Pseudonim: Ilveran
Imię: Marika
Skąd: Herbatowo
Napisanych prac:
- wiersze: 82
- proza: 25

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 351 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Dla Klary (6)" 23.07.2009
"Boczny wiatr 2" 10.09.2009
"Boczny wiatr 3" 14.10.2009
"Boczny wiatr 4" 07.11.2009
"Boczny wiatr 7" 01.01.2010

Inne prace tego autora:
"Boczny wiatr 8" 09.01.2010
"Spuchnięty but. Czerwony. - 1" 08.06.2010
"Boczny wiatr 2" 10.09.2009
"Słodycz cytryny (2)" 07.02.2009
"I znów ją zdradziłeś z..." 16.12.2008


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Spuchnięty but. Czerwony. - 1

(z serii "Poeto-mężczyznowski Uśmiech") Prolog Jestem mężczyzną. Mam 27 lat i lubię czerwień na jej paznokciach. Jestem naiwny. Zbyt optymistyczny. Włosy na głowie przypominają, zachęcające swoim nieładem, gniazdo dla małych ptaków, a zmęczone oczy zszarzałe żarówki, w które wtula się kurz. Pięknie... Wyszło iście poetycko. Zajmuję się tu metaforami, a przydałoby się imię. A będę miał na i m i ę... Filip. Tak. Mojej mamie się spodobało. Mniejsza o to, że tata od dziecka wołał na mnie Franek. Ale, właśnie, mniejsza. Większa o to, że palce irytująco stukają w klawisze, a ja nadal nie zacząłem, tak jakbym chciał. Dobrze, od nowa. I oto wiersz pełen uczucia. Długi wiersz, zostawiony u niej na stoliku, przy łóżku, muśnięty cieniem jej rzęs, zapachem dłoni, pocierającej przez sen brodę. Wiersz, wiersz... Oczy przymykam i zostawiam ostatnią pozostałość po nas. Moje wspomnienia. Czy wspominałem już o czerwieni jej paznokci? Kuszące... niebywale. Rozdział 1 Słońce przeciska się przez gęste, poskręcane włosy kasztanowej dziewczyny i nikłym promieniem głaszcze piegi na jej nosie. Dłoń uniesiona do ust. Biel filiżanki, z niej zapach kawy. Rozsiadam się wygodniej na miękkim fotelu i wytężam umysł, wymyślając różne sposoby na podejście i zagadnięcie nieznajomej. W głowie pustka, a czarny płyn błyskawicznie traci na objętości, tak jak i zresztą nieprzeczytane strony książki. Bezradność ciśnie w środku. Ach, ile bym dał, za swobodę słów mówionych. Zamiast tego, sięgam po serwetkę i z kieszeni długopis. Kreślę pospiesznie kilka linijek, marszczę czoło parę razy, uśmiecham się i wstaję. Kasztanowa nadal siedzi, tam gdzie siedziała, nadal pije tę samą kawę, czyta tę samą książkę, jedynie strony się zmieniły. Jest ta sama, jednak ja jakiś inny. Podchodzę powoli, nadal niepewny, niewprawiony w kontaktach z dziewczynami, ale pełen niewypowiedzianych słów. Kasztanowa podnosi wzrok i teraz z bliska, wyraźnie mogę dostrzec strachliwe błyski w jej oczach. Waham, waham, waham się. I uśmiecham. - Mógłbym zająć ci chwilkę? Duże, niebiesko-szare oczy. Czarny wachlarz rzęs. - Jeżeli tylko chwilkę... Odsuwam krzesło i siadam. Na stole kładę serwetkę, obok książki. Dłoń nieznajomej dotyka delikatnie jej okładkę. Czerwień paznokci wyraźnie się odznacza na białawym tle. Odrywam wzrok od tego kontrastu i znów odnajduję niebieskość tęczówek. - Hmm. Chciałbym cię poznać. – Przyjmuję na twarz teatralną powagę, ale po chwili uśmiecham się szeroko, co nie uchodzi bez reakcji i niebieskookie zjawisko z trudem walczy z podnoszącymi się mimowolnie kącikami ust. - I tak po prostu podchodzisz by mi to powiedzieć? Wprost? - A jakbym kręcił, to dałabyś przyzwolenie na przyjaźń? Kasztanowa śmieje się krótko i już bardziej rozluźniona, dotyka delikatnie serwetki. - Już od razu zakładasz, że zostalibyśmy przyjaciółmi? - Owszem. - Kocha mnie pewien Krzysiek… - A ty kochasz jego. Chciałbym posłuchać o tej znajomości. Ale oczywiście jeśli jesteś skłonna zaryzykować. W końcu te gadki o nieznajomych i takie tam. Silne zauroczenie tłamszę głęboko w sobie i wykorzystuję sztukę ukrywania prawdziwych uczuć. - Jak masz na imię? - Filip. - Magda. – Wyciąga rękę, a ja po zgnieceniu w dłoni serwetki i schowaniu jej do kieszeni, ujmuję jej smukłe palce. – Magda Marlecka. Mój nieodłączny uśmiech poszerza się. - Filip Bałachowski. Miło mi cię poznać Magdo. Krok, krok, krok. Do przodu, w bok i znów przód. Mijam przechodniów, ocierając się o nich w pospiechu i zapatrzony głucho w przestrzeń, staram się zapanować nad myślami. Krążą w głowie, boleśnie obijając się o ścianki czaszki, a ja tylko zaciskam coraz mocniej dłonie w pięści i prę do przodu. "Błagam, przyjdź". Słowa skaczą mi po języku i mam ochotę krzyczeć... Boże! Czy Ty też słyszałeś ten przeraźliwy ból w jej głosie? Czy to tylko ja... czy to tylko ja przełykałem wraz z nią małe krople smutku. Krople, krople... Z ulgą dopadam do klatki i naciskam po kilka razy przycisk domofonu. Brzdęk i wpadam do środka. Jeden, drugi, trzeci, czwarty... Odrywam wzrok od schodów pod moimi stopami i zmachany przyciskam policzek do dopadniętych już drzwi. Magda musiała słyszeć łomot opadania na nie ciężko, bo sekundę po tym otwiera je na oścież. Opieram ręce na framudze, aby się nie przewrócić i dysząc, odważam się spojrzeć jej w oczy. Ciśnie mnie w gardle. Ni stąd, ni zowąd pojawia się wielka klucha i odbiera mi mowę. Zachodzące słońce kładzie się blaskiem na kasztanowych włosach, jeszcze dłuższych niż sprzed dwóch miesięcy, przy pierwszym spotkaniu. Oczy mniejsze, obrysowane resztkami czarnego tuszu, nadal załzawione, intensywniej szare. Policzki czerwone, opuchnięte. Usta też... Przechodzę przez próg i biorę ją w ramiona. Szloch niesie się po klatce, póki nie zostaje zagłuszony głośnym trzaśnięciem drzwiami. Szloch... i palce ściskające moją koszulę. Potem leżymy na łóżku, ona nadal z przyciśniętą głową do mojego ramienia. Ciepły, otwarty, wciąż uśmiechnięty chłopak zniknął na rzecz poważnego, zatroskanego, dającego poczucie bliskości mężczyzny. - Jestem głupia. Nie powinnam tak na niego wyskakiwać. - Jesteś kobietą. Zareagowałaś czysto emocjonalnie. Nie myśl już o tym Magda, jutro pogadacie na spokojnie i będzie ok. Głaszczę ją po ramieniu i wpatrzony w sufit śmieję się z siebie w duchu. Zakochany w dziewczynie chłopak, radzi w jej związku z innym. Cóż za świetna ironia... Ptaki orkiestrują za oknem na parapecie, świat zapada się w mroku, a ja łapię się na tym, że wsłuchuję się w jej głęboki oddech. - Powinniśmy stąd wyjść. - Zapomnij. – Zdobywa się na cichy śmiech i podbierając się na zgiętym łokciu, patrzy na mnie. – Mój makijaż ma wiele do życzenia. - To mało istotne. - Ależ istotne panie Bałachowski! Ja teraz potrzebuję łzawego filmu, czekolady i lodów. No i ciebie. Śmieję się i siadam, pochylając nad kasztanową czupryną. - Umieszczenie mnie na końcu listy jest wielce wielkim zaszczytem panno Marlecka. - Wiedziałam, że się pan ucieszy. - Jestem za lodami i czekoladą, i swoim towarzystwem, ale łzawego filmu nie zniosę za żadne skarby! - Nawet za moje uwielbienie? - Nawet. – Uśmiecham się delikatnie i odgarniam jej włosy przylepione do wilgotnych policzków. – Oglądniemy coś porządnego. Byś nie musiała zbyt często odpływać w wiadomą stronę. Zaczynam podnosić się z łóżka, ale jej dłoń mnie przytrzymuje w miejscu. - Wiesz, że jesteś dla mnie ważny? - Wiem. - Traktuję cię jak przyjaciela... Uśmiecham się łobuzersko. - A wątpiłaś w to, że zostaniemy przyjaciółmi. I kto miał nosa Marlecka, hm? Rzuca we mnie poduszką ze śmiechem. - Nie potrafisz być poważny! - Cały czas jestem. – Całuję ją w czoło i znów obdarzam najczulszym z moich uśmiechów. Wzrok, wzrok, wzrok. Wzrok orzechowociepły. Serwetka siedzi bezpiecznie w kieszeni marynarki, a ja z uśmiechem wskazuję na książkę. - Lubisz czytać. - Tak. I powinnam wyjść stąd już kilka minut temu, żeby się nie spóźnić. Wybacz. Wstaje i zbiera się do wyjścia. Stoję obok i jedynie z lekkim uniesieniem kącików ust się w nią wpatruję. No tak… zbierze swoje rzeczy, pożegna się i tak oto się poznajemy. Zniknie. Wzdycham i opuszczam głowę. Po chwili jednak czując na ramieniu czyjąś dłoń, podnoszę wzrok. - Proszę. – Kasztanowa podaje mi książkę. Znów fascynuje mnie kontrast bieli z jej czerwonymi, nie pasującymi do ciepłego spojrzenia i łagodnego uśmiechu, zadziornymi paznokciami. – Pa Filip. Do oddania książki. - Miłego dnia, Magdo. Odprowadzam ją do wyjścia i opadam znów na fotel. Ptaki śpiewają za uchylonym oknem radośniej, kelnerka ma mniej zmęczony wyraz twarzy, kobieta przy stoliku obok - młodszy. Odchylam głowę i zastanawiam się nad skutkami mojej znajomości z niebieskooką. Przymykam oczy. Przyjaźń też może być dobra. Nawet bardzo. Poznam Krzyśka, sprawdzę, czy na nią zasługuje i dam jej buziaka oraz zapewnienie przyjaźni na dalszą drogę. Żyć nie umierać. Otwieram oczy i uśmiecham się. Pasuje iść na uczelnię. Egzystować dalej. Ale... taak, jednak inaczej. Pełniej. Wstaję, kiwam na pożegnanie sympatycznej kelnerce i wychodzę prosto w delikatnie otulające słońce majowe. Krok, krok, krok. Do przodu, w bok i znów przód. Cofać się, szczególnie na dosyć ruchliwej ulicy dziwnie by wyglądało... Jednak mimo tego staję wpatrzony w niebo i zaczynam iść do tyłu. Krok, krok... Numer telefonu lśni czerwienią na kartce książki. Serwetka zmięta, zmięte litery... zapachem kawy pieściłaś usta i bielą filiżanki kusiłaś by dłonie dotykać spijam słodycz z koniuszków twoich palców muśnięcie mojego gorącego spojrzenia i mur mur nieprzebytych milczących piegów (...) Dedykacja: Annie. Bo przypomniała mi o miłości do pisania.



        Dedykacja: Annie. Bo przypomniała mi o miłości do pisania.

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 08.06.2010r.

1     

Anima użytkownik 09 06 2010 (18:11:39)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Widać, że to kolejne, dość niebanalne opowiadanie. Styl genialny, po prostu genialny. Czytając opisy rozpływam się. Proste rzeczy rzeczywiście opisujesz tak... przemyślanie. Widać, że wszystko, ta jedna całość, była skutkiem długich rozmyślań. Pierwsze pytanie, które mi się nasunęło, po przeczytaniu paru pierwszych linijek to: 'Dlaczego kolor czerwony?' Filip to typ niebalny, intrygujący i przede wszystkim taki, za jakim przepadam - poeta. Jak gdyby nigdy nic, tylko z lekką nutą wahania, podchodzi do Magdy i od razu mówi czego oczekuje. Za ten szalony czyn zasługuje u mnie na wielkiego plusa. Co do Magdy, zaciekawiło mnie to zdanie: 'Kasztanowa podnosi wzrok i teraz z bliska, wyraźnie mogę dostrzec strachliwe błyski w jej oczach.'. Możesz mnie wyśmiać, bo lubię analizować, ale mam dwie teorię. Pierwsza: Ma złe wspomnienia dotyczące przeszłości, być może spotkało ją coś przykrego, o czym dowiemy się w kolejnych częściach. Druga: Jest zwyczajnie spłoszona, albowiem nie zna tego mężczyzny i nie wie, czego ma się spodziewać. To kolejny punkt, którym mnie zaintrygowałaś. Ach i to spotkanie, jak mi się zdaje, u Magdy. Natychmiast zostają przyjaciółmi, powiedziałabym nawet, że coś więcej, ale niczego nie mogę być pewna, nie u ciebie. Zdaje się, że twoją specjalnością są niespodziewane zwroty akcji i zakończenia. Więc, cóż mogę powiedzieć... Będę czytać dalej, bo rozbudziłaś we mnie ciekawość. A ten wiersz na końcu to po prostu bomba zegarowa, która natychmiast po przeczytaniu wybuchła we mnie, zostawiając odłamki przywiązania do tejże opowiadania. Chyba tak mogę to określić. Jestem pewna, że już uwielbiam Filipa. Co do Magdy - przekonamy się. ;)

Faun Użytkownik wpmt 08 06 2010 (22:54:48)

Ciekawym zjawiskiem jest fakt, że słowo "rewelacja" jest merytorycznym fundamentem do postawienia piątki ;p

ulciak Użytkownik wpmt 08 06 2010 (22:27:42)

Użytkownik ocenił pracę na 5

jak dla mnie - rewelacja :)

Mozzie Użytkownik wpmt 08 06 2010 (21:49:13)

Użytkownik ocenił pracę na 5

No cóż, był to niezły popis pisarski. Zachwyciło mnie przede wszystkim to, jak przedstawiłaś mężczyznę-poetę, ponieważ to, że pisze wiersze jest tutaj bardzo ważne, wpływa bowiem na to, jaki jest: wrażliwy, czuły, cierpliwie znoszący cierpienia dla miłości, w każdej chwili myślący o tym, jakby opisał dany moment, co widać na początku. Wizja chłopaka zakochanego w dziewczynie, która kocha kogoś innego i w dodatku pomagającemu przejść jej przez problemy z tą miłością związane, niezwykła. Chciałam napisać dziwna, ale stwierdziłam, że jeśli się naprawdę kogoś kocha, potrafi się zrobić praktycznie wszystko, żeby być chociaż obok niego i pomagać. Jeśli chodzi o język opowiadania - piękny, czysto poetycki, pod koniec fragment wiersza stanowi już tylko dopełnienie tego dzieła. No cóż, podobało mi się to, że dialogi były takie żywe i naturalne, zresztą przeplatane opisami pełnymi środków poetyckich, co stanowi niezwykłe połączenie. W całym opowiadaniu każde słowo jest odpowiednio dobrane. I to nie jest tak, że dajesz słowa z pozoru wyrafinowane, które rzekomo mają wzbogacić tekst, nasycasz czytelnika słowami, które już zna, jednak ukazujesz mu inne znaczenie tych słów. Oczywiście, zdarzają się wyrazy skomplikowane, ale tylko w momentach, kiedy wymaga tego sytuacja przedstawiana i ukazanie stosunku bohatera, a zarazem narratora do postaci, czy zjawiska. Lubię opowiadania w pierwszej osobie, bo zawsze wyglądają na bardziej osobiste i na pewno łatwiej jest się utożsamić z autorem. U Ciebie jest naprawdę znakomicie, zresztą muszę powiedzieć, że oczywiście nie byłam tym zaskoczona, bo znam Twoje możliwości. Mam nadzieję, że uda Ci się rozwinąć to jeszcze lepiej, na razie stawiam mocną piątkę z plusem i akceptuję :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(29): 29 gości i 0 zarejestrowanych: