warto go przeczytać
Czy mieliście kiedyś ochotę uciec gdzieś daleko, zostawiając niezałatwione sprawy i nie wracać do nich? Albo, żeby coś okazało się tylko złym snem? Ja miałam. Dokładnie wtedy, kiedy trzydzieści osób wlepiło we mnie wzrok, a wychowawca ciągnął za ramię przed tablicę. Hej, więcej delikatności. Czy ja naprawdę mam, aż tak zagubioną minę, że trzeba mnie wspomagać w przejściu kilku kroków?
- To jest Magda. Wasza nowa koleżanka. Będzie chodzić z nami, mam nadzieję, do końca nauki. Przyjmijcie ją ciepło. Myślę, że się zaprzyjaźnicie. Magda, tu jest wolne miejsce. Usiądź proszę.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się lekko, choć pewnie wyszedł z tego bliżej nieokreślony grymas i opadłam na wskazane krzesło.
"Przyjmijcie ją ciepło". Słyszycie? Jak tego nie zrobicie, to się poskarżę. Nagle zachciało mi się śmiać ze swoich głupich myśli, ale się powstrzymałam. Spojrzałam powoli w lewo. Obok mnie siedziała pulchna, ale nie przesadnie, blondynka o szarych, ładnie wymalowanych oczach i krótko obciętych włosach. Wyglądała ładnie pomimo swojej figury. Kiedy uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła do mnie rękę moja nieśmiałość jakby uleciała. Poczułam się o wiele pewniejsza. Dziewczyna całą sobą po prostu nie onieśmielała.
- Cześć. Ja mam na imię Justyna.
- Cześć.
- A to jest Amanda. - Odchyliła się na krześle, bym mogła zobaczyć dziewczynę siedzącą obok niej. Całkowite jej przeciwieństwo. Czarne włosy związane ciasno z tyłu głowy, niebieskie, lekko przestraszone oczy i wyraziste kości policzkowe. Już jej sam sposób wyciągnięcia do mnie ręki pokazywał jaka jest. Cicha, nieśmiała. Jakby czegoś się bała. Ciekawe... Hej Szerloku, hamuj swoje zapędy detektywistyczne.
- Możesz się z nami dzisiaj trzymać. Byłoby super, gdybyśmy sobie przypadły do gustu. - Justyna tryskała energią, która została z kolei przyhamowana przez ostrzegający wzrok wychowawcy.
- No co? Ja się tylko zapoznaję.
- Możesz to zrobić na przerwie.
- Ok. Radzia też polubisz. Tylko wydaje się taki ostry. - szepnęła do mnie.
- Radzia?
- Naszego drogiego wychowawcę.
Uśmiechnęłam się szeroko i usiadłam wygodniej na krześle. Oj Magda, Magda, ale jesteś głupiutka. Przecież naprawdę nie jest źle. "Hej, dopiero jesteś w klasie 10 minut." Racja. Ale przecież nie mówię, że jest super. Tylko... że nie jest źle. Właśnie. I tego się trzymajmy.
Zawsze wraz z dzwonkiem przychodziła ulga. Myślałam: "Jej, wreszcie. O jedną lekcje mniej." Co teraz myślałam? "Jej, tylko nie to. W sumie jest przy mnie Justyna, ale ona mnie nie uchroni przed stawieniem czoła nieśmiałości." Dziwne. Naprawdę dziwne. W środku pewna siebie. Cynizm wlepiony w myśli, a jak przyjdzie co do czego, to klapa.
Pakowałam powoli książki i wstałam dopiero, kiedy kolejka do wyjścia kończyła się zaraz koło mojej ławki. I wtedy zwróciłam uwagę na jedynego chłopaka z mojej klasy, którego dotychczas widziałam. Stał koło wychowawcy i cicho z nim rozmawiał. Co pierwsze rzuciło mi się w oczy? Jego ponura twarz. Z delikatnymi rysami, ale z jakimś takim nie do opisania grymasem. Super, nie tylko ja jestem dzisiaj w podłym nastroju. Mówią, że pierwszy dzień zawsze jest najgorszy. Ale żeby aż tak? Przed tym mnie nie ostrzegano. (Czekajcie, czekajcie... Do kogo by tu iść na skargę?) Co z tego, że Justyna do mnie zagadała. I że Amanda też się przywitała. To rozeźlenie siedziało we mnie i na wszystko patrzyłam z lekką dozą sceptycyzmu. Tego się nie dało w żaden sposób chociażby pomniejszyć. Okropne uczucie. Chcesz stawiać optymizm na pierwszym miejscu, a tu siłą wdziera się pesymizm i gdzieś ma twój protest. Bałam się tego, że inni to zauważą. Bardzo dobrze umiem się kryć, ale co by się stało gdybym spotkała kogoś takiego, jak Juliana? Ona zawsze wie, co mi w sercu siedzi i potrafi pomóc. Ale ona jest moją dobrą kuzynką. A w szkole zawsze jest inaczej, niż poza nią. W szkole nie można się gniewać i strzelać fochów. Trzeba grać. Taka już prawda.
Zaczęłam posuwać się za kolejką w stronę drzwi, nie odrywając wzroku od chłopaka. Ciekawe co mu siedziało na sercu. Musiało być naprawdę poważnie, skoro nie potrafił tego ukryć. Obok mnie znalazła się nagle Justyna.
- Nim się nie przejmuj. To klasowy ponurak.
Zmarszczyłam czoło. Czytała mi w myślach, czy co?
- Widzę jak na niego patrzysz.
- Aha. Super.
- Widzisz...- zaczęła, a ja od razu się lekko skrzywiłam. Miała zamiar opowiadać mi o ponuraku. A nie łaska zapytać, czy ja tego chcę? Klasowe plotki zawsze mnie drażniły. -W pierwszych dniach nie odzywał się do nikogo. Można byłoby nawet powiedzieć, że nas unika. Po tygodniu chłopcy stwierdzili, że to nie ma sensu. A może jest tak nieśmiały, że nie potrafi podejść? Wykazali inicjatywę i sami do niego zagadali. Efektem był cynizm, arogancja. Te sprawy. Kamil stanowczo powiedział, że nie chce się z nami zadawać. Ma swoje powody i już. Tylko że teraz ty doszłaś i mogłabyś spróbować coś zdziałać. Że niby... nie wiesz, że powinnaś trzymać się z daleka od niego. Byłoby świetnie, gdyby...
-Raczej nie. Chyba nie znajdę na tyle odwagi, żeby to zrobić. A on na pewno nie zmienił zdania, co do swojej samotności. Co teraz mamy?
Miałam ochotę jak najszybciej zmienić temat. Temat Kamila po prostu mnie męczył. Co ja jestem? Nie będę zwalać na siebie jeszcze więcej problemów. Cudownie. Jeszcze tylko pięć lekcji. Taa... I dwadzieścia osiem nieznanych mi osób z klasy. Zapowiada się nieźle. Naprawdę nieźle. "Magda, mogłaś jednak zostać w domu do tego piątku. A raczej następnego poniedziałku. Co by ci tam zrobił jeden tydzień luki. No właśnie. Nic by nie zrobił". Ironia losu. "Zdecydowałaś się przyjść dzisiaj pomimo tego, że nie musiałaś i musisz tak chodzić do końca tygodnia. Brawo. A wystarczało pomyśleć..." Zamknij się. Musisz mnie jeszcze bardziej dobijać? Uciszyłam wewnętrzny głos rozsądku czy czegośtam, nie wiem, on po prostu był, i weszłam do klasy. Zamyślona nie zauważyłam idącego w moją stronę chłopaka.
- Cześć, jestem Romek. - Doskoczył do mnie wysoki, o pogodnej twarzy i chwyciwszy moją dłoń potrząsnął nią energicznie.
- Hej.
- Musisz czuć się okropnie niepewnie, ale nic się nie martw. Zaraz zapoznam cię ze wszystkimi. Zobaczysz, że nie jesteśmy tacy źli. No. Przynajmniej nie gryziemy. - paplał, cały czas się uśmiechając, co mnie całkowicie ujęło, ale panika też dała o sobie znać. Poznać wszystkich naraz? Co to, to nie. Wychodzę.
- Romek, daj jej spokój. Nie wszystko naraz.
- Dlaczego? Przecież lepiej zrobić to za jednym zamachem.
- Hej, ja tu jestem.
Oboje spojrzeli na mnie, jakby dopiero teraz zdali sobie sprawę z mojej obecności.
- Znam już ciebie Justyna i ciebie Romek, tak samo jak i Amandę i myślę, że chociażby na tą godzinę wystarczy. Ale dzięki za chęci.
- No dobra... Ale jakbyś chciała pogadać, czy coś, to jestem twój. - Wyszczerzył zęby i wyszedł z sali.
Justyna pociągnęła mnie za ramie, bo zaskoczona nie potrafiłam się sama ruszyć.
- Romek to nasza klasowa maskotka. Zawsze potrafi nas rozbawić. Trzyma się z Bartkiem i Michałem. Też są nieźle pokręceni, więc nigdy nie jest nudno.
Odetchnęłam głęboko i z miłym uśmiechem usiadłam koło Amandy, która odwzajemniła uśmiech, ale szybko odwróciła głowę. Coraz bardziej mnie intrygowała. A Tynie byłam wdzięczna, że nie wymaga ode mnie opowiadania o sobie, tylko na razie zapoznaje krok po kroku z klasą. Właśnie. Na razie...
- Ej Magda, wpadniesz na imprezę w sobotę, co?
- Imprezę?
- No tak. Ja ją organizuję, a odbędzie się u Andrzeja. Mówię ci, świetny sposób na poznanie się z ludziskami. Przyjdzie niemal cała klasa.
- Aha... Jeszcze dam ci znać, ok?
- No nie daj się prosić... Będzie genialnie.
Spojrzałam na Amandę.
- Ty też będziesz?
- Nie. Nie mogę. - powiedziawszy to, po prostu wstała i wyszła. Hej, co tu się dzieje?
- No więc... Zastanów się, ok?
- Jasne.
Cały czas zdezorientowana patrzyłam na drzwi, za którymi zniknęła Amanda.
- Nie zaprzątaj sobie Amandą głowy. Jak się bardziej zakumplujemy, to ci może wszystko wyjaśnię.
- Co wszystko?
- To skomplikowane. Wiesz... Choć czuję, jakbym cię bardzo dobrze znała, to zważywszy na długość naszej znajomości nie mogę ci wszystkiego wyjaśnić. Przepraszam.
- Nie no. Jasne.
Pierwszy dzień i tu już coś takiego. Tajemnica za tajemnicą. Najpierw ponurak, teraz Amanda. Byłam już zmęczona nie tyle fizycznie, co psychicznie. Chyba wywieszę sobie tabliczkę, gdzie napiszę: "Nie przeszkadzać, nękając znowu jakąś niezrozumiałą sprawą." Dobry pomysł? Dzwonek. Akurat, żeby zabrać się za tworzenie takowej tabliczki. Wyciągnęłam kartkę i długopis. Nie zauważyłam wchodzącej Amandy, i ponuraka też. Nawet nauczyciela i roześmianego Romka. Na kartkę wylewały się słowa i tylko one były ważne. Kiedy zaczynałam pisać wiersz czy opowiadanie wyłączałam się na bodźce z zewnątrz. I to tak bardzo kochałam. Oprócz cynizmu oczywiście. Ale tego starałam się używać jak najmniej, ograniczając się do moich kochanych, jakże inteligentnych myśli.
Ocena: 4.25
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 07.02.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 30 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Pawlak, dezerter89