Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Jaskier13
Imię: Michał
Skąd: daleko od... noszy ;p
Napisanych prac:
- wiersze: 15
- artykuły: 1
- proza: 4

Średnia ocen: 3.8
Użytkownik uzyskał: 48 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Halo, śmierć?" 18.10.2009
"Szczury i honor. część 3." 25.02.2010
"Bańka Myśli" 21.11.2009
"Mała myśl" 27.10.2009
"Szczury i honor. część 2." 24.10.2009

Inne prace tego autora:
"Dwudziestu Dzielnych,..." 11.10.2010
"Wielkie zęby cienia" 23.10.2009
"Katusze człowieczeństwa" 12.11.2009
"Ciemności powitanie" 21.10.2009
"Ogniska Zabawy" 10.11.2009

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Szczury i honor. część 2.

Pierwsze dni podróży były porażką zarówno w kwestii moralnej, jak i humanitarnej. Patrick, jeden z tych umięśnionych dryblasów, w przeszłości był bosmanem na cieszącym się dobrym imieniem statku "Syrenia Ladacznica", jednakże wywołał bunt, zakończony fiaskiem, i razem z pozostałymi buntownikami został wydalony (dosłownie!) z okrętu. Jednym z tych buntowników był Merk - drugi goryl. Imienia tego trzeciego nie mogłem zapamiętać, wiem tylko, że pochodził ze zubożałej rodziny szlacheckiej. Mężczyzna z wykręconym palcem był jeszcze właściwie chłopaczkiem. Zaraz po przebudzeniu, pierwszego dnia podróży, zaczął pieprzyć coś o niemożliwym do opisania i nieposkromionym bólu. Gdy przy akompaniamencie jęków godnych porządnej strzygi nastawiałem mu palec, ów przepotężny ból dziwnie zniknął. To młode ciele nazywało się Rig. Mryz i Zaak byli południowcami - całe życie spędzili na gorących piaskach pustyni Baal, rabując i gwałcąc wszystko, co padło ofiarą ich łupu. Po rozbiciu ich grupy dotarli na Północ - do tej nędznej karczmy, gdzie wszystko się zaczęło.
Ale wracając do upadku mojej godności poprzez komunikowanie się z moimi "towarzyszami" - wszyscy, może z wyjątkiem Riga, byli totalnie głupi i próżni. We wszystkich trzech tawernach, które stały po drodze do Ral, byłem zmuszony się zatrzymać, gdyż ci idioci rozpowiadali na prawo i na lewo o naszej legendarnej podróży, która zakończy się zabiciem smoka. Wprawdzie mogłem udać się do smoka na własną rękę, ale przyznam - byłem ciekawy jak rozwiną się wydarzenia w towarzystwie tych... szczurów.
Drugie dni były równie żałosne, jak te "pierwsze". Ale przynajmniej pod ich koniec w końcu dotarliśmy do tego cholernego Ril, które było całkowicie przereklamowane. Dzielnica biedoty zajmowała praktycznie całe miasto. Brudne małe dzieci, które kształtowały się od małego na złodziei czy zabójców, były najnormalniejszą w świecie rzeczą w tym upadłym mieście. Nic nie było tam godne uwagi, szacunku... ani zaufania. Wróżbitki śmierdziały piwem, pucybuty czyścili buty własną śliną, a nawet dziwki zachęcały do skorzystania ze swoich usług bez przekonania. Ale Patrickowi i reszcie się podobało. Były tawerny. I to słowo mówiło wszystko samo za siebie. W Ril nocowaliśmy tylko raz (dzięki Rowanie, Milejce i wszystkim innym bogom!). Patrick, Merk, Mryz, Zaak i ten bezimienny poszli zabalować do karczmy albo do jakiegoś zamtuza. Nie wiem. Nie wiem też, skąd brali pieniądze. I wolałem nie wiedzieć. Razem z Rigiem wyprosiliśmy za jedną sztukę srebra (moją) nocleg w stajni. Na szczęście nie było tam żadnych koni i prawdopodobnie nigdy wcześniej też nie. Ułożyłem się wygodnie na sianie, przymknąłem oczy, i usłyszałem pytania Riga:
- Jak to jest być takim bohaterem? - omal nie roześmiałem mu się w twarz. Po pierwsze - co jego, takiego chłystka, może to obchodzić? I tak nigdy nie będzie taki jak ja. Nie chwaląc się, oczywiście. A poza tym, przecież nigdy w pobliżu chłopca nie dokonałem żadnego heroicznego czynu.
- Chłopcze, po pierwsze, to nie szlajaj się z takim pospólstwem, bo nic dobrego z tego nie wyjdzie ani dla ciebie, ani dla twojego bohaterstwa, ani dla otoczenia - powiedziałem w końcu.
- Dobrze, ale...
- Chłoptasiu od masła, pozwól mi, do jasnej cholery i połowy panteonu bogów, skończyć! Ja tylko chcę przygód. I chcę być zabójcą Smoka. A to, że takie tałatajstwo jak Patrick i pozostali też wyruszyli na tę wyprawę, to nie moja wina.
- Wiesz, że ja nie chciałem iść? A teraz nie wiem, jak się mam wycofać. Boję się tego smoka. I wszystkich innych niebezpieczeństw, które czekają na nas podczas drogi.
- Z takim podejściem nie zostaniesz herosem. A nawet nie wiem, czy spotkamy tego smoka. To tylko przypuszczenia.
Jego szczupła twarz i płowa czupryna zasłoniła mi księżyc. Zastygł jak posąg, wpatrywał się tylko w niewielkie okno w stajni, jakby było tam coś ciekawego. Znowu zaczęła nachodzić mnie senność i w zasłonie zmęczenia zapadła całkowita ciemność, mój mózg odebrał jeszcze jedną wiadomość z "zewnątrz":
- Ja też będę bohaterem.

- Wstawaj! Psst, wstawaj!
Przyjemny odpoczynek przerwany. Oczy wciąż nie chciały się otworzyć, gardło wyschło, a w uszach miałem multum siana. Nie, będę jeszcze spał dalej. Nie posłucham tych wrednych szeptów. To pewnie Akke, bogini śpiących, robi sobie ze mnie jaja. Zrozumiałem, że w takim wypadku nie mógłbym nawet wołać o pomstę do nieba.
- Odsuń się, mały. Ja to załatwię - usłyszałem nagle gruby bas nad moim prawym uchem. A następnie poczułem ogromny ból w brzuchu. Czułem też ogromną pięść w niego wpakowaną.
Zerwałem się na równe nogi i na oślep przywaliłem napastnikowi. Usłyszałem jęk, a potem w końcu otworzyłem oczy. W stajni stała cała nasza brudna gromada. Merk, Mryz i Zaak wpatrywali się na mnie złowrogo, bezimienny obserwował wszystko od strony wejścia do stodoły. Mężczyzną, któremu przywaliłem w szczękę był oczywiście Patrick - jak zawsze, najpierw musiałem przywalić hersztowi... żulów.
- Spokojnie, giermeczku! - wykrzyknął Patrick trzymając się za żuchwę - Jestem z tobą. Oj, biada ci smoku, jak dostaniesz tą piąchą! - zarechotał. Zawtórował mu Merk.
- Jak przestaniecie robić z siebie idiotów, to może któryś w końcu powie naszemu mrocznemu towarzyszowi, dlaczego został tak gwałtownie zbudzony. - odezwał się bezimienny.
- No, ee, tego... - zaczął Mryz, ale przerwał mu Rig.
- Kilku ludzi chce się przyłączyć do nas! - wykrzyknął. Taaa, żeby smok miał większą ucztę? - Więc postanowiliśmy, że ty zdecydujesz, kogo bierzemy, a kogo nie, bo tylko ty nie jesteś... tego... nietrzeźwy, ani nie masz kaca!
Merk uśmiechnął się głupkowato.
- Odprawcie wszystkich! W tym mieście nie ma nikogo godnego uwagi. - odparłem pewnie, z nutką złości.
- Ale chociaż na nich spójrz, czarnowłosy! - powiedział do mnie Zaak. Miał nieprzyjemny głos, jakby chytry i zdradziecki. - Bo mogą się zdenerwować...
- Dobrze, już dobrze! Ciekawe, kogo tam zastanę? Pucybuta? A może barmana z ręką w kufelku? - towarzysze-prymitywy zachichotali jak panienki, które pierwszy raz TO robią.
Nie pomyliłem się za bardzo. W kolejce stało pięć osób. Tak właściwie to słowo "stało", nie jest najtrafniejsze. Dwóch ludzi już chrapało na ziemi. Taaa. Mieli butelki w rękach. Pierwszy odezwał się szczupły mężczyzna po trzydziestce. Śmierdziało od niego alkoholem.
- Chcę się...
- Żegnam! - odparłem. Nie potrzebowałem więcej meneli w drużynie. W oczach pijaka zapłonęła nienawiść, rzucił mi butelkę ( jakże by inaczej, pustą!) pod nogi, i z warknięciem odszedł. Jednak ta zniewaga krwi wymaga. Rzuciłem się w jego stronę, i pobieżnie nakreśliłem mu sztyletem literę X na plecach. Wprawdzie był to płytkie cięcia, ale blizna zostanie do końca życia. Mężczyzna upadł na ziemię, i zaczął się wić. Jeden z głowy, zostało dwóch.
- On mnie przebił! Zaraz się wykrwawię! Straż, straż! - Straż, jak zwykle, nie przyszła.
Następny w kolejce stał pół niziołek. Nie mając nawet półtora metra wzrostu, wodził rozbieganymi oczkami po ciele ciętego przeze mnie mężczyzny. on, o dziwo, nie śmierdział piwem.
- Słucham? - powiedziałem lekceważąco.
- Chcę się.... chcę się zapisać na tę wyprawę.
- A po kiego? - zapytał Patrick, chcąc się poznęcać nad słabszym. Wyciągnął po półnizołka rękę... Ale niziołek zareagował o wiele szybciej. Wyciągnął z pochwy krótki miecz, delikatnie przejechał po skórze na lewej dłoni Patricka, a następnie odskoczył dwa metry do tyłu. Patrick chwycił zdrową ręką za ranną dłoń, i patrzył z nienawiścią. Oj tak, ten maluch spodobał mi się.
- Wchodzisz - zadecydowałem. Patrick spojrzał na mnie z rozdziawioną gębą.
Ostatni w kolejce był dla mnie takim zaskoczeniem, że niemal zakrztusiłem się własną śliną. Ubrany w błękitne, czyste szaty, z dumnie wyprostowaną sylwetką i długim mieczem przypasanym do pasa robił spore wrażenie. Do pasa była również przyczepiona jakaś książka i... sakiewka. Odważny czyn, w tym mieście. Jednakże musiałem, po prostu musiałem, zakryć podziw cynizmem.
- A ty to kto? Paladyn, który gołymi rękami zabije smoka? A gdzie podział się twój koń?
- Zbędny sarkazm, człowieku. Po prostu, chcę dojść do drużyny. Mogę tak po prostu, czy muszę uciąć drugą rękę temu... grubasowi? - "Człowieku." Tylko jedna rasa tak mówi. Elf!
I istotnie, mężczyzna ściągnął kaptur, ukazując szpiczasto zakończone uszy, ale twarz miał bardziej... ludzką. Pólelf. nie pomyliłem się za bardzo.
- Kogo nazywasz grubasem, psie lasu? - warknął Patrick. - Jak ja ci... aurch!
Jak półelf mówił, tak zrobił. Gdy ręka Patricka znalazła się pół metra od jego twarzy, błyskawicznie wyjął miecz, a ręka tego grubasa sama się nadziała. Były bosman krzyknął, jęknął, i pobiegł do stajni.
- Mogłem zrobić to samo, ale wyczarowując miecz, a nie go wyjmując. Nie, nie jestem paladynem, ale czarodziejem i wojownikiem. Uczyłem się... nie ważne, gdzie, twój ludzki umysł tego nie obejmie. Mogę dołączyć do drużyny? Widzę, ze z wyjątkiem tamtego gbura nie ma chyba wśród was rasistów. - tu spojrzał wymownie na niziołka.
- Nie, nie ma - odpowiedział dumnie, ale buńczucznie - Ale pamiętaj, że mam cię na oku, elfiku.
Choć mi zaimponował, nie polubiłem go. Był zbyt dumny. Zbyt... nie szczurzy. Nie miałem z takimi w przeszłości za dużo do czynienia. on był nowym doświadczeniem. Nie przepadam za tym, co nowe.
Moje myśli przerwał krzyk rozpaczy ze stodoły. Patrick, z jedną ręką zabandażowaną darł się jak opętaniec.
- Mój pierścień! Pierścień bosmana! Gdzie on jest! - marynarz dobiegł do nas, i oskarżycielsko wycelował palec w stronę niziołka. - Ty go zabrałeś! Gdy mnie nie honorowo raniłeś!
Niziołek schował ręce za plecami, więc nie mogłem zobaczyć, czy istotnie jest tam pierścień. Ale półelf mógł. Doskoczył do niziołka jak puma do swej ofiary, i szybko ściągnął pierścień z grubych palców niziołka. Niziołek cofnął się, widząc, że go wykryliśmy.
- Won stąd, złodzieju! - krzyknął Mryz - nie chcemy tu takich. Odejdź!
Skinąłem głową. Ten były bandyta pustyni miał rację. Niziołek zmrużył oczy i powiedział:
- Jeszcze mnie zobaczycie! - Ale wtedy elf wyciągnął miecz i maluch prysnął gdzieś w jakąś wąską uliczkę.
Elf z obrzydzeniem położył pierścień na łapie Patricka. Ten specjalnie mocno ścisnął dłoń elfa, mając nadzieję zmiażdżyć kości rywala.
- Dziękuję - powiedział były bosman dosadnie i sztucznie.
- Ależ nie ma za co - odparł elf podobnym tonem i odwzajemnił uścisk Patricka. Ten cały się zaczerwienił, próbował wyjąć rękę z tego żelaznego uścisku - na próżno.
- Aargh... - wybulgotał, i osunął się z potrójnie uszkodzoną ręką na ziemię.
Ruszyliśmy w stronę wyjścia miasta. Następny przystanek - jama smoka. Dobrze, że po drodze nie będzie żadnych tawern. Odchodząc sprzed stajni zobaczyłem, jak niziołek podbiega do ciągle wijącego się trzydziestolatka, i w samym środku litery X "dorysowuje" kółko, i mówi:
- Jak będą w ciebie rzucać nożami, to niech wiedzą, za co jest najwięcej punktów. - a następnie go okradł.
- Straż, straż! - to słowo, wykrzykiwane przez poszkodowanego, towarzyszyło nam aż do bram miasta.
Straż i tak nie przyjdzie. I po co w ogóle o tym mówię? I tak nie lubię rzucać nożami.



Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 24.10.2009r.

1     

Sofie 25 10 2009 (16:52:37)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Aleś błędów nawalił! Ładnie. Boska fabuła, myśli bohatera przyjęte tak dosadnie, określenia na współtowarzyszy i ten pozorny szacunek... Widzę, że nie masz zwyczaju sprawdzania pracy po jej napisaniu. ;p Coś tam kombinowałeś, znów łączna/oddzielna pisownia wyrazów (ale tym się nie przejmuj- robię to samo). Z początku zastanowiło mnie, dlaczego fantastyczny- ale teraz już wiem. I nie piszemy z zubożałej, tylko ze zubożałej. Za te błędy... ech, niech stracę. Fabuła świetna. Pięć. Widzę, że zagościłeś na dobre w moim świecie...


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 29 gości i 4 zarejestrowanych: exother, dezerter89, Zygmunt Krasiak, Mii

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl