warto go przeczytać
- Zawsze zastanawiałam się ile razy można upaść? Ile razy można ponownie uwierzyć, by znów się zawieść?
- Ile?
- W matematyce nie istnieje największa liczba, którą da się jakoś nazwać, więc twierdzę, że nieskończoną ilość razy.
Pewnego słonecznego dnia stwierdziłam, że wszystkiego co złe w moim życiu, jest o szczyptę za dużo. Za dużo złych ludzi, za dużo przykrych zdarzeń, za dużo błędów.
Na początku moje życie było bajką, pełną plastikowych koników, kolorowych farbek.
Po co było poczuć co to szczęście? Jak potem wszystko przerodziło się w jakiś koszmar.
Pierwsza miłość, która miała być taka piękna, a stała się czymś pustym i nie wartym zachodu. Dziś się z tego śmieję, ale wtedy serce mi pękło, gdy nie dostałam walentynki.
Dom, który miał być schronieniem, zamienił się w pole bitewne. Częste łzy mamy, były jak trafiające kule, które mocno mnie raniły. Nienawidziłam ojca, za to, co robił. Zawsze bałam się, że jak się zakocham, to on mnie też oszuka, zdradzi i zostawi. Pstryk i nie było kochającej się rodzinki, która miała wspierać.
Mama, z którą przestałam rozmawiać. Współczułam jej i bardzo kochałam, ale już nie umiałam zaufać nikomu. Ona robiła dla mnie wszystko, a ja nie potrafiłam jej za to podziękować. Pracowała ciężko, żebym miała na każdą materialną zachciankę.
Babcia, którą tak kochałam, którą potrafiłam przytulić i pytać o absurdy („Ile jest gwiazd na niebie?"). Osoby, które kochamy zawsze odchodzą w najmniej odpowiednich momentach.
Przyjaciele? Jak łatwo żyjąc w mieście, nazwać byka, krową.
Szkoła, ach, podstawówka kolorowa kraina poznawania świata. Gimnazjum, obóz „nauki”, gdzie podstawową maksymą było „nie zdacie testów”.
Wiek – 17 lat, jak trzeba iść do lekarza to „jesteś już dorosła”, a jak chcesz sama jechać do Warszawy to „jeszcze mleko masz pod nosem”.
Używki – chyba jestem straszną materialistką i wydawanie pieniędzy na narkotyki, było dla mnie zbyt marnotrawne. Palenie było dla mnie zbyt niezdrowe, nie chciałam umierać powoli i w bólu. Alkohol był nieodłącznym atrybutem imprez.
Imprezy uchodziły za symbol dorosłości. Najgorsza symbolika z jaką się spotkałam.
Wiesz co? Wydawało mi się, że jestem jak orzech włoski. Potężna skorupa, której nie rozbijesz bez użycia młotka; a pod nią pyszny i miękki owoc. Chyba to odpowiednie porównanie do mnie, albo mojego serca. Nie poddawałam się nawet jak wiatr wiał w oczy. Ale bardzo łatwo było mnie zranić emocjonalnie.
W życiu okłamywano mnie, jak okłamywałam innych. Nie czułam się winna, bo cały świat żyje w kłamstwie.
Kiedy wspinałam się po drabinie do szczęścia i byłam bardzo wysoko, spadłam. A czym się jest wyżej, tym dłużej się spada i trudniej wstaje.
Marzenia, które przedtem były wspaniałe i górnolotne zamieniły się w popiół. Każdy dzień „wiosny” mojego życia, przypominał szarą i zimną jesień. Kiedy szło się do szkoły z myślą „żeby tylko przeżyć”, wracało się wieczorem do pustego domu i szło spać, aby przyśpieszyć czas. Tylu ludzi chce wrócić chwile, cofnąć czas, a ja go nieustannie próbowałam zabić.
Przestałam w życiu szukać szczęścia, bo po co, skoro znów za rogiem czyhało na mnie rozczarowanie?
Popadanie w używki czy popełnienie samobójstwa, były dla mnie za prostym rozwiązaniem problemów. Kilka razy myślałam nad tym, żeby się zabić, żeby skończyć ze sobą, ale tak w sposób „czysty”; bez krwi i jakiegoś wyławiania z brudnej rzeki.
- Czemu więc się nie zabiłaś?
- Mówiłam, to za proste. Samobójstwo to chwila odwagi i nic więcej, konsekwencją jest wieczny spokój. Ale pomyśl, nie jestem aż taką egoistką. Chciałam skrzywdzić tych, którzy mnie ranili, ale zabijając siebie, skrzywdziłabym tych, którzy mnie kochali. Skrzywdziłabym ciebie.
- Czemu akurat ja? I czemu nie chcesz mnie skrzywdzić?
- W życiu człowieka są momenty, kiedy nie myśli się racjonalnie i podejmuje się pochopne decyzje. Pewnego wieczoru, kiedy byłam sama w domu, poszłam do łazienki, rozebrałam się i stojąc przed lustrem stwierdziłam, że nienawidzę siebie, za to jaka jestem. Poszłam do kuchni, wyciągnęłam nóż i przyłożyłam do nadgarstka. Wystarczyło pociągnąć i osiągnęłabym to co chciałam, wieczny spokój. Łzy popłynęły mi po policzkach, nie wiem co wcześniej wypiłam, ale usłyszałam wtedy twój głos. Mogłabym przysiąść, że cię wtedy widziałam. Powiedziałaś, że mnie kochasz i że zawsze będziesz moim przyjacielem.
Tego dnia nie pozwoliłaś mi się zabić. I choćbym chciała, ty, czy twój duch, stoicie na moje drodze do tego „spokoju” jaki jest po śmierci samobójczej. Nie krzywdzę przyjaciół, więc jedynemu, prawdziwemu przyjacielowi nie pozwolę cierpieć przez siebie.
Nie wiem w ogóle, co ty robisz w moim życiu. Nawet nie umiem powiedzieć, jak się „tu” znalazłaś.
- „Tu” to znaczy, gdzie?
- W moim sercu. Było jak dobrze strzeżony, średniowieczny zamek – nie do zdobycia. Nie wiem więc, co to za nadludzka siła pomogła ci się tam wedrzeć?
- Żałujesz, że mnie wpuściłaś?
- Hmm, nie! Nie, bo teraz wiem, że po jesieni jest zima, która przyniesie ukojenie. A potem wiosna; świat będzie nabierał kolorów, a potem już lato, wspólne wakacje.
- Nie boisz się, że cię zawiodę?
- Ryzyko istnieje zawsze. Ale co to by była za przyjemność, gdyby nie było ryzyka, że się przegra. Każda, nawet najlepsza gra ma opcje przegranej. Tylko że człowiek jest stworzony do tego, by zwyciężać. Widziałaś kiedyś, żeby anioł stróż zawiódł swojego podopiecznego? Bo ja nie. Jeżeli człowiek upada, to jego anioł z nim, po to, żeby go podnieść i wyciągnąć z największego bagna, w jakie mógł wpaść.
- Po co mi to wszystko mówisz?
- Bo chcę ci zaufać na zawsze, chcę żebyś wiedziała, co dla mnie znaczysz i chcę, żebyś znała prawdę. Prawdę, że nie jestem idealnym człowiekiem. Każdy błąd jest dla mnie nową lekcją, z której wyciągam wnioski. Szczerość w przyjaźni jest najważniejsza. Pewnego dnia mogę potrzebować twojej pomocy, będę od ciebie bardzo dużo wymagać. Ale ty, zawsze możesz na mnie liczyć, bo ja dam ci dwa razy tyle, ile wezmę od ciebie.
- Jesteś optymistką czy realistką?
- Realnie patrzę na świat, który wydaje mi się być dziwną bajką dla dorosłych, nie umiejących znaleźć morału. Skoro człowiek jest z natury dobry, to świat też taki musi być. Wierzę, że z każdej porażki można wyjść zwycięsko. Wiem z doświadczenia, że to co nam się może wydawać katastrofą, może mieć bardzo pozytywne następstwa. Nie ocenia się książki po okładce, nie ważne, że coś jest małowartościowe. W małych rzeczach doszukuj się skarbów.
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że światełko w tunelu to pociąg, który mnie przejedzie. Wierzę, że światło stoi na drodze do szczęścia. Jestem realną optymistką, nawet gdyby taki ktoś naprawdę nie istniał.
- Wierzysz w cuda?
- A czy cudem nie jest to, że po tylu nieudanych próbach poznałam prawdziwego przyjaciela? A wschody i zachody słońca, czyż nie są cudowne?
- Co z miłością?
- Również wierzę, a ty jesteś tego dowodem. Kocham cię i zrobiłabym dla ciebie wszystko. Nie zapominaj, że cielesność i miłość fizyczna, nigdy nie będą wyrazem prawdziwej miłości. Bo miłość to uczucie, to emocje, które sprawiają, że ktoś lub coś, jest najwspanialsze i nieskazitelne, pomimo wad. Miłość, to tak jakby tolerowanie błędów kochanej osoby. Miłość to coś, do czego nie jesteś w stanie się zmusić. Miłości nie kupisz. Do cielesności zaś możesz się i zmusić bądź przekonać, i na pewno możesz ją kupić.
- Co jest najważniejsze dla ciebie?
- Dialog, nie monolog.
- Wiesz co najbardziej lubię?
- Fotografować?
- Nie... Słuchać jak mówisz.
- Czy my przypadkiem nie mamy za 10 minut autobusu?
- Czy nasze dusze nie mają przypadkiem ze sto lat?
- To, że nie mam jeszcze dowodu osobistego, nie znaczy, że mam całe dnie zastanawiać się, jak kupić piwo. Mogę sobie rozmyślać nawet nad sensem głupich pytań i jeszcze głupszych odpowiedzi.
- Nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.
- Dlaczego?
- Bo tak...
Ocena: 5.167
Liczba komentarzy: 6
Data dodania: 07.07.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 29 gości i 4 zarejestrowanych:
exother, dezerter89, Zygmunt Krasiak, Mii