MJ
Pseudonim: MJ
Imię: Magdalena
Skąd: Poznań
O sobie: Przy czekaniu nie budzę się o 5 rano, rezygnując z najlepszych snów. Nie przychodzę także z tego powodu już o 7 do biura. Przy czekaniu mleko nie traci dla mnie smaku. Przy tęsknocie tak.
Napisanych prac:
- wiersze: 2
- proza: 3
- publicystyka: 3

Średnia ocen: 5.4
Użytkownik uzyskał: 44 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Bidul" 10.01.2011
"niedziela" 03.02.2012
"Komercjalizacja Świąt..." 13.07.2012
"Siedem grzechów..." 29.06.2010
"Siedem grzechów..." 03.07.2010

Inne prace tego autora:
"Kilka łez wieczornych" 26.12.2011
"niedziela" 03.02.2012
"Siedem grzechów..." 04.07.2010
"Bidul" 10.01.2011
"Mój tydzień z Marilyn" 01.08.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Siedem grzechów nieprzeciętnych: pierwszy

- Czy wiesz co oznacza słowo rekonwalescencja? - Sromotnie mnie to pie… No i nie powiem jej, że pierdoli. Patrzą na mnie te dwa jasne ślepia i wymuszają odpowiedź, ale przecież jej tego nie powiem. Chyba była wcześniakiem, bo ma tak jasne oczy, że wyglądają na jakieś niedorobione, niewykształcone zupełnie. Tym bardziej nie mogę jej rozpieprzyć dzieciństwa, przekazując jej mój dorobek języka w tym wieku. Później by wyrosła na jakąś gwiazdkę, co nie ma oporów w kwestii dania dupy za osiągnięcie wybranego celu. Szkoda małej, ma takie hipnotyzujące oczy. A może starzy ją czymś jarają? I dlatego tak się patrzy? I pewnie stąd zna takie słowa. I się przechwala. Rozmowna jest, na pewno się zjarała. Kurwa, takich starych to bym wziął za szmaty i rozgruchotał czaszki na własnym kolanie. Zawsze w sumie chciałem to zrobić, chyba to wziąłem z jakiegoś filmu, sam bym na to nie wpadł. I byłaby jatka. I nawet, jakbym poszedł siedzieć, to żaden głupi cwel by mi się do dupy nie dobierał, bo wiedziałby, jak może się to skończyć. Szacunek ludzi ulicy, jak to mówią. ********** Podchodzę do kasy, a ona z pełną premedytacją nadziera ryja, słowem "Następny!". No kurwa, czy ja mam na czole wypisane jeleń albo czub? A może Nie obsługujcie mnie, bo jestem pedofilem? Patrzy na mnie i wciąż powtarza "Następny". Mam ogromną ochotę jej naszczekać, że ma się nie gapić, bo zaraz dostanie, ale czuję, że to nic nie da. Minę ma niezmienną, lekko szyderczy uśmieszek, głowa skierowana w moją stronę. No i masz, kurwa, babo placek! Jakaś gruba durna cipa musiała wykorzystać sytuację, bo jakżeby inaczej i wepchnęła obok mnie swoją wielką, kosmatą dupę. W sumie nie obok, a na mnie, bo tchu mi brakuje, i to wcale nie ze względu na złość, jaką we mnie wzmorzyła. Baby, szczególnie stare, to jest tak chory naród, że nic innego nie pozostaje, jak sobie tylko w łeb strzelić. O nie, kurwa, nie dam za wygraną. - Pani wybaczy, ale ja jeszcze nie zostałem obsłużony, a stałem przed panią. - No widzą państwo?! Bezczelny! Tak się wpychać. No bo mnie, kurwa, zaraz z równowagi wyprowadzi. Jeszcze się szmata ślini, jakby dopiero co z McDonalda wyszła po pełnej dawce HappyMeali i Cheesburgerów, przegryzanych Nugetsami i krewetkowymi chipsami. Morda w kubeł, stara ruro, bo będę nieprzyjemny, jak babcię kocham. - Nie "bezczelny", a "bezczelna", chyba, że uważa się pani za faceta, bo tak się składa, że to pani się wepchnęła przede mnie. - Co?! Pan chyba oszalał, nigdy w życiu bym się przed nikogo nie wepchnęła, proszę nie rzucać takich oskarżeń, tylko pokornie wracać na swoje miejsce w kolejce, młody człowieku! Wrócę, wrócę, jak tylko ruszysz ten wielki zad, bo nawet wyjścia przez niego nie widzę, tak mi świat przysłania. - Pani wybaczy, ale to ja byłem przed panią, i nie mam najmniejszego zamiaru zmieniać swojej pozycji. Długo czekałem na to, żeby być obsłużonym. Kasjerka na pewno to pani potwierdzi. Odwracam więc głowę w jej stronę, a ona, kurwa, druga szmata, mina zaskoczona jakby jej co dopiero telefon wpadł do kibla i spuściła po nim wodę. I "ojej, bo jak mi się to mogło stać, przecież koleżanka tak już zrobiła, i myślałam, że jestem taka ostrożna…". Nie rób takiej głupiej mordy, przed chwilą na mnie patrzyłaś, więc potwierdź, że to ja byłem pierwszy. - Wie pan co, no przyznam szczerze, że pana nie zauważyłam i według mnie ta pani powinna zostać obsłużona przed panem. Nie wierzę, zaraz jednej i drugiej chlasnę w ryj, może się opamiętają. - Poproszę w takim razie z kierownikiem. A chuj, jak iść po całości, to po całości. Zwolnią głupią cipę za zniechęcanie klienteli, niech wie, kto tu rządzi. I wychodzi goguś, kurwa jego mać, niższy niż moje kolana, w okularkach i z żurkiem w ręku. I już widzę po mordzie, że nie bardzo się czuje w sytuacji, kiedy patrzy na niego jednocześnie tylu ludzi, się kryje z klatą i resztką ciała wewnątrz samego siebie. - Ffff...w...czym mogę pomóc pań...państwu? No mam dylemat, czy jąkała, czy spietrał. Jak jąkała, to będzie ciężko, bo albo pęknę po drodze ze śmiechu, albo nie wytrzymam straty czasu i wyjdę. Jak spietrał, to punkt dla mnie. - No witam pana kierownika serdecznie. Podaję rękę, żeby poczuł, że ma w gronie kogoś życzliwego. Ale nie… - Proszę pana kierownika, proszę temu młodemu człowiekowi wyjaśnić, że nic u pana nie wskóra, że w sklepie obowiązuje kolejka, i że ma się do tych zasad stosować! Się odezwała, stara ropucha, znowu nieproszona, a byłem miły, grzeczny… sama się prosiła. - Czy szanowna pani raczy zamknąć ten krzywy ryj, bo jakby pani nie zauważyła, to inteligencja teraz wymieniała powitania? Byłbym rad. Oczy jak pięć złotych, morda posiniała, pozieleniała, i już sapie. Rękoma macha, jakby muchy, czy smród od siebie odganiała i patrzy po ludziach. No nie powiem, ludzie z jej przekroju wiekowego podobną mieli reakcję, ale większość była uhahana. - Jak pan śmie?! Co z pana za człowiek?! Gówniarzeria! Za moich czasów młodzieniec nigdy do kobiety, a już w ogóle starszej od siebie, nigdy by się tak nie odezwał, o nie! Odwracam się, no bo co będę z nią dywagował, skoro ma rację. Za jej czasów to młodych ludzi na świecie jeszcze pewnie nie było. Triceratops pieprzony. ********** Widzę z daleka, że zaraz na przystanek podjedzie mój tramwaj. Światło zielone już mi minęło, ale samochodów nie jest dużo, więc odstęp do następnej salwy jest dość spory. Co prawda stoi też spora ciężarówka budowlana, obładowana po sam szczyt, ale kierowca widać rezolutny chłop, to na pewno szybko ruszy. Tramwaj już niedaleko, ruszył w kierunku mojego przystanku. O, i ciężarówka już przejechała. Ale nie, oczywiście, to byłoby zbyt piękne. Nie dojrzałem, że w Lce, która jedzie za ciężarówką, siedzi przeurocza, smarkata dziewczyneczka. Na pewno zauważyła moje zdenerwowanie, widać to po tym, że puściła kierownicę i zasłoniła oczy ostro hamując. Zgasł jej, no do kurwy, następne samochody podjeżdżają, o tramwaju nie wspominając. Ale nie, laseczka jest już we własnym świecie, gdzie kółko, które ma przed ryjem nie służy zupełnie do niczego, nie mówiąc już o kluczykach w stacyjce czy pedałach za wycieraczką. Minę ma prawie tak bolesną, jak gdyby wszystkie tipsy jej odpadły. Naraz. Nie dziwi mnie zupełnie, że instruktor załamał ręce i siedzi tak obok niej nic nie robiąc. Wkurwia mnie tylko to, że tramwaj już przejechał. Chuj, nie zdążę do pracy. ********** Tramwaj prawie pusty, ale ona musiała sobie usiąść obok mnie. Mimo tego, że po chamsku przez pół drogi trzymałem dłoń na połowie jej siedzenia. Woli siedzieć półdupkiem, niewygodnie, niż się przesiąść. Poprawiła się ze dwa razy, ale od tamtego czasu siedzi pokornie, wyprostowana, nawet na zakrętach niczego się nie trzyma, żeby nie wyglądało, że na mnie spada. Ja na nią też nie spadam, niech sobie nie myśli. Z tyłu słyszę jakiegoś ćpuna, czy innego alkoholika, jak blebra od rzeczy, ale udaję, że mnie to nie rusza. Dziewczyna jednak przesuwa się jak najbliżej mojej ręki, żeby jej nic nie wystawało zza siedzenia, gdyby ćpun przechodził obok, ot tak, żeby się nie zahaczył. I kurwa, jakbym wykrakał, słyszę jak biegnie w naszą stronę. A nie, obija się jeszcze po drodze o dwie barierki, aż w końcu dobija do laski. Zlana potem, ale twardo siedzi. - Lalunia punia pierdunia. No i masz Ci los, ćpun ją kopnął. Dziewucha zesrana pod siebie chyba, że nie reaguje, a może to nawet i lepiej, pewnie po mordzie by dostała, jakby teraz wstała. A facetowi najwyraźniej to w smak, bo kopnął ją drugi raz, tym razem mocniej, bo się aż skrzywiła. Nie no, nie mogę tak siedzieć i nic nie robić, uczucia jakieś tam mam. - Panie, daj jej spokój, bo się inaczej policzymy. Flegmę ściągnął chyba z samej okrężnicy, bo tyle co on się zaciągał, to chyba nikt inny. Splunął na jej torebkę, wkurwiło mnie to tym bardziej, ale rękoczyny zostawiam sobie na deser. - Przeproś. No bo co mam innego powiedzieć, nawciskać mu i mieć satysfakcję z tego, że niczego to nie zmieni? - Niech Pan zostawi, ja zaraz wysiadam. W kurwę, czy ja dobrze słyszę? Dziewczyna dostaje łomot, i naprawdę nie chce pomocy? Aż mi się nie chce wierzyć, więc ignoruję. - Przeproś ją, palancie, bo skończy się to źle. Dla Ciebie. - I co mi, gnojku, zrobisz, zagadasz na śmierć? Śmieje się do rozpuku facet. Śmiej się, śmiej, dziadygo. Podchodzę do motorniczego, i choć jesteśmy w drodze między przystankami, proszę, żeby zatrzymał się i otworzył drzwi. Facet kumaty, wie, o co chodzi, więc bez zbędnych ceregieli robi co mówię. No i co, mam rzucać słowa na wiatr? Biorę ćpuna za szmaty i ostatni raz proszę. - Przeproś, masz ostatnią szansę, znaj łaskę pana. - Idź do chuja, nie dasz mi rady. Fakt faktem jest większy, ale czuję przecież, że nabuzowany tak, że nogi ma aż miękkie. Bez problemu kopię go w dupę na pożegnanie, a facet ląduje całkiem niemiękko na asfalcie. Dla świętego spokoju sumienia rozejrzałem się jeszcze czy samochód, który nadjeżdża na jego pasie, zdąży go zauważyć i ominąć. Zdąży. Jak nie zdąży, no cóż, chciałem jak najlepiej. Drzwi się zamykają, ludzie biją brawa, i choć jest ich zaledwie garstka, to nie powiem, miło mi się zrobiło, ale wolę nic nie mówić, żeby nie wyjść na pyszałka. Nie siadam z powrotem obok dziewczyny, może jest zażenowana, czy coś, po chuj mam ją jeszcze stresować. Zajeżdżamy właśnie na przystanek, i tak jak mówiła zbiera się do wyjścia. Na odchodnym rzuca mi tylko szczery uśmiech, który jest ledwo widoczny przez łzy. No aż we mnie się zebrało, żeby maludę przytulić, ja pierdolę, miękki jestem i tyle, co tu dużo mówić. Tramwaj rusza, a ona siedzi na ławce na przystanku, i głowę ma skuloną między nogi. Ja pierdolę, tyle emocji i to przez dwa jebane przystanki. Aż mi jej żal.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 29.06.2010r.

1     

Laura110 Użytkownik wpmt 02 07 2010 (19:59:10)

Użytkownik ocenił pracę na 6

A mi się baardzo podoba. Po pierwsze nie jest to kolejna nudna praca o nieszczęśliwej miłości. Wcielasz się tu w postać bardzo trudną, ale też niezwykle interesującą. Mamy tu faceta, który nie lubi wtapiać się w tłum i jest wielkim indywidualistą. Ja również nie przepadam za dużą ilością wulgaryzmów, ale myślę, że to opowiadanie byłoby bez nich dość przeciętne i nieciekawe; są one częścią głównego bohatera i nie da się ich stąd wyeliminować. Dlatego też myślę, że za to też należy się duży plus. Przyznam, że nie czyta się tego tekstu jednym tchem, ale chyba nie wpływa to za bardzo na jego jakość. Nie wiem, czy da się tu jeszcze do czegoś przyczepić.. Opowiadanie to nie mogło wyjść spod ręki kogoś, kto jest szarym przeciętniakiem. Raczej kogoś z charakterkiem. No a ja mam do takich osób respekt;)

Mozzie Użytkownik wpmt 02 07 2010 (18:37:28)

Użytkownik ocenił pracę na 4

No cóż, miałaś niełatwe zadanie - dosłownie wejść w umysł mężczyzny i jeszcze jakiego. Osobliwego na swój sposób, ale mimo pozorów - z klasą. Myślę, że mimo tylko wszystkich przekleństw, tego, że ciągle narzekał na wszystko, w głębi serca był naprawdę dobrym człowiekiem. Wgłębiłaś w jego życie, wzięłaś pod uwagę także to, w jakich sytuacjach się znalazł, no cóż, była to osoba nie potrafiąca panować nad emocjami, ale przecież ich nie pozbawiona, a to o wiele lepszy wariant. No cóż, nie jestem zwolenniczką wulgaryzmów w pracach, ale tutaj wydaje mi się, że nie dało się bez nich obejść, biorąc pod uwagę burzliwe usposobienie głównego bohatera. Zdarzyło się trochę błędów, ale na szczęście nie było ich wiele. Treść jest ciężka w odbiorze, bo bohater na pewno nie jest przeciętną osobą, bardzo się wyróżnia. Na swój sposób próbuje dociekać sprawiedliwości i chociaż udaje mu się to, jak udaje, podoba mi się ta determinacja w brnięciu do celu, ten ogromny upór. Nawet mam taką hipotezę, czy aby nie zasłania prawdziwej wrażliwości maską arogancji, żeby odstraszyć od siebie ludzi. No ale to tylko moja nadinterpretacja, podoba mi się to szczerze podejście, bo właściwie to taki jest świat - bardzo niesprawiedliwy, wręcz kraina nieszczęść ludzkich. Z plusem :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(52): 52 gości i 0 zarejestrowanych: