MJ
Pseudonim: MJ
Imię: Magdalena
Skąd: Poznań
O sobie: Przy czekaniu nie budzę się o 5 rano, rezygnując z najlepszych snów. Nie przychodzę także z tego powodu już o 7 do biura. Przy czekaniu mleko nie traci dla mnie smaku. Przy tęsknocie tak.
Napisanych prac:
- wiersze: 2
- proza: 3
- publicystyka: 3

Średnia ocen: 5.4
Użytkownik uzyskał: 44 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Bidul" 10.01.2011
"niedziela" 03.02.2012
"Komercjalizacja Świąt..." 13.07.2012
"Siedem grzechów..." 29.06.2010
"Siedem grzechów..." 03.07.2010

Inne prace tego autora:
"Siedem grzechów..." 04.07.2010
"niedziela" 03.02.2012
"Komercjalizacja Świąt..." 13.07.2012
"Siedem grzechów..." 29.06.2010
"Mój tydzień z Marilyn" 01.08.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Siedem grzechów nieprzeciętnych: trzeci

- Nie czuję się komfortowo w takiej sytuacji, chyba mnie pani rozumie. - Owszem, rozumiem. Nie ty jeden obawiasz się wyznawać najskrytsze sekrety przed obcą osobą. Ale właśnie ta obcość może zapewnić Cię o moim obiektywizmie. Obiektywizmie? Nie czuję się zapewniony. Powiem więcej – jestem pewien, że nawet mnie nie znając będziesz miała jakieś subiektywne odczucia. Chociażby przez specyfikę pracy, jaką wykonujesz. Jesteś kobietą po czterdziestce, co wskazuje na to, że nawet, jeżeli dziennie przyjmowałabyś po jednym pacjencie, to usłyszałaś już około 5500 historii ludzkiego nieszczęścia. Bo szczęśliwi nie muszą do Ciebie przychodzić. Ja nie jestem ani szczęśliwy, ani nieszczęśliwy. Według niektórych jestem zagubiony. - Więc od czego mam zacząć? Jak mam na imię i ile mam lat, oraz od ilu lat nie piję? Tak, mam dużo dystansu do samego siebie, oraz do otaczającego mnie świata. Umieć śmiać się z samego siebie – to dla mnie podstawa sukcesu, reszta nie jest ważna. Gdy inni śmieją się z Ciebie, śmiej się razem z nimi. - Twoje imię znam z karty pacjenta, tak samo jak Twój wiek. A z tego co wiem, Twój problem nie dotyczy alkoholu. Chyba, że się mylę. - Nie, nie dotyczy, ale niektóre wieczory były z nim ściśle związane – wie pani, po alkoholu łatwiej przekroczyć granice – i własne, i cudze. - Może powiesz mi najpierw jak wyglądało Twoje dzieciństwo? Miałeś normalną rodzinę, a może byłeś w ciągłym konflikcie z którymś z rodziców? Bito Cię? Ojciec pił? Pytam o to, bo rodziny patologiczne częściej, niż normalne, wydają na świat poranione w jakimś stopniu dzieci. - Rozumiem, choć to trochę stereotypowe podejście do rodziny. Nie, miałem całkiem normalną rodzinę, i w sumie w domu rodzinnym to się zaczęło. Miałem młodszą o dwa lata siostrę, Laurę. Od małego była ładna, lubiłem wychodzić z nią na dwór, bo wtedy wiedziałem, że nic się jej nie stanie. Bałem się o nią, stawałem w jej obronie, byłem wzorem starszego brata. Chłopcy oglądali się za nią już kiedy kończyła piąty rok życia, nie wspominając o tym, co działo się, kiedy rodzice wysłali ją do podstawówki. Całe szczęście tej samej, do której chodziłem ja. Wszyscy wiedzieli, że za złe traktowanie siostry, dostaną łomot ode mnie – więc lubili ją, ale nigdy nie zachowywali się wobec niej nietaktownie czy wulgarnie. - Byłeś dla niej prawie jak drugi ojciec. - Tak, niemalże byłem dla niej jak ojciec. Nasz własny pracował w instytucie biologii, często wyjeżdżał za granicę na różne konferencje i spotkania naukowe, dlatego rzadko bywał w domu. Wówczas na mnie spadała większa część opieki nad domem – w tym nad siostrą i matką. Mama czuła się lepiej gdy wiedziała, że jestem w pobliżu Laury, nie musiała się o nią martwić. - Miałeś cały dom na swojej głowie, nie przytłaczało Cię to? - Nie, ani trochę. Czułem się ważny, i za takiego chciałem być uważany. I byłem. Laura od zawsze mnie podziwiała, dziękowała za to, że ma tak wspaniałego brata. Taki sielankowy obraz miał miejsce do czasu, kiedy ona kończyła 11 rok życia, ja natomiast 13. Sama pani rozumie co się wówczas dzieje z ciałem dziewczynki, oraz z organizmem, a przede wszystkim umysłem, chłopców. Wtedy tak naprawdę poczułem, że Laura jest już dojrzała seksualnie, była śliczną dziewczynką, która chciała wszystkiego nauczyć się od swojego brata. - I to Laura była prowodyrką pańskiego zachowania? Wszystko zaczęło się od pana własnej siostry? Nie było panu wstyd? - Wstyd? Nie, wtedy nie myślałem o tym w takich kategoriach. Zaczęło się od tego, że podglądałem ją, kiedy się ubierała. Do tamtego czasu nie miałem doświadczeń z kobietami... no może nie z kobietami, a z dziewczynkami. Moja reakcja nie należała do nienormalnych, w szkole chłopcy robili to samo, ale przy szatni dziewczyn. Po raz pierwszy zobaczyłem kobiecy biust, zauważałem jego zmiany, widziałem owłosienie łonowe, i widziałem radość mamy, kiedy dostała swoją kolejną, regularną miesiączkę. Stawała się kobietą, a ja chciałem w tym procesie za wszelką cenę uczestniczyć. - Nie robiło panu różnicy, że pańscy koledzy ze szkoły podglądali obce sobie koleżanki, a pan własną siostrę? - Nie, zupełnie to na mnie nie wpływało, ona była dla mnie wówczas taką samą dziewczynką, jak inne. Nie patrzyłem na nią jak na siostrę, a właśnie jak na podlotka. - Czyli w sferze fizycznej nie traktował pan ją jak siostrę? Jak osobę, o którą się pan troszczył, dbał, ochraniał przed innymi? Bez jej wiedzy naruszał pan jej prywatność, jednocześnie nazywając się jej bratem? - Owszem, w sferze fizycznej nie traktowałem jej jak siostrę. Mimowolnie się uśmiecham, nigdy na to nie patrzyłem z tej perspektywy. Twój gabinet jest w kolorze ciemnego drewna, sprzyja to melancholii i wylewaniu żali. Ciekawe czy i mnie uda Ci się dzięki temu podejść. Zapisujesz sobie wnioski w ekologicznym notatniku. Fajna praca, siedzieć przy kozetce, przy przynajmniej jednym emocjonalnym nieudaczniku dziennie, zadajesz parę pytań, odpowiedzi pobieżnie zapisujesz… W sumie nawet nie wiem, czy je zapisujesz, równie dobrze, możesz rozwiązywać krzyżówkę, sudoku, albo rysować moją karykaturę. Tak czy siak za tak spędzoną godzinę zgarniasz 100 złotych. Lepiej byłoby gdybyś brała tyle za całą sesję, nie za godzinę. Wtedy więcej ludzi by do Ciebie przychodziło. - Słucham dalej. A może chce pan chwilę przerwy? Co prawda dopiero pan zaczął, ale to pan płaci za czas spędzony tutaj, więc może pan go organizować jak tylko się panu podoba, nie zapominając o głównym celu – terapii. Terapia, ciekawe słowo. Czuję się jak czub uciekinier z zakładu psychiatrycznego, który musi być pod stałą opieką. Niesamowite przeżycia. - Nie potrzebuję przerwy, dziękuję. Jak już mówiłem najpierw ją podglądałem, i właśnie dzięki temu poznałem pobieżnie damskie ciało. Zauważałem to, czym się różniło od mojego, i z chęcią się temu przyglądałem. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się u mnie piersi, bo jako dzieciak zupełnie nie rozumiałem dlaczego się powiększają, kiedy Laura miała okres. To mnie fascynowało. Widziałem podobny proces tylko z własnym prąciem, ale nawet wtedy niekoniecznie był mi w głowie seks czy nawet pornografia. Po prostu się masturbowałem, jak chyba każdy dzieciak w tym wieku. - Nie każdy, ale to akurat nieistotne, to niewielkie zaburzenie seksualne w tym wieku, proszę kontynuować. - Któregoś dnia, kiedy byliśmy z mamą podczas weekendu nad jeziorem, Laura dostała akurat kolejną miesiączkę. Była za mała na tampony, a nie jestem pewien czy nawet o ich istnieniu wiedziała. Mieliśmy właśnie wyjść nad jezioro, więc była trochę załamana. Jako dobry starszy brat powiedziałem jej, że też nie pójdę, i zostanę z nią w domu. Mama była naprawdę zachwycona moim poświęceniem, tym bardziej, że było na dworze bardzo gorąco, więc pójście nad jezioro stałoby się nieziemskim relaksem. Postanowiła dla pocieszenia kupić nam lody. Laura poszła się przebrać do pokoju. Nieświadomy tego co robię, poszedłem za nią. Zobaczyłem ją wtedy nagą, lekko skrępowaną, ale w końcu byliśmy rodzeństwem, więc zbytnio się nie przejmując, odwróciła się do mnie plecami. To właśnie wtedy podszedłem do niej i ją przytuliłem. Oboje czuliśmy przyspieszone oddechy, ona ze zmieszania, ja przez erekcję. Dopiero po kilku dniach przyznała mi się, że chciała najpierw mnie odepchnąć i wybiec do łazienki, ale nie potrafiła. Mój dotyk, jej ukochanego brata, sprawił jej przyjemność. Obróciła się do mnie twarzą i pozwoliła dokładnie obejrzeć piersi. To było… proszę nie zrozumieć mnie źle, ale wtedy, to było dla mnie niesamowite. Nigdy wcześniej nie widziałem ich z tak bliska, nigdy nie mogłem też dotknąć. Gdy spróbowałem ich powąchać, Laura zaśmiała się, i dopiero wtedy wyszła do łazienki. Nie mogłem się opanować, zamknąłem się w pokoju i tam masturbowałem się do nieprzytomności. Po powrocie ze sklepu matka zastała mnie śpiącego, a ją uradowaną jak nigdy. Od tamtego czasu robiliśmy wszystko, żeby móc spędzać ze sobą jeszcze więcej czasu. Kiedy na dworze panowała burza, biegła do mnie do pokoju, i wskakiwała do mojego łóżka, szczelnie się do mnie przytulając. Jej dotyk zawsze sprawiał mi przyjemność, i otwarcie jej o tym mówiłem. Ona nigdy nie odwzajemniła mi takich wyznań. Dopiero po kilku miesiącach odważyła się zapytać mnie o penisa. Zauważała, że podnosi się, gdy jest blisko mnie, szczególnie wtedy, kiedy mogłem dotykać jej piersi, ale nie rozumiała dlaczego i w jaki sposób się to dzieje. Wtedy doszło do naszej pierwszej, wspólnej, nagiej nocy. Wspomnienie o tym nadal mnie podnieca, była moją pierwszą prawdziwą miłością, moją pierwszą kobietą, a ja do końca życia pozostanę jej pierwszym mężczyzną – choć nie mam pewności, czy ona wciąż o tym pamięta, może nie chce o tym pamiętać. Muszę przyznać, że również do dzisiaj mogę uznać ten stosunek za najbardziej udany – spędziliśmy prawie trzy godziny w jej wąskim łóżku, oglądając swoje ciała, smakując je, dotykając się w miejscach, których nikt wcześniej nie dotykał, aż w końcu uprawiając seks dokładnie tak, jak robiła to mama z ojcem. Bo to właśnie od nich wiedzieliśmy jak to się robi, wspólnie podejrzeliśmy ich kiedyś w kuchni. Od tamtego czasu przymierzaliśmy się do tego samego, ale brakowało nam odwagi. Do czasu. Patrzę na Twoją twarz i widzę jednocześnie zgorszenie, ale i błogie zaciekawienie. I to ja mam problem z seksem, tak? Ja?! Wysłali mnie do kobiety, którą ta historia podnieca tak samo, jak mnie. Tylko, że ja potrafię o tym mówić otwarcie, i to ujawniając każdy najdrobniejszy szczegół. - Hmm… No cóż, nie spodziewałam się od pana takiego wyznania już na pierwszym spotkaniu. - Ah, czyli miałem poczekać do kolejnych? Przepraszam, zagalopowałem się. Muszę zironizować nieco tę sytuację, żeby poczuła się na pozycji straconej. I tak już na niej jest, wiem, że nie powie mi niczego sensownego. - Może przejdźmy do pana stanu obecnego. Jak tamte zdarzenia z dzieciństwa wpłynęły na pańską przyszłość? - Oczywiście z Laurą nie mam już dzisiaj kontaktu, choć praktykowaliśmy nasze czułości przez dobre dwa lata. Całe dwa lata nikt nas nie nakrył, mogliśmy być tylko dla siebie, i tylko ze sobą. Aż w końcu któregoś wieczoru, kiedy ojciec akurat wrócił z delegacji, przyszedł do naszych pokoi nad ranem, żeby się przywitać. Gdy nie znalazł mnie w łóżku, poszedł do pokoju Laury. I tam znalazł nas oboje. Nagich. W czułym uścisku, i z gumkami rozsypanymi po dywanie. Musiałem się wyprowadzić, rodzice wyrzucili nie z domu, i nie chcieli mnie więcej widzieć. Skaziłem ich córkę, straciłem więc w ich oczach jako syn. Od tamtego ranka nie mieli już syna. - Co było dalej? - Nie miałem gdzie pójść, więc szlajając się nocą po ulicy trafiłem na prostytutki. Nie nie, widzę pani pytający wzrok, nie korzystałem z ich usług. To one, widząc mnie, zaproponowały mi przenocowanie. Później jedna z nich, pamiętam, że miała na imię Sabrina, albo Izzy, załatwiła mi pracę w klubie wieczorowym, jako kelner. Właściciel knajpy niechętnie widywał mnie w pracy, głównie ze względu na mój wiek, ale takie kluby funkcjonują według własnych praw, więc nikt się nie czepiał. Tak przeżywałem kolejne miesiące mojego życia. Tam też poznałem Justynę – moją drugą w życiu kobietę. Miałem już wówczas 16 lat, ona była koło trzydziestki. Teraz, gdy na to spojrzę, wiem, że różnica była ogromna, ale pociągały mnie jej kształty, ostry język, i skąpe ubrania. Podobała się niemal każdemu klientowi, ale tylko do mnie odnosiła się pełnią słodyczy i zrozumienia. Nie musiałem długo czekać na pierwsze przyzwolenie, zrobiliśmy to na ladzie baru, tuż po zamknięciu klubu. Już wtedy powiedziała mi, że jak na swój wiek jestem bardzo dobry w te klocki. Oszczędzę pani szczegółów, widzę pani minę. Podczas pracy w tym klubie zdobyłem kolejne 45 kobiet. Długopis zatrzymał się nad notatnikiem w sposób istnie pytający. Liczba czterdziestu pięciu Cię przeraziła, co? Mi też mrozi krew w żyłach. Tym bardziej, że pracowałem tam zaledwie pół roku. - Teraz mam 24 lata, jestem oskarżony o gwałt na nieletniej, a w umyśle krąży mi wiele "pierwszych razów" – ich pierwszych razów, oraz jeszcze więcej kolejnych, ale "najlepszych w życiu". Początkowo zapisywałem ich imiona, ale straciłem rachubę widząc, że zapełniam bezsensownie kolejne kartki zeszytów. Czego potrzebuje pani więcej do mojej psychoanalizy?



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 04.07.2010r.

1     

Ilveran Redaktor 04 07 2010 (22:39:47)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Szczerze, tak? Nie znałam Cię od strony opowiadań. Aż do wczoraj. Kojarzyłam raczej z wierszami i to i tak mgliście gdyż iż mogłam je czytać stosunkowo rzadko. A dziś... dziwie się i nadziwić nie mogę dlaczego jam Twego talentu nie dojrzała. Przesada? Nie. Wydaje mi się że jest wyważone, o ile można mówić o wyważeniu w takim temacie ale no;p Podoba mi się, jak tworzysz. Minimalizm bohaterów, akcji. W poprzednim opisywałaś w sumie jedno małe zdarzenie, teraz opisujesz jedno małe spotkanie z terapeutką i w taki sposób przedstawiasz fabułę(?). Nawet imion nie podajesz! Padło jedynie Laura. I nie wiem jak to robisz, ale świetnie wyczuwam Twoich bohaterów. Znów - są prawdziwi. Nie ma mowy o przerysowaniu. Ciekawisz, ukazujesz problemy, które pomimo tego co sobie myślimy krążą wokół nas nieustannie, krążą blisko. I wspaniałe jest też to jak pokazujesz bohaterów drugoplanowych. Są tak naprawdę taką małą kreską w całym rysunku, ale pogrubioną, dopieszczoną. O tak! Dopieszczasz. I wiesz co jest też fajne? Że mam wrażenie, że przychodzi Ci pisanie lekką ręką. Cieszę się, że masz natchnienie. Dzięki niemu mogę mieć przyjemność z czytania.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(55): 55 gości i 0 zarejestrowanych: