Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt

Sny cz. 2

Sen Pierwszy.
Reita.
25 maja.

Ze zmęczeniem opadam na łóżko, sącząc łapczywie resztki twojego zapachu. Naturalnym u mnie jest, że twoja cudowna twarz wypełnia każdą cząstkę umysłu. Twoje oczy o barwie gorzkiej czekolady... Codziennie zakładasz błękitne soczewki, zasłaniając mi tym samym ich piękną naturalność. Chociaż w niebieskim też wyglądasz ślicznie. Uwielbiam wpatrywać się w te tęczówki bez względu na ich kolor. Twój łagodnie zaokrąglony nos, dwa delikatne znamiona na twarzy, które tak starannie pudrujesz... Wszystko to dodaje ci urody. Uwielbiam dotykać twoich drobnych, niemal dziecięcych dłoni, choć tak rzadko mam możliwość. Całe twoje ciało jest moją zagadką, zakochaną fascynacją. Twoje miękkie, jasne włosy, rozsypujące się po policzkach, mieniące się złotem... Tak bardzo chciałbym zatopić w nich palce, wpleść je, by poczuć ich gładką fakturę. Uderzyłby mnie w nos twój oszałamiający zapach. Pachniesz słodkim arbuzem i czekoladą. Uwielbiasz ją. Kocham patrzeć, jak rozkoszujesz się smakiem czekoladowego dymu twoich ulubionych papierosów.
Powoli zamykam zmęczone oczy. Ciemność nieba zza okna koi mnie do snu, chłodny wiatr dmucha delikatnie w moją skórę, tuląc i kołysząc. Wtulam się mocno w poduszkę, nie dość ciepłą, by mogła być choć iluzją twojego drobnego ciała. Mój umysł przysłania jakby ciemna zasłona. I już nic nie myślę. Zasypiam? Prawdopodobnie... Ruki, kochanie, obyś mi się przyśnił. Chcę by twoja dłoń malowała mi senne majaki.

Ten sen bolał. Jakby bił każdy fragment mojego ciała. Jakby mnie dusił. Czułem ucisk na gardle, mimo ,że otaczały mnie ciemne chmury. Czułem je, ich zimno. Wirowałem, niemal umierając. Spod szarości i cierni zaczęły się jakby nieśmiało pojawiać jasne refleksy. Ostre, owocowe kolory. Czułem się, jakbym przeniósł się do jakiejś bajkowej krainy. Byłoby to naprawdę ładne, wręcz piękne, gdyby nie fakt, że lodowaty podmuch, który mnie zabijał zmienił się w zniewalające gorąco. Oddychałem szybko, niemal rozpaczliwie. Powietrze, które pieściło mi płuca było słodkie, jak wata cukrowa. Kręciło mi się w głowie od nadmiaru kolorów i słodyczy. Całe moje ciało było odrętwiałe. Co to był za sen? Nigdy takiego nie miałem. Paraliżował mnie niemy strach, nie mogłem wydusić z siebie głosu by krzyczeć. Nigdy czegoś takiego nie przeżywałem. Nadmiar jaskrawych barw zlał mi się w jedną onyksową plamę. Byłem nieruchomy, głuchy i niewidomy. Nagle powalająca siła snu cisnęła mną o ziemię. Zachłysnąłem się, gdy uderzyłem klatką piersiową o podłoże. Łzy wypełniły mi oczy i spłyneły po policzkach, przyjemnie je chłodząc. Po chwili moje zmysły były już w stanie by chłonąć detale. Mogłem ustalić, że to, na czym leżałem było miękkie, i przyjemne w dotyku, choć lekko szorstkie. Czyżbym upadł na trawę? Otworzyłem oczy, lecz zaraz je zamknąłem, gdy światło zalało mi tęczówki, raniąc je boleśnie. Ostrożnie uchyliłem powieki, rejestrując, iż pode mną jest ciemnoniebieski dywan. Rozejrzałem się ze ściągniętymi brwiami. Znajdowałem się w pokoju, skromnie urządzonym, dopieszczonym ręką dziecka. Niebieskie ściany pokrywały śliczne malunki, przedstawiające kwiaty, drzewa, motyle. Centrum stanowiła malowana samotna huśtawka. Pociągnięcia pędzla były niedokładne, delikatne, lecz niezwykle staranne. Te dziecięce rysunki nadawały małemu pokoikowi bajkowy klimat, choć dosyć przerażający. Wstałem niezwykle lekko, jakby moje ciało poruszyło się zanim dostało rozkaz od mózgu. Westchnąłem głęboko, uspokajająco.
Przecież to sen, tylko sen. Nie więcej. Sen. Ale w takim razie... Dlaczego nie potrafiłem się obudzić?
W jednej chwili do moich uszu dobiegł odgłos uderzającego o podłogę ołówka. Odwróciłem się gwałtownie w kierunku niskiego łóżka, stojącego pod ścianą. Siedziało tam dziecko. Drobny, blady, odrobinę zbyt chudy chłopiec. Jego twarzyczkę pokrywały plamki farb. Na lekko zaokrąglonym nosku żółta, na naznaczonym znamieniem policzku czerwona, na czole niebieska... Patrzyłem na niego, nieświadomie uchylając usta w najszczerszym szoku. Znajoma buźka dziecka uderzała swoim pięknem. Nienaturalnie długie rzęsy rzucały urocze cienie na lica. W dłoniach dzierżył zużytą tubkę po pomarańczowej farbie, która teraz zdobiła dywan, jakby namalował na nim gwiazdy.
Gdyby ktoś mi powiedział, że w snach odwiedza dziecko, które kiedyś stanie się osobą, którą pokocha nad życie, wyśmiałbym go. Przecież to absurd w najczystszej postaci. Jednak... Teraz sam śnię ten sen. Niewątpliwie twarz chłopca, ten nos, te policzki i te oczy, i te dłonie i rzęsy należały do ciebie. Ciebie, Ruki, którego kochałem, z którego twarzą przed oczami zasypiałem. Otrząsnąłem się, kiwając sam do siebie przecząco głową. To przecież idiotyczne. To nie mogą być twoje wspomnienia , tylko chore wytwory mojej zakochanej wyobraźni. Ot, myślałem o tobie przed snem, więc teraz mi się śnisz. Proste i logiczne. Ale czy na pewno...? Ten mara była inna, niż wszystko, co kiedykowiek widziałem. Jakbym śpiąc nie spał. Jakbym buł przebudzony, jakbym się przeniósł w czasie o zamkniętych powiekach. Przeciągnąłem wzrokiem po całej sylwetce dziecka, które prawdopodobnie było tobą. Ono również wpatrywało się we mnie badawczo, choć jego pozycja wskazywała na zwykłą obojętność. Oparł się, jakby nonszalancko o barierkę łóżka i patrzył prosto w moją twarz ze zmarszczonymi brewkami.
- Jesteś duchem? - zapytał z nutą fascynacji w głosie. Oparł dłonie na pobródku, a ja przygryzłem wargę, widząc tak znany mi gest.
- Sam nie wiem. Zasnąłem i oto jestem - postanowiłem być z nim szczery. W końcu to nie działo się naprawdę. Prawda...?
- Usiądź - wskazał mi miejsce obok siebie. Przysiadłem z grzeczności, choć nie czułem ni cienia zmęczenia. Byłęm zdumiewająco lekki, a poruszanie sprawiało mi mniej wysiłku niż na jawie.
- Chyba jednak jesteś duchem - odrzekł powoli, odgarniając mi grzywkę z czoła. Byłem niemal pewien, że pozostawił mi na nim bladoróżowy kleks farby. Oczywiście, nie byłem duchem. Ciekawiła mnie jednak jego pewność w tej kwestii, więc tylko spojrzałem pytająco w jego przepiękne czekoladowe oczy.- Nie masz cienia - wskazał palcem w miejsce, gdzie powinien odbijać się na ścianie. Miał rację. - Sądzę, że cień jest odbiciem duszy, wiesz? Patrzysz na niego i wiesz, że istniejesz, uświadamiasz sobie, że życie nie jest snem. Bo zauważyłeś, że nigdy we śnie nie ma się cienia? - uśmiechnął się łagodnie. Jego oczy były rozmarzone, jakby przykryte błonką wyobraźni - Mój cień jest dziwny. Zawsze zniekształcony. Myślę, że to dlatego tata mnie nienawidzi, właśnie dlatego, że moja dusza też jest powyginana. To dlatego, że zabiłem mamę, wiesz? - jego głos przycichł, stłumił się dziwnie, ale nie płakał. Jego oczy pozostawały suche, choć kąciki bladych ust wygięły sie ku dołowi. Moje myśli szalały. Ruki, oczywiście wiedziałem, że twoja mama nie żyje, nigdy jednak nie chciałeś nikomu o tym opowiedzieć. Sądziliśmy, że po prostu jej nie znałeś i nie miałeś o czym opowiadać. Myliliśmy się? Ja się myliłem? Ruki, jak mogłeś zabić matkę? Co ty pleciesz? Moje serce waliło młotem. Zbliżyłem się do chłopca, który był tobą i zlustrowałem go wzrokiem. Zauważył to. Kontynuował swój monolog tak cicho, że musiałem się naprawdę skupić, by usłyszeć wszystko.
- Moja mama była chora. Ale pragnęła dziecka, a mój ojciec nigdy jej nie odmawiał. Opiekował się nią, chociaż słabła każdego dnia, w którym przebywałem w jej brzuchu. No i w końcu mnie urodziła, a zaraz potem zmarła. Umarła przeze mnie, bo się urodziłem. Zabiłem własną mamę, która mnie kochała na tyle, żeby chcieć mnie urodzić. Mój tata mnie zabrał i mieszkam z nim. Ale on mnie nienawidzi. Bo przeze mnie moja mama nie żyje, a on ją przecież musiał kochać. Ja też ją kocham, chociaż jej nie znałem. Ale mój tata... Nie odzywa się do mnie od tego czasu. Czasami na mnie krzyczy, kiedy zrobię coś źle, ale nigdy ze mną nie rozmawiał. Rozumiem go. W końcu to ona powinna żyć, a nie ja. Ale chciałbym, żeby mnie kochał. Gdy patrzę na swój cień i jest zniekształcony, myślę o mamie. Możliwe, że to ona z nieba mi go namalowała, prawda? Dała mi życie, więc mogła stworzyć mi duszę. Może z gwiazd? Nie wiem. Ale lubię tak myśleć. Bo daje mi to nadzieję, że mimo wszystko mama gdzieś tam jest. Dlatego zacząłem malować. Ale niezbyt mi to wychodzi - zachichotał cicho, patrząc ukradkiem na pomalowane przez niego ściany. Byłem oszołomiony. Ruki, zawsze byłeś szalenie inteligentny, ale w życiu nie spodziewałbym się tak dojrzałych słów z ust dziecka, które nie mogło mieć więcej niż dziesięć lat. I twoja matka... Pragnąłem cię przytulić, powiedzieć, że jesteś głupi, obwiniając się, że mama cię kochała i nadal kocha...Bałem się jednak, że gdybym cię tylko dotknął, rozpłynąłbyś się w powietrzu, a ja utknąłbym we śnie.
- Więc pisz - uśmiechnąłem się do chłopca lekko, a on sięgnął po kartkę papieru i długopis. Zamyślił się, muskając stalówkę dolną wargą.
- Ale co mam pisać? - zapytał z rezygnacją, kręcąc głową.
- Pisz to, co mi powiedziałeś. Pisz o sobie, o swoich uczuciach. Przelej emocje - patrzył na mnie, jakby to go co najmniej przerastało. Wplotłem palce w jego włosy, głaszcząc je delikatnymi ruchami.
- Wierzę w ciebie. Dasz radę - jego policzki oblały się szkarłatem, gdy nieśmiałym ruchem postawił pierwsze znaki na kartce. - Nazywasz się Takanori, prawda? -zapytałem szybko, czując jak sen ze mnie ulatuje, ciągnąc mnie do góry.
- Tak. Matsumoto Takanori - uśmiechnął się, po czym rozpłynął w setki, tysiące kryształków, wmalowując się w noc. A ja leciałem.

Otwieram oczy, łapczywie łapię oddech. Umysł próbuje rozpaczliwie ogarnąć to ,że w majakach spotkałem chłopca, który stał się tobą. Jak to możliwe, kochanie?



        Dedykacja: Nie mam siły sprawdzać interpunkcji, przepraszam. Dla AS i TM.

Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 07.11.2010r.

1     

Ironiczna 09 11 2010 (18:04:22)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Cóż, trochę miałaś problem z interpunkcją. Początek tekstu jest niemal bezbłędny, jednak od środka... Jakby ktoś cię odmienił! Pogubiłaś przecinki. Jednak skoro piszesz w dedykacji, że nie masz siły na sprawdzanie interpunkcji, to mimo wszystko Ci to wybaczę. Skupię się na przesłaniu tekstu, na tym, co mnie urzekło.
Nie próżnujesz. Starasz się dobierać ciekawe, wręcz fascynujące tematy. Śmierć matki... Jak czuje się taka osoba? I to śmierć, która wedle Ruki'ego, jest z jego własnej winy. Tak, to z pewnością go boli... Szkoda tylko, że nie potrafił mieć na tyle samokrytycyzmu i rozwagi, aby zdołać zauważyć, że nic nie mógł na to poradzić, że to tylko Boża ręka zawisła w próżni kieruje nami - mrówkami...
Jednakże w takich przypadkach żal przytłacza, nie myśli się racjonalnie, tak więc przypadek Ruki'ego nie jest odosobniony. Osobiście znam dziewczynę w takiej sytuacji, jednak ona zdołała zrozumieć, że to nie jej wina. Zajęło jej to dużo czasu, dużo rozmów ze swoją przyjaciółką, przyjaciółką zaufaną... Udało się jej porozumieć z ojcem, który snuł się po domu jak cień, pracował całymi dniami, zapewniał jej tylko materialne rzeczy... Zero bliskości, a to boli, wiadomo.
Cóż, myślę, że czwórka minus będzie całkiem dobra. Liczę, że się poprawisz. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(34): 31 gości i 3 zarejestrowanych: exother, Pawlak, dezerter89

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl