warto go przeczytać
Pseudonim: Anonymous
Powoli zapada zmrok. Powracając myślami do wydarzeń dzisiejszego dnia, bez wątpienia, stwierdzam, że nic niezwykłego nie wydarzyło się. W pracy, jak zawsze, wykonywałam wszystkie polecenia szefa - mężczyzny kompletnie pozbawionego wyobraźni... Człowiek ten chce za wszelką cenę zarobić ogromną ilość pieniędzy na sprzedawaniu tak banalnego produktu jakim jest pasta do zębów. Oczywiście jest to możliwe, ale trzeba odpowiednia zareklamować daną rzecz, a moim zdaniem kampania reklamowa w formie ulotek z nazwą ów doskonałości i jej zdjęciem jest mało zachęcająca.
Za parę minut zegar wybije północ. Dzisiaj już z pewnością nie przeżyję czegoś fantastycznego. Dzisiaj już nie ma szans, by moje sny się spełniły. Jeszcze pięć sekund. Cztery. Trzy. Dwa... Coś się dzieje... Kawa już nie faluje, lecz porywa ją jakiś wir...Wszystko kręci się dookoła, a ja razem z tym czarnym naparem unoszę się w górę. Moje piękne, rude włosy miotają się wszędzie...Już nic nie widzę, już nic nie czuję...
Nagle zrobiło się chłodno. Powoli otwieram oczy. To, co widzę przeraża mnie. Gdzie ja w ogóle jestem? To miejsce nie jest mi obce, lecz nie powinnam się tu znajdować. W środku nocy zazwyczaj znajduję się w swojej przytulnej kuchni, sącząc boski czarny napój, który orzeźwia moje zmęczone zmysły. Chwila... To nie jest moja kuchnia! Czyżby to było?... Nie, to niemożliwe, biuro, w którym pracuję czynne jest od godziny siódmej rano, a nawet jakby jakimś dziwnym trafem było otwarte, to co ja miałabym w nim robić? Biurko, komputer - te przedmioty są mi tak bardzo dobrze znane. Odwracam wzrok w przeciwną stronę. Widzę drzwi, lekko uchylone, na których widnieje czarny napis: "mgr Przemysław Zabajowski"... Przecież to nazwisko mojego szefa! Hmm... chyba muszę zaakceptować w końcu sytuację , w której się znajduję... Ale skoro już tu jestem, a druga taka okazja raczej się już nie zdarzy, należałoby ją umiejętnie wykorzystać. Nigdy nie byłam w gabinecie szefa. Nie powinnam szperać w cudzych rzeczach (zwłaszcza w rzeczach swojego pracodawcy, ale ja chciałabym mu tylko pomóc. Pomóc zrobić znakomitą kampanię reklamową, taką kampanię, która bez wahania przyniesie zyski, które pozwolą wyjść firmie z długów. Czy to coś złego?
Powoli podchodzę do biurka, siadam przy komputerze. Bardzo zadziwiające jest to, że ów elektroniczne urządzenie jest włączone. Przecież w tej firmie nikt nie pozwoliłby sobie na zbyt wysokie zużycie prądu. No cóż, może to czysty przypadek, a może nie? Włączam odpowiedni program, hasła reklamowe napływają mi do głowy z zawrotnym tempie. Które wybrać? Pomysły wciąż się rozmnażają. Po dwóch godzinach cała kampania jest skończona. Co to? Gorąca filiżanka kawy? Sączę łyk wytwornego napoju. Dziwnie zaczyna kręcić mi się w głowie.
Znowu jestem w innym miejscu. To miejsce znam dobrze, często odwiedzam je w snach. Powoli jasność pokonuje noc - nastaje dzień. Jestem w obcym mieszkaniu, lecz dokładnie wiem, gdzie znajdują się poszczególne pomieszczenia, przedmioty. Kieruję się w stronę kuchni. Pachnie świeżymi bułkami. Otwieram lodówkę, wyjmuję mleko, ser... Otwiera się szafka ze sztućcami. Nóż wędruje w stronę bułki i dokładnie, powoli kroi ją w połowie. Przecieram oczy, myślę: "Czy to nie sen?" Czajnik cichutko gwiżdże. Przecież ja nie nastawiałam wody. Mija pięć minut, dla mnie to cała wieczność, stałam i ze zdziwieniem przyglądałam się misternej pracy noży, różnorodnych urządzeń i niewidocznych rąk. Taca ze śniadaniem i świeżą kawą powędrowała w stronę sypialni. Niepewnym krokiem ruszyłam za nią. Zatrzymałam się obok drzwi. Teraz już wiem... Przecież to mieszkanie mojego szefa! Wszystko zaczyna znowu wirować. Już nic nie widzę i nic nie czuję.
Dzwoni budzik. Jestem w swoim łóżku, jest tak cieplutko i wygodnie, że nie mam najmniejszej ochoty wyjść spod objęć rozgrzanie kołdry. Nie mogę jednak spóźnić się do pracy...
* * *
Znowu znajduję się w biurze, lecz tym razem dotarłam do niego tak jak co dzień-tramwajem. Siedzę przy swoim komputerze i tak jak każdego dnia z niecierpliwością spoglądam na zegarek. Nagle czuję dotyk czyjejś dłoni na swoim ramieniu. Odwracam się... Przemek (po wydarzeniach dzisiejszej nocy będę nazywać go po imieniu chociażby w myślach) uśmiecha się do mnie. Podaje mi czerwone kółko, szepcząc cichutko do mojego ucha:
- Wiem, że ta fascynująca kampania reklamowa to Twoje dzieło. Nie mam pojęcia jak i kiedy tego dokonałaś, ale muszę się odwdzięczyć. Może dasz się zaprosić na kolację?
Nie byłam w stanie wypowiedzieć żadnego słowa. Odwzajemniłam uśmiech i pokiwałam potwierdzająco głową. On podał mi ów czerwoną obręcz. Przecież to moja bransoletka. Musiałam ją zostawić na biurku podczas dzisiejszej nocy. Zbieg okoliczności? przypadek?
Być może, ale teraz już wiem, że pośród społeczeństwa ludzi bez wyobraźni, każdego z nas może spotkać coś fantastycznego, coś nieprzewidywalnego. Rzeczy niemożliwe nie istnieją-bardzo mocno w to wierzę. I z niecierpliwością czekam, aż spełnią się moje marzenia i ziszczą najskrytsze sny.
Ocena: 0
Liczba komentarzy: 0
Data dodania: 19.11.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(31): 28 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, dezerter89, Zygmunt Krasiak