warto go przeczytać
Pseudonim: madzia92
- Daleko jeszcze!? – zapytał Witek, przekrzykując ryk silnika.
Znajdował się dwa tysiące metrów nad ziemią w samolocie, z którego skakano ze spadochronem. To było jego całym życiem. Wykonał już ponad czterysta takich skoków. Był to wynik bliski rekordu w jego klubie. Ale był jeszcze młody, dopiero co przekroczył trzydziestkę, więc najprawdopodobniej pokona go. Tym bardziej, że obecny rekordzista już od pięciu lat zajmował się wnukami.
- Jeszcze jakieś trzysta metrów i możesz skakać – odpowiedział mu jeden z pilotów.
Witek zapiął do końca kombinezon, założył kask na swoją bujną czuprynę i założył gogle.
- Jak wyskoczę, to zadzwoń do Uli.
- Jasne, jasne. Kontaktujemy się przez radio.
Zaczęło się odliczanie. Witek odetchnął głęboko i skoczył. Uwielbiał ten pęd powietrza, gdy bezwładnie leciał w dół. Za każdym razem przypominał sobie ten nieudany skok. Była to jego dziewiąta czy dziesiąta próba. Miał wylądować na polu. Niestety nie udało się. Stanął na jednej z posesji znajdujących się obok niego. Mieszkała tam młoda dziewczyna. Od razu rzuciła mu się z pomocą. Razem próbowali zdjąć z niego wielką płachtę spadochronu. Gdy w końcu im się udało zobaczył ją. Jej smukłą sylwetkę, długie ciemne włosy, zielone oczy i piękny uśmiech. Od razu trafiła go strzała Amora. Umówili się na kawę i tak się zaczęło. Ula została jego dziewczyną. Chodzą ze sobą już od pięciu lat. Ona skończyła właśnie studia i zwierzyła się koleżance, że chciałaby już założyć rodzinę. To od jej przyjaciółki dowiedział się o tym. Jemu jednak nie było do tego spieszno. Czuł się wolny i chciał z tej wolności korzystać. Codzienne spotkania mu odpowiadały, nawet gdy czasami u niej nocował. Gdyby się z nią jednak ożenił, musiałby zrezygnować z wieczornych spotkań z kolegami i częstymi wyjazdami na mecze. Dzisiaj chciał powtórzyć ten skok, co pięć lat temu. Ale tym razem nie miał to być przypadek. Jego rozmyślania przerwał mu odgłos radia:
- Załatwione.
- Dzięki, jestem twoim dłużnikiem.
- Dobra, dobra, a teraz rozwijaj już spadochron. Koniec tego bezwładnego spadania.
Witek otworzył spadochron. Im był bliżej ziemi, tym bardziej się denerwował. Właśnie miał zrobić najważniejszą rzecz w swoim życiu. Widział już swój cel. Ogródek, dom i stojącą na ganku Ulę. Wylądował najlepiej jak potrafił. Nie powtórzyła się historia sprzed pięciu lat, gdy cała płachta spadochronu spadła mu na głowę. Teraz opadł on za nim. Gdy zdejmował kombinezon podeszła do niego Ula.
- Co ty znowu… - zaczęła mówić, lecz Witek położył jej palec na ustach.
Ubrany był w wymiętą białą koszulę i ciemne spodnie od garnituru. Na szyi miał perfekcyjnie zawiązany krawat. Nie spuszczając wzroku z ukochanej przyklęknął na jedno kolano.
- Ulko kochana, czy zechciała byś wyjść za mnie?
Po tych słowach wyjął z kieszeni małe pudełeczko i otworzył je. W środku znajdował się pierścionek z brylantowym oczkiem. Dziewczyna była zaskoczona. Przez dobre trzy minuty nic nie mówiła. Wpatrywała się tylko to w pierścionek, to w Witka. W końcu udało jej się coś powiedzieć.
- Oczywiście, kochanie.
Po tych słowach założyła sobie pierścionek i rzuciła mu się w ramiona. Uściskom i pocałunkom nie było końca.
- Poczekaj – powiedział nagle spadochroniarz – miałem dać znać chłopakom czy się zgodziłaś.
Skontaktował się z kolegami przez radio. Przekazali mu, że mają spojrzeć w niebo. Zrobili co kazali. Tam leciał ten sam samolot, z którego skakał Witek. Teraz wypuścił kolejnych spadochroniarzy, a na jego ogonie pojawiła się szarfa z napisem: „Wszystkiego najlepszego dla narzeczonych”. Po chwili wylądowali w pobliżu skoczkowie.
- No, to teraz trzeba świętować – powiedział jeden z nich, gratulując narzeczonym.
Wylądował także samolot, a pilot przyniósł butelkę szampana. Do wieczora świętowali.
- Kochanie, - zapytała Ula – a co cię skłoniło do takiego kroku?
- Wiesz… - odpowiedział mężczyzna przytulając ją do siebie. – stwierdziłem, że wolę ciebie od spotkań z kolegami. Ale pozwolisz mi chyba dalej skakać?
- Nie wiem, nie wiem. Pod warunkiem, że będziesz przy wszystkich porodach.
- A ile ty ich planujesz? – powiedział mężczyzna z przerażeniem na twarzy.
- Tak z trzy, cztery… - odpowiedziała kobieta z lekkim uśmiechem.
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 21.07.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(30): 27 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, dezerter89, Zygmunt Krasiak