warto go przeczytać
Pseudonim: Groszek
Mówią, że stres jest dobry. Ten, który mobilizuje do działania. A co, jeśli mimo mobilizacji dalej nie jesteśmy w stanie czegoś zrobić? Stres zostaje, a my zagryzamy wszystko, co tylko spotkamy na swojej drodze. Czekoladę, orzeszki, paluszki, paznokcie. W moim przypadku szpinak. Tak, tak, lubię oryginalność, ale teraz to raczej nie to. Jeśli mam już cierpieć z powodu nerwów, których z jakiegoś tam powodu nie jestem w stanie utrzymać na smyczy – ekologicznie poproszę.
Od razu mówię. Żaden ze mnie ekolog. Gardzę tymi ludźmi, którzy niby dbają o środowisko, a tak naprawdę zbierają kupę kasy za utrudnianie innym wszystkiego, co się tylko da. To już jest podłość.
Ja po prostu jestem poetą, który oficjalnie zajmuje się ogrodnictwem. Muszę dbać o siebie, bo choć teraz wena mi nie służy, kiedyś będę wielkim wieszczem. Jeszcze zobaczycie mnie w telewizji, jak odbieram nagrodę Nobla.
No i znowu wybiegam zbyt daleko w przyszłość. Taki już jestem. Lubię sobie wyobrażać, jak to kiedyś będzie, kiedy mi się wreszcie uda coś osiągnąć i jeśli w ogóle mi się uda coś osiągnąć, bo brak wiary we własne możliwości to kolejna cecha, o jakiej powinienem wspomnieć. No i te cholerne wahania nastrojów. Szybko przekonacie się, że jestem osobą nie do zniesienia.
Moją największą pasją jest wynajdywanie sobie fobii i chorób. Jestem w tej dziedzinie mistrzem. Ostatnio przeczytałem o psychozie maniakalno-depresyjnej i myślę, że to dla mnie idealne. Co to za poeta, który nie ma zaburzeń psychicznych? Przecież wszyscy jakieś mają.
A oprócz tego są tak opanowani przez chęć pisania, że kiedy natchnienie odchodzi tak szybko jak grudniowe słońce, w grę wchodzi ogromny stres.
- Jurand, mógłbyś wreszcie powiesić pranie! - wyraźnie słyszę krzyk mamy.
- Mamo, zaraz. Daj mi pisać! - odpowiadam z narastającą złością.
- Dziecko, mógłbyś się wziąć za coś pożytecznego. Nie mamy czasu na twoje ekstrawagancje.
- No, dobra... - z niechęcią wstaję z łóżka, zamykam laptopa i wychodzę z pokoju.
***
Na czym ja ostatnio skończyłem? Ach, tak... stres. Jest cały czas przy mnie. Kiedy plewię w ogródku, obieram ziemniaki albo piszę wiersz. Dlatego zawsze mam przy sobie talerz szpinaku. Tylko on mi pomaga.
Nawet wtedy, kiedy zdaję sobie sprawę z tego, że mam już 36 lat, a dalej mieszkam z rodzicami i jakby nie było – jestem bezrobotny. Nie założyłem jeszcze własnej rodziny, nie wydałem żadnego tomiku, ogólnie moje życie jest okropne. Nikt mnie nie lubi, nikt nie szanuje. Mój własny ojciec ciągle powtarza, że żaden ze mnie mężczyzna, jestem tylko darmozjadem bez pracy i wykształcenia. Pieprzonym idealistą i marzycielem. No i że powinienem sobie wreszcie znaleźć babę i zacząć zarabiać na swoje życie.
Ja wtedy odpowiadam, że to nie moja wina. To oni obarczyli mnie tak wstrętnym imieniem. Sytuacja powtarza się kilka razy, ojciec zawsze wpada w furię, rzuca wszystkim, co napotka. A ja siedzę tam. Bezbronny i bezsilny. Neurotycznie obciążony.
Niełatwo być jedynakiem.
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 31.12.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(34): 30 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, dezerter89, Zygmunt Krasiak, Mii