warto go przeczytać
Pseudonim: Fivex
Przyłożyłam głowę do chłodnej szyby i mimowolnie westchnęłam. Wprawdzie nienawidziłam dziury, w której mieszkałam przez większość swojego życia, ale jakoś nie uśmiechało mi się trafienie do kolejnej, być może jeszcze większej, nory. Przez pierwsze kilka tygodni będę tematem numer jeden na wszelkich schadzkach emerytek po niedzielnej mszy i każdy mieszkaniec tego durnego Sopotu, oddalonego od rodzinnego miasta o tysiące kilometrów. Czemu zostałam zesłana na takie zadupie? Sama nie wiem... Chyba za to, że byłam szczera.
* * *
Weszłam do mieszkania, trzaskając drzwiami, by każdy domownik mógł usłyszeć, że już wróciłam. Powinni wiedzieć tak istotne rzeczy. Drzwi były otwarte praktycznie cały czas, każdy mógł sobie wejść i ukraść biżuterię mamy, po drodze wypić kawę i przy okazji pożegnać się serdecznie z moją wspaniałą rodzinką. Odrzuciłam na bok klucze, które nosiłam przy sobie już tylko i wyłącznie z przyzwyczajenia, przestałam nawet wkładać je do zamka – gdybyście przez dwa lata to robili i za każdym razem okazywało się, że drzwi są otwarte, też byście przestali. Weszłam do kuchni i wyjęłam z lodówki butelkę z mlekiem. Wcześniej pił z niej ojciec, inaczej nie miałabym tylu problemów z odkręceniem zakrętki. Odetchnęłam z ulgą, kiedy po kilku próbach wreszcie udało mi się usłyszeć upragnione syknięcie. Wypiłam kilka łyków, jak zwykle drażniąc zęby zimnym mlekiem. Otarłam usta ręką, nie zwracając uwagi na to, czy to kulturalne, czy nie. Byłam u siebie, miałam prawo chodzić nago po domu i wycierać sobie nos rękawem od bluzy. Nikt mi tego nie zabroni! Przeszłam przez korytarz i zatrzymałam się w salonie, gdzie nad brzdącem zajętym butelką pochylały się mama i ciotki.
- Jeju, jakie słodkie oczątka! No taaak... To masz akurat skarbeńku po mamusi. Dobrze, że to odziedziczył po tobie, a nie po Lewisie. Naprawdę... Nie wyobrażam sobie dziecka z takim kolorem oczu. No tak moje kochaniusie, malusie...
Musiałam wyglądać jak debilka, stojąc tak i gapiąc się na dorosłe osoby, które zachowują się jak niedorozwoje. Najwyraźniej nie zdawały sobie sprawy, że je obserwuję, bo dalej mówiły do Michała – brzdąca, który niby jest moim bratem, ale zupełnie na niego nie wygląda – w języku przepełnionym ,,ś” i ,,ć”. Podeszłam bliżej.
- O, Eliza.
Zerknęłam na matkę i uśmiechnęłam się krzywo. Brawo, zauważyłaś moją obecność. Jeszcze kilka zachowań typowych dla matki i może faktycznie udowodnisz, że mnie urodziłaś.
- Też tak do mnie mówiłaś, jak byłam mała?
- Oczywiście, że tak. Byłaś słodkim brzdącem.
Ryknęły śmiechem, tylko pogarszając swoją sytuację. Teraz nie tylko były niedorozwinięte. Były też niezrównoważone psychicznie. Ostro pojechane...
- To nie dziwię się, czemu jestem taka pierdolnięta.
* * *
Podobno miałam być chłopcem. Ojciec mimo wszystko starał się sprawić, żebym myślała jak facet. Chyba mu nie wyszło... Musiałam nosić durne spodnie na szelkach, kiedy zaczęły mi się podobać lalki, załamał się i chyba wtedy stwierdził, że musi zdziałać kolejne dziecko. Jak się pies spieszył to ślepych narobił... No, może brat ślepy nie jest, ale jak na dziesięciolatka, jest zdrowo rąbnięty. Widzieliście kiedyś mądrego, oczytanego, niezwykle inteligentnego i przyjaznego człowieka? Takiego, który zrozumie, że kobieta ma czasem gorsze dni, daje jej wtedy odrobinę tak upragnionego spokoju. Tak? No to on taki nie jest. Wrzeszczący piegowaty ryj, który cały czas domaga się czegoś nowego, co nie jest mu za cholerę potrzebne. No ale on to musi mieć i tyle. Po prostu musi.
Odkąd zmarł mój przyjaciel, który zresztą uwielbiał moje imię, mówiąc, że Jezus był kobietą i miał na imię Eliza, nikomu nie pozwalam zwiedzić mojej duszy. Niech pilnują własnej dupy, a mnie zostawią w spokoju. Nie szukam przyjaciół. Nie szukam zrozumienia. Nie szukam miłości. Bo to wszystko jest do bani. Prosty schemat, który przedstawić można w kilku punktach.
1. Poznajesz kogoś i wydaje ci się, że to miłość od pierwszego wejrzenia.
2. Spędzasz z tą osobą coraz więcej i więcej czasu, zapominasz o bożym świecie i jedynym tematem rozmów z przyjaciółmi jest: ,,Matko tak bardzo go/ją kocham.”.
3. Pobieracie się, robicie sobie dziecko i żyjecie w spokoju...
4. Przez kilka lat. Potem zaczyna wam się nudzić, zaczynają się skoki w bok, kochanki, kochankowie. I love story diabli wzięli.
Zazwyczaj jest też punkt piąty: Udawaj, że wszystko gra, by rodzina się nie rozsypała. To zazwyczaj kobiety ryczą w łazienkach, ukrywając łzy przed dziećmi... Naiwne.
* * *
Wysłali mnie do szkoły z internatem. Mam nadzieję, że jak zacznę opuszczać lekcje, stwierdzą, że to nie działa i ściągną mnie z powrotem. Nie mam zamiaru zostać tu dłużej niż kilka tygodni. Mój kochany braciszek pewnie już zajął mój pokój i jak tylko wrócę, przez kilka dni będę musiała pozbywać się jego zapachu.
Zapłaciłam staruszkowi za kierownicą i podziękowałam, kiedy wyjął moje walizki. Właściwie nie wiem czemu... To jego zasrany obowiązek. Rozejrzałam się dookoła, szukając czegoś, co mogłoby choć w drobnym stopniu przypominać moje dawne miasto. Po minucie się poddałam.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 5
Data dodania: 26.07.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(32): 28 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, dezerter89, Zygmunt Krasiak, Mii