucił Suchy. Markinus stanął na baczność. - Słucham, panie generale. - Meldować. - Panie generale, melduję posłusznie, iż obserwowany Paweł Sokół zwany Gąsiorem w ciągu ostatnich czterdziestu ośmiu godzin co najmniej siedem razy uczestniczył w tajnych naradach z ludźmi swego pokroju. Uznałem to za podejrzane, biorąc pod uwagę jego normalne zachowanie. Nigdy dotąd z nikim się potajemnie nie naradzał, zaczął to robić dopiero tydzień temu. Prawie zawsze spotyka się wtedy z różnymi osobami, czasami tylko na kilku spotkaniach są obecni ci, z którymi rozmawiał w ten sposób wcześniej. Do tej pory spotkał się łącznie co najmniej z siedemdziesięcioma trzema osobnikami subkultury emo. Niestety ani razu nie udało mi się usłyszeć, nad czym się naradzali - wyterkotał jak karabin maszynowy Markinus. - Hmmm, to bardzo podejrzane. On na pewno kombinuje coś niedobrego. Koniecznie musimy się dowiedzieć, o czym rozmawiają. - Pomyślałem, że mógłbym wysłać do tej misji brata-komandosa Eustechiasza, panie generale. - To chyba jedyne wyjście. Zapoznaj go ze sprawą i niech się tym zajmie. Najlepiej, gdyby sam mógł się znaleźć na jednym z takich spotkań. - Tak jest, panie generale! - Doskonale. Odmaszerować. Markinus zasalutował, odwrócił się i wyszedł z gabinetu dyrektora. Oficjalnym powodem, dla którego wezwał do siebie Marka (jak naprawdę miał na imię Inkwizytor) był rzekomy akt wandalizmu, którego dopuszczono się na terenie szkoły i z którym miał ponoć coś wspólnego. Oczywiście było to tylko przykrywką do złożenia raportu. Dyrektor Suchy był zapracowanym człowiekiem, poza tym Inkwizytorzy nie mogli się spotykać wszyscy razem zbyt często. Dlatego kapitanowie i sierżanci spotykali się z nim sami, a potem przekazywali jego rozkazy ludziom z ich kapituł i oddziałów. Kapituły były wyspecjalizowanymi członami Inkwizycji i zajmowały się resocjalizacją innych zdegenerowanych grup społecznych szkoły. W tamtym czasie funkcjonowały dwie kapituł - Łowcy Emo (którą dowodził brat-kapitan Tekalus) i Łowcy Pokemonów (dowodzonej przez brata-kapitana Oterlejona), która powstała rok po założeniu Inkwizycji w odpowiedzi na szerzącą się plagę "P0K3Mo0nIzMu". Dyrektor Suchy zastanawiał się też nad utworzeniem trzeciej kapituły, jednak Inkwizytorów było zbyt mało, żeby znów ich podzielić, musiał więc zadbać o nowych członków, a rekrutacja była zjawiskiem rzadkim i ostrożnym - zawsze istniało ryzyko, że w którymś momencie kandydat przestraszy się bądź zniechęci w stosunku do Inkwizycji, a wtedy mógłby na nich donieść organom ścigania. Bądź, co bądź, w świetle prawa prowadzili działalność nielegalną, nawet jeśli okazywała się ona słuszna. Markinus znalazł Eustechiasza przy jednym ze stolików, gdzie siedział z kilkoma emo, o których właśnie zbierał informacje. Popatrzył mu prosto w oczy, co było znakiem, że musi z nim porozmawiać, po czym poszedł kawałek dalej. Edek szybko skończył rozmowę i podszedł w jego stronę. Przywitał się z nim i, gdy upewnił się, że nikt ich nie podsłucha, powiedział na wszelki wypadek na głos: - Kiedy w końcu oddasz mi tą dychę? Już tydzień temu miałeś mi oddać kasę! - Po tym dodał szeptem: - Jakieś nowe zadanie, panie sierżancie? - Właśnie chciałem ci oddać, zaczekaj. - Markinus zaczął przeszukiwać kieszenie, i odszepnął: - Tak, bracie-komandosie Eustechiaszu. Zakończ badania nad Kruchym i Andrzejem, bo mam dla ciebie bardzo, ale to bardzo ważne zadanie. Spotkamy się w zwykłym miejscu osiem. - Tak jest - mruknął cicho Eustachiasz i uśmiechnął się. Gdy Marek wręczył mu pieniądze, rzekł: - Jak dalej będziesz tak długo oddawał kasę, to ci już nigdy więcej nic nie pożyczę. Ileż można czekać? - Pokręcił głową i odszedł. Markinus wiedział, że jego złość jest pozorna - na wszelki wypadek Inkwizytorzy nie zawsze oficjalnie byli przyjaciółmi. Często udawali, że nie są ze sobą związani, choć nie zawsze, żeby z kolei nie przedobrzyć z drugiej strony i nie wzbudzić podejrzeń. Inkwizycja była w doskonałej konspiracji. Tego popołudnia Markinus udał się na most, gdzie czekał już Eustachiasz. Sierżant szybko wyjaśnił komandosowi jego zadanie oraz odebrał od niego plik kartek z informacjami dotyczącymi właśnie przebadanych emo. Starali się to robić tak, by nikt ich nie zauważył, mimo że w okolicy nie było żywej duszy. Następnie pożegnali się i poszli w dwie różne strony. Sierżant Markinus nie wiedział, że jest obserwowany z daleka. Ciąg dalszy nastąpi...



Płeć: mężczyzna
Ocena: 4.833
Liczba komentarzy: 6    
Data dodania: 18.01.2009r.

1     

AnilG Użytkownik wpmt 06 06 2010 (10:40:23)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Wybacz, że nie skomentuję Twojego opowiadania bardziej wyczerpująco, ale jeśli chodzi o ocenianie czyichś prac, nigdy nie potrafiłam sprawić, by owa ocena była dłuższa niż kilkanaście linijek. Nie nadaję się w ogóle na krytyka ;D Ale wracając do Twojego opowiadania- najbardziej rozbawiła mnie chyba prawdziwość tego opowiadania (a może powinna zasmucić?) oraz te wszystkie komendy (Meldować, odmaszerować), bo na pierwszy rzut oka mogłoby wydawać się, że to jakaś prawdziwa, poważna misja....a to tylko (aż?) chwytanie Emo :D Powtarzam więc po moich poprzednikach: humor groteskowy. Świetnie wplotłeś go do swojego opowiadania ; ) A niech będzie...pięć!

koka Użytkownik 30 04 2009 (15:00:37)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Czytając uśmiecha się pod nosem - no chyba, że jest się emo to wtedy się tnie ;) Mi się bardzo spodobało i uważam, że zasługujesz na 5. Za pomysł, styl i ten uśmieszek pod nosem ;)

folk_queen Użytkownik wpmt 22 02 2009 (13:14:42)

Użytkownik ocenił pracę na 5

No, no! Masz bardzo ciekawy styl! I ten pomysł... Już na samym początku, w pierwszych linijkach, tak mnie wciągnęło, że nie mogłam się oderwać! Nie wierzę, że to ma taką niską ocenę! Napisane jest lekko, jakby "z porywu duszy", a nie jak gdyby autor męczył się z tym i pisał na siłę. I ta parodia, o której piszą wszyscy! Jak tylko znajdę czas, to przeczytam każdy Twój tekst. Jestem pod wrażeniem.

slavian Użytkownik wpmt 19 01 2009 (01:03:00)

No no ! ;) całkiem przyjemne :) czekam na następną część :) zostawiam 5 , pozdrawiam:).

Anonimka1826 Użytkownik wpmt 18 01 2009 (22:58:00)

Tak, rzeczywiście, humor groteskowy. :] Co prawda, powzięłam decyzję, że naśmiewać się z emo już nie będę, ale inteligenta parodia mnie aż tak nie drażni. Poza tym dosyć ciekawie napisane. Czekam na kolejną część. ;)

MGryglicki Użytkownik wpmt 18 01 2009 (21:26:56)

całkiem ciekawe. Mimo, że banał, to czekam na dalszą część. Taka groteskowa parodia o EMO i szykanowaniu ich to coś, czego szukałem od dłuższego czasu.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(40): 40 gości i 0 zarejestrowanych: