MJ
Pseudonim: MJ
Imię: Magdalena
Skąd: Poznań
O sobie: Przy czekaniu nie budzę się o 5 rano, rezygnując z najlepszych snów. Nie przychodzę także z tego powodu już o 7 do biura. Przy czekaniu mleko nie traci dla mnie smaku. Przy tęsknocie tak.
Napisanych prac:
- wiersze: 2
- proza: 3
- publicystyka: 3

Średnia ocen: 5.4
Użytkownik uzyskał: 44 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Bidul" 10.01.2011
"niedziela" 03.02.2012
"Komercjalizacja Świąt..." 13.07.2012
"Siedem grzechów..." 29.06.2010
"Siedem grzechów..." 03.07.2010

Inne prace tego autora:
"Siedem grzechów..." 03.07.2010
"niedziela" 03.02.2012
"Bidul" 10.01.2011
"Siedem grzechów..." 29.06.2010
"Komercjalizacja Świąt..." 13.07.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Siedem grzechów nieprzeciętnych: drugi

Patrzyłam na Ciebie nawet częściej niż codziennie. Teraz też na Ciebie patrzę. Jeżeli nie mam Cię przed oczami realnie, to wypełniasz mój umysł każdej godziny, minuty, sekundy. Odliczam kiedy wybije ta sześćdziesiąta, i na nowo zaczynam odliczanie z Tobą, jako główną bohaterką tej farsy. Dzisiaj znów kupiłam książkę, żeby mieć pretekst, aby tu przyjść. Czasem mam taką pokusę, żeby kupić ich więcej i przyjść tu z całym stosem, ale wówczas wydaje mi się, że jeżeli zauważysz, że jestem zaczytana, to w ogóle do mnie nie podejdziesz. Bo gdy podchodzisz, od razu zaczynamy rozmowę. - Dzisiaj też u nas? No proszę, moglibyśmy już ze spokojem otworzyć pani rachunek. Tak, moglibyście. Bardziej cieszyłabym się, gdybyś ty sama mi go otworzyła, miałabym kolejną rzecz otwartą przez Ciebie – po torebce cukru i torebce herbaty. - Zamawia pani to, co zwykle? - Tak, poproszę. I jeśli mogę, niech pani zaparzy herbatę, robi to pani najlepiej w całej café. Matko przenajświętsza, jak ty się ślicznie uśmiechasz i odgarniasz włosy. Patrzysz na mnie jak na znajomą z bloku, ale kiedyś spojrzysz inaczej. Już patrzysz, kiedy o Tobie marzę i śnię. Odchodzisz od mojego stolika falując biodrami, fartuch zagiął Ci się przy prawym udzie, lekko odsłaniając satynową spódniczkę. Jakbyś doskonale wiedziała, że taki materiał spływający po zgrabnym ciele podnieca najbardziej. Wciąż gonię Cię wzrokiem, kiedy wchodzisz do rozgrzanego budynku, i z najwyższej półki sięgasz po liście zielonej herbaty oraz mały czajniczek. Wyciągasz swoją chudziutką rękę, jak dziecko, które sięga po słodycze schowane przez matkę. Wyglądasz wówczas naprawdę rozkosznie, aż chce się stawiać Tobie te rzeczy jak najwyżej – naprężasz całe ciało i wyginasz się w regularny łuk. Woda się gotuje, słychać charakterystyczny gwizd, ale ty jesteś jeszcze zajęta poszukiwaniem filiżanki. Dokładnie tej, w której zawsze podajesz mi herbatę – dzięki temu sprawiasz, że każda wizyta tutaj jest jednocześnie unikatowa, jak i wywołująca wspomnienia z tej poprzedniej. Czarna filigranowa filiżanka. Ty też jesteś taką czarną, filigranową filiżanką, którą trzeba delikatnie dotykać, aby jej nie stłuc. I przelewać do niej wrzątek tylko po ściance w obawie, żeby nie pękła przez nagłą zmianę temperatury. Ciekawe czy ty też, przy wzroście ciepłoty ciała, potrafiłabyś pęknąć na tysiąc kawałków. Zebrałabym je wszystkie, i skleiła w całość. Nie byłabyś już tą samą filiżanką, ale nadal wywoływałabyś te same uczucia, co za pierwszym razem. Czajnik świszcze coraz głośniej, zwracasz na niego jednak uwagę dopiero wtedy, kiedy z zaplecza słyszysz krzyk szefa. Pędem rzucasz się do wody, pewnie ten lęk sprawił, że z pośpiechu wylewasz sobie wodę na stopę. Nawet nie wiesz jak bardzo chcę do Ciebie podbiec, chwycić tę maleńką stópkę, pogłaskać po kolanie i całując w czoło powiedzieć, że do wesela się zagoi. Wiem, że nie mogę, nie wiem nawet, czy byś tego chciała. Z grymasem na twarzy wracasz do lady, zalewając filiżankę. Nie masz już tej samej radości na twarzy, co przed chwilą. Boli mnie to, tak jak i Ciebie. - Proszę, pani herbata. Dlaczego mówisz to tak oschle? Czy to moja wina? - Dziękuję. Czy mogłaby pani usiąść ze mną chwilę? Odwracasz się zdziwiona. Dlaczego zdziwiona? Nie powinno Cię dziwić to, że chcę spędzić w Twoim towarzystwie kilka chwil, robię to przecież co tydzień. A jednak za każdym razem na twarzy gości to samo uczucie, jakby ktoś wyrwał Cię nagle z letargu. - Przepraszam panią, ale po ostatnim razie szef zabronił mi marnotrawić czas pracy. Przepraszam, bardzo chętnie bym z panią chwilę posiedziała. Nie myśl, że tak łatwo zrezygnuję, nie przyszłam tutaj na darmo, nie na darmo kupiłam kolejną książkę i herbatę. Wstaję z krzesła, ale czuję się fizycznie bezsilna. Musiałaś zauważyć tę bezsilność, skoro podtykasz mi swoje ramię do oparcia. Kochanie, nawet nie wiesz jak na to liczyłam. Dotyk Twojego subtelnego ramienia sprawia, że mam ochotę dotknąć ich obu na raz. I nie tylko ich. Idziemy w kierunku zaplecza, kiedy nagle czuję, jak łapiesz mnie za łokieć. - Proszę pani, naprawdę nie trzeba, ja myślałam, że pani chce pójść do toalety, proszę tego nie robić. Skąd to zmartwienie? Nie jestem idiotką, nie załatwię tego jak dziecko, które będąc na zakupach z mamą koniecznie chce kupić lizaka. I kiedy go nie dostaje, tupie nogami przy kasie. - Przepraszam, czy jest tu obecny kierownik tego przybytku? Wzbudza we mnie odrazę odgłos podnoszącego się męskiego ciała, zapach jego potu, i wyraz jego twarzy. Szczególnie, kiedy jest to lubieżny wyraz twarzy. - Słucham panią kochaną, jakiś problem z tą małą? - Chciałam zapytać, czy mogłaby spędzić ze mną kilka chwil przy tamtym stoliku? Powiadomiła mnie, że po ostatnim tygodniu miał pan coś przeciwko. Czy podtrzymuje pan decyzję? - Powiadomiła panią? A to dobre. No niestety, ale nie płacę jej za wałkonienie się, a za wykonywanie swojej roboty. A siedzenie z klientami do jej roboty nie należy. - Nawet jeżeli zapłacę panu za te pół godziny sto złotych? To dużo więcej niż płaci jej pan na dzień. Znów czuję twój uścisk na moim łokciu. Cichy szept, który ledwie wyczuwalnym oddechem przelatuje obok mojego ucha. Jak to na mnie działa… - Proszę pani, nie trzeba, możemy umówić się kiedy indziej, przecież to jest niewarte tych pieniędzy. Stawiasz mnie między młotem a kowadłem. Przecież nie zrezygnuję z rozmowy z Tobą teraz, stać mnie na to, a jednocześnie mogłabym Cię zobaczyć poza tym miejscem i czasem. W Twoim ulubionym miejscu, w parku, na ławce, gdziekolwiek. Kolejna część miasta mogłaby kojarzyć mi się ze spotkaniami z Tobą. To byłoby coś cudownego. - Jeżeli da pani sto złotych i obieca, że to będzie pół godziny, to proszę, czas start. Wiedziałam, mężczyźni są tacy sami. Świńscy materialiści, myślący przede wszystkim o swoim podnieceniu, spełnieniu fantazji i oczekiwań, a zaraz potem o reszcie świata, na końcu którego jest gdzieś umiejscowiona kobieta. Co mi szkodzi, podaję pieniądze, Twój uścisk łagodnieje. Odwracam się w kierunku ogródka, chwytam Cię pod ramię, i teraz możemy już spokojnie usiąść. - Proszę pani, dziękuję, ale to naprawdę nie było tego warte, przecież to dużo pieniędzy, a rozmowa ze mną to nic takiego, nie jestem ani nikim szczególnym, ani nawet kimś dla pani bliskim… - Mylisz się, moja droga. Jesteś dla mnie bardzo bliska. I ta rozmowa była tego warta, bo powiedziałaś mi, że możemy spotkać się kiedy indziej. Czy to oznacza, że mogłabym liczyć na Twoje towarzystwo również poza tą kawiarnią? Widzę Twoje zmieszanie i zakłopotanie, ale udaję, że nic ono dla mnie nie znaczy. Jeśli będę pewna swego i odpowiednio pokieruję tą rozmową, wymuszę na Tobie choćby przemyślenie tych decyzji. Twoja twarz znów wykrzywia się w dziwnym grymasie, nie wiesz czego się spodziewać, widzę to po Twoich oczach. Stara, nie w pełni już sprawna kobieta, chce się z Tobą umówić na rozmowę poza miejscem pracy. Zwykle rozmawiałyśmy o książkach, o Twoich ulubionych autorach, i o tym co Cię w prozie pociąga. Może zmieniłybyśmy dzięki temu tok naszych rozmów? Przeszły do rzeczy bardziej osobistych? - Jest pani bardzo miła, ale nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą do opieki nad panią. Poza tym mam pracę tutaj, i inne obowiązki… Myślę, że jednorazowo mogłabym kiedyś porozmawiać z panią gdzieś w parku, lub nawet u pani w domu, ale wątpię, żebym znalazła tyle czasu, żeby… - A jeśli i Tobie za to zapłacę? Jeśli za każdą godzinę spotkania będę płacić Ci sto złotych? Zgodziłabyś się? Z wiadomych względów finansowych spotkania miałyby miejsce również co tydzień. Twoja twarz jest dla mnie jednocześnie zagadką, ale także i uspokojeniem. Masz przepiękne, zielone, głęboko osadzone oczy, nad nimi chude i skrupulatnie wyrzeźbione gąsienice brwi, a nad tym wszystkim rozpościera się bezzmarszczkowe czoło. Nawet gdy myślisz nad czymś intensywnie, nie marszczysz go ani na chwilę. Podnoszą Ci się kąciki ust, usta zaś masz prześlicznie malinowe, i choć drobne, to niezwykle pociągające. Wystające kości policzkowe, jak ja to uwielbiam. Pewnie gdy ktokolwiek Cię kiedyś całował, dotykał ich podczas pocałunku. Ja bym… będę, na pewno będę tak robić. - Przecież ja nie mogę przyjąć od pani pieniędzy… Proszę chociaż nie marnować tego czasu, za który już pani zapłaciła, i to taką sumę… Jaką książkę ma pani dziś ze sobą? Zbijasz mnie z tropu, rozumiem Twoje zakłopotanie. Widzę to, po przyspieszonym oddechu, który sprawia, że niejednostajnie faluje Ci pierś. Masz całkiem duże piersi, jak na swój wiek. Właśnie! Przecież ja nawet dokładnie nie wiem ile masz lat. Widzę, że nie możesz mieć skończonych 21, ale czy jest to 18 a może 20? To niewielka różnica, ale im więcej wiem o Tobie, tym bardziej czuję tę bliskość między nami. Śliczne pukle brązowych włosów, które nigdy nie zostały skalane fryzjerskimi nożyczkami czy farbami, Twoje włosy pachną tak naturalnie – chcę się zatopić w nie całą twarzą, całując każdy włos z osobna, zaczynać tak dzień i ten sam dzień tak kończyć. Potem je rozczesywać i układać w luźnego warkocza, aby ich nadto nie łamać. Jesteś przepiękna. Nazywam się Maryla, mam 56 lat, jestem doktorem polonistyki stosowanej, specjalność językoznawczo-logopedyczna. Większość życia spędziłam pracując nad lingwistycznymi badaniami empirycznymi. Teraz, przypomniałam sobie na nowo co znaczy kochać.



Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 03.07.2010r.

1     

Ilveran Redaktor 03 07 2010 (23:40:56)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Wiesz co jest największym plusem? Płynność. Płynność i wspaniałe wpasowanie się w styl kobiety 56-letniej, co sprawiło, ze czyta się jednym tchem, nie muszę przystawać i krztusić się w miejscach zgrzytających. Mała dygresyja - dawno nie oceniałam opowiadań więc wybacz, jeśli mi to nie wyjdzie zbyt dobrze. Z drugiej strony, dygresyje są świetne, by powiększyć objętość komentarza;p, a i nie zanudzić Cię;D Wracam do opowiadania. Homoseksualizm. Temat dobrze mi znany choć bardziej od tej drugiej strony, gejowskiej. I powiem Ci, że przedstawiłaś go naprawdę nieźle. Ukazałaś go ludzko, codziennie, nie wiem, czy Ci o to chodziło. Bo istnieje coś takiego jak obrzydzenie, często spotykane odnośnie tego, a Ty pozbyłaś się wulgarności, i całe szczęście, a ukazałaś kobietę, która pragnie miłości, która potrafi kochać jedynie tak. Moim skromnym zdaniem bardzo dobra proza. Nie przynudzałaś, czytałam z ciekawością, ciekawością tego jak zakończysz. A tu zaskoczenie lekkie, nie było mocnego końca, raczej łagodne. Bohaterowie dobrze wyrysowani, nie przeładowałaś, nie usztuczniłaś ich, są... prawdziwi. Błędów nie dojrzałam. Bam bam. Tadam! Maj koment for ju. Podobało się:) Ocena formalnością.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(52): 52 gości i 0 zarejestrowanych: