Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Mrówka_W
Imię: Nika
Skąd: Warszawa
O sobie: "Wolałbym, żeby umarła niż wyrosła na kogoś niegodziwego" - Orson Scott Card
Napisanych prac:
- wiersze: 12
- proza: 3

Średnia ocen: 4.0
Użytkownik uzyskał: 25 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Spotkanie z samotnością" 24.07.2011
"Lecę" 31.08.2011
"Dwadzieścia dwa procent z..." 13.06.2011
"Odszedłeś" 23.08.2011
"Wiadomość od dręczonej" 25.07.2011

Inne prace tego autora:
"Czas" 13.06.2011
"Dwadzieścia dwa procent z..." 13.06.2011
"Odliczanka" 22.07.2011
"Odszedłeś" 23.08.2011
"Lecę" 31.08.2011

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Spotkanie z samotnością

Już tam jest, kiedy wchodzę do pachnącej kadzidłem i cukrem herbaciarni. Siedzi przy małym stoliku, oddalonym od wszystkich, osamotnionym. Oczywiście.
Na powitanie kiwa mi głową.
- Dzień dobry – mówię, wdziewając najsympatyczniejszy ze swej kolekcji uśmiechów.
- Dzień dobry – odpowiada uprzejmie, ale z lekką rezerwą. Odnoszę wrażenie, że czuje do mnie niechęć, co oczywiście wcale mnie nie dziwi. Ludzie zwykli żywić niechęć do dziennikarzy.
- Udzieli mi pani wywiadu? – Naturalnie zdaję sobie sprawę z absurdalności tego pytania. Jej oczy lekko się rozszerzają.
- Po to tu jestem. – Nie udaje jej się do końca opanować głosu – ostatnia sylaba lekko drży, przebrzmiewa źle skrywaną irytacją. – Ja siedzę, pani siedzi, ma pani, jak widzę, notes i ołówek. Chyba nie ma więc przeszkód, prawda?
- Nie, nie ma. A więc… - Zastanawiam się od czego zacząć. Oczywiście wszystko mam już kilkakrotnie przemyślane, ale możliwe, że przez chłód w jej głosie, nagle owiewają mnie wątpliwości.
Unosi dłoń, przerywając mi wpół słowa.
- Mimo wszystko, proszę się streszczać. Czekają na mnie, jak chyba się pani domyśla.
- Oczywiście, oczywiście. – Mój uśmiech wręcz ocieka słodyczą.
- Więc? – niemal cedzi przez zęby.
- Dobrze. – Wzdycham cicho. To raczej nie będzie najłatwiejszy z moich wywiadów. – Może na początek: kim… czym pani jest?
Pytanie z pozoru może się wydawać absurdalne i im dłużej wpatruje się we mnie z uniesionymi brwiami, tym bardziej nabieram pewności, iż lada moment postuka się w okryte kapturem czoło i wyjdzie.
Ale nie, poprawnie interpretuje moje pytanie.
- Pustką. Stanem umysłu. Niczym innym jak po prostu uczuciem.
- A może zwyczajnie brakiem towarzystwa? – podsuwam, mimo iż spodziewam się, jaką otrzymam odpowiedź.
- Nie, raczej nie. Rodzę się w umyśle, czy tam duszy człowieka. Niekoniecznie musi być to zależne od, nazwijmy to, czynników zewnętrznych. Może i bardzo często bywa, jednak nie zawsze. Tak samo jak warunki zewnętrzne nie mają wpływu już później i niekoniecznie muszą niwelować efekty... – Urywa, gdyż najwyraźniej się plącze. – Nie wiem, czy mnie pani rozumie. Mam na myśli to, że sama obecność innej osoby nie wyklucza samotności. To dusza jest samotna, nie ciało. Ciało nie potrzebuje towarzystwa.
- Ma pani na myśli to, że człowiek potrzebuje pokrewieństwa dusz?
- Tak, dokładnie. W tym przypadku nie chodzi o ilość, ale o jakość.
- Samotność w tłumie, na przykład? – pytam.
Kiwa głową.
- Chociażby. Jak widać to znana kwestia. Ma pani jakieś inne pytania?
Unosi brwi, wyczekująco.
- Mam. Mam, oczywiście. Lubi pani swoją pracę?
Wpatruje się we mnie przez dłuższą chwilę. Powoli wyraz uprzejmego zdziwienia zastępuje na jej twarzy uraza, aż w końcu zaczynam rozważać ustępstwo od wyznawanej przeze mnie reguły: „nie przepraszam, jeśli nie wiem za co”. Po jakiejś minucie jednak się odzywa. Oschle, urażonym tonem.
- Nie odpowiadam na głupie pytania, proszę pani.
- Ależ to pytanie jest całkowicie poważne. – Tym razem to ja czuję się obrażona.
Na chwilę przymyka oczy, chyba starając się uspokoić.
- A czy pani lubi oddychać? Za przeproszeniem, korzystać z ustępu? Moja praca jest dla mnie tak naturalna, jak dla pani wykonywanie czynności życiowych. – Wzdycha. Falbanki jej peleryny powiewają lekko, trącane podmuchem klimatyzatora. - Poza tym, nigdy się nie kończy. W obliczu nieskończoności niebezpiecznie jest mówić o sympatiach, czy antypatiach.
Pytania, które samo mi się nasuwa, nie potrafię powstrzymać.
- Nie miewa pani wyrzutów sumienia?
Uśmiecha się smutno.
- Nie. Jak już mówiłam, to dla mnie zupełnie naturalne. Wiem, jak wyglądam w pani oczach. Łzy, depresja, samobójstwa – dla pani to wszystko jest bardzo przykre, straszne czy godne współczucia. Dla mnie… - Wzrusza ramionami. – Dla mnie nie.
- Pamięta pani wszystkich, których pani dotknęła?
Mam skrytą nadzieję, że udało mi się ukryć niepokój stojący za tym pytaniem.
- Nie. To również powód, dla którego nie robię sobie wyrzutów.
- Dobrze, zostawmy kwestie pani sumienia, czy gustów. Proszę mi powiedzieć…
Rzucam szybkie spojrzenie na nabazgraną na marginesie notesu ściągawkę z pytaniami. – Czy jest pani słabością?
- To trudne pytanie. – Wbrew swoim słowom nie zastanawia się nawet przez moment. – Chyba tak, poniekąd. Za każdą ucieczką stoi słabość. Ale, z drugiej strony, trzeba mieć dużo siły, by wytrzymać tylko z samym sobą, nieprawdaż?
- Chyba tak.
Wznosi oczy do nieba.
- Nie oczekiwałam odpowiedzi. To było pytanie retoryczne.
- Em… - Rozpaczliwie usiłuję nie dać się zbić z tropu. – A czy samotni mogą być szczęśliwi? W końcu podobno człowiek nie może być z czymś naprawdę szczęśliwy, jeśli nie nauczy się…
Już w połowie mojej wypowiedzi niecierpliwe kręci głową.
- Jeśli nie nauczy się żyć bez tego, tak. Anthony de Melo? Ma pani na myśli, że samotni są szczęśliwi z ludźmi, bo potrafią żyć bez nich? Naprawdę pani tak uważa?
Czerwienię się, zastanawiając się, gdzież się podziało moje fachowe opanowanie.
- W zasadzie to…
Wzdycha ciężko.
- To oczywiście bzdurne przekonanie. Samotny nie tylko nie potrafi żyć bez ludzi, ale też nie potrafi żyć z nimi. Co wcale nie oznacza, że nie potrafi być szczęśliwy. Znam wielu, którym ze mną dobrze. Jestem bezpieczna.
- Wierzy pani w miłość?
Zaskoczona trzepocze rzęsami.
- A czy Lucyfer wierzy w Boga? Proszę nie odpowiadać – dodaje, widząc, że otwieram usta. - To również było pytanie retoryczne. Wierzę, oczywiście. Tak, jak dobro nie może istnieć bez zła, a radość bez rozpaczy, tak i mnie nie byłoby dziś z panią, gdyby nie miłość.
- Rozumiem. A co ze śmiercią?
Unosi brwi tak wysoko, że znikają pod kapturem.
- Pyta mnie pani, czy w nią wierzę?
Z trudem opanowuję nerwowe parsknięcie.
- Nie. Pytam, co pani o niej sądzi.
- Śmierć… - Przymyka oczy, jakby przywołując odległe wspomnienia. – W wielu kwestiach jesteśmy do siebie podobne. Niszczymy, wzbudzamy strach… Z samotnością jednak można żyć. – Śmieje się cicho z własnego żartu. – A ze Śmiercią, jak się pani chyba domyśla, raczej… niekoniecznie.
- A…
Unosi dłoń.
- Proszę poczekać, jeszcze nie skończyłam. Obie jesteśmy zarówno końcem i początkiem. Niestety, muszę przyznać, że Śmierć oferuje początek dużo atrakcyjniejszy. Jest nieunikniona, ale dobra. Ja nigdy nie bywam dobra. Mogę się taką wydawać, ale nigdy nie jestem. Samotna dusza choruje.
Zamyślam się chwilę nad jej słowami.
- Cóż to, koniec pytań? – Uśmiecha się złośliwe.
- Tak, prawie. Myślałam nad tym, co pani powiedziała.
- Pomyśli pani później – mówi z wyraźną irytacją w głosie. – Zaczyna mi się spieszyć.
- Dobrze, już kończę, to będzie ostatnie pytanie. Czy jest coś, co chciałaby pani powiedzieć wszystkim samotnym?
- Jest.
Czekam na jakiś dalszy ciąg, a gdy nie nadchodzi, pytam:
- Czy…
- Tak, mogłabym. Mam prośbę.
Staram się uprzejmie uśmiechnąć. Chyba mi nie wychodzi.
- Słucham?
- Mogłabym się chwilę zastanowić? Mam na myśli, przysłałabym pani odpowiedź listownie, a pani po prostu załączyłaby ten list do wywiadu. To poważne pytanie, nie chcę odpowiadać pochopnie. Czy takie rozwiązanie jest do przyjęcia?
- Myślę, że tak. Oczywiście. Jak najbardziej.
Śmieje się, słysząc to sprostowanie.
- W takim razie, żegnam panią – mówi, odsuwając krzesło.
- Do widzenia – odpowiadam, również się podnosząc.
Rzuca mi krzywe spojrzenie.
- Chyba lepiej byłoby dla pani, gdyby jednak nie.
- No tak, racja. Oczywiście. W takim razie… do niewidzenia.
Przytakuje mi z takim uśmiechem, że ja już wiem, że ona wie.
- Do nie widzenia.

***

List przychodzi kilka dni później w żłobionej, kremowej kopercie. Przez moment zastanawiam się, czy Samotność poświęca czas na coś takiego, jak wybór papeterii, ale ciekawość każe mi natychmiast otworzyć kopertę. Przebiegam wzrokiem linijki tekstu.

Drodzy samotni!
Wiem, co czujecie. Złość, nienawiść, smutek. I strach. A mimo tego, moi drodzy, tak łatwo Wam przyzwyczaić się do własnego nieszczęścia. Jak już wspomniałam pani dziennikarz, jestem bezpieczna. Nie wymagam od Was zmian, zaangażowania, oddania siebie. Nie lękacie się mnie stracić, a nawet jeśli odchodzę, przynosi Wam to radość, nie łzy. Możecie mnie nienawidzić, zwymyślać, odtrącać do woli. Nie trzeba o mnie zabiegać. Jakież to wygodne.
Drodzy samotni. Wiem, że cierpicie. Cierpicie, bez względu na to, jak daleko jesteście to w stanie od siebie odepchnąć.
Pani dziennikarz spytała mnie, czy jest coś, co chciałabym Wam przekazać. Owszem, jest. Jedno, ale za to najważniejsze: żyjcie. Żyjcie, bo czasem trzeba robić to co słuszne, a nie to, co łatwe. Życie jest synonimem ryzyka. Jest synonimem trudności. To suma, na którą składają się radość i cierpienie. Napawajcie się nim, bo na drugie nie macie szans.
Nie czujcie się też urażeni, że nie mam wyrzutów sumienia. Nie mogę ich mieć. Poza tym, zwykle sami o mnie wołacie. Błagam, nie zabiegajcie o mnie. Nie udawajcie, nie kłamcie samych siebie. Żyjcie, kochajcie, zyskujcie i traćcie, ale nigdy – powtarzam: nigdy, nie myślcie o mnie jak o ostoi. Bo jakąż ostoją może być bezludna wyspa na szarganym sztormem oceanie?
Z nadzieją, że nigdy nie będziecie mieli okazji odpowiedzieć,
Wasza ukochana
Samotność.


Wypuszczam list z drżących palców. Łzy wzbierają mi w oczach i spływają po policzkach, by wsiąknąć w zagryzione wargi.
„Żyjcie. Żyjcie, bo czasem trzeba robić to co słuszne, a nie to, co łatwe.”
Niepewnym ruchem wyciągam z kieszeni telefon, trzęsącymi się palcami przeszukuję listę kontaktów i w końcu wybieram pewien zakurzony, choć tak dobrze mi znany numer. W moim uchu rozlegają się dokładnie cztery sygnały.
- Cześć – szepczę.
- O mój Boże.



        Dedykacja: Dla G. - jak wszystko co piszę.

Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 24.07.2011r.

1     

Kamil M. Jaszczak 27 07 2011 (20:25:05)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Dlaczego to opowiadanie nie wydaje mi się genialne? Nie wiem. Ono jest bardzo dobre, czyta się płynnie, a przede wszystkim przyjemnie. Można zanurzyć się w tym tekście i po prostu popłynąć. Przecież ani razu nie zerknąłem na to, ile jeszcze tekstu zostało mi do poprawienia. A mimo to czegoś mi brakuje. Czegoś, czego nie potrafię opisać. Choć nie zmienia to faktu, że na piąteczkę zasłużyłaś w pełni, może nawet na ciut więcej... ale. No właśnie.

Błędów od strony technicznej, jako takich, nie było. Może powtórzenia: a właściwie jedno, które pozwoliłem sobie usunąć (brzmiało ono następująco - "Naturalnie zdaję sobie sprawę z absurdalności tego pytania. Naturalnie jej oczy lekko się rozszerzają" - usunąłem drugie naturalnie i wg mnie podziałało. Od razu lepiej.

Przedstawiasz Samotność w sposób - może dlatego nie jest idealnie - jako kogoś niezwykle troskliwego, współczującego tym, z którymi zwiąże ją los. A w moich oczekiwaniach, nie wiem dlaczego, Samotność byłaby podłą egoistką, bezczelnym uczuciem. A tu proszę... rysujesz ją w sposób, który sprawia, że nawet mi jej żal. Hm. Ciężko mi napisać coś więcej, bo troszkę mnie z pantałyku zbił list. Był dobry, a nawet bardzo dobry. Może nieco chaotyczny w dwóch lub trzech momentach, ale oddziałujący na emocje.

Gdybym musiał komentować tylko takie prace, byłbym wniebowzięty.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(32): 29 gości i 3 zarejestrowanych: exother, dezerter89, Zygmunt Krasiak

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl