Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt

Świst i szept - część 1

Znam tą historię od deski do deski, jak własny Dom. Znałem mordercę, zanim zbrodnia została dokonana, jednak nikt nie dołączył mnie do grona świadków. Nikt nie wiedział, że obserwuję ich wszystkich z Góry, bo odrzucili mnie już lata - które dla mnie są jak wieki -temu. Moje cierpienie nie znało granic, już przed zabójstwem, gdy bezczynnie patrzyłem jak Moje Dzieci nie chcą mieć ze mną nic wspólnego, jak szerzą wśród cudów, które zsyłałem kulturę śmierci. Jak powoli zabijają siebie. Nie podnosiłem głowy, myślałem ciągle, jak ich odratować, by nie wydawały już trujących owoców, by zaczęły wreszcie prawdziwie żyć. Ale nie udało mi się. Teraz są u mnie, szczegółowo się im przyglądam, pytam – dlaczego? Czy aż, tak źle było wam z Mą Miłością? Otrzymuję milczenie.

Jako Pan mam potrzebę uświadamiania was, co się dzieję, bez mojej pomocy. Opowiem wam tą historię. Równie dobrze mógłbym przedstawić wam sytuacje arabskiej dziewczynki, którą zabito tylko za to, że chciała się uczyć. Jednak, sądzę iż te wydarzenia zainteresują was bardziej.

Było to ostatniego dnia maja... kilka lat temu.





W piękny dzień...

I

Słońce nie świeciło, nie padał także deszcz, nie działo się nic. Jakby nic nie żyło, nie chciało żyć. Jedynie teczka wyślizgiwała się z rąk. Tylko obcas chciał się złamać tuż przed wyjściem, a torebka schować pod łóżkiem. Tylko Marianna chciała mieć zły humor. A może jednak jej się także nie chciało? Może nie chciało jej się śmiać? Może...
- Cholera jasna! Gdzie ta pieprzona torebka! Zaraz mnie szlag trafi! Mamo! Do cholery jasnej znów brałaś moje rzeczy?!
- Nie pamiętam bym uczyła się takiego zwracania do matki...
- Niech to szlag, znowu wywody, użalania się! Ja pierdole, nie o to cię pytałam! Czemu do diaska muszę się z wami męczyć! – jej wzrok utkwił złowrogo w przestraszoną matkę. Tego dnia kipiała ze złości. Miała przecież pecha. Zgubiła torebkę. – Co tak stoisz? Mogłabyś mi odpowiedzieć?
- Torebka leży na twoim łóżku. – cicha prosta odpowiedź. Jednak jej treść nie uspokoiła Marianny. Dopiero po chwili odwróciła głowę i spojrzała w stronę swojego zabałaganionego pokoju. Szmaciana torebka w kwiaty, leżała uciemiężona w kącie barłogu. Więc i jej się dostało. Lubiłaś Marianno być prostolinijna, chciałem byś miała z tego użytek.
- Stokrotne dzięki za łaskę... mamo. – triumfalnie posunęła w stronę zbezczeszczanego legowiska i gwałtownie chwyciła torebkę w swoje dłonie. Jednak wraz z pochwyceniem przedmiotu, mina dziewczyny w niczym nie przypominała wyrazu twarzy zwycięzcy. Było wręcz na odwrót. Nie miała już siły na nic, te przegadywania, zaczepki matki, oraz swoje wykańczały ją emocjonalnie. Sama nie wiedziała, dlaczego, aż tak się zmieniła. Pamiętała przecież tą wesołą, radosną, religijną Mariankę, która byłaby rozbita, gdyby wdała się w taką sprzeczkę. Teraz było na odwrót. Znienawidziła życie. Znienawidziła przez studia. Prawo. "Żebyś tylko nie klepała biedy jak my" – w uszach świszczało jej słynne powiedzenie ojca, wpajane do jej młodzieńczego umysłu już od czasów przedszkola. Jednak to było dla niej kłamstwo, ojca uznała za łgarza. Nie było im ni krzty ciężko. Ni krzty.
Cmentarny humor pozostał jej już na stałe, wzburzenie minęło również bezpowrotnie. Teraz nastąpiła cisza i melancholia, z której już nic nie mogło wyprowadzić Marianny. Nawet złamany obcas jej ulubionych butów na słupku. Już bez zbędnych słów, szybko przebrała jedne zgrabne buciki na inne. Chwytając za klamkę popatrzyła jeszcze w stronę matki, która nadal stała w tym samym miejscu. Zmartwiona. Tak bardzo nie chciałem, by się martwiła. Nie po to miała istnieć. Popychając drzwi Marianna jeszcze raz zerknęła na mamę. W jej oczach widać było przeprosiny. Na ustach lekki, zawstydzony uśmiech. Nie potrzebne były słowa. To wystarczyło, by poczuć matczyne ramiona. Ona kochała matkę. I ojca także. I Mnie też. Wierzyłem w to.
Kraków wyglądał pięknie. Jak księżyc w nowiu. Nie było go widać spod dymów papierosów, spod porannej, jeszcze nie opadłej mgły. Jednak jej także się chciało powstać i utrzymać się w tym zdradliwym powietrzu. Powietrzu, które kulę nosi. Mówią – człowiek strzela, a Ja kulę noszę. Gdyby dziś, w tym dniu to powiedzenie przyszło komuś na myśl – dziś byłbym mordercą. Jednak i bez tego wiele obelg usłyszałem. Także z jej ust. Zarzucała mi, że ma ojca kłamcę, że matka jej nie kocha, że tak naprawdę mnie nie ma. Bolało. I boli. Szybkim krokiem pomaszerowała w stronę swojego Uniwersytetu, miała do niego blisko. Nie musiała dojeżdżać, wystarczyły jej młode nogi. A, że była spóźniona, jej krok był szybki i zdecydowany. Dziś nie miała czasu na oglądanie swoich rudych włosów w każdej wystawie sklepowej. Nie, nie dziś. Dziś i czas, i humor nie były jej przychylne. Jej oddech był równomierny, automatyczny. Wolała zrobić z siebie maszynę, niż wytrzymać ciągłe niedogodności świata. Dziś, wolała nie słyszeć nawet swojej komórki, której dźwięk wydobywał się z pamiętnego powodu kłótni z mamą – szmacianej torby. Nie miała zamiaru odbierać, świat dziś dla niej nie istniał. Nie istniała ciekawość. Istniały tylko przeczulone zmysły, które nie mogły wytrzymać wibrującego urządzenia, wydającego skrzeczące dźwięki. Spojrzała na zegarek. Miała dwie minuty. Jednak, fakt iż znajdowała się już na placu Uniwersytetu, pozwolił jej uciszyć owy przedmiot. Z najmniejszą łagodnością chwyciła ramię torebki, zrzucając ją ze swojego ramienia. Jednak stres, pośpiech i niemała gwałtowność, spowodowały bunt ręcznego plecaka. Niczym obrażona, upadła na ziemię placu.
Dzwonek komórki ucichł. Mgła opadła całkowicie, dym papierosowy wyparował. Nastała cisza. Ogromna, głęboka, nieznośna. Zawiało. Włosy rudej falowały na wietrze, zakrywając, jej niepocieszony wyraz twarzy. I w tej oto ciszy, postanowiła się zgiąć w pół, by dosięgnąć torebkę. I w tej oto ciszy, chwyciła zbója. Jednak to nie jedyna szelma tego dnia. Ona tylko, posłużyła za element zbrodni. Brała współudział w tym mordzie. Tak bardzo nie chciałem tego widzieć. Nie tak miało wyglądać jej życie. I w tej oto ciszy usłyszała świst. Świst zwracający jej uwagę. Świst, dochodzący z góry, jakby ze strony Nieba. Lecz nie był ode mnie. Świst, na którego dźwięk Marianna, odwróciła się. Świst, który trafił w jej serce, wbijając się brutalną, niezgrabną kulą. Świst, który ją powalił, kulka która ją pokonała, która stała się jej panią. Która wydała wyrok, rozkaz – padnij przede mną, i oto już więcej nie wstań! Posłuchałaś jej.
Leżałaś skrwawiona bez życia. Ja patrzyłem na ten obraz. Pocieszeniem było dla mnie, że już za kilka sekund pojawisz się u mnie, że ja Cię ujrzę, i osądzę. Ten świst, był dźwiękiem, który przeszywał Mnie, pozbawiał powietrza. Ten świst zbudził też innych ludzi.
- Słyszałam strzał.
- Nie kituj.
Klara wyjrzała przez okno.
"Gdzie jesteś ruda?"
Ona także słyszała owy świst. Zawsze bała się strzałów, bała się śmierci. Już od tak małego jej towarzyszyła. Rozglądając się zdezorientowanym wzrokiem z II piętra budynku, ujrzała coś, jakby rudą szmacianą lalkę, poplamioną sokiem z malin.
"Trup?"
- Ludzie! Tam jest trup! – krzyknął ktoś inny. On też to zobaczył. On też zobaczył Mariannę. – O mój Boże!
- Boga w to nie mieszaj.
- A niby dlaczego? Przecież to tragedia, horror! Jagielloński osławi się zabójstwem, trzeba wołać o pomoc, zlitowanie Boskie, by do tego nie dopuścić!
- Powiedz mi tylko, kto ci to uczyni? Bóg nie istnieje.
- On jest, On istnieje!
- Gdyby Bóg istniał, ona by żyła … kurwa! – kilka osób zdążyło już zbiec po schodach na plac uczelni. Już jedna z nich, zdołała obrócić nieszczęsne zwłoki. I dopiero teraz Klara zobaczyła, kto jest ofiarą. To jej najlepsza przyjaciółka. Ta ruda.
Miała w głębokim poważaniu, że szybkie i agresywne zbieganie ze schodów, w dziesięciocentymetrowych szpilkach może skończyć się kraksą. Ona musiała dostać się do najlepszej przyjaciółki, jaką miała... jaką miała. W oddali słychać było dwa zmieszane dźwięki. Jechała już policja, pogotowie ratunkowe też. Cholera, przecież to złudne. Ona nie żyje! Ona nie żyje! I teraz dokładnie o tym wiedziała. Doskoczyła do ciała. Popatrzyła na splamione ubranie, dotknęła jej bladej, zimnej twarzy, zakrzepłej już krwi.
"Nie Boże, Ty nie istniejesz"
- Mari! Do cholery jasnej obudź się, kurwa! Nienawidzę Cię Boże! Kurwa mać, Ty kłamco! Tak mnie kochasz, tak! Tak mnie kochasz? To dlaczego zabierasz mi ostatnią osobę, która... Mari... - Wykrzyczała to wprost w stronę Nieba. Krzyczała do mnie. Cóż miałem zrobić. Gdybym nie był Duchem Najjaśniejszym, zabiła by mnie tymi słowami. Ale ja wiem, że ona mnie kochała. Kochała mnie, tak. Wierzyłem w to. Cóż miałem zrobić. Usiadłem przytłoczony, spuściłem głowę ..i płakałem.



Ocena: 0
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 05.07.2009r.

1     

Ilveran 07 07 2009 (22:37:52)

Zainteresował mnie bardzo początek. Naprawdę ciekawe opowiadanie. Takie inne, choć zapewniałaś, że to takie "zwykłe opowiadanko" ;). Jak mogłaś takie bzdury mi pisać ;P. Zdarzyło się kilka literówek, ale nie aż tyle bym była nimi zasypana i utrudniało mi to przekaz. Końcówka z tym postrzałem nieco tajemnicza. Kto? Dlaczego? Bardzo dobrze. Wywołujesz pytania. Na plus. Przedstawiasz Boga bardzo realnie, jak człowieka z całą gamą jego uczuć. W końcu zostaliśmy stworzeni na Jego obraz. Coś mi zgrzytnęło, gdy pojawiła się nagle Klara, na pierwszą wzmiankę wybrałabym zwrot bardziej nieoficjany, dopiero później od imienia, bo tak dziwnie nagle jakaś Klara się pojawiła. Chociaż, jakby na to nie spojrzeć, to Bóg opisuje historię, On dobrze zna każdego człowieka. Jednak właśnie dla takiego człowieka trochę dziwnie brzmi takie od razu zimieniowanie ;) Może kłuciłabym się o to przesycenie wulgaryzmami, bo można było tego uniknąć, jednak rozumiem, że to nadaje tego czegoś opowiadniu, taki klimat. Całość dobra, podobami się.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 29 gości i 4 zarejestrowanych: exother, dezerter89, Zygmunt Krasiak, Mii

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl