warto go przeczytać
Epilog
Szłam ciemną uliczką, mokra od popołudniowego deszczu.
Słyszałam szelest swoich kroków. Ciągle miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
Nagle poczułam, że tracę przytomność i upadam..
***
Z trudem otworzyłam oczy, czułam się znużona i chciało mi się spać.
Zobaczyłam człowieka z ciemną brodą i wąsami. Jego usta były okropne.
Otwierały się za każdym razem kiedy odczuwałam ból. Ciosy zadawane były
ostrym narzędziem po całym ciele. Z lekka uchyliłam powieki.
Tym razem moją uwagę przykuły jego oczy. Nie jestem pewna czy ciemne
z natury, bowiem było ciemno. Widziałam w nich strach. Jakby bał się
mnie. Ciągle patrzył na mnie z wyrzutem. "Żałuj, że się urodziłaś".
To odczytałam ostatecznie w jego oczach.
Nie mogłam wytrzymać tego bólu. To było okropne. Już nie miałam
siły otwierać oczu i zgłębiać tajniki mojego bólu oraz napastnika. Tak naprawdę już wcale nie czułam tego bólu. Przynajmniej nie tak dobrze jak wcześniej. Siła przyzwyczajenia. Mój instynkt wyczuwał obcego człowieka. Jakby ktoś jechał na rowerze i niestety uciekał. Chyba już nikt nie może mi pomóc. Widocznie tak miało być..
Widziałam światło. Strasznie jasne, jakby ktoś budził mnie w nocy przy zapalonej lampce. Chyba umarłam. Moje żywota ostatecznie się skończyły. Zawsze byłam ciekawa jak to jest po śmierci. Czy tak jak na filmie odchodzący człowiek do jasnego tunelu? Jednak reżyser, który to wymyślił już nie raz otarł się o śmierć. Niestety nigdy nie pokazywano co będzie dalej. Jak to jest?
***
Czemu umarłam? Dlaczego to na mnie padło? Byłam wściekła. Przecież miałam tyle planów na przyszłość i rzecz jasna chciałam je zrealizować. Byłam człowiekiem ambitnym.
Często nawet uznawałam zasadę "Po trupach do celu". Jednak musiałam być strasznie zmobilizowana, przekonana oraz widzieć w tym jakieś korzyści dla mojej osoby, dopiero będę gotowa zrobić wszystko, by zdobyć szczyt. Bardzo łatwo ulegałam wpływom, byłam naiwni arą wierzącą w każde słowo osoby, która jest dla mnie ważna. Jak oceniła mnie kiedyś moja babcia: przybierałam kształt naczynia, w którym się znajduję. Często myślałam o przyszłości. Bywałam też niepoprawną marzycielką.
Tułałam się tkwiąc nadal w jaśniutkim tuneliku. Kiedy cudem o własnych siłach wyszłam. Zobaczyłam wiele smug. Dziwne, wszystkie odcienie szarości oraz biel. Na tle lazurowego, bezchmurnego nieba. Było ich 6. Domyśliłam się, że to są diabelskie szóstki. To chyba był mój decydujący głos o życiu pośmiertnym. Wybór drogi. Nie mogę ją nazwać życiową.. Zawsze kiedy był już prawie zachód słońca pokazywały się smugi. Nigdy nie myślałam, że to będzie moje pośmiertne życie. Chyba ktoś tutaj chce wystawić na próbę mój wybór i tok myślenia. Musiałam wybrać jedną z nich.
Moja podświadomość podpowiadała, że najjaśniejsza droga będzie najlepsza.
Pokierowałam się tym wyborem.
Zobaczyłam tłum ludzi ustawionych w kolejce i o dziwo nikt nie miał nawet zamiaru się przepychać. Żebracy, ludzie bogaci ze spuszczonymi głowami zastanawiającymi się nad swoim postępowaniem. W dalekim tle ustawiona była brama. Chciałam jak najszybciej się tam znaleźć. Myślałam, że to będzie koniec moich życiowych problemów i wszelkich rozterek.
Tam będzie jak w raju - myślałam. Zregenerowało mnie to pozytywne myślenie. Wyruszyłam dobrze nastawiona do przodu. Niestety, tu nie było już tak różowo. Ludzie odpychali, wypychali mnie z "kolejki". Moje nogi nie wytrzymały. Upadłam. Dziwne. Myślałam, że spadnę, ta smuga z bliska wyglądała jak przezroczysta, z daleka jak droga mleczna. Wiem, to dziwne, że w takich chwilach myślę o jedzeniu. Jednak szczerze to nie miałam co robić. W mojej głowie kłębiło się
tylko jedne pytanie. Jak się stąd wydostać? Teraz to już mi było obojętnie czy do przodu, czy w tył... Czułam się bezradna i bezsilna.
Po kolejnych próbach moich przepychanek byłam tylko bardziej wycieńczona. Pozostało mi czekać. Wpadłam na pomysł, by wycofać się i wybrać inną drogę. Wypychanie się z tłumu poszło mi o wiele sprawniej niż do przodu. Przy furtce, przez którą tu się dostałam również była grupa ludzi. Pewnie część osób wpadła na taki sam pomysł jak ja. Podeszłam bliżej, przepchałam się aż do przejścia, próbowałam wszelkich sposobów: pociąganie za klamki, krzyczenie, a nawet w pewnym momencie chciałam wyłamać te stalowe druty. Wpadłam na pomysł, by przejść przez tą furtkę górą. Z pomocą innych ludzi doszłam do szczytu przejścia. Stuknęłam się,
uświadomiłam sobie, że jesteśmy pod ogromnym niewidzialnym kloszem, którego nie wolno nam przekroczyć!
***
Zeszłam z furtki .Niestety to ja musiałam uświadomić im tą złą wiadomość o naszym losie. Wszyscy się rozeszliśmy i stanęliśmy oficjalnie w "kolejce". Myślałam, że to jest ta nasza kara, nieustanne czekanie. Tak do końca to nie widziałam w tym dalszego sensu. No bo po co ja tu tkwiłam? Nikt nie uświadomił mnie co i ja. Gdzie mam iść, gdzie nie. Co mam robić, czego nie. Po dłuższych przemyśleniach doszłam do wniosku, że to moja podświadomość podpowiadała mi co mam robić. To ona kazała mi wybrać drogę i czekać.
Siedziałam na przezroczystej podłodze z rękami złożonymi na duszy i myślałam. Tak naprawdę już wcale nie miałam żadnych potrzeb. Nie byłam ani głodna oraz senna. Czy to znaczy, że jestem duchem czy jestem aż tak zmęczona, że już nic nie czuje?
Już koniec wszystkiego... Oficjalnie jestem duchem. Przeżyłam transmutację. To było cudowne, nie wiem dlaczego lecz to najfajniejsze przeżycie w moim życiu. Podeszłam bliżej do bramy. Otworzyły się wrota, weszłam. Było tak samo jasno jak w tamtym tunelu. Czekałam chwilkę. Nagle usłyszałam piorun. Ogromna, żółta, zygzakowata smuga, wbiła się w brzuch i wędrowała po moim ciele. Tam gdzie była pozostawiała odzwierciedlenia. Byłam cała lekko żółta ze smugami prawdziwego wyglądu. Oficjalnie byłam duchem. Oznajmiono mi "Musisz go nawrócić..". Nie wiem skąd dobiegał ten głos. Praktycznie z głębi tego miejsca. Wiatr wypychał mnie swoją siłą do góry i znalazłam się w tamtej pamiętnej, ciemnej uliczce.
***
Nie wiedziałam co mam robić. Byłam duchem o wszelkich mocach. Jednym ruchem ręki mogłam zrobić wszystko. To niewiarygodne, przechodziłam przez przedmioty.
Byłam zjawą. Mój rozmazany wygląd na tle białego ducha. Orzechowe oczy były lekko rudawe, a czarne włosy do ramion jak brązowy karmel. Zawsze kiedy się poruszałam one robiły to z opóźnieniem i wyglądały jak tabliczka topiącej się czekolady. Twarz zawsze miałam bladą, teraz wyglądałam jak prawdziwa czarownica. Dobrze, że nikt mnie nie widział.
Nagle coś przebłysło mi przed oczyma miałam dwa obrazy. Na jednym oczy z tamtej pamiętnej chwili zabójstwa i porter mojego ojczyma! Te wizje były dziwne, to przebłyski, które były na tle starych żaluzji. Podążyłam do mojego domu. Skoro miałam go nawrócić, musiałam jeszcze raz przyjrzeć mu się dokładnie.
Po parunastu minutach byłam już w domu. Przeszłam przez drzwi i zobaczyłam mamę gotującą zupę. Zawsze była pracowita, płakała. Ujrzałam ojczyma. Osłupiałam, przypomniały mi się wszystkie te bolesne chwile, molestował mnie... To było okropne. Codziennie bałam się go. Kiedy przychodziłam do domu... Ba! Nawet czasem wcale nie przychodziłam. Miałam tego już całkiem dosyć. Codziennie się bałam. Stres już na dobre ustanowił się w moim życiu. Wiedziałam, że to jego mam nawrócić. Tylko pytanie jak? Muszę coś wymyślić. Przecież jestem wszystkomogącym duchem!
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 02.12.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 30 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Pawlak, dezerter89