warto go przeczytać
Pseudonim: Tuuusia
Obudziła się następnego dnia o 10. Jak zwykle wstała, umyła się, wyszczotkowała zęby i poszła z powrotem do swojego pokoju. Dziś była zdecydowanie w lepszym humorze. Nie myślała już o wczorajszej feralnej przygodzie z pracą. Czekała na kółko. Chodziła na nie już od dwóch lat, była jedną z wytrwalszych. Zasiadła do komputera. Tak jak przypuszczała, czas minął nieubłaganie szybko.
Gdy spojrzała na zegarek była już 14 - musiała wychodzić. Mieszkała kawałek od MOK-u (Miejskiego Ośrodka Kultury).
Szła szybkim, równym krokiem. W uszach brzmiała muzyka, była tak głośna, jak tylko pozwalał na to odtwarzacz MP3. Doszła na miejsce przed czasem. Usiadła na pierwszym schodku i czekała. Po jakichś 10 minutach w oddali zobaczyła Adama - dobrego przyjaciela. Zawsze mogła z nim porozmawiać - bezwzględnie o wszystkim. Zamienili kilka zdań: o wakacjach, o planach. Nie zdążyli się rozwinąć - w tle widać było już resztę teatralnej "ekipy". Pod MOK-iem stali już nie we dwójkę,a w szóstkę. Rozmawiali, żartowali. Lubili się.
Natalia poczuła w kieszeni wibracje. Nieco odsunęła się od grupy i odebrała telefon. Dzwoniła Agata - jej siostra. Miała 20 lat i była od niej starsza o 3. Kochały się. Bardzo zbliżyły się do siebie, kiedy w wypadku zginął ich brat - Kordian. Mogły rozmawiać godzinami i nigdy nie brakowało im tematów. Tak samo było i tym razem. Dziewczyna narzekała na pracę, a raczej na to, że się nie dostała. Ujrzała Panią Szewczyk - opiekunkę grupy, która właśnie otwierała drzwi wejściowe. Rzuciła tylko szybko do słuchawki: "Agata, ja muszę kończyć. Zaczynam kółko. Kocham Cię, pa."
Przed drzwiami była pierwsza, a w pomieszczeniu ostatnia. Zawsze taka była, w rezultacie i tak się spóźniała.
Spotkanie rozpoczęli tak jak zawsze - ćwiczeniami na dykcję, zabawą z lusterkiem. Ale dzisiaj "rozgrzewka" nie trwała długo.
Pani Joasia klasnęła w dłonie i powiedziała:
-Kochani, mamy wakacje, czyli dwa miesiące na próby, próby i jeszcze raz próby. Przygotowałam dla Was scenariusz. Nawet obsadziłam role. Dobra, chwytajcie, czytajcie, a i jeśli macie coś przeciwko mówcie. Po to tu jestem.
Puściła do nich oczko i zajęła się pisaniem.
Scenariusz nosił tytuł "ONI", opowiadał o chłopcu, który był odtrącony przez społeczeństwo. Był innej narodowości, przeprowadził się do Polski z Rosji, kiedy miał 6 lat. Znalazł przyjaciółkę w młodszej o rok dziewczynie. Chodzili do wspólnej szkoły, ba! Nawet do wspólnej klasy. Dziewczynę przenieśli z zerówki do pierwszej klasy. Teraz chodzili do 1 liceum.
Role przypadały następująco:
-Główny bohater - Karol
-Przyjaciółka - Kasia (dobra znajoma Natalii z jej klasy)
-Chłopiec wyśmiewający - Sławek
-Dziewczyna, która wręcz nienawidziła owej dwójki - Natalia
-Nauczyciel - Sławek (był najwyższym chłopcem chodzącym na kółko)
-Narrator - Ania
Role każdemu przypadły do gustu. Zaczęło się. Wszyscy zabiegani próbowali odegrać swoje role jak najlepiej. Wiedzieli, że pierwszy raz mają w ręku scenariusz, lecz mimo tego chcieli żeby wyszło najlepiej jak to tylko możliwe.
Ćwiczyli tak może dwie, dwie i pół godziny.
Nie było czego ukrywać - wyszło beznadziejnie. Role, mimo tego, że każdemu się podobały, nie pasowały do żadnej z osób, no może mimo Sławka - ten grał najlepiej.
Skończyli próbę o 16:30 i rozeszli się do domów.
Siedemnastolatka wracała do domu samotnie, znaczy się z wierną przyjaciółką - swą MP3.
Zdziwiła się, kiedy zorientowała się, że drzwi domu są otwarte. Zazwyczaj o tej porze była sama. Rodzice pracowali.
Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła na stole pakunek z dedykacją dla niej. Tak, to były jej imieniny. 27.07 - kompletnie zapomniała, na amen. Dostała kwiaty, czekoladki i śliczny komplet biżuterii.
W końcu z rodzicami spędziła jeden z normalniejszych dni. Siedzieli we trójkę przed telewizorem do późnego wieczoru. Zjedli dwie pizze i każdy rozszedł się do swojego pokoju.
Obudziła się w nocy z krzykiem. Darła się w niebo głosy. Budząc się, nie mogła złapać tchu. Dusiła się. Znowu jej się to śniło - śmierć jej brata. Ale to nie było tak. To nie ona prowadziła! Dlaczego, dlaczego jej musiało się to śnić. Zawsze przed rocznicą, zawsze. Miała tern sen już jakieś 4 razy. Bała się go - niezaprzeczalnie. Kordian na swym BMXie wyjeżdża na ulicę, ona prowadzi - najeżdża na brata, przejeżdża po czaszce. Ta pęka. Huk. Płacz.
Zaraz na górze pojawił się ojciec. Nie wiedział co się dzieje, w zasadzie o tym, co śniło się Natalii przed rocznicą wiedziały dwie osoby - Ola i Adam.
Uspokoiła ojca, odesłała do jego pokoju ale sama zasnąć już nie mogła myślała tylko o koszmarze.
Ocena: 3.5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 26.05.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(31): 28 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Pawlak, dezerter89