Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 10.01.2012
"Cztery dobre wróżby-..." 19.08.2011
"Uwięziona w przeszłości" 05.04.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Cztery dobre wróżby - epilog" 06.02.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Szkarłat niemocy cz. 1

Czternastoletnia Magdusia była ostrym wcieleniem diabła. Wiele razy ojciec wmawiał jej żartobliwie, iż najwyraźniej ktoś im ją podmienił. Nawet imię się nie zgadzało. Ojciec bowiem pragnął, by dziecię zwało się Gianną bądź Stracciatellą. Jego ekstrawaganckie, często żartobliwe pomysły, budziły tylko śmiech jej rodziny matki, właściwie jedynej jej przedstawicielki, babci Urszuli. A jednak Magdusia, czule tak zwana przez rozkochaną w niej matkę, nie potrafiła śmiać się razem z babcią. Ona po prostu szanowała wymysły ojca. Ojciec, szanowany profesor uniwersytecki o specjalizacji matematycznej, był czułym, spokojnym człowiekiem o niezłomnych zasadach. To z nim czuła więź, przymierze. Im bardziej szalona matka próbowała się do niej zbliżyć, tym dalej Magdusia uciekała. Matka, wbrew wyglądowi i postawie kruchego ciasteczka, była silna. Piękna, niezależna kobieta, która umie stawać na swoim. Jej imię, które nosiło dziewczę, było tego doskonałym przykładem. Magdalena Gabriela Konieczna. Konieczna – dokładne, trochę żałosne nazwisko ojca. Na samo wspomnienie prychała pogardliwie. Brnęła teraz ulicą, zagniewana na cały świat, wściekła i jadowita. Marzyła o duszy spokoju. Myśląc o swej niedoli i nieszczęściu, jakoś nieświadomie, zawędrowała, aż do cienistego Parku Bednarskiego. Doprawdy, nieszczęsne nogi zagnały ją, aż tutaj. Droga prowadziła przez długą alejkę pełną prywatnych domów, cały czas w górę. Gdyby Magdusia opamiętała się nieco wcześniej, zmierzałaby teraz w stronę Wielickiej, skąd miała odjechać tramwajem o godzinie czternastej dwadzieścia pięć. Jednak nie z Magdusią te numery. Roześmiała się lekko i postanowiła iść dalej. Czuła, że spacer dobrze jej zrobi. Po chwili przekroczyła stalową bramę i zabrnęła cienistymi alejkami w najdalszy kąt parku. Kiedy usiadła na starej, zielonej ławce, wpadła w nostalgię. Obserwowała wszystko wokół i po prostu syciła oczy. Już nie analizowała, jak to robiła na co dzień. Wreszcie, oprócz genów ojca matematyka, odezwały się w niej także nieliczne sztuki genów matki, znanej pisarki i wrażliwej duszy, mimo codziennego uporu. Nie zauważyła nawet, że ktoś się dosiadł. Dopiero, kiedy błysnął flesz, wynurzyła się z zamyślenia. - Tu każdy się zamyśla – stwierdził mężczyzna, kiedy omiotła go wzrokiem. - Yhm – odparła głupio, próbując zrozumieć, po co on do niej mówi. Obudziła się w niej rozwaga. Czy mógł być pedofilem? Nie, wyglądał miło. I był nieszczęśliwy, poznała to od razu. - A o czym ty myślałaś? Przyjrzała mu się uważnie. - Dlaczego zrobił mi pan zdjęcie? – warknęła. - To całkiem proste. Lubię interesujące osoby. - Nie bywam interesująca. - Każdy z nas bywa w sekundowych momentach życia. - Ja się za taką nie uważam. Jestem przeciętna, mam przesrane życie. Wszystko nie tak, nie tak…! On zerknął na zegarek. - Bądź tu jutro, dobrze? Jutro o piętnastej. I odszedł. - Ale dlaczego? – wykrzyknęła ona. Nie odpowiedział, tylko przyśpieszył kroku, aż wreszcie zniknął jej z oczu. *** - Magdaleno! Gdzieś ty się włóczyła, hm? – zdenerwowana jej przedłużającą się nieobecnością matka powitała ją złością. - Tam, gdzie mi się podobało! – wykrzyczała Magdusia i pobiegła do pokoju. Tam rzuciła się na łóżko i leżała tak bez ruchu. Potrzebowała nieco spokoju, czasu na przemyślenia. Nigdy nie przypuszczała, że zawrze znajomość z mężczyzną starszym od niej. Ile dokładnie – nie wiedziała. Chciała tylko bliżej go poznać, bowiem fascynacja zwiększała się z każdą godziną. Zerwała się z łóżka, odnalazła pilot od wysłużonej mini wieży i włączyła odtwarzacz CD. Na cały pokój ryknął cudowny głos Kurta Cobaina. Teraz mogła wszystko. - Magdaleno, ścisz to natychmiast! – wrzasnęła jej matka z kuchni, gdzie właśnie gotowała kolejną francuską potrawę. - Och, jaka ty jesteś nudna! – odpowiedziała jej Magdalena znużonym głosem, przekrzykując Cobaina. Przekręciła klucz w drzwiach i oddała się melancholii. *** - Boję się o nią, ostatnio jest taka agresywna… - czterdziestoletnia kobieta, matka Magdusi, opowiadała swemu mężowi o zachowaniu córki, zdławionym szeptem pełnym rezygnacji. - Zawsze była ostra i uwielbiała się kłócić. Ona po prostu nie daje sobie w kaszę dmuchać. Ale powrót do domu o siedemnastej to już przesada. Jest jesień, robi się ciemno. Nie powinna sobie wyobrażać, że będziemy to tolerować. Porozmawiam z nią jutro, nie martw się – uspokoił ją rozkochany w niej mąż. Marlena obrzuciła go czułym spojrzeniem. Ciemne loki, takie same jak ich córki, spływały mu jeszcze leniwie z czoła. Powoli łysiał i to bardzo martwiło jego żonę, która uwielbiała te piękne włosy. Okulary nadawały jego wielkim, szarym oczom rozczulających mocy. Ilekroć na niego patrzyła, czuła wdzięczność. - Dobrze, że mnie uratowałeś. Nigdy nie zdołam ci się za to odwdzięczyć – szepnęła, przytulając się do niej i poprawiając sobie poduszkę pod plecami. - Nie musisz się odwdzięczać, po prostu ze mną bądź. - Musimy chronić Magdusię… Boję się, że i ona… kiedy tylko poczuje się gorzej, może sięgnąć po narkotyki tak jak ja. Każdy smutek, każdą nostalgię zapijałam alkoholem i dorzucałam amfę czy heroinę. - Ale gdyby nie Ewa, nic bym nie wiedział – stwierdził, jak to on, pedantycznie wręcz. Marlena uśmiechnęła się na dźwięk tego imienia. Podczas studiów historycznych miała dwie prawdziwe przyjaciółki: Jagę i Ewę. Wynajęły razem mieszkanie, razem studiowały i zajadle się kłóciły. Zazwyczaj nie wchodziły sobie butami we własne życie, ale nieraz, w sytuacjach kryzysowych, trzeba było ingerować. Na drugim roku, tym najcięższym dla Marleny, roku załamania, Ewa odnalazła w jej pokoju amfę. Zrobiła jej awanturę, ale Marlena była zbyt zaćpana, aby zrozumieć, co się do niej mówi. Na szczęście już wtedy Marlena przyjaźniła się z różnymi ludźmi i wśród tych najwierniejszych przyjaciół, był właśnie Patryk, profesor starszy do niej o całe osiem lat, dopiero po studiach. Ewa powiedziała mu wszystko, była bowiem pewna jego przywiązania i oddania dla Marleny. On zaczął jej pilnować, cała trójka dwoiła się i troiła, aby Marlena nie zaczęła brać. Jaga zabierała ją w kółko do kina, Ewa odpytywała z historii, a Patryk prowadzał do przeróżnych, ukochanych sercu Marleny, galerii sztuki i muzeów. Kiedy Marlena skończyła studia, zrozumiała, że nigdy więcej nie zobaczy Gracjana i postanowiła wydać się za Patryka. Melancholia przeszła, młoda mężatka postanowiła oddać całe swe serce i duszę mężowi. Na początku było przywiązanie i wdzięczność, potem coś na kształt miłości. Dziś byli szczęśliwi. Raz za czas w jej sercu otwierała się tęsknota za Gracjanem, mimo, że go znienawidziła. Znienawidziła go nie dlatego, że jej nie chciał, tylko dlatego, że nie pozwolił kochać naprawdę innego mężczyzny. Wszystko wyznała Patrykowi, ale on chciał tylko jej szczęścia i spokoju. Wyraził tylko nadzieję, że może go kiedyś prawdziwie pokocha. Mieli jedną córkę, właśnie Magdusię. Odziedziczyła ona wiele po ojcu. Zamiłowanie do logiki, matematyki, zaś upór po Marlenie. Kiedy Marlena odchowała córkę do wieku lat dziesięciu, postanowiła zająć się tym, co kochała poza historią. Rozpoczęła pisanie powieści. Jej twory powoli pięły się po Empikowskich listach bestsellerów, acz pięły się wytrwale. Pisała pod pseudonimem, chciała bowiem uniknąć przykrych konsekwencji rozpoznania jej, gdyby gdziekolwiek podała swoje nazwisko. Powieści były często wzorowane na życiowych doświadczeniach i był to kolejny powód, który nakazywał jej ukrywanie się. Kiedy mąż dowiedział się o publikacjach, niezmiernie się ucieszył. Dowodził jej teraz, że oto spełniła swe ambicje. Tak, jego wsparcie było ogromne. Po długich latach wściekłości, Marlena postanowiła pogodzić się z matką, już nie kłócić, aczkolwiek była to zgoda bardzo krucha. Widywały się z okazji świąt, lecz nie więcej. Przy świątecznym stole w domu Koniecznych, zasiadała także umiłowana ciotka Marleny, Gabriela Miranowska. Ta, niemłoda już malarka, na starość zaczęła cieszyć się życiem. Wiele razy była za granicą, aby, jak to mówiła, ‘’przed śmiercią poznać kawalątek świata’’. Dwukrotnie na wakacje zabierała także Marlenę z córką. Mąż Marleny zawsze wymawiał się pracą, był bowiem nieuleczalnym pracoholikiem. On także kochał ciotkę żony, uwielbiał ją za łatwość rozmów i ciekawy sposób bycia. Tylko ich córka nastawiona była nieco sceptycznie. Okazywała grzeczność, ale niezwykle usztywnioną. Dziewczyna często nie rozumiała nieco dziwnych myśli, wyrażanych przez ciotkę matki. Drażniło ją, że matka potakuje głową i uśmiecha się z tą miną wszechrozumiejącej. Życie rodzinne okazało się być ciekawe, całkiem miłe, ale także przepełnione goryczą. Na swojej drodze Marlena spotykała ostatnio wiele kłopotów. Jednym z nich była informacja w gazecie, że sławny fotograf, Gracjan Michael Grzegorzewski, przybył do Krakowa na swoją wystawę fotek ilustrujących całą Polskę. W Krakowie miała zebrać się śmietanka towarzyska, dobrzy fotograficy z całej Polski, ale także parę dobrych osób z zagranicy. Marlena przysięgała sobie, że nie pójdzie, ale budząc się każdego ranka, zmieniała zdanie. Wikłała się w coraz większe stosy pracy, aby tylko zapomnieć. Dwa tygodnie wystawy i jego dwutygodniowa obecność. Czuła ją, czuła zbyt mocno. Wtulając się męża, przymknęła powieki i słodko zasnęła.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 02.01.2011r.

1     

Angelika596 Użytkownik WPMT 02 01 2011 (19:49:44)

Fascynują mnie zawsze Twoje tytuły. :D Można prosić o Twoją interpretacje?

Anima użytkownik 03 01 2011 (07:49:38)
Interpretacja znajdzie się w tekście pod koniec serii. ;D Czytać uważnie ;P

Angelika596 Użytkownik WPMT 02 01 2011 (19:48:28)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Sukces, gdyż jakoś tak bywa, że jak widzę taaki kawał tekstu to po dwóch zdaniach wyłączam okienko. Tym razem jednak cieszę się, że wytrwałam do końca. Bo właśnie gdzieś w rozmyslaniach Marleny akcja zaczęła się klarować i rozkręcać. Rozbudziła moją ciekawość do dalszych części. Nie wiem czy przez zmęczenie czy przez Ciebie, ale sporo mi się mieszało szczególnie na początku ;) Jakoś tak wiele informacji "na kupie", lekki bałagan. Błedów jednak nie wychwyciłam za wiele. Może w zdaniu: "(...) budziły tylko śmiech jej rodziny matki" zamieniłabym na "rodziny jej matki".

Jednak -5 jak najbardziej :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(22): 22 gości i 0 zarejestrowanych: