Pseudonim: Black Lady
O sobie: "Jeśli słowa wypowiada się z należytą pasją, a bogowie akurat się nudzą, bywa, że cały wszechświat przeformatowuje się wokół owych słów. Słowa zawsze miały moc odmieniania świata." T.Pratchett
Napisanych prac:
- proza: 2
- publicystyka: 1

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 25 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Martyn Pig" 05.02.2009
"Stary, dobry znajomy" 22.12.2008
"Nie zostawiaj mnie!" 25.12.2008

Inne prace tego autora:
"Nie zostawiaj mnie!" 25.12.2008
"Stary, dobry znajomy" 22.12.2008
"Martyn Pig" 05.02.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Stary, dobry znajomy

- Halo. Halo?! Kto dzwoni? Oh. Weź się nie wydurniaj! To i-ry-tu-ją-ce!- Powiedziała Magda Wiercz odkładając z trzaskiem słuchawkę i jednocześnie utwierdzając się w przekonaniu, że to jakiś głupi dowcip. - To dziś już piąty, głuchy telefon. Taaaa, zaraz jeszcze zgaśnie światło, telefon zadzwoni znowu i okaże się, że to jakiś psychopata ześwirował na moim punkcie. - pomyślała z drwiną i poszła zaparzyć sobie czwartą już tego dnia kawę. - Drrrr... Drrrrr....Drrrrr...- telefon zadzwonił po raz kolejny. - Posłuchaj kretynie!- dziewczyna wydarła się do słuchawki bez zbędnych wstępów. - Nie mam pojęcia kim jesteś i chyba nawet nie chcę wiedzieć, bo bym ci nogi z miejsca wiadomego powyrywała! Wiedz tylko, że mam cholernie dużo nauki i równie cholernie mało czasu, więc bądź tak miły i przestań do mnie wydzwaniać! - Hm, wspaniale cię wychowałem, Madziu. - w słuchawce zabrzmiał lekko rozbawiony, znajomy głos. - Tataaaa? O żesz, przepraszam, myślałam, że to ten kretyn. - Jaki kretyn? - Ten co do mnie co chwilę wydzwania, a potem milczy. Zresztą, nieważne. Jak tam wczasy? Dobrze się bawicie? - Taaaak, świetnie. Bardzo miły dzisiaj wieczór i ten szum fal w oddali. Cudownie. Właśnie wycho... -Tato? Tato? Jesteś tam? - Piiiip, piii, piiiip.- odezwał się spokojnie sygnał w słuchawce. - Pewnie komórka mu się wyładowała i zadzwoni za chwilę. - sama do siebie powiedziała Magda i ruszyła w stronę książek. Zegar obwieścił swoim donośnym bim-bam godzinę dziewiątą. Magda siedziała pochylona nad podręcznikiem do antropologii kultury i delikatnie przeklinając pod nosem, starała się zapamiętać cokolwiek z czytanego tekstu, co łatwe nie było, zważając, że podręcznik ten, napisany był w wyjątkowo nudny sposób. Na dworze było już zupełnie ciemno. Wiał silny wiatr, na który stare okna w domu państwa Wierczów reagowały subtelnym dzwonieniem. - Jak mi się nic nie chce.- zamruczała dziewczyna, zamykając podręcznik. W tym samym czasie zgasło światło. Magda nie była specjalnie zdziwiona. Zerwane linie energetyczne zdarzały się ostatnio przy najmniejszym nawet podmuchu wiatru. Siedziała więc spokojnie, próbując przyzwyczaić oczy do ciemności. - Drrr... Drrr... Drr...- swoim przenikliwym głosem oznajmił sygnał telefonu. Dziewczyna wstała i po omacku podniosła słuchawkę: - Halo? - ... - Halo? Tato? To ty? - zapytała z nadzieją lekko wystraszona Magda. - Zawsze wszędzie chodziłaś z tatusiem. - odezwał się kpiąco głos w słuchawce. - Halo? Kto mówi? - Stary, dobry znajomy, Madziu. - Kim jesteś? To jakiś dowcip? - Podejdź do okna, to się przekonasz. - oznajmił spokojnie mężczyzna. Dziewczyna była przestraszona nie na żarty. Serce waliło jej w tempie znacznie przekraczającym miarowe. Pomacała ręką kieszeń, na szczęście była tam komórka. W razie czego dzwonię na policję- pomyślała i trochę pewniejszym krokiem ruszyła w stronę okna. - pipiripipibębępiripiripi...- w kieszeni Magdy zadzwoniła stara nokia. Wyświetlacz oświadczył, że numer nie jest mu znany. Dziewczyna drżącą dłonią nacisnęła zielony przycisk i przyłożyła telefon do ucha. - Hhhalo? - Cieszę się, że spełniłaś moją prośbę. Ślicznie wyglądasz w blasku księżyca. - znów z lekką drwiną powiedział nieznajomy głos. Dziewczyna odskoczyła od okna wpadając jednocześnie wprost w ramiona nieznajomego osobnika, który wykazał się znakomitym refleksem. Złapał dziewczynę i zawiązał jej oczy nim zdążyła się w ogóle zorientować co się właśnie stało. - Kim jesteś?- wycedziła przez zaciśnięte zęby. - Spokojnie słonko, jestem twoim starym, dobrym znajomym. Spokojnie. - ciepłym głosem powiedział napastnik, kurczowo trzymając dziewczynę w objęciach. - Jak mogę być spokojna skoro trzyma mnie jakiś obcy facet i mam zawiązane oczy?! - krzyknęła do mężczyzny oburzonym głosem. - Mówiłem przecież, że jestem twoim starym, dobrym znajomym. Uśmiechnij się, Madziu. Tak ślicznie wyglądasz gdy się uśmiechasz. Mężczyzna zaprowadził dziewczynę do auta, we wnętrzu którego czuć było wyraźny zapach sosnowego odświeżacza powietrza i tytoniowego dymu. Nieznajomy przekręcił kluczyk w stacyjce. Samochód nie był starą maszyną, gdyż silnik zawarczał posłusznie. Ruszyli polną, wyboistą drogą w kierunku szosy. W oddali słychać było jedynie szczekanie psów. - Nie spytasz nawet dokąd jedziemy? - uprzejmym tonem zapytał mężczyzna. - Nie. - krótko odparła Magda. - Kiedyś byłaś bardziej ciekawska. - rzekł z uśmiechem. - Włączyć muzykę, Madziu? - Jeśli chcesz. - znów krótko powiedziała dziewczyna. Po chwili w aucie rozległa się „Sonata księżycowa” Beethovena. Jechali w milczeniu ciemną, wąską drogą. Nieznajomy co chwila spoglądał na Magdę, która w żaden sposób nie mogła odwdzięczyć mu się tym samym, gdyż ciągle miała zasłonięte oczy. Nie mogła też wiedzieć, że właśnie skręcili w leśną drogę, przejechali tuż obok niewielkiej, zaniedbanej kapliczki i dojeżdżali do całkiem sporej polany położonej nad jeziorem. A szkoda, bo widok był doprawdy ujmujący. Samochód zwalniał coraz bardziej, aż w końcu zatrzymał się tuż przed wielką sosną. - Jesteśmy na miejscu. - oznajmił mężczyzna. - ... - Magda odpowiedziała milczeniem. - Widzę, że przez lata stałaś się trochę mniej gadatliwa. - rzekł, po czym wysiadł z samochodu i otworzył drzwi Magdy. - Przejdziemy się na mały spacer. Podaj mi rękę. Dziewczyna posłusznie podała mu dłoń i wysiadła z samochodu. - Odwiążesz mi oczy? - zapytała głosem pozbawionym emocji. - Odwiążę gdy już dojdziemy do celu. Szli powoli, gdyż leśna ścieżka, jak to już leśne ścieżki mają w zwyczaju, pełna był nierówności, szyszek i gałęzi o które można było się potknąć przy drobnej nawet nieuwadze. Mężczyzna trzymał zimną dłoń Madzi w swojej dłoni. Wyglądali prawie jak para zakochanych, gdyby pominąć zawiązane oczy Magdy i jej niezbyt zakochaną minę. Przeszli około stu metrów, gdy nagle mężczyzna zatrzymał się i wypuścił dłoń dziewczyny. - To tu. Zaraz odsłonię Ci oczy i stanę za Tobą. Nawet nie próbuj się odwracać. Nie chcę zrobić ci krzywdy. Nie w tej chwili. - rzekł nieznajomy i zrobił tak jak powiedział- Kojarzysz to miejsce, słonko. Mamy stąd wspólne wspomnienia. - Tak, chyba kojarzę. Byłam tu kiedyś, dawno, na wycieczce. W podstawówce chyba. Razem z całą klasą. - powiedziała Magda nie kryjąc zdziwienia i zdenerwowania zarazem. - ... - mężczyzna oddychał głęboko. - Kim ty do cholery jesteś?! - dziewczynie puściły nerwy. - Jesteś moim słońcem na niebie, co tak ślicznie co dzień świeci, podmuchem wiatru w gorący dzień, cieniem co w ukropie daje przyjemny cień, Jesteś dla mnie jak róża w pokrzywie, tak wielki uczucie do ciebie żywię. - mężczyzna recytowała powoli, starannie wypowiadając każde słowo. - Wwwitek!? - Tak. Witek. Ten sam Witek, któremu w tym miejscu dałaś kosza, którego w tym miejscu wyśmiałaś i upokorzyłaś.- mówił coraz głośniej mężczyzna patrząc dziewczynie prosto w oczy. - Pamiętasz? Tu właśnie, dokładnie tu, przeczytałaś na głos mój list. Wszyscy się ze mnie śmiali. Od tego czasu nic, NIC, mi się nie udaje. - Ale Witek... to było DZIESIĘĆ lat temu. Byliśmy tylko dziećmi. - powiedziała drżącym głosem osłupiała Magda. - Tak, masz rację. - Więc dlaczego... - Dlaczego? Kończę dzisiaj dwadzieścia jeden lat. I jestem nikim. Od tamtego zdarzenia nie odezwałem się już nigdy do żadnej dziewczyny, żadnej kobiety. Jesteś symbolem mojej klęski. I dlatego tu jesteśmy. Zginiemy dzisiaj razem. Razem. Rozumiesz? To już koniec.- mówił nader spokojnym tonem. - Witek, to jakiś dowcip, prawda? Powiedz, że to tylko głupi żart. - powiedziała dziewczyna obawiając się coraz bardziej. - Żaden żart, słonko. Czasem trzeba wiedzieć kiedy powiedzieć stop. - oznajmił uśmiechając się. Witek wyciągnął z kieszeni broń. Niewielki pistolet, ot, taki jak na gangsterskich filmach. Magda usłyszała w głowie kołatanie serca i niewiele myśląc rzuciła się do ucieczki. Krok- jeden, drugi. Poczuła silne szarpnięcie za ramię. Witek objął ją na wysokości żołądka i trzymał kurczowo. - Nie uciekaj Madziu, bądź rozsądna. - wyszeptał jej do ucha. - Nie ma sensu męczyć się tuż przed śmiercią. Lepiej popatrz na jezioro, gwiazdy. Delektuj się, kochanie, ostatnimi chwilami. - powiedział, po czym przyłożył jej lufę do skroni. -Przestań. Może, no, nie wiem. Napijemy się herbaty, pójdziemy do jakiejś kawiarni. Przecież tak serio to nie chcesz umierać. I ja też nie chcę umierać. Jestem zmęczona. Cały dzień zakuwałam, jest późno, a jutro mam kolokwium. Nie mam czasu na umieranie. - mówiła w popłochu Magda. - Masz lufę przy skroni, zero możliwości ucieczki i myślisz o jutrzejszym kolokwium?! - zaśmiał się mężczyzna. - To absurdalne. I urocze. - JA NIE CHCĘ UMIERAĆ! - Magdzie po policzku spłynęła łza. - Jestem jeszcze młoda, mam całe życie przed sobą. Plany, marzenia. - Madziu... - Zawsze chciałam mieć trójkę dzieci. I psa. Dalmatyńczyka najlepiej. I kupić sobie mieszkanie. Zielony dywan i meble w stylu retro. I chciałam skończyć studia. Mieć tytuł magistra, chociaż. I bordowe ferrari. - rozkleiła się na całego dziewczyna. - Nie płacz, nie płacz przeze mnie. Dziewczyna łkała nadal, wylewając z siebie cały nagromadzony strach. - Cholera. Przestań! - krzyknął mężczyzna, chwycił dziewczynę za ramiona i zaczął nią potrząsać - Jestem złym człowiekiem, pieprzonym złym człowiekiem. Jestem złym człowiekiem.- Jak zaklęcie powtarzał obłędnie Witek, uderzając się jednocześnie w pierś tak mocno, że aż dudniło. Padł na kolana, jego oczy zaszkliły się od łez. Przyłożył lufę do swojej skroni. - Tak bardzo cię kochałem, Madziu. Tak bardzo. - wyszeptał wpatrując się w ziemię. Rozległ się huk. Mężczyzna osunął się na leśną ściółkę po czym zamknął oczy i nigdy, przenigdy ich już nie otworzył.



Płeć: nieznana
Ocena: 4.8
Liczba komentarzy: 11    
Data dodania: 22.12.2008r.

1     

nietoperz4 Użytkownik wpmt 03 01 2010 (18:33:40)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Rzeczywiście tekst ma fajną akcję. Najbardziej mnie się spodobało, kiedy mówiła co chciałaby mieć. Nawet lekki uśmieszek wykwitłby mi na ustach, gdyby nie taka płaczliwa scena. Lubie tego rodzaju opowiadania więc daje ci mocne 5.

Dawied Użytkownik wpmt 17 01 2009 (14:02:58)

Ciekawe opowiadanie, ale momentami rzeczywiście dialogi kuleją. Trochę też powtórzeń jest. Ode mnie mocne 4

Kamil M. Jaszczak Specjalista ds. marketingu 17 01 2009 (13:50:58)

I ja dołączę do grona Twoich czytelników. Pozwolę sobie zapytać, nie napisałaś, że jest to jakaś część, czy będziesz to opowiadanie kontynuować? Ciekawi mnie fakt, dostania się do mieszkania Witka... hmm, miał klucze? Zostawiam, 5.

ann18 Użytkownik wpmt 17 01 2009 (12:37:26)

Bardzo mi się podobało. Jeśli chodzi o mnie , nie zwracam uwagi na błędy techniczne , tylko na fabułę. Bo błędy można poprawić , a fabuła jest tylko jedna ! W każdym razie świetne...

niedostepnaa Użytkownik wpmt 05 01 2009 (20:46:23)

ciekawe opowiadanie drastyczne . koniec był przeiwdywalny ale fabuła mocna i prawdziwa. Nie jak on sie pojawił w jej domu. Daje 4 :)

bububomb Użytkownik wpmt 30 12 2008 (18:42:16)

Koniec troche mnie zaskoczył .. Dobra składanka ... 5

Wrzos Użytkownik 30 12 2008 (14:05:59)

Nie trzeba od razu posługiwać się pięknymi słowami, ale takimi, które mogłyby odzwierciedlić zwykły sposób dialogu przepasany z czymś magicznym. Da się tak. Ćwicz.

Black Lady Użytkownik wpmt 30 12 2008 (13:47:05)

Jeśli chodzi o kropki w dialogach- dziękuję, że zwróciłaś mi uwagę. Będę o tym pamiętać. Natomiast co do tego, że dialogi są zbyt płytkie- pisząc dialog staram się wczuć w osoby, które owe zdania wypowiadają, bo poprzez dialogi właśnie kształtuję o nich (postaciach) wyobrażenie czytelnika. Uważam, że stosowanie pięknych wymyślnych słówek byłoby w tym przypadku nienaturalne.

Wrzos Użytkownik 30 12 2008 (12:07:01)

Z tego, co wiem, przy dialogu na końcu zdania nie stawiamy kropki, jeśli oczywiście używamy myślnika. Przykład: - Kiedyś byłaś bardziej ciekawska. - rzekł z uśmiechem. Pamiętaj, że to nie jest koniec zdania, następuje ono dopiero po myślniku. Następnie, co do dialogu - jest go za dużo, często występują w nim słowa zbyt płytkie. I jeszcze zwroty typu "biip". Jestem całkowicie na nie. A co do fabuły, nie przekonała mnie, nie powaliła na kolana. Za to wszystko marne trzy.

smutna-królewna17 Użytkownik 22 12 2008 (21:34:35)

A ja się popłakałam... Zdecydowanie 6..:)

kana Użytkownik WPMT 22 12 2008 (16:31:09)

Dobra fabuła, dobra składnia, nie mam nic do zarzucenia, choć mnie nie zaskoczyło 5


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(52): 52 gości i 0 zarejestrowanych: