warto go przeczytać
Promienie słońca przedzierały się przez różnokolorowe witraże. W kościele był tłok, nieraz młodzież, stojąca z tyłu, popychała się lekko. Łysawy ksiądz z przejęciem czytał list od biskupa. Parafianie słuchali albo udawali, że słuchają. W każdym razie na pewno młodzież. Rudowłosa dziewczyna o brązowych oczach słuchała uważnie. Piętnastolatka o poważnej minie i wyglądzie grzecznej uczennicy. Nie mogła znieść tego, że chłopak obok ciągle gadał z kumplem. Nie był nawet przystojny, nie znosiła tego typu. Ogolony na łyso, o zbójnickim uśmieszku, oczy czarne, smutne. Mruknęła cicho, prosząc, aby się uciszył. On spojrzał lodowato i umilknął. Nie na długo. Kiedy ksiądz zaczął mówić ogłoszenia parafialne, kolega "łysego'' zagadał go znów. Gdy msza się skończyła,kumpel chłopaka odszedł w innym kierunku. Łysy ruszył w tym kierunku co ona. Ale dziewczyna miała tak duży temperament co kolor jej włosów. Dogoniła go, zagrodziła drogę.
- Słuchaj! Nie masz prawa się tak zachowywać w kościele! Po co ty w ogóle tu przychodzisz jak chcesz przeszkadzać?
- Świętoszka się znalazła! - parsknął śmiechem.
- Tak! Jestem katoliczką i chcę bronić mojej religii.
- To nie jest tak, że ja nie jestem katolikiem, ale... To kumple.
- I nie pokażesz im swoich racji? Jak widzę już się przeciwstawiłeś ludziom. Ogoliłeś się na łyso i nosisz mroczne ciuchy. Dlaczego się tak patrzysz? Myślałeś,że jestem z innej planety? To się myliłeś! Chodzę do gimnazjum i znam język młodzieżowy, ale rzadko go używam, bo wolę poprawną polszczyznę. Jak masz na imię?
- Marcin.
- Jestem Gosia. Proszę, nie rób tak więcej. Pomyśl o innych... albo nie przychodź do kościoła.
- Mama mi każe. Ale to nie tak, że nie lubię, tylko...
- Tylko co?!? Ile ty masz lat, chłopie?
- Osiemnaście.
- A ja piętnaście i nie boję się pokazywać swojego zdania - powiedziała i odeszła powoli.
- Poczekaj! - zawołał nagle.
Ona jednak nie odwróciła się. Poszła dalej, myśląc czy ta przemowa zadziała.
************************
Wysoka brunetka, studentka drugiego roku dziennikarstwa, dumnym krokiem weszła do kościoła. Ubrana w zwiewną sukienkę do kolan, w sandałach, z bukietem polnych kwiatów, zebranych na pobliskiej łące. Przyklęknęła i podeszła powoli do ołtarza. W pierwszej ławce jakaś kobieta modliła się, jakby cierpiąc. Zobaczyła wazon z kwiatami i dołożyła tam swoje niezapominajki. Potem poszła parę ławek do tyłu, uklękła i zaczęła się modlić. Gdy wstała i chciała wyjść, w kącie ujrzała... chłopaka z przed lat! Zapuścił brązowe włosy, miał na sobie brązową koszulę i dżinsy. Chyba się uspokoił, teraz i on wstał. Rozejrzał się po kościele i ją ujrzał. Gosia uśmiechnęła się lekko i wyszła. Zaraz jednak za nią pojawił się Marcin.
- Gosia? Pamiętasz mnie jeszcze? Miałaś piętnaście lat, jak mnie skrzyczałaś.
- Tak, pamiętam. Widzę, że te słowa zapadły ci do serca.
- Jeszcze jak! Mama się zdziwiła, jak wyrzuciłem tamte ciuchy. Kumple też się ode mnie odwrócili. Ale postanowiłem iść własną drogą. Tak jak ty.
- To dobrze. Ja też nie miałam lekko.
- Hej! Ty przefarbowałaś włosy! Dawniej miałaś rude!
- Tak, i ścięłam. Wszyscy mnie zawsze poznają po twarzy. Ja się czuję dobrze. Zresztą muszę wyglądać jak profesjonalna dziennikarka.
- Jesteś dziennikarką?
- Studentką. Ty zapewne też.
- Jeszcze tak. A dokładnie politechniki.
- Ciekawy kierunek. Muszę już iść. Śpieszę się.
- To idź. Ja czekam na mamę, ale mam prośbę. Dasz mi swój numer telefonu?
Podała mu, myśląc, że i tak nie zadzwoni.
Jednak parę dni potem, gdy wychodziła z uczelni, rozległa się piosenka Celine Dion - jej dzwonek. Odebrała i okazało się, że Marcin zaprosza ją na randkę.
Zgodziła się. Jednak dziwiła się, że facet starszy o parę dobrych lat, zaprasza właśnie ją.
Poszła jednak, ubrana w top z małym dekoltem i haftowane dżinsy. On już czekał. Pogadali trochę. O profesorach, o kolegach. Powspominali tamtą rozmowę. I tak umówili się jeszcze na parę randek. Z tych paru zrobiło się kilkanaście i w końcu kilkadziesiąt. Gosia zaczęła mieć jednak niedosyt. Miała przeczucie, że coś się wydarzy. Tego wieczoru umówili się do teatru na spektakl "Romeo i Julia". Tak po przyjacielsku, bo przyjaciółmi wciąż byli. Po spektaklu ruszyli na chwilę do parku, obejrzeć zachodzące słońce. Usiedli na ławce i nagle Marcin zadrżał głos.
- Gosiu... Ty nie jesteś dla mnie przyjaciółką. Chyba kimś więcej. Te parę lat temu, gdy tak na mnie nakrzyczałaś, sprawiało mi to chyba przyjemność. Taka ładna dziewczyna. Potem gdy poszłaś, tęskniłem. Czegoś mi było brak. Myślałem, że chodzi o Boga. Zacząłem się modlić. I to o wiele więcej. Ale niedawno zrozumiałem,że to ty jesteś mi przeznaczona.
Gosia milczała. Z jej oczu wypłynęły dwie łzy. Wzruszona, powiedziała:
- Ja... Ja też. W tym kościele wyglądałeś tak ładnie, mimo zgolonej głowy. Ale wtedy byłam wkurzona. Wybaczmy sobie.
- Gosiu, kocham cię. - rzekł i pocałował ją namiętnie.
Zostali więc parą. Spotykali się po zajęciach, często pisali esemesy, umawiali się w różne miejsca i cieszyli życiem. To im na długo nie wystarczyło. Parę miesięcy potem wzięli ślub. Oczywiście jak katolicy. Stali się porządną rodziną i do końca życia znali swoje myśli. Umarli razem, w pożarze ich domu. Dwa serca złączone przez Boga, rozłączone też przez niego zostały.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 03.02.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46544 | Użytkownicy: 3566
Online(32): 29 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Pawlak, dezerter89